to co napisała Korundka jest dla mnie mega ważne i właściwie to chcę się do tego odnieść, bo przez cały wątek siedzę i czytam i w pewnym momencie złapałam się na tym, że analizuję każde zdanie pod kątem "kto to mówi" zamiast "co to mówi o mnie". i to jest chyba włanie ta projekcja w masce mądrości o której pisała Nokturnina. serio, miałam taki moment. dziękuję za ten wątek, na prawdę 😉
dobra ale wróćmy do tego nagrywania intencji bo Bard zadał konkretne pytanie i jakoś nam to uciekło. bo jeśli nagrywam intencję dla siebie - zeby lepiej słuchać, mniej mówic o sobie - to w jakiej czakrze to właściwie osadzasz? wishuddha bo chodzi o mowę, czy anahata bo chodzi o otwarcie na drugiego człowieka? to nie jest trywialne pytanie
dokładnie ten sam problem miałam, Mistralia. przez długi czas myślałam ze to jedno i to samo, a potem ktoś na warsztacie powiedział żebym zapytała siebie: czy po tym gadaniu czuje się lżejsza czy cięższa. i to zaskakująco działa. jak mówię i potem jest lżej, to było z wishuddha, jakis przepływ. jak mówię i potem jest mi głupio albo pusto, to jest ten głód z anahata który się nie nasycił
hej, to lżejsza/cięższa to jest bardzo subiektywne. bo ja mogę po każdej rozmowie o sobie poczuć "lżej" bo po prostu wyrzuciłem z siebie coś co mnie gryzie, bez żadnej czakry w to zaangażowanej. to jest po prostu mechanizm psychologiczny, nie? nie rozumiem jak z tego robić sposób diagnostyczne dla energii
to jest uczciwa odpowiedź, Marchewka. dobra, przyjmuje to. ale jeszcze mam jedno pytanie do całej tej rozmowy, bo ciągle mi coś zgrzyta: czy ktoś tu naprawdę zmienił jakiś swój wzorzec mówienia o sobie przez pracę z czakrami? nie pytam złośliwie, naprawdę jestem ciekaw czy ktoś ma konkretny przykład
coś ty, ja mam i opowiem krótko. pracowałam z anahata przez kilka tygodni, medytacje, kamień w kieszeni, prosta intencja "słucham". chyba, nie nagrywałam w przestrzeń, po prostu intencja w sobie. i po trzech tygodniach koleżanka powiedziała mi że ostatnio jakoś fajniej mi się z tobą rozmawia. sama tego nie zauważyłam, ona zauważyła. nie wiem czy to czakra, może to był placebo albo zwykła uwaga skierowana na siebie, ale efekt był
no wlasnie, tu jest ten problem ze nie wiadomo czy to czakra czy po prosty uwaga skierowana na zachowanie. nie mówię ze to źle bo efekt jest efektem ale traktuję to jako dobry trening a nie pracę energetyczną per se. choc morze to to samo? hm
pytanie Pawelka jest bardzo cenne i odpowiedź Irenki jest właśnie tym czego szukamy. u mnie tak jest, nie ma sensu rozstrzygać czy to "czakra" czy "psychologia", bo to rozróżnienie jest sztuczne. Praca z anahata jest pracą z wzorcem przywiązania do własnego odbicia w oczach innych. Kiedy przestajesz szukać potwierdzenia, przestajesz też zalewać rozmowę sobą. Mechanizm jest ten sam, tylko język opisu inny. Natomiast do pytania o nagrywanie intencji, bo wracamy do Barda: nagranie intencji dla siebie to de facto wielokrotnie ponawiana deklaracja wobec własnego pola. To działa jak kotwica, nie jak zaklęcie
dobre pytanie. pole jest całością i intencja wpływa na całość, ale praca skupiona na konkretnym centrum jest po prostu precyzyjniejsza. To jak masaż całego ciała kontra praca punktowa, jedno i drugie działa, ale inaczej. Przy nagrywaniu intencji dla anahata polecam coś konkretnego, nie ogólne "otwórzcie się", tylko np. "kiedy ktoś mówi, jestem tu całkowicie". To jest zadanie dla serca, nie dla gardła
o, to zdanie "jestem tu całkowicie" to jest coś co chcę zapamiętać. proste i działa w głowie nawet jak je czytam 🙂
wróćmy na chwilę do tego co Erazm napisał wcześniej - o egocentryzmie odwróconym, gdzie diagnozujesz innych zamiast siebie. bo mam wrazenie że ten wątek sam przez siebie był taką sytuacją na początku. Bard zaczal od konkretnej osoby z otoczenia, potem to ewoluowało w stronę pracy własnej, i moim zdaniem to jest ciekawszy schemat niż jakikolwiek wniosek z dyskusji. to znaczy - obserwowanie jak zmieniło się pytanie w trakcie rozmowy. to jest materiał do medytacji sam w sobie
