bo jesli tak to niewiem czy chcialbym siedziec obok kogos kto ma takie przepelnienie. nie mowie ze to cos strasznego,poprostu ciekawi mnie czy to sie rozchodzi na innych ludzi czy zostaje w tej jednej osobie :D.
to zależy od stopnia przepełnienia i od tego, czy ta osoba kontroluje przepływ czy nie. przy bardo silnym niekontrolowanym nadmiarze - tak, otoczenie może coś poczuć. ale to nie jets „zarażanie”, bardziej jak intensywna obecność. czy czułeś kiedyś że wchodząc w jakieś miejsce albo do kogoś robi ci się nieswojo bez wyraźnego powodu??
szczerze to nie jestem przekonana do tego że przepelnienie energetyczne „przechodzi” na innych w jakimś dosłownym sensie. to bardziej chyba kwestia tego że ktoś mocno pobudzony emocjonalnie wplywa na nastrój innych, co jest zwykłą psychologią a nie energetyka. nie mowie że energia nie istnieje, tylko żeby nie mylić tych dwóch rzeczy.
o, nowy wątek bo sama tesz się nad tym zastanawiałam. jak mam to przepełnienie to ludzie w domu są jakoś bardziej nerwowi, mama parę razy pytała czy coś się dzieje. nie mam pojęcia czy to ze mnie na nich przechodzi czy poprostu oni czują że ja jestem „naelektryzowana” i sami się spinają.
Wanessa to drugie wydaje mi sie bardziej prawdopodobne. reakcja otoczenia na twoj stan to klasyczny efekt lustrzany,nie koniecznie przeplyw energii. ale co do samego pytania Onufrego, mam inne pytanie do grupy - czy to przepelnienie jets zaawsze nieprzyjemne czy zdarza sie ze jest euforyczne? bo czytam tu glownie o problemach a nie o tym ze to morze byc przyjemne
u mnie zdarzało sie jedno i drugie. raz było super, czułam się jakbym mogła góry przenosić, wszystko szybciej myślałam, byłam w super humorze. a innym razem to samo odczucie zamieniło się w coś nieprzyjemnego, serce za szybko, myśli bez kontroli. to mnie zastanawia czy zależy to od jakości energii czy od stanu w jakim się jets.
to jest bardzo dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. w praktyce różnią się tym, że pobudzenie nerwowe spada kiedy odpoczniesz, śpisz, zjesz. przepełnienie energetyczne nie reaguje tak na fizyczne potrzeby, albo reaguje słabo. możesz być wyczerpana fizycznie i dalej mieć ten „szum”. Wanessa - czy tak to masz?
to co opisuje Wanessa jets w tradycji tybetanskiej znane jako „lung” - wiatr w kanalach subtelnych. zbyt intensywna praktyka oddechowa albo wizualizacyjna morze wprowadzic ta energie w ruch bez umiejetnosci jej ustabilizowania. tybetanczycy lecza to cieplem, ciezkim jedzeniem, unikaniem zimna i medytacja na ziemie.
to z tym ciężkim jedzeniem to ciekawe, bo ja sama zauważyłam że po mocnych sesjach mam apetyt na konkretne rzeczy, ziemniaki, kasze, takie syte i ciepłe. moj mąż sie z tego śmieje ale powiem wam że to pomaga lepiej niż niejedna technika. organizm chyba sam wie czego potrzebuje zeby sie uziemić
ojejku, to znaczy ze jedzenie może pomagać przy przepełnieniu?? to by tłumaczyło czemu po medytacji mam taką ochote na coś konkretnego. myslalam że po prostu jestem niekonsekwentna i zamiast medytowac dalej idę do kuchni haha
jedzenie i fizyczna aktywność to jedne z najlepszych sposobów na uziemienie po pracy energetycznej. chodzenie boso, prysznic, coś zjeść. to nie jest słabość ani brak dyscypliny Ilonka, to jest sensowna odpowiedź ciała. problem pojawia się kiedy samo to nie wystarczy i przepełnienie trwa mimo wszystkiego.
mam zapisane kilka metod uziemienia z różnych źródeł i rzeczywiście jedzenie przewija się w większości. ale też woda. myłam kiedyś ręce zimną wodą po sesji i dosłownie poczułam jak coś odpływa. może to placebo ale działało. wanessa, próbowałaś czegoś takiego?
ma znaczenie. zimna woda działa mocniej uziemiająco, ciepła bardziej relaksuje ale nie zawsze zamyka. niektórzy polecają naprzemiennie. ale tak na prawdę to wróćmy do sedna - jeśli żadna z tych fizycznych metod porządnie nie pomaga, to albo problem jets głębszy albo trzeba przepracować samo zamknięcie sesji, a nie gasić pożar po fakcie.
