No i tu mam poczucie ze praca z czakrami albo bez, to i tak chodzi o to samo, o budowanie tej właśnie przerwy. Czy to nazwiemy "uważnością na czakrę splotu słonecznego", czy "regulacją układu nerwowego", to w praktyce robi sie praktycznie to samo: zauważ, poczuj, nie reaguj od razu. Różnica jest tylko językowa 🙂
ojejciu kochana, ojej, nie. a ja chce sie zapytać o coś praktycznego bo mam wrażenie ze trochę odpłynęłyśmy. Sydonia pisała ze wie że ma prawo do granic, a ciało i tak reaguje stresem jak te granice próbuje postawić. To jest chyba ten kluczowy problem, nie? Ze głowa wie, a brzuch nie wie. Jak długo u was trwało zanim to sie zsynchronizowało?
U mnie bardzo długo. Naprawdę. Byłam w stanie powiedzieć mamie "nie" i trzęsły mi sie ręce przez godzinę potem. szczerze mówiąc, to sie zmieniało powoli, przez wiele tygodni takiej pracy.
ojejku ojej, ale można przyspieszyć ten proces jeśli pracuje się na kilku poziomach jednocześnie. Ciało, umysł i poziom energetyczny. Dlatego sama praca z terapeutą bez pracy z czakrami może byc niepełna. To jest komplementarne.
Mam pytanie które mnie gryzie od jakiegos czasu - czy ta niemoznosc postawienia granic z rodzicami to zawsze jest kwestia czakry serca, czy może byc tez inne źródło? Bo moja sytuacja z mamą jest inna niż Sydoni i nie wiem czy u mnie to tez serce, czy może coś innego.
To co Plejadka opisuje brzmi jak bardzo zinternalizowane przekonanie, wchłonięte tak głęboko ze nie jest już nawet postrzegane jako reguła tylko jako oczywistość. To jest chba najtrudniejsze do przepracowania, bo nie ma nawet miejsca gdzie można sie "złapać" i powiedzieć - tu jest granica którą przekraczam.
eh, no i tu dotykasz sedna. Jak nie wiesz ze regula istnieje, to nie możesz jej kwestionować. To dlatego praca z ciałem jest tak ważna, bo ciało pamięta tę regułę i sygnalizuje nawet jak umysł jeszcze nie widzi.
A czy w takim razie te odczucia cielesne o których mówicie - trzęsące sie ręce po postawieniu granicy, ucisk w klatce, brzuch - to jest znak ze coś się otwiera i idzie dobrze, czy ze jest za duże dla nas na ten moment? 😉
Ojej, to ja chyba za szybko robię te medytacje. Bo mi czasem jest po nich gorzej niż przed, jakaś taka nieprzyjemna ekscytacja. Myślałam ze tak ma byc i trzeba przetrzymać ale teraz nie wiem 😀
ha, czytam to wszystko i mam wrażenie ze właśnie opisujecie dokładnie to co przeżywam. żeby było jasne, ta uwaga Klimci o "głowa wie, brzuch nie wie" - tak, to jest to. Ale chciałam się zapytać o coś co mnie dręczy od początku tego wątku i nie wiem czy dobrze rozumiem - czy ta praca z czakrą splotu słonecznego to jest coś co robię ZAMIAST terapii, czy obok? Bo trochę mam wrażenie że różne osoby tu mówią różne rzeczy i nie wiem co wybrać.
hej, serio w to wierzysz. to nie jest wybór albo-albo i nie powinno sie go tak stawiać. Psychoterapia adresuje struktury myślowe i relacyjne wzorce. Praca z ciałem, czakry, oddech - to może wspierać regulację układu nerwowego. Jedno drugiemu nie przeszkadza ale żadne nie zastąpi drugiego całkowicie. To tyle jeśli chodzi o to "co wybrać".
No i to jest właśnie ta różnica na którą ja zwracałam uwagę. tak mi się wydaje, że nie chodzi o to czy czakry mają wartość, tylko o to jak sie stawia te relacje między metodami. "X bez Y jest niepełne" to inne zdanie niż "X i Y mogą razem działać". Pierwsze wyklucza, drugie otwiera 🙂
o kurcze, hej a wracając do tego co Anahata pisała o moim przypadku, bo trochę nam to uciekło - powiedziałaś ze u mnie to raczej splot słoneczny niż serce, z tego poczucia obowiązku. swoją drogą, ale jak ja mam w ogóle zacząć pracę z tą czakrą jeśli nawet nie potrafię zobaczyć kiedy te wzorce są uruchomione? Serio, to co Runmistrz pisał, ze reguła jest tak zinternalizowana ze jej nie widać - to jest mój problem. jak sie ćwiczy uważność na coś czego sie nie widzi?
Ale jak sie to obserwuje w praktyce? Tzn. siedzisz i czekasz aż zadzwoni mama? Serio pytam bo brzmi to trochę abstrakcyjnie jako ćwiczenie. Czy to jest coś co robi sie w konkretnym momencie, czy przez cały dzień?
matko, werbenka - to nie jest osobne ćwiczenie na które czekasz. To jest raczej nawyk który budujesz stopniowo. Że jak jesteś w sytuacji która normalnie wywołuje ten automat, robisz jeden wdech i pytasz ciało "co teraz czujesz". Jeden wdech to wystarczy na początku. Nie potrzebujesz godziny medytacji żeby to ćwiczyć.
O, to mi sie podoba bardziej niż te długie medytacje które mnie chyba przeciążają. Jeden wdech to ja dam radę. Ale mam pytanie - to co czuję podczas telefonu od mamy to zawsze jest to samo, takie ściśnięcie w gardle, ale nie wiem jak to przyporządkować do czakr. Gardło to chyba czakra gardła a nie splot słoneczny? Trochę sie w tym gubię.
