Ostatnio wpadłem na pewien temat który mnie trochę rozgrzał i nie daje mi spokoju. Chodzi o tą całą potrzebę gadania o sobie, ciągłego bycia w centrum, opowiadania o własnych przeżyciach przy każdej okazji. Normalnie ktoś by powiedział - egocentryzm, narcyzm, może jakaś nerwica. ale jak patrzę na to od strony czakr, to zaczyna mi się układać zupełnie inaczej. Mam wrażenie że ta nadmierna gadatliwość, to ciągłe "ja, ja, ja" może być powiązana z czakrą gardła - wishuddha, tak? Ale jednocześnie gdzieś czytałem, że korzeń tego problemu jest głębiej, w manipurze albo nawet w anahata. Ktoś ma jakieś przemyślenia na ten temat? Pytam bo nie chcę wyciągać pochopnych wniosków
No właśnie to ciekawe pytanie, bo ja bym nie patrzyła na to tak jednoznacznie. jakoś tak, czakra gardła to tak, odpowiada za ekspresję, komunikację, ale jeśli ktoś mówi DUŻO i głównie o sobie, to niekoniecznie jest tam nadmiar energii. Paradoksalnie może być tam blokada, i ta gadanina to taki mechanizm kompensacyjny. Słyszałam taką teorię, ze nadmierna mowa o sobie to często deficyt w sakralnej albo solarnej, czyli brakuje poczucia własnej wartości na głębokim poziomie i osoba próbuje to sobie jakoś "dopełnić" przez słowa. Ale sama nie jestem pewna czy kupuję to w 100%.
To co Irenka pisze ma sens, choć ja bym to jeszcze rozwinęła. chyba, w tradycji wedyjskiej mówi się, że każda czakra ma swój cień, czyli swój aspekt nierozwinięty i przerozwinięty. Jeśli w manipurze - trzeciej czakrze, słonecznym splocie - mamy ego, które nie zostało "przepracowane", to rzeczywiście szuka ujścia wyżej. Wishuddha staje się wtedy megafonem dla niespełnionego ego. Ale jest jeszcze jeden wymiar, o którym rzadko się mówi: jeśli anahata, serce, jest zamknięta, człowiek nie czuje prawdziwego połączenia z innymi i wtedy mówi o sobie, bo to jedyna forma kontaktu którą zna. Nie potrafi słuchać, bo słuchanie wymaga otwarcia. Czy ktoś z was miał kiedyś do czynienia z kimś takim i próbował to jakoś adresować energetycznie?
Oj, to trochę jak moja siostra 🙂 ona przy każdej rozmowie wszystko zawraca na siebie, dosłownie WSZYSTKO. z mojego doświadczenia, nigdy o tym nie myślałam od strony czakr, ale teraz jak to czytam to zaczynam rozumiec. Dziękuję Nokturnina za ten wątek o sercu, bo to mnie uderzyło. Ona faktycznie jest strasznie zamknięta emocjonalnie mimo że pozornie dużo mówi. Czy jest jakiś sposób żeby jej jakoś pomóc, bez że ona wie co robię? Chodzi mi o taką pracę na odległość albo coś.
no hej, wchodze w ten watek bo mnie ciekawi to "nagrywanie intencji". brzmi troche jak nowa terminologia dla starego zamawiania 🙂 serio pytam, co to znaczy w praktyce? zapiszesz intencje na kartce i podkłdasz pod poduszkę czy chodzi o cos innego, bardziej energetycznego?
nagrywanie intencji to pojęcie które pochodzi z różnych tradycji, choć sama nazwa jest dosyć nowa. trudno powiedzieć, w skrócie: chodzi o to, że skupiona intencja może zostać "zakotwiczona" w przedmiocie, kamieniu, krysztale, albo nawet w powietrzu danego miejsca poprzez medytację, oddech, dźwięk lub zapis symboliczny. Niektórzy robią to przez mantry, inni przez pisanie. Kamienie takie jak ametyst albo różowy kwarc mają podobno dużą pojemność na takie zapisy energetyczne. Ale - i to ważne - skuteczność tej metody zależy w ogromnej mierze od stanu twojej własnej anahaty podczas procesu. Jeśli ty sam nie masz otwartego serca, intencja niesie lęk albo kontrolę, nie miłość.
