Straciłam mamę trzy miesiące temu i od tamtej pory czuję coś dziwnego w okolicy klatki piersiowej. Nie ból fizyczny, bardziej jakby tam była dziura albo pustka. Zaczęłam czytać o czakrach i natrafiłam na informacje o czakrze serca, anahata. Zastanawiam się, czy to co czuję ma z nią związek, czy może to tylko mój organizm reaguje na stres? Czy ktoś miał podobne odczucia po stracie kogoś bliskiego?
To co opisujesz to bardzo typowa reakcja energetyczna po stracie. Czakra serca potrafi się dosłownie zamknąć albo działać nierównomiernie kiedy przeżywamy żałobę. Ale chcę zapytać, bo to ważne, czy ta pustka dotyczy tylko klatki piersiowej, czy czujesz też coś w brzuchu albo w gardle?
To co opisujesz w gardle to vishuddha, czakra gardła. Odpowiada za wyrażanie siebie i komunikację. Żałoba bardzo często blokuje właśnie tę czakrę, bo mamy tyle do powiedzenia, tyle niezdanych pytań, tyle słów których już nie wypowiemy do tej osoby. Ciało to czuje i dosłownie blokuje kanał. Ale chciałabym wiedzieć, czy masz też jakieś sny o mamie, ewentualnie wyraziste obrazy?
Interesujący temat. Sam straciłem kogoś bliskiego jakiś czas temu i pamiętam że przez kilka tygodni czułem dziwne ciężkość w okolicach splotu słonecznego. Manipura, trzecia czakra. Nie kojarzyłem tego wtedy z energetyką, ale teraz to ma sens, bo to centrum naszej siły i poczucia kontroli, a żałoba to w gruncie rzeczy utrata kontroli nad tym co ważne.
Mam pytanie do Rodis albo do kogo wie, bo mnie to zastanawia od jakiegoś czasu. Czy żałoba zawsze uderza w te same czakry, czy zależy od tego jaka była relacja z osobą, którą stracimy? Bo wyobrażam sobie że strata ojca z którym miało się trudną relację to co innego energetycznie niż strata kogoś z kim było się bardzo blisko.
Ciekawe podejście, ale mam pewną wątpliwość. Czy nie ma ryzyka, że skupiając się na czakrach w trakcie żałoby, za bardzo intelektualizujemy coś co powinniśmy po prostu przeżyć? Pytam serio, nie przekornie. Zastanawiam się czy mapa energetyczna ciała w tym momencie pomaga, czy może odciąga od samego procesu.
Myślę że Arat dotyka czegoś ważnego. Znam osoby które używały pracy z czakrami jako ucieczki od bólu, nie jako wsparcia. Mycie kryształów, afirmacje, medytacje na zmianę i ból tymczasowo cichnie, ale nie znika. Potem wraca ze zdwojoną siłą. Praca z energią ma sens, ale chyba nie jako substytut przeżywania.
Skoro Habba pyta o konkretne podejście, to może warto poruszyć też temat czasu. Żałoba ma swoje fazy i zastanawiam się czy czakry też przechodzą przez jakieś etapy. Bo ta pustka którą opisuje Habba teraz może być czymś innym niż to co będzie za pół roku. Czy ktoś obserwował u siebie taką zmianę w czasie?
Nie, nie robiłam nic takiego świadomie. Raz gdzieś czytałam o oddychaniu do serca, ale mi to wtedy wydawało się dziwne. Teraz chyba mniej dziwne. Tylko co z tym zamrożeniem, bo jak próbuję się zatrzymać i poczuć, to jakby nic nie ma, pustka i tyle.
Ta pustka to jest coś, nie nic. To brzmi jak paradoks, ale w pracy energetycznej pustka po stracie jest bardzo konkretnym stanem czakry serca. Nie tyle zamknięcie, ile wyczerpanie. Anahata dała z siebie tyle że na razie po prostu nic nie ma. Czy ta pustka jest boleśniejsza niż ból?
Słuchajcie, a czy to co opisuje Habba, ta pustka, to nie jest po prostu szok? Bo w psychologii jest taki etap w żałobie, odrętwienie, i zastanawiam się czy wy to nazywacie energetycznie wyczerpaniem czakry, a to de facto jest to samo, tylko inny język opisu. Nie mówię że jedno wyklucza drugie, po prostu ciekawi mnie jak wy to rozumiecie.
Ja tam zawsze czułam że te dwa opisy się uzupełniają, nie wykluczają. Psychologia mówi co, energetyka mówi gdzie w ciele. Dla mnie obie mapy były potrzebne.
