Dobrze, ale jak te sygnały wyglądają konkretnie? Bo mam wrażenie że każdy trochę inaczej to odczuwa. U mnie to było głównie takie uczucie że nic mnie nie cieszy, nawet rzeczy które lubiłam. Ale czy to już jest wyczerpanie energetyczne, czy zwykła depresja, czy jedno i drugie naraz?
Dla mnie zmienia, choć rozumiem sceptycyzm. Jeśli traktuję to tylko psychologicznie, szukam myśli i przekonań do zmiany. Jeśli widzę wymiar energetyczny, zwracam uwagę też na ciało, na oddech, na to co fizycznie się dzieje. To nie wyklucza psychologii, ale poszerza pole. Natomiast Benedyk ma rację w jednym - jeśli ktoś ma głębszą depresję kliniczną, to jest granica gdzie potrzebna jest inna pomoc niż praca energetyczna.
Okej, ale to znowu wraca do tego jak uczyć afirmacji kogoś w takim stanie. Jeśli nie wiemy czy to 'tylko' wyczerpanie czy coś więcej, to może w ogóle nie zaczynać od afirmacji? A od czego zacząć?
Ja bym powiedziała że od obecności. Dosłownie - od bycia z tą osobą, bez żadnej techniki. Tak to wyglądało u nas z córką. Nie 'oto metoda', tylko 'jestem tutaj'. Techniki przyszły same, kiedy był na nie czas.
Właśnie. I wracam do początku tej rozmowy - Antos pytał o dwudziestolatka który może być nieufny. Obecność jest piękna, ale czy wystarczy komuś kto przychodzi z oczekiwaniem że dostanie 'coś do zrobienia'? Może być tak, że brak konkretnej techniki go zniechęci.
Może warto zacząć od tego czego on sam chce, dosłownie zapytać. Nie zakładać że wie albo że nie wie. Wyczerpanie energetyczne często idzie w parze z poczuciem braku sprawczości - więc jeśli od początku dajesz mu wybór, to już jest jakaś forma pracy. A afirmacje można zaproponować jako eksperyment, nie jako receptę. Zobaczymy za jakiś czas co z tego wyrośnie.
To pytanie do Pranavy - kiedy mówisz 'afirmacje przyjdą potem', to co rozumiesz przez 'potem'? Jak długo ta osoba powinna być w tym stanie zanim w ogóle ma sens sięgać po jakąś technikę? Bo mam wrażenie że każdy odpowiada inaczej i trochę nie wiem co z tym zrobić.
Mnie też to zastanawia. I w sumie nie rozumiem dlaczego afirmacje są tu traktowane jak coś co przychodzi na końcu. Przecież to jedna z najprostszych technik, nie wymaga niczego specjalnego, można zacząć od jednego zdania dziennie. Gdzie tu ryzyko?
Tak, to się nazywa afirmacje pomostowe, bridge affirmations. Zamiast skakać od stanu A do stanu idealnego, idziesz małymi krokami. Sam tego używałem przy pracy z czakrą serca po dużym wyczerpaniu relacyjnym i działa lepiej niż klasyczne pozytywne zdania.
Nie wiem tego ze stuprocentową pewnością, uczciwie. Ale też nie wiem jak oddzielić jedno od drugiego. Może nie da się.
To mnie ucieszyło Swarog89, że tak odpowiedziałeś. Serio. Bo właśnie ta niepewność jest, moim zdaniem, uczciwa i chyba jedyna możliwa. Ja u córki też nie wiem co konkretnie zadziałało. Wiem że coś się zmieniło i że afirmacje były częścią tego okresu.
I tu dochodzimy do chyba najważniejszego problemu tej rozmowy - czy w ogóle możemy powiedzieć że 'uczymy kogoś afirmacji', jeśli nie wiemy czy i dlaczego działają? Może lepsze słowo to 'zapraszamy do eksperymentu'?
