Nie wiem do końca jak to opisać, ale od jakiegoś czasu czuję jakby coś we mnie było zablokowane. Miałam kilka trudnych sytuacji w ostatnich miesiącach i teraz pracuję w miejscu, gdzie stres jest na porządku dziennym. Słyszałam, że praca z czakrami może pomóc, ale nie mam pojęcia od czego zacząć, szczególnie że większość ćwiczeń wymaga spokojnego miejsca i czasu, a w pracy tego nie ma. Czy da się w ogóle coś robić dyskretnie, przy biurku czy w trakcie krótkiej przerwy?
To ważne pytanie, bo dużo osób podchodzi do czakr jak do czegoś, co wymaga ołtarzyka, kadzidła i godziny medytacji. A to nieprawda. Ale zanim ktokolwiek zacznie ci dawać konkretne ćwiczenia, to chciałbym zapytać o jedno. Mówisz o traumatycznych doświadczeniach i stresie w pracy jednocześnie. Czy to są dwie oddzielne sprawy, czy ta praca jest częścią tego, co cię przeciążyło?
Klatka piersiowa i żołądek to dwa różne obszary. Ten pierwszy to okolice czakry serca, anahata, a żołądek to raczej manipura, czyli splot słoneczny. Jeśli czujesz napięcie w obu miejscach jednocześnie, to może znaczyć, że pracujesz z kilkoma warstwami naraz. To nie utrudnia pracy, ale warto wiedzieć, z czym się mierzy.
Też mam podobnie z tą klatką piersiową i też zastanawiałam się, czy to czakra serca. Ale jak to rozróżnić czy to naprawdę blokada energetyczna, czy po prostu stres somatyczny? Bo lekarze od razu mówią, że to napięcie mięśniowe.
Wracając do pytania Gosi88 o pracę dyskretną, bo to naprawdę konkretna kwestia. Przy biurku da się sporo zrobić z oddechem. Nie chodzi o jakiś widowiskowy pranajama, tylko o świadome oddychanie przeponowe. Wdech przez nos na cztery sekundy, zatrzymanie na cztery, wydech na osiem. To bezpośrednio wpływa na manipurę i jednocześnie wycisza układ nerwowy. Można to robić podczas czytania maila i nikt nie zauważy.
szczerze? Nie ma jednej świętej proporcji. To co podałem to jedna z popularniejszych technik, ale najważniejsze jest żeby wydech był dłuższy niż wdech. To aktywuje przywspółczulny układ nerwowy, co jest fizjologicznym faktem niezależnie od tego czy wierzymy w czakry czy nie. Reszta to dostrajanie pod siebie.
Martwię się trochę o kierunek tej rozmowy. Gosia88 wspomniała o traumatycznych doświadczeniach i od razu skakujemy do technik. Tymczasem przy realnej traumie samodzielna praca z energią może otworzyć rzeczy, z którymi trudno sobie poradzić bez wsparcia. Nie mówię żeby nic nie robić, ale żeby być ostrożną.
Ja chcę się odnieść do tego uziemiania, bo to coś, co naprawdę da się robić w pracy. Kiedyś podczas jednego z moich rytuałów odkryłam, że samo poczucie nóg na podłodze, dosłownie przyciśnięcie stóp do ziemi i świadome skupienie uwagi na tym kontakcie, potrafi zredukować chaos w głowie. Można to zrobić na krześle, nikt nie patrzy na twoje stopy.
A to uziemianie to działa przez muladharę tak? Zawsze myślałem, że to tylko dla ludzi, którzy mają problemy z "byciem w ziemi", cokolwiek to znaczy. Czy to ma sens dla kogoś, kto czuje blokadę wyżej?
Nie powiedziałabym, że zaczynasz od złego miejsca. Ciało pokazuje ci gdzie boli i od tego można wychodzić. Tylko że jeśli pracujesz z czakrą serca przy niestabilnej podstawie, to efekty mogą być płytsze albo nietrwałe. Kombinacja uziemianie plus praca z oddechem, którą opisał Krysztal, to dobry duet na start w warunkach biurowych.
Chciałem zapytać o jedną rzecz, bo trochę pogubiłem się w tej dyskusji. Czy do tej pracy z czakrami w ciągu dnia potrzebne są jakieś intencje, wizualizacje, czy wystarczy samo ćwiczenie oddechowe? Czytałem że bez skupienia na konkretnej czakrze to po prostu ćwiczenia oddechowe i tyle.
Mam inne zdanie, tak. Nie dlatego że intencja jest magicznym składnikiem, ale dlatego że kieruje uwagą. A uwaga to w pracy z energią naprawdę nie jest mała rzecz. Jeśli robisz oddech i myślisz o mailu do szefa, to efekt będzie inny niż jeśli świadomie kierujesz uwagę na okolice splotu słonecznego. To nie jest magia, to po prostu neurologia i propriocepcja.
oczy otwarte zupełnie wystarczą. Wystarczy wzrok skierować lekko w dół, jakbyś patrzyła na blat biurka, i wewnętrznie przenieść uwagę w okolicę klatki piersiowej albo brzucha. Z zewnątrz wyglądasz jak ktoś kto myśli o raporcie. Nikt nic nie widzi.