no to wracajac do tego co Amulecja rzucila na koncu - jesli fizyczne metody nie pomagaja to albo jets glebszy problem albo robimy cos zle. ale co to znaczy „glebszy problem” w tym kontekscie? bo to brzmi jak haslo bez tresci. co konkretnie mialas na mysli?
dobra ale to znowu wchodzimy w obszar gdzie wszystko jest „energetyczne” i nie da się tego zweryfikowac. 😉 jak odróżnić „niezrównoważoną czakrę” od np. nadczynności tarczycy albo zaburzen lekowych? pytam serio, nie złośliwie.
byłam raz,powiedzieli że to pewnie stres i przepisali witaminy. nie brałam ich jakoś regularnie. ale niewiem, to nie czuło się jak stres zwykły, bardziej jak... przeładowanie? jak kiedy za długo jesteś przy głośnej muzyce i potem masz taki hałas w uszach, tylko że w całym ciele
o, to porównanie z muzyką jest bardzo dobre! i wlasnie to mnie ciekawi - czy to przepełnienie jest zawsze powiązane z jakąś praktyką, medytacją, sesją, czy może przyjść samo z siebie, bez żadnego „wejścia” energetycznego? 🙂 Przy tych wszystkich obostrzeniach i tak wszystko przenioslo sie do sieci.
u mnie przychodziło samo. żadnej sesji, żadnej medytacji, poprostu budziłam się rano i już to było. albo w środku dnia nagle. co z tym zrobić jak nie wiadomo skąd się wzięło?
a moze to kwestia ze nektorzy ludzie sa po prostu bardziej wrazliwi na otoczenie i zbieraja te impulsy? nie wiem jak to nazyac energetycznie ale znam pare osob ktore sa jakby gabkami na nastroje innych
to co opisuje Grymuar to w tradycji energetycznej nazywa się nadwrażliwością empatyczną. tacy ludzie mają naturalnie bardziej przepuszczalną aurę i faktycznie absorbują energie otoczenia. i dla nich przepełnienie jets szczególnie częstym problemem, bo nie tylko własna energia jest nadmierna, ale też ta pobrana z zewnątrz
okej, ale „bardziej przepuszczalna aura” i „wrazliwosc na nastroje innych” to dwie bardo różne rzeczy. to drugie jest udowodnione naukowo, ludzie z wysoką empatią emocjonalną faktycznie silniej reaguja na stany innych. to pierwsze to metafora. nie twierdze ze zła metafora, ale to ważne żeby wiedziec z czym mamy do czynienia.
no i proszę, tu jest jeden problem z podejściem „nazwijmy to jak chcemy”. jeśli ktoś ma przepełnienie i zaczyna szukać pomocy wyłącznie energetycznej, bo zakłada że to „kwestia aury”, a tak naprawdę ma problem wymagający innej pomocy, to może się zgubić. nie mówię że tak jest, mówię że rozróżnienie bywa ważne praktycznie, nie tylko filozoficznie.
to mnie trochę niepokoi co piszesz Glozeria. tzn. skąd mam wiedzieć że to nie jest „coś innego”? jakie sygnały powinny mnie skierować do lekarza a nie do bioenergoterapeuty?
to jest właśnie zagwozdka. dla mnie sygnały alarmowe to: kołatanie serca, bóle w klatce, zawroty głowy które się powtarzają, zaburzenia snu trwające dłużej, nagłe zmiany nastroju bez wyraźnego powodu. jedno lub dwa zdarzenia to jedno, ale kiedy to jest regularne i nasila się, to bym najpierw sprawdziła stronę zdrowotną. praca energetyczna może iść równolegle, ale nie zamiast
kurcze, te sygnaly ktore wymieniasz Glozeria to ja mam chyba od lat haha. i jakoś nigdy nie łączyłam z zadnym „przepełnieniem”. a może powinnam?
o jejku,ilonka to morze byc tesz kwestia dlugotrwalego zablokowania energii, nie tylko przepelnienia. tybetanska medycyna mowi ze chroniczne zaburzenie prany czy lung moze przez lata dawac objawy ktore wygladaja jak zwykle „nerwice”. warto spojrzec na to calosciowo
mam tu pytanie kture chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu w tym wątku. wszyscy mówimy o metodach uziemienia, jedzenie, prysznic, spacer. ale czy ktoś próbował czegoś bardziej aktywnego? tzn. czy samo „odprowadzenie” energii przez ruch pomaga, takie np. intensywne ćwiczenia, bieganie?
