ja właśnie chciałam powiedzieć że to mrowienie o którym pisałam wcześniej, to po tej medytacji jakoś łatwiej mi było siedzieć w ciszy bez telefonu. moim zdaniem, nie długo, może kwadrans, ale to dla mnie sporo. niewiem czy to muladhara, ale coś się zmieniło. może to co mówi Marcel ma sens, że ta czakra lubi spokój i prostotę a nie tylko rytuał? 😉
a czy ktoś pracował z muladharą przez ciało kiedy przekonanie jest bardzo stare, coś z dzieciństwa? bo mam takie i nie wiem czy samo uziemienie wystarczy, czy tam potrzeba czegoś więcej. dadzbog pisał o "masie" przekonań i to mi zostało w głowie
okej ale wracam do pytania Iwonny bo to ważne, co konkretnie chcę zmienić. jeśli o mnie chodzi, chba to że jak coś nie idzie zgodnie z planem to od razu mam poczucie że wszystko się wali. nie jedno konkretne zdarzenie, tylko całe to... niewiem jak to nazwać, takie poczucie że bez kontroli nie istnieję normalnie
no ale ta metafora z gruntem to piękna metafora i rozumiem że działa dla wielu osób, ale czy ktoś potrafi powiedzieć co konkretnie robi żeby ją przełożyć na codzienne życie? bo mam wrażenie że w tym wątku duzo jest o odczuciach i obrazach, a mało o tym co po tej medytacji czy lesie Marcel robimy inaczej przez resztę dnia. to mi zawsze brakuje w takich dyskusjach
to brzmi... zaskakujaco prosto. tzn. ja sobie wyobrazalem że praca z czakra to musi być jakieś dlugie siedzenie i wizualizacje. a tu wychodzi że to bardziej nawyk? nie wiem czy dobrze rozumiem
Wybaczcie że się wtrącam, czy wy to mówicie głośno czy w myślach? bo próbowałam raz coś podobnego i jak mówiłam głośno to czułam się głupio i od razu wyszłam z tego
ale wracając do tego co pytałam wcześniej o stare przekonania z dzieciństwa, bo trochę temat poszedł w inne miejsce. Celestynka zaczęła odpowiadać i się urwało. co miałaś na myśli z tym żeby nie próbować przezwyciężyć siłą? bo to mnie zatrzymało
to co Celestynka opisuje z gliną i z dziękowanie przekonaniu, mi się bardzo połączyło z tym co się ostatnio u mnie dzieje. trudno powiedzieć, bo mam takie przekonanie że bez planu coś złego się stanie i kiedy próbuję je "usunąć" to naprawdę jakby twardnieje. a kiedy piszę to teraz to myślę że może po prostu nigdy nie spróbowałam go zapytać po co jest. to brzmi trochę dziwnie napisane tak wprost ale wewnętrznie czuję sens 🙁
mam jedno pytanie do Celestynki bo nigdy mi to nie przychodzilo do głowy, to dziekowanie przekonaniu to jest doslowne? tzn. przynajmiej tak to widze, sedujesz i dosłownie mowisz "dziękuję ci za ochrone"? czy bardziej chodzi o jakiś wewnętrzny nastrój? bo jak doslowne to ciekawi mnie jak to wyglada bo brzmi trochę jak rozmowa sama ze soba co niekoniecznie jest złe ale chcę wiedzieć
dobra, Celestynka, Dadzbog, no dobra, kupuję to że to działa i nie zamierzam dalej podważać metody. jak dla mnie, ale mam inne pytanie: czy to co opisujecie z "dziękuję przekonaniu" to nie jest trochę zbliżone do tego co robi się w terapii schematów albo w ACT? tzn. tam też się mówi żeby nie walczyć z myślami tylko je obserwować. skąd wiadomo gdzie kończy się praca z czakrą a zaczyna zwykłe podejście terapeutyczne? 😛
hej a może ktoś mi powiedzieć bo siedzę tu od dawna i wciąż mam ten problem że wyrzuciłam rzeczy i ulga nie wróciła. celestynka i Dadzbog mówią o przekonaniach jako o tym co naprawdę trzyma. to rozumiem. ale jak mam w ogóle znaleźć to konkretne przekonanie? bo jak siadam do medytacji to nic konkretnego nie wypływa, tylko jakiś ogólny niepokój 🙂
jasne chcę zapytać coś morze głupiego ale czy to nie jest tak że to przekonanie "bez planu się zgubię" o którym mówiłem, to może nie jest problem z muladharą tylko ja po prostu jestem typem co lubi kontrolę i to jest okej? tzn. niewiem, kiedy to jest zaburzenie czakry a kiedy to po prostu osobowość
Zaraz, zaraz. Nie tak było. to co Celestynka napisała o różnicy między dyskomfortem a paraliżem to ważne. bo ja przez długi czas myslalam że mój lęk przed brakiem planu to po prostu "taka jestem" i nie zastanawiałam się że to może być coś do przepracowania. dopiero kiedy zaczełam pracę z czakrami zobaczyłam że to nie jest cecha tylko wzorzec. i wzorzec można zmienić a cechy niekoniecznie. chyba. nie wiem czy dobrze to rozumiem ale tak to czuję
to co Pentaklia napisała na końcu jest dla mnie kluczowe, bo ja też przez długi czas mówiłem "taki jestem, lubię planować" i dopiero jak rzeczy zaczęły się piętrzyć i zbierać wokół mnie, fizycznie mówię, biurko, szafy, jakieś stare notatki, to zobaczyłem że te rzeczy to były mój plan zapasowy. w każdym razie, jakby gdybym miał wszystko pod ręką, to nic mnie nie zaskoczy. i to jest właśnie ta energia którą Celestynka chyba miała na myśli na początku wątku 😀
