To co opisujesz brzmi poważnie. Czy on w ogóle wie że to widzisz? Że się tym martwisz? Bo może zanim cokolwiek proponować, najpierw warto po prostu powiedzieć mu że go widzisz w tym stanie.
To mi przypomina że gdzieś czytałam o tym jak wyczerpanie energetyczne często idzie w parze z poczuciem niewidzialności. Jakby człowiek tracił nie tylko siłę, ale też poczucie że jest obecny dla innych. Czy to pasuje do tego co ktoś z was obserwował u siebie?
U mnie tak było. Przy głębokim wyczerpaniu miałem wrażenie że mówię i nikt nie słyszy. Albo że moja energia jest tak niska że jakby znikam z przestrzeni. Trudno to opisać inaczej niż właśnie przez energię.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i zastanawiam się. To wyczerpanie energetyczne, o którym mówicie — czy to jest coś co można pomylić ze zwykłym przemęczeniem? Po czym w ogóle to odróżnić?
Ale to też jest objaw depresji. Nie mówię żeby diagnozować, tylko że granica jest chyba niewyraźna i to jest mój problem z całą tą rozmową. Czy my rozmawiamy o czymś osobnym od stanu psychicznego, czy po prostu inaczej to nazywamy?
To znaczy że wyczerpanie energetyczne i depresja mogą wyglądać tak samo z zewnątrz, ale skąd wiadomo od czego zacząć pomagać? Jeśli ktoś taki jak znajomy Antosa przyszedłby do mnie, to co się w ogóle robi najpierw?
Dobre pytanie. Chyba mam na myśli to że słuchanie jest wejściem przez świadomość, a oczyszczanie aury to wejście przez pole energetyczne. Choć masz rację że to połączone. Może to sztuczny podział.
Wracając do Benedyka i jego pytania o granicę z depresją — dla mnie ta granica nie powinna decydować o tym czy pomagamy energetycznie czy nie. Decyduje to, czego człowiek sam chce i czy to co robimy nie zastępuje mu czegoś czego naprawdę potrzebuje, na przykład kontaktu z lekarzem.
No i to jest właśnie mój problem z całą tą dyskusją. Mówimy o nauce afirmacji u młodszych, o pracy z energią, o oczyszczaniu — ale czy ktoś powiedział wprost że to nie jest substytut leczenia? Bo jak ktoś jest tak wykończony jak ten znajomy Antosa, to może potrzebować pomocy której my mu nie damy.
Właśnie tego chciałam się upewnić. Że zanim pojawi się cokolwiek z afirmacjami, czakrami, oczyszczaniem — najpierw jest zwykły kontakt. Mam wrażenie że ta rozmowa trochę się urwała od tego co Antos powiedział na początku.
Właśnie, bo Znachorz zaczął odpowiadać na moje pytanie i gdzieś to zginęło. Mówiłeś coś o spaniu dziesięć godzin i wstawaniu z tym samym ciężarem. Czy to jest zawsze oznaka wyczerpania energetycznego, czy to jeden z sygnałów?
To 'brak zakotwiczenia' brzmi dla mnie jak dysocjacja, nie jak coś energetycznego. Czy nie jest tak że to co opisujesz ma nazwę w psychologii i niekoniecznie wymaga wyjaśnienia przez pola energetyczne?
To może być dysocjacja i jednocześnie brak zakotwiczenia energetycznego. To nie są wykluczające się opisy. Ale Thalia, rozumiem skąd ta ostrożność. Chcesz żebyśmy nie przykrywali nazw energetycznych nad czymś co wymaga innej pomocy?
Tak, dokładnie o to mi chodzi. I nie mówię że praca energetyczna jest zła — mówię że nie wiem kiedy ona wystarczy a kiedy nie wystarczy. I mam wrażenie że w tym wątku nikt tego jasno nie mówi.
No i mam to samo poczucie. Choć z drugiej strony — może to jest uczciwa odpowiedź? Że nie wiemy? Bo jeśli ktoś by tu powiedział 'po takich i takich objawach rób to i to', to bym się chyba bardziej martwił niż teraz.
Chcę wrócić do pytania Antosa o uczenie kogoś bliskiego afirmacji przy wyczerpaniu energetycznym, bo to był pierwotny temat. Zastanawiam się teraz czy w ogóle afirmacje są tu najlepszym wejściem, skoro ta osoba jest tak nisko energetycznie. Może najpierw coś prostszego — oddech, zatrzymanie się. Afirmacja wymaga pewnego minimum siły żeby w ogóle wejść.