A to naprawdę działa tak samo jak z zamkniętymi oczami? Zawsze wydawało mi się, że skupienie bez zamykania oczu jest o wiele słabsze, bo bodźce z zewnątrz rozpraszają.
Chciałbym wrócić do czegoś co Gosia88 powiedziała wcześniej, o tym braku gruntu pod nogami. Bo to zdanie zostało trochę przykryte dalszą dyskusją o technikach. Czy ten brak gruntu pojawia się nagle w konkretnych sytuacjach w pracy, czy to jest raczej stały stan?
To co opisujesz to jest ważna informacja przy pracy z czakrami. Jeśli środowisko aktywuje coś istniejącego, a nie tworzy coś nowego, to praca z muladharą ma jeszcze większy sens. Ale mam pytanie, czy kiedy wychodzisz z tej pracy, to to napięcie zostaje, czy odpuszcza?
To brzmi jak coś, co ciało już "oczekuje" zanim jeszcze dojdzie do sytuacji. Pamięć ciała, nie wiem jak inaczej to nazwać. Ja miałam podobnie z jednym miejscem i uziemianie przed wyjściem z domu, nie po pracy, faktycznie coś zmieniło.
Dobry punkt. Myślę o tym jak o regularnym podlewaniu, nie jak o jednorazowym nawodnieniu. Każde krótkie ćwiczenie w ciągu dnia to kolejna warstwa, nie zastąpienie całości.
Chcę zapytać o coś praktycznego bo to wszystko brzmi rozsądnie, ale ja mam problem z tym żeby w ogóle pamiętać żeby to robić. Jak się wciągnie w pracę to mija kilka godzin i w ogóle nie pomyślałam o oddychaniu. Czy ktoś ma jakiś sposób na przypomnienia?
Wracając do Gosi88, bo mnie interesuje co się dzieje z tym napięciem w klatce piersiowej po tym jak wychodziła z pracy. Czy to jest bardziej fizyczne, takie zaciskanie, czy raczej emocjonalne, ciężar, przygnębienie?
To co opisujesz, ten ucisk w klatce i ciężar jednocześnie, to brzmi jak anahat i muladhara pracujące razem pod presją. Nie dziwię się, że trudno to precyzyjnie opisać, bo to nie jest jeden punkt. Mam pytanie, czy ten ucisk w klatce pojawia się też kiedy myślisz o pracy w domu, czy tylko gdy jesteś w samym miejscu albo wracasz?
To jest ważna informacja. Jeśli samo myślenie wywołuje reakcję ciała, to ciało nie odróżnia już sytuacji rzeczywistej od wyobrażonej. Przy takiej pracy z czakrami warto zacząć od czegoś co sprowadza z powrotem do fizyczności, dosłownie do ciała tu i teraz, zanim w ogóle wejdziesz w oddech czy wizualizację. Czy próbowałaś kiedyś uziemiania przez dotyk, na przykład mocne oparcie stóp o podłogę i świadome poczucie faktury?
A to nie jest tak, że jak ktoś nie czuje tej różnicy między mechanicznym a świadomym, to ćwiczenie i tak nie działa? Bo brzmi jakby intencja była kluczowa, ale co jeśli ktoś dopiero zaczyna i nie wie jak "świadomie" czuć?
To mi coś wyjaśnia. Bo ja próbowałam uziemiania i myślałam że to robię ale może właśnie nie byłam przy tym. Myślałam o tym co zrobię potem albo czy robię to dobrze. Czy to znaczy że ćwiczenie w ogóle nie zadziałało?
Ja miałam dokładnie ten problem co Alamina i przez długi czas myślałam, że to techniki nie działają, a potem się okazało że po prostu nie byłam w stanie w ogóle wyjść z głowy. Dla mnie przełomem było robienie czegoś fizycznie wyraźnego, mocne przyciśnięcie pięt do podłogi, takie że aż czujesz napięcie w łydkach. Brzmi prosto, ale to pierwszy raz naprawdę mnie sprowadzało.
To jest dobra obserwacja i myślę że tu jest coś ważnego o tym co Gosia88 opisuje. Jeśli układ nerwowy jest w trybie czuwania, to subtelne sygnały są dosłownie filtrowane. Mocniejszy bodziec fizyczny to nie jest ominięcie pracy z czakrami, to jest wejście przez bramkę którą ciało jeszcze może otworzyć. Gosia88, jak to jest kiedy próbujesz czegoś subtelnego, np. samego skupienia na oddechu? Czy udaje ci się w to wejść czy rozpraszasz się?
To jest bardzo uczciwa odpowiedź i myślę że wiele osób by się w tym rozpoznało. Dwadzieścia sekund to nie porażka, to jest punkt startowy. Pytanie czy to się zmienia w czasie, czy po kilku tygodniach tych krótkich prób ten czas się wydłuża, czy zostaje taki sam? Bo to jest dobry wskaźnik czy technika działa dla konkretnej osoby.