Właściwie to dobre ujęcie. On właśnie lubi myśleć w kategoriach testowania, więc może to byłoby dla niego naturalne. Tylko jak to powiązać z tym wyczerpaniem energetycznym? Żeby to nie brzmiało jakbym mu dawał 'kolejny challenge do odhaczenia'.
Może właśnie nie łączyć tego wprost. Nie mówić 'rób to bo jesteś wyczerpany energetycznie', tylko zaprosić do czegoś małego bez nazywania tego w kategoriach energetycznych w ogóle. Etykiety mogą blokować, szczególnie u kogoś nowego.
Ale wtedy chyba trochę manipulujemy? Zapraszamy do czegoś nie mówiąc co to naprawdę jest. Mam z tym lekki problem.
To jest klasyczny dylemat w każdej pracy z ludźmi - ile kontekstu dawać na początku. Psycholodzy też nie opisują od razu każdej techniki którą stosują. Kluczowe jest chyba to czy ta osoba ma wybór i czy możesz to wyjaśnić jeśli zapyta.
To chyba moje główne wyzwanie. Sam dopiero zaczęłam się tym zajmować, nie jestem ekspertem. Może powinienem po prostu powiedzieć mu że mi pomogło i że może spróbować, bez owijania w bawełnę?
I to jest chyba najuczciwsza pozycja z jakiej możesz to zaproponować. 'Mnie to dało coś, nie wiem czy tobie da, ale jeśli chcesz, możemy spróbować razem.' Przy wyczerpaniu energetycznym zresztą - ta wspólnota też ma znaczenie. Nie jesteś wtedy sam z techniką.
To mi przypomina to co Justynka mówiła o obecności wcześniej. Może afirmacje to nie jest tak naprawdę technika, którą dajesz komuś do ćwiczenia samemu, tylko coś co można robić razem? Nie wiem jak to wygląda w praktyce, ale taka myśl mi się właśnie pojawiła.
To może być ważny trop. Przy wyczerpaniu energetycznym izolacja pogłębia ten stan, to wiadomo. Więc jeśli afirmacja daje pretekst do bycia razem z kimś, to już jest coś niezależnie od tego czy sama fraza działa.
Może nie musisz tego nazywać afirmacją. Możesz to zaproponować jako wieczorną rozmowę o tym co dobrego się wydarzyło. Albo wspólne zapisywanie jednego zdania. Forma może być zupełnie świecka.
Tylko znowu - czy to jeszcze jest to samo? Jeśli odrywamy to od jakiegokolwiek kontekstu energetycznego, to pracujemy z afirmacjami czy po prostu z wdzięcznością? To są chyba różne rzeczy.
Nie koniecznie różne. W bioenergoterapii afirmacja to impuls który wysyłasz do pola energetycznego, ale efekt na poziomie mentalnym jest podobny do tego co psychologia nazywa reframingiem. To ta sama praca, tylko opisana innym językiem.
Masz rację że nie wiem tego pewnie. Mówię o tym co obserwuję u siebie i u innych z którymi pracowałem. Ale faktycznie nie mogę twierdzić że to tożsame mechanizmy.
Ja tu widzę jeszcze jeden problem. Czy ktoś w ogóle pytał tego znajomego Antosa czy on chce jakiejś pomocy? Bo może on jest wyczerpany, widzi to Antos, ale on sam może nie szukać żadnej zmiany w tej chwili.
To jest chyba pierwsza i najważniejsza rzecz przy pracy z kimś bliskim przy wyczerpaniu energetycznym - nie zakładaj że wiesz czego potrzebuje. Nawet jeśli diagnoza wydaje się oczywista. Mogę zapytać Antosa jak długo obserwujesz u niego to wyczerpanie?
Od dłuższego czasu, pewnie kilka miesięcy. Zaczęło się chyba po serii trudnych spraw zawodowych. Nie śpi dobrze, mało mówi, nie ma energii na nic po pracy. Kiedyś to był bardzo żywy facet.
