Wracając do tego co pisała Klaudia05 o tym że praca z czakrami może prowadzić do wyjścia, a nie do naprawy - czy to nie jest trochę przerażające jako perspektywa? Że idziesz po jedną odpowiedź a dostajesz zupełnie inną?
Ale skąd wiadomo, że ta "wiedza którą się nosi" jest prawdziwa, a nie po prostu lękiem albo znudzeniem relacją? Bo ja mam wrażenie, że czasem sama nie wiem czy coś czuję głęboko, czy po prostu się boję.
To jest coś co kiedyś brałam za dowód jak bardzo mi zależy. Że bez tej osoby czuję się nieswojo, niespójna. A teraz jak to czytam, to widzę to jako alarm a nie przywiązanie.
Tylko że to rozróżnienie jest łatwe do opisania, a bardzo trudne do zastosowania gdy naprawdę coś czujesz. Mówię to z doświadczenia a nie z teorii. Wiedziałem co to znaczy energetycznie, umiałem to opisać, i mimo to przez długi czas ta "wiedza" nic nie zmieniała.
Ja miałam z kartami dokładnie to samo co Whisper opisuje z ciałem. Zrobiłam rozkład intencyjny dla tej relacji i siedziałam z nim godzinę nie mogąc napisać ani jednej interpretacji. Nie dlatego że nie rozumiałam, tylko dlatego że rozumiałam za dobrze.
Wracając do tego co Whisper powiedział o ciele, które odmawia - zastanawiam się czy to jest właśnie ta chwila kiedy czakra podstawy przestaje grać na dwie strony i staje po jednej. Bo wcześniej jakby lawiruje między poczuciem bezpieczeństwa w relacji a poczuciem siebie, i ten rozłam jest nie do utrzymania w nieskończoność.
To co Whisper pisze jest dla mnie bardzo bliskie. Ta sytuacja kiedy wiesz ale nie chcesz mieć racji. Zastanawiam się teraz czy praca z czakrami nie jest czasem też sposobem na przedłużanie tego stanu, bo masz poczucie że "pracujesz nad tym", a tak naprawdę odkładasz moment kiedy musisz coś zrobić z tą wiedzą.
to jest bardzo uczciwa obserwacja i widzę ją u wielu osób, łącznie z sobą w pewnym momencie. Praca energetyczna może być autentycznym procesem albo może być sublimowaniem działania. I nie zawsze łatwo odróżnić jedno od drugiego, bo oba wyglądają tak samo z zewnątrz.
W psychologii jest coś co się nazywa kompulsywną refleksją - kiedy myślenie o problemie zastępuje rozwiązanie problemu i daje złudzenie postępu. Zastanawiam się czy praca energetyczna nie może pełnić dokładnie tej samej funkcji. Nie mówię że tak jest zawsze, ale wydaje mi się że warto to mieć z tyłu głowy.
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie że trochę od siebie uciekam. Mam relację, o której wiem że jest dla mnie niedobra energetycznie, i jednocześnie jeszcze nigdy aktywnie z czakrami nie pracowałam. Czy ma sens zaczynać teraz, kiedy jestem środku, czy to za trudny punkt startowy?
A to zmęczenie po kontakcie z konkretną osobą da się jakoś odróżnić od zwykłego zmęczenia towarzyszącego trudnym relacjom emocjonalnym bez żadnego kontekstu energetycznego? Bo zastanawiam się czy to nie jest po prostu psychologia, nie energia.