dobra ale przepraszam, to teraz jesteśmy na forum o czakrach czy o sprzątaniu? bo czuję że rozmowa z muladhary i przekonań zjechała na minimalizm i Marie Kondo. jaka jest konkretna roznica między "przepracowaniem lęku w czakrze" a zwykłym ogarnięciem szafy i poczuciem ulgi że jest porządek
dobra ale mam pytanie do całego tego wątku, bo siedzę tu już długo i coś mi chodzi po głowie. zakładamy że te rzeczy zbieramy z lęku, okej. ale czy nie jest tak że po prostu żyjemy w kulturze gdzie kupujemy za dużo i to jest problem ekonomiczny i marketingowy, a nie czakrowy? tzn. skąd wiadomo że to muladhara a nie po prostu reklamy
A u mnie głupie pytanie, może nie na poziomie reszty dyskusji, ale czy ktoś próbował fizycznie siedzieć przy rzeczach które chce wyrzucić i robić to ćwiczenie z pytaniem ciała o którym mówił Dadzbog? tzn. nie w medytacji ogólnej tylko dosłownie: siedzisz przy pudle starych rzeczy i pytasz co czujesz
to co Celestynka pisze o różnicy sygnałów jest dla mnie nowe bo zawsze myslalam że muladhara to jedno odczucie. a tu wychodzi że ta sama czakra może dawać sygnał w obie strony że coś jest "moje" i że coś trzymam z lęku. jak się to w ogóle rozróżnia w praktyce, bo dla mnie to brzmi jakby mogło wyglądać tak samo
hmm, to co Celestynka opisuje z kurczącym się napieciem, to ja to znam ale z innej strony bo tak mi jest kiedy ktoś pyta czy "napewno tego potrzebujesz". jakiś odruch obronny, jakbym miał bronić tej rzeczy. to chba jest ten sygnal lekowy o ktorym mówisz?
Florek to jest strzał w dziesiątkę, ten odruch obronny wobec pytania. bo zauważcie - rzeczy które są naprawdę potrzebne, o nie się nie kłócisz, poprostu wiesz. to właśnie trzymanie z lęku wygeneruje całą historię dlaczego musisz mieć ten kabel z 2003 roku na wszelki wypadek 😀
dobra Dadzbog, ten przykład z kablem jest śmieszny ale też konkretny i rozumiem co masz na myśli. swoją drogą, mam jedno ale: co z rzeczami sentymentalnymi? bo ja mam pudło ze zdjęciami po babci i nie wyobrażam sobie tego wyrzucić ale nie wiem czy to lęk czy to po prostu pamięć i miłość. to nie jest ta sama kategoria co kabel 🙂
wracając do pytania Aether_J sprzed kilku postów, bo nikt nie odpowiedział jak odróżnić lękowe rzeczy od potrzebnych, i myslę że ta rozmowa właśnie na to odpowiada. pytanie do ciała, jakość napięcia, odruch obronny kiedy ktoś pyta. to są trzy konkretne sygnały i to mi pomaga bardziej niż "słuchaj intuicji" bez żadnego dookreślenia 😛
o kurcze, ten odruch obronny to jest naprawdę ciekawy punkt wejścia, bo nie wymaga żadnego przygotowania. z tego co pamiętam, ale mam pytanie do całej dyskusji: czy to znaczy że każda rzecz której bronimy to automatycznie jest trzymana z lęku? bo mnie się wydaje że można bronić rzeczy która jest naprawdę ważna, nie z lęku tylko dlatego że ktoś z zewnątrz po prostu nie rozumie jej wartości
a niech to, no dobrze ale to co Dadzbog mówi zaklada że czlowiek jest w stanie w ogole to odróżnić w danym momencie. bo jak ktoś na mnie naciska żebym coś wyrzucil to nie mam czasu robić skanowania ciała, reaguję i tyle. ta refleksja przychodzi może po godzinie jak już opadnie adrenalin. więc jak to cwiczyc w warunkach bojowych tak to nazwijmy
słuchajcie, mam pytanie które trochę burzy cały ten schemat. co z rzeczami których się boimy wyrzucić bo mamy za mało pieniędzy? bo to nie jest lęk z muladhary czy czegoś, to jest zwykła ekonomia. jak ktoś zarabia mało to trzyma stary kabel bo może kiedyś się przyda i to jest racjonalne. to nie jest blokada czakry tylko po prostu życie
Celestynka to jest akurat uczciwe rozróżnienie. no dobra. ale mam jeszcze jedno: cały wątek kręci się wokół wyrzucania i lęku przed utratą. a co z rzeczami których nie mamy, a bardzo chcemy? bo ta potrzeba kontrolowania przyszłości o której jest temat, to ona się chyba objawia nie tylko w gromadzeniu, ale też w tym ciągłym planowaniu i "zabezpieczaniu się" na wypadek że czegoś nam zabraknie. czy to jest ta sama czakra?
no i proszę, o, Wrotycz weszła w coś co mnie od jakiegoś czasu chodzi po głowie. tak myślę bo ja mam ten schemat z gromadzeniem rzeczy, ale mam TEŻ schemat z listami. listami zakupów na przyszły miesiąc, listami planów, listami rzeczy do ogarnięcia. i one mi dają takie samo chwilowe ukojenie jak wyrzucenie czegoś z szafy. coś w tym jest