Podglądam tę rozmowę i muszę powiedzieć że mam mieszane uczucia. Sama notuję swoje eksperymenty od jakichś trzech lat i intencje w kamieniach próbowałam. Efekty? Trudne do ocenienia obiektywnie. Nie wiem czy cokolwiek się "zapisało" czy po prostu sama się uspokoiłam robiąc rytuał i moje nastawienie się zmieniło. I to jest mój problem z całym tym tematem - skąd wiadomo że coś zadziałało na zewnątrz, a nie tylko na mnie samą?
czytam ten watek od początku i mam pytanie bo trochę się zgubiłam. mniej więcej, czy egocentryzm o którym mówił na początku Bard ma sie do nagrywania intencji jakoś konkretnie, czy to sie rozjechało w dwie strony? bo ja chciałabym wrócić do tego z czakrą gardła, bo to mnie bardziej interesuje
No dobra, to powiem co wiem z praktyki. Przy nadaktywnej wishuddha, która objawia sie właśnie gadulstwem, egocentryzmem w mowie, przerywaniem innym, poleca się przede wszystkim pracę z milczeniem i słuchaniem - brzmi banalnie ale medytacja z intencją słuchania naprawdę robi różnicę. swoją drogą, poza tym kamień: niebieski kyanit albo akwamaryn, noszony przy gardle, ma działanie równoważące a nie blokujące, bo nie chcemy zabetonować tej czakry tylko ją wyregulować. I jedno ćwiczenie które daje efekty: pięć minut dziennie siedzisz i wyobrażasz sobie że nie masz ust. Tylko uszy. Dziwne, ale działa na świadomość.
to ćwiczenie z uszami brzmi dziwnie ale jakoś mnie to przyciąga, spróbuję 🙂 a czy to jest bezpieczne robić bez niczyjej pomocy? bo nie chcę czegoś zaburzyć
wróćmy do tego co powiedziała Nokturnina o anahata, bo to mnie bardzo uderzyło. z tego co pamiętam, sama od dawna mam wrażenie, że ludzie którzy ciągle mówią o sobie są po prostu strasznie samotni w środku. I to pytanie o czakrę serca mi to potwierdzilo jakoś energetycznie. Tylko zastanawiam sie - jak w ogóle rozpoznać czy u siebie mam zamkniętą anahata? Czy jest jakiś objaw który to zdradza poza tym oczywistym że ciężko ci kochać?
hej a mnie sie nasuwa pytanie z innej strony - czy ten egocnetryzm moze byc tak naprawde wadą kogoś kto ma za mocną manipure? bo w pracy mam szefa który jest typ: ja, ja, ja i on jest strasznie zdecydowany, dominujący, wszystko musi być po jego, i wygalda mi to bardziej na solarny splot niz na gardlo. moze obydwie sa zaburzone naraz?
spoko to mam takie praktyczne pytanie do wszystkich. jak by nie patrzeć, zakładając ze ktoś chce zająć sie tym u siebie, bo sam zauważa ze za dużo mówi o sobie i chce to zmienić, od czego ma zacząć? od gardła, od serca, od brzucha? bo to trochę jak z leczeniem objawu vs przyczyny i nie wiem która czakra jest tutaj objawem a która przyczyną 😀
to co powiedziała Irenka o samoobserwacji zanim weźmiesz się za konkretne czakry - tak, to ma sens. Ale mam pytanie bo jestem ciekawa: jak ta samoobserwacja ma wyglądać w praktyce? bo "obserwuj siebie" to trochę ogólnik. mam prowadzić dziennik, nagrywać siebie, siedzieć w ciszy i co?
no dobra ale żeby być szczerym to ja mam wrazenie ze ten cały egocentryzm to niekoniecznie zawsze jest problem czakrowy. jeśli o mnie chodzi, moj szef o którym pisałem wczesniej jest po prostu narcyzem i nie sadze zeby jakakolwiek medytacja to zmieniła. tzn mówię to bez złosliwości ale chba trzeba tez rozroznic kiedy to jest kwestia energetyczna a kiedy zwykła osobowosć człowieka
no i tu się z Marchewką zgadzam w całości. tak myślę, jest taka moda żeby wszystko co trudne w człowieku zamienić w 'problem czakrowy bo łatwiej to zaakceptować niż powiedzieć sobie że ktoś jest po prostu trudną osobą. to nie jest żadne rozwiązanie, to jest inaczej nazwana ucieczka od diagnozy
poczekajcie chwilę, bo tu jest ważna subtelnosc. z tego co pamiętam, nikt nie mówi, że ezoteryka zastępuje psychologię. Te dwie rzeczy mogą istnieć równolegle i często pracują razem u osób które mają tego świadomość. Pytanie o czakry w kontekście egocentryzmu nie jest pytaniem "czy to da się uleczyć ametystem", tylko pytaniem o energetyczny korelat pewnego wzorca. To jest inna warstwa opisu tej samej rzeczy.
