Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co pewnie wielu z was też obserwuje w swoim życiu. Mam na myśli to, jak energia człowieka wpływa na to, z kim się wiąże, kogo przyciąga, a kogo odpycha. Nie chodzi mi o banalne „pozytywne myślenie”, tylko o realne pole energetyczne, które każdy z nas wytwarza i które inni wyczuwają, często nawet nie zdając se z tego sprawy. Zauważyłem po latach pracy z czakrami, że ludzie o podobnej wibracji energetycznej tworzą ze sobą głębsze więzi. Jakby dwie aury wchodziły w harmonię albo wręcz przeciwnie - odpychały się. Czy ktoś z was obserwował coś takiego we własnych relacjach? Nie pytam o teorię, pytam o konkretne doświadczenie.
No tak, sam to widze od lat. tak miedzy nami, jak wchodze do pokoju gdzie jest ktos bardo negatywny to od razu czuje jakby mi cos ciezkiego usiadlo na piersi. bez zadnego kontaktu, bez slowa. A sa ludzie pryz ktorych od razu jest lzej, spokojniej. To nie jest wyobraznia, to sie czuje fizycznie. Bylem kiedys na spotkaniu w pracy i jeden gosc mial tak zablokowane czakry ze w sumie wszyscy go unikali nie wiedzac nawet czemu.
A ja miałam ostatnio taką sytuację, wręcz podręcznikową. Moja koleżanka z pracy - generalnie normalna osoba, ale zawsze jakoś wychodziłam od niej zmęczona, dosłownie jak po maratonie. Opowiadała mi znajoma która trochę ogarnia temat aur, że pewnie ta koleżanka nieświadomie pobiera energię od otoczenia. Czyli taki klasyczny „energetyczny wampir” nie? Zastanawiam się tylko czy to coś czego się można nauczyć bronić, czy trzeba po prostu unikać takich ludzi.
no prosze,to chyba nie jets tak, ze takie osoby robia to celowo. jak ktos ma niedomkniete czakry to po prostu kompensuje brakujaca energie z zewnatrz, bo nie potrafi jej inaczej uzupelnic. Przynajmniej tak to rozumiem z tego co czytalem. Wiec morze zamiast uciekac od takich ludzi, mozna by jakos im pomoc?
Hmm, wracam tu co jakis czas i czytam i mam wrazenie że wy wszyscy jakby wiecie co czujecie i umie to nazwac, a ja jak probuje cos wyczuć u innych to niewiem czy to na prawdę energia czy po prostu mój nastrój. Jak w ogole odróżnić jedno od drugiego? no nie wiem, czy jest jakaś metoda dla kogoś kto dopiero zaczyna?
trudno na to odpowiedzieć, morze najważniejsze w tej całej dyskusji. Bo zanim zaczniemy mówić o energii w relacjach, trzeba umieć odróżnić własne stany od stanów przejętych od innych. Polecam proste ćwiczenie, kture często daję na początku pracy z ludźmi: przed spotkaniem z kimś zanotuj sobie jak się czujesz w skali od jeden do dziesięć - poziom energii, nastrój, napięcie w ciele. Po spotkaniu znowu to samo. że się tak wyrażę, róbcie to przez kilka tygodni i dopiero wtedy zaczniecie widzieć wzorce - kto was ładuje, kto wyczerpuje, kto nie zmienia nic. dane mówią więcej niż intuicja, szczególnie na początku.
O, to juz brzmi sensownie. Sama prowadze podobne notatki przy tarota i faktycznie wzorce sa widoczne dopiero po czasie, nie w jednym odczycie. Ale mam pytanie do Pustelnika - co jesli ktoś sie przed nami „maskuje” energetycznie? Są ludzie ktorzy potrafią sprawiać wrażenie naładowanych i radosnych, a tak na prawde są w środku pusci. Czy ciało to wyczuwa mimo wszystko, tylko my nie umiemy tego zinterpretować?