Aurelek, no tak, widze to. zacząłem od szefa kolegi, a teraz rozmawiam o własnej anahata. śmieszne trochę
haha no ale to jest chyba najlepsza możliwa trajektoria tego wątku. no ale, szczerze. i to jest właśnie odpowiedź na moje własne pytanie o egocentryzm odwrócony - że zauważenie tego u siebie to jest punkt wyjścia, a nie sama analiza innych
ojejciu, czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie bardzo wiedziałam czy się odezwać, bo to dużo bardziej zaawansowana rozmowa niż zwykle tutaj. ale mam jedno pytanie, może głupie: czy ta intencja dla siebie, o której mówicie, musi być nagrana na coś, jakiś kamień albo przedmiot, czy może być po prostu wypowiedziana? bo nie mam żadnego kryształu i nie wiem czy to ma znaczenie
ja właśnie zaczęłam pisać intencje na karteczkach i wklejać do notesu, i naprawdę to działa inaczej niż samo myślenie. nie wiem czy to czakra czy to że po prostu muszę to sformułować konkretnie żeby zapisać, ale coś w tym jest
dobrze że ta rozmowa wróciła do pracy na sobie, bo to jest jedyny bezpieczny kierunek tych technik. mam w notatkach kilka przypadków gdzie "nagrywanie intencji" zaczynało się niewinnie a kończyło się przekonaniem że można zmienić zachowanie konkretnej osoby bez jej wiedzy. to nie jest teoria, to się zdarza. i dlatego uważam że każda dyskusja o intencjach powinna od razu stawiać pytanie: kto jest adresatem tej intencji. jak to jest ty, jedziemy. jak to jest ktoś inny, stop
i właśnie o to mi chodziło w tym ostatnim zdaniu, bo widziałam to nie raz. zaczyna się od "nagrywam intencję żeby lepiej słuchać" a kończy się na "nagrywam żeby on zaczął mnie słuchać". ta granica jest naprawdę cienka i myślę że warto ją sobie jasno postawić zanim w ogóle zaczniemy z czymkolwiek pracować
hmm, dobre pytanie. chyba tak: jeśli w intencji pojawia się jakakolwiek inna osoba, nawet pośrednio, to już jest sygnał ostrzegawczy. "słucham lepiej" - no dobrze. "słucham go lepiej" - już zaczynam się zastanawiać. "on czuje że go słucham" - nie, dziękuję. to moje robocze kryterium, nie twierdzę że jedyne słuszne
no ale to troche sztuczne to rozróżnienie nie? bo jak słucham lepiej to naturalnie wpływam na relacje z kimś. nie da się pracowac na sobie i miec gwarancji ze to nie dotknie nikogo innego. chyba nie o to chodzi?
Erazm ma tu rację i to jest ważne rozróżnienie. Ale wracając do tego co powiedział Bard wcześniej, bo pytanie o to czy intencja działa punktowo czy na całe pole zostało trochę zawieszone w powietrzu. Moje doświadczenie jest takie, że przy anahata efekt jest często nieoczekiwany i niekoniecznie idzie tam gdzie celowałeś. Praca z czakrą serca często uderza najpierw w relację z samym sobą, nie z innymi. To może być zaskakujące jeśli ktoś idzie w to z konkretnym oczekiwaniem
to co Nokturnina napisała o relacji z samym sobą jest... no włanie, nieoczywiste. myślałam że czakra serca to zawsze o innych ludziach, a tu jednak nie do końca 🙁
okej ale teraz mam pytanie może głupie, ale muszę zapytać. jeśli ta praca zaczyna się od relacji z sobą, to czy egocentryzm z tytułu tego wątku, to znaczy to ciągłe mówienie o sobie, to może być właśnie objaw że coś z tą relacją z sobą jest nie tak? że ktoś ciągle mówi o sobie bo właściwie sam ze sobą nie rozmawia?
no popatrz, lonia, nie pytanie głupie, to jest chba najcelniejsze pytanie w całym tym wątku. jakoś tak, ja bym to jeszcze odwróciła: może to gadanie o sobie jest właśnie próbą nawiązania tej relacji ze sobą, tyle że na zewnątrz, przez odbicie w cudzych oczach. bo łatwiej opowiedzieć komuś o sobie niż usiąść i posłuchać siebie w ciszy