ok Nokturnina, rozumiem tę warstwę opisu i przyjmuję to. w każdym razie ale włanie dlatego wróćmy do tego nagrywania intencji bo wydaje mi się że to jest punkt gdzie te warstwy się przecinają. jeśli dobrze rozumiem, intencja nagrana w przestrzeni ma działać niezależnie od tego czy "odbiorca" pracuje nad sobą czy nie. i tu mam problem bo to brzmi jak próba ominięcia czyjejś własnej pracy nad sobą
no i właśnie to mnie od początku niepokoi w tym wątku. jak dla mnie, nagrywanie intencji w przestrzeń, kamień, whatever - w stosunku do innej osoby bez jej wiedzy, to jest interwencja w czyjąś autonomię energetyczną. Nieważne jak piękna ta intencja jest. Mam notatki z kilku takich eksperymentów i naprawdę nie potrafię powiedzieć czy cokolwiek zadziałało, ale etycznie - to jest pole minowe.
hej a czy ja mogę zapytać coś głupiego, ale to mi siedzi od jakiegoś czasu. czy jeśli nagrywam intencję dla SIEBIE, np. żebym sama lepiej słuchała innych i mniej mówiła o sobie, to też jest to jakiś problem etyczny? bo tutaj to chyba jest tylko moja sprawa?
ojej ojej, nawiązując do tego co mówił Bard o wishuddha i anahata razem. mam wrażenie że w tej rozmowie ciągle rozdzielamy te dwie czakry, ale moje doświadczenie jest takie że one u mnie zawsze wchodzą w parę. kiedy mam zamknięte serce, automatycznie zaczynam więcej mówić o sobie, jakby słowa miały zapełnić tę pustkę. ktoś jeszcze to czuje? 🙂
czytam ten wątek od jakiegoś czasu i powiem szczerze, trochę jestem sceptyczny. te wszystkie połączenia garło-serce-brzuch brzmią przekonująco jak się czyta, ale jak mam to sprawdzić? to znaczy skąd wiem że moje "gadanie o sobie" to kwestia energetyczna a nie po prostu zły nawyk albo wychowanie? jest jakaś metoda żeby to odróżnić?
powiem wam coś z innej perspektywy bo obserwuję takie wątki od lat. problem z dyskusjami o czakrach i egocentryzmie jest taki że bardzo łatwo wpadamy w pułapkę: zaczynamy analizować innych przez pryzmat czakr, bo to wygodne. Mówisz za dużo o sobie? Gardło. Jesteś dominujący? Manipura. Ale kto siedzi i analizuje? My sami. I jakoś rzadko kończymy na pytaniu: a moje czakry? Warto to mieć z tyłu głowy w tej rozmowie.
Aurelek ma rację i to jest dobra uwaga bo ja zaczynałem ten wątek od pytania o konkretną osobę z mojego otoczenia. może powinienem był zacząć od siebie. no dobra, sam sobie to mówię.
a nie to właśnie jest ciekawe w tym co napisał Aurelek - bo jeśli analizujesz innych przez czakry zamiast siebie, to czy to nie jest też swego rodzaju egocentryzm odwrócony? patrzę na ciebie, diagnozuję cię, mam wiedzę której ty nie masz. to też jest zajmowanie centrum, tylko w inny sposób 😉
ojejejej, erazm dotknął czegoś co w tradycjach wschodnich ma swoją nazwę - to się zwie projekcją w masce mądrości. Kiedy obwieszczamy komuś jego blokady energetyczne, bardzo często mówimy więcej o własnych nierozwiązanych węzłach niż o tej drugiej osobie. Dlatego w poważnej pracy z czakrami zaczyna się od pytania: co we mnie reaguje na ten człowiek? Nie: co jest z nim nie tak.
to co napisała Nokturnina jest dla mnie najbardziej wartościowe w całym wątku. serio. to jedno zdanie "co we mnie reaguje" robi u mnie jakąś robotę i nie wiem jeszcze co z tym zrobię ale coś kliknęło 🙂 🙂