Kurcze,to co Pustelnik pisze o ciele to mi od razu przypomina jedną relację z kilku lat temu. miałam przyjaciolke, wszyscy ja uwielbiali, towarzyska, zaawsze śmiech i energia, a ja po każdym spotkaniu z nią chcialam spac i jakos... nie byłam sobą przez kilka godzin. Myslalam wtedy ze poprostu jestem introwertykiem. Dopiero później, jak troche wiecej zaczęłam sie tym interesować, to złożyłam to w całość. pytanie jets takie: czy byly jakieś znaki wcześniej, których po prostu nie umiałam odczytać?
i tu leży sedno,mnie ciekawi co to konkretnie za znaki. Bo Pustelnik mówi o napieciu w karku, Zbych o uczuciu ciężaru. Czy to jest u wszystkich podobne, czy każdy ma swój wlasny „alarm”? Sam nie bardzo umiem to u siebie okreslic, raczej czuje coś jakby niechec przed spotkaniem, ale dopiero w trakcie albo po, nie wczesniej.
A ja bym dodal jeszcze jeden watek bo wgl rzadko sie o tym mowi,mianowicie energia w relacji zmienia sie w czasie. Na poczatku znajomosci aury sa jakby rozdzielone i obca, pozniej zaczynaja sie zazebiac. I tu jets pulapka bo wg mnie wlasnie w tym procesie „zlewania sie” aur mozemy przejac od kogos jego blokady czy wzorce. Nie tylko jego energie ale doslownie jego problemy. widzialem to kilka razy u znajomych ktorzy po dlugim zwiazku z trudna osoba sami stawali sie podobni do niej energetycznie. ktos mial takie doswiadczenie?
To co Egzorcysta pisze o przejmowaniu wzorcow - to chyba jets prawda nie?? Moja mama zawsze mowila ze „z kim przestajesz takim sie stajesz” i teraz mysle ze to nie jest tylko kwestia nawykow ale wlasnie tej energii. Tylko mam pytanie: czy to dziala tez w druga strone, czyli czy przebywanie z kims o wysokiej energii morze cie podniesc na stale, nie tylko chwilowo?
oj wlasnie o to chciałam zapytac! Bo czytam i mam takie poczucie że to brzmi trochę jak coś nieodwracalnego, tzn jak juz przejmeisz czyjąś energię to co, zostaje z tobą na zaawsze?? Czy można sie od tego „oczyścić”? Pytam bo mam w rodzinie jedną osobę i wychodzę od niej zawsze rozbita.
Też mam to samo z jedną osobą w rodzinie i sama jestem ciekawa odpowiedzi 🙂 Ale wracając do tego co mówił Egzorcysta - to „zlewanie sie aur” w długich relacjach, to mnie zastanawia czy w takim razie zerwanie bliskiej relacji boli też dlatego że aurycznie sie to rozrywaa, nie tylko emocjonalnie? Bo ból po rozstaniu jets naprawde fizyczny czasem.
te kordy energetyczne o ktorych pisze Albinek to cos o czym czytalem u kilku roznych autorow i wszyscy mowia podobnie. Tylko mam pytanie bo nie do konca rozumiem - te nitki to sa stale miedzy konkretnymi ludzmi czy tworza sie i zanikaja w zaleznosci od kontaktu?? Bo jak ktos kogos nie widzi latami to co, kordy nadal istnieja?
no ale jak to jets z tymi kordami w praktyce bo ja to rozumiem w teorii ale nie bardo wiem jak mam se wyobrazić że cos takiego odcinam. Czytałam ze można to wizualizować jako dosłowne przeciecie nożem czy nożyczkami w medytacji ale zaawsze mi to wychodziło jakoś... sztucznie? Jakby puste ćwiczenie, nie czulam że coś faktycznie się dzieje
to jest naprawde ciekawe co Pustelnik mówi o zbieraniu energii do siebie,bo ja miałam kiedys wrażenie po zerwaniu bliskiej znajomości że jakby część mnie „wisi” przy tej osobie i nie mogę się skupić na swoich sprawach. Trwało to naprawdę długo. Czy to moze byc właśnie to co opisujecie jako kord ktury jeszcze działa mimo ze relacja się skonczyla?
Stellaria tak dokladnie,i to jets wg mnie jeden z wazniejszych aspektow tego calego tematu ktory jakos umknal w tej dyskusji - kordy po zakonczonej relacji potrafia dzialac dlugo i to tlumaczy dlaczego po niektorych rozstaniach dojscie do siebie trwa latami a po innych tygodniami. To nie jest tylko psychologia to jest cos glebszego, energetycznego. Mialem taka sytuacje sam i dopiero jak ktos mi powiedzial o kordach to do mnie dotarlo co to bylo
ok ale zaraz bo chcę się upewnic że dobrze rozumiem. mówicie że kordy to realne polaczenia energetyczne. Na jakiej podstawie to twierdzimy? Bo rozumiem że to jest doświadczenie subiektywne i naprawdę nie kwestionuję że coś czujecie, ale skąd wiemy że to akurat „kord energetyczny” a nie poprostu psychologiczna zależność emocjonalna ktura ma swoje wytłumaczenie bez odwolywania się do energii? Pytam serio, nie złośliwie.