Słucham was i zaczynam rozumieć że może nie muszę od razu robić jakiejś skomplikowanej medytacji. To mnie trochę przytłaczało, bo czytałam o tych wszystkich technikach i nie wiedziałam od czego zacząć. Dłonie na mostku brzmi wykonalnie.
Wrócę jeszcze do pytania Karrota, bo mnie też to trochę nie daje spokoju. Czy praca z czakrami w żałobie jest bezpieczna do robienia samodzielnie, czy lepiej mieć kogoś do prowadzenia? Pytam bo Habba jest teraz sama z tym wszystkim i martwię się trochę o to, żeby zamiast pomóc, nie otworzyć czegoś za wcześnie.
Gotowość nie jest wymagana z góry. Jeśli myślisz o tym, to pewnie już jesteś bliżej niż ci się wydaje. Tylko bym powiedział jedno, wybierając kogoś do takiej pracy, pytaj o doświadczenie z żałobą konkretnie. Nie każdy kto pracuje z energią wie jak trzymać przestrzeń dla kogoś kto dopiero co stracił bliską osobę.
Słyszałem różne opinie o terapeutach pracujących z ciałem i czakrami, od bardzo pozytywnych po takie gdzie ktoś czuł się gorzej po sesji niż przed. Myślę że Kobalt ma rację, ale też chciałbym dopytać, co konkretnie sprawdzać? Certyfikaty, podejście, rekomendacje?
Dobrze, to jak ta rozmowa przed sesją powinna wyglądać? Pytam bo wyobrażam sobie że przychodzę do kogoś i on mnie pyta o historię, ale co jeśli nie jestem w stanie tego opowiedzieć? W żałobie często nie chce się mówić, a terapeuta powinien to rozumieć czy raczej przeprowadzić przez to siłą?
To brzmi jak coś co mogłabym zrobić. Bez przygotowywania się z góry, bez tłumaczenia całej historii. Nie wiedziałam że można tak. Myślałam że trzeba przyjść z pełnym opisem co się stało i kiedy.
Tak, rozmowa wstępna to standard u rzetelnych osób. I zwróć uwagę czy terapeuta pyta ciebie o oczekiwania, czy od razu mówi co ci "zrobi". Ten kierunek komunikacji dużo mówi. Dobry terapeuta jest ciekawy ciebie, nie pochłonięty własną metodą.
Ja miałam kiedyś sesję u kogoś kto przez całą godzinę opowiadał mi co widzi w moich czakrach i na końcu zapytał czy mam pytania. Wyszłam z poczuciem że jestem przypadkiem do analizy, nie człowiekiem. To nie była żałoba, ale wyobrażam sobie że w żałobie takie podejście byłoby bardzo złe.
Słuchajcie, wróćmy na chwilę do samego procesu żałoby i czakr, bo chcę zapytać o coś co chodzi mi po głowie od początku tego wątku. Habba wspominała o pustce w klatce piersiowej, Rodis mówiła o wyczerpaniu anahaty. Ale czy w żałobie tylko serce jest dotknięte? Co z innymi czakrami?
Muladhara to akurat coś co sama mocno czułam. Ta niestabilność, brak zakorzenienia. Wszystko wydaje się tymczasowe, jakby podłoga była z piasku. Nie wiązałam tego wtedy z czakrą, ale jak teraz o tym myślę, to pasuje.
To co Zorka mówi jest ciekawe, bo to wszystko są rzeczy bardzo dostępne i niewymagające żadnego specjalisty. Habba, czy próbowałaś czegoś takiego? Czy to jest w ogóle coś co mogłabyś zrobić?
Boso po trawie to brzmi jak coś co mogę zrobić. Mam ogród. Ostatnio w ogóle tam nie wychodziłam, bo wszystko tam przypomina mi o nim. Ale może właśnie dlatego powinnam.
Anastaya ma rację. Unikanie miejsc które przypominają to jedna z rzeczy która w żałobie najbardziej przeciąga cały proces. Chociaż łatwiej to powiedzieć niż zrobić, wiem.
To porównanie bez znieczulenia jest bardzo trafne. Ja miałam podobnie. I właśnie to poczucie, że nie zdążyłaś się przygotować, że wszystko poszło za szybko, długo mi towarzyszyło. Habba, czy masz dużo takich urwanych myśli, zdań których nie zdążyłaś powiedzieć?
A to nie jest właśnie to o czym Rodis mówiła wcześniej, ta zablokowana czakra gardła? Bo słuchaj, Habba opisuje dokładnie to, niedomówienia, słowa których nie ma gdzie wysłać. Czy to się da jakoś rozwiązać energetycznie, skoro po drugiej stronie nie ma już komu odpowiedzieć?