powiem szczerze że ta dyskusja zrobiła się nagle bardo ciekawa przez to pytanie Seleny. Bo właśnie o to chodzi,jesli kordy to tylko metafora pomocnicza do opisania czegos co dzieje się w psychice, to spoko, metafory sa użyteczne. Ale jeśli mowimy ze to realne struktury energetyczne, to ta teza wymaga czegoś więcej niz subiektywne odczucia kilku osob na forum.
wlasnie,bo chyba chodzi o to ze to dziala, nie?? czy musimy koniecznie wiedziec jak? Ja wiem ze to morze brzmiec naiwnie ale na prawde uwazam ze sa rzeczy ktorych nauka jeszcze nie opisala i nie znaczy to ze nie istnieja. poza tym to troche off topic ale - czy te kordy tworza sie tylko w relacjach z ludzmi czy tez z miejscami, domami? Bo mam takie jedno miejsce z dziecinstwa do ktorego ciagnie mnie niesamowicie
ale wróćmy do tego co Selena pytała - bo to ważne żeby nie uciec od tematu - ja myślę że dla mnie osobiście nie jest ważne czy to „prawdziwa” energia czy nie, jeśli rozumiem sytuację energetycznie to lepiej wiem co z nią zrobić. Miałam koleżankę, wróciłam do tamtej historii, i dopiero jak znajoma mi powiedziała że to może być kwestia energetyczna, zaczęłam myśleć o rozwiązaniu, a nie tylko narzekać. Więc nawet jeśli to metafora, to użyteczna metafora.
zgadzam sie z Ruta w sumie, i to chyba jets clue tej całej rozmowy. Ale mam inne pytanie bo mi chodziło po głowie od jakiegos czasu - czy energia w relacji zalezy tesz od astrologicznego układu między dwoma osobami? Np. jakieś trudne napięcia w synastrii to przekładają się na te kordy i zgrzyty? Czy to jednak osobne tematy?
a do tego trzeba jeszcze dodać wibracje numerologiczne relacji, bo data urodzin obu osób tworzy wspólną wibrację i to też wpływa na to jak ta energia między nimi krąży. Wyliczam to regularnie i naprawdę widać wzorce. Np. relacje między piątkami a jedynkami są prawie zawsze energetycznie niestabilne bo obie liczby ciągną w swoją stronę.
no i wlasnie to jest sedno - nie liczba drogi życiowej kontra data urodzenia, ale to jak te wibracje nakładają się na siebie w kontakcie dwóch konkretnych ludzi. Skrzypowa, powiedz mi, jak liczysz tę wspólną wibrację relacji? bo ja to robię inaczej niż większość i zastanawiam się czy to kwestia szkoły czy po prostu różnych interpretacji.
a niech tam,a tak bardziej z tematu glownego - bo troche ucieklismy w numerologie - czy ktos zauwazyl ze niektore relacje od razu zaczynaja sie dziwnie, jakby energia byla nie tak? Mam na mysli pierwsze spotkanie, kiedy cos poprostu gryzie i nie wiadomo dlaczego. Czy to morze byc informacja energetyczna?
hej bo ta rozmowa o pierwszym wrazeniu jets ciekawa i chcę ją rozwinąć. Czy mówicie że pierwsze wrażenie energetyczne mozna swiadomie cwiczyc? tzn rozwijać ta zdolnosc odczytu? Pytam bo słyszałem o tym w kontekście bioenergo ale nigdy nie spotkalem nikogo kto by to konkretnie opisał jak się do tego zabrać.
to dobre pytanie Tolek94 i tak, można. Ale zanim ktoś rzuci się w metodyki to powiem jedno - warunek wstępny to umiejętność odróżnienia własnego stanu emocjonalnego od tego co odbierasz z zewnątrz. bo jeśli przychodzisz do kogoś z głową pełną swoich emocji to będziesz je projektował na tą osobę a nie jej odczytywał. Dlatego ci którzy zaczynają tę pracę zazwyczaj zaczynają od własnej czakry splotu słonecznego, bo to tam siedzi to co „czujemy w żołądku” przy innych ludziach
