ale poczekajcie, bo ja to inaczej czuję. w medytacji jest taka chwila kiedy przestajesz wiedzieć czy myśl jest twoja czy coś do ciebie przyszło i właśnie WTEDY najczęściej te rzeczy są najtrafniejsze. może właśnie o to chodzi? że jak kontrolujesz, sprawdzasz, weryfikujesz to blokujesz przepływ? to nie jest ucieczka od odpowiedzi, to inny model całkowicie
dobra, wróciłem do notatek. mam tu coś zapisanego dość chaotycznie ale spróbuję przepisać. data to bodajże marzec albo kwiecień tamtego roku, nie pamiętam dokładnie. napisałem: „L. powiedział zaraz po - coś jak stara latarnia, skały, szaro, morze niekoniecznie spokojne”. u mnie mam: „latarnia na skale, wiatr, kamień mokry, szara woda”. tyle. reszta strony to jakieś doodle i nic merytorycznego. Seleno, masz rację że to nadal jedno zdarzenie i nie dowodzi niczego
Słuchajcie ale ten watek o granicy nadawca-odbiorca który otworzyła Czarodka jest dla mnie ważniejszy niż weryfikacja latarni. bo jeśli pole jest wspólne, to „wysyłanie” do kogoś jest może czymś innym niż myślimy. nie paczka. bardziej jak… zmiana czegoś we wspólnej przestrzeni??? @Dadzbog pytał o jakość skupienia nadawcy, może właśnie dlatego skupienie ma znaczenie - nie żeby „mocniej nadawać” ale żeby głębiej wejść w to wspólne pole?
o matko ta rozmowa idzie w kierunki które trochę tracę. ale to o czym pisze Tojadek brzmi dla mnie jakoś znajomo z medytacji. jak siedzę i naprawde jestem cicho, to czasem jest poczucie że granica „ja-nie ja” robi sie mniej wyrazna. może to właśnie to? czy to głupie co mówię?
ja sobie właśnie uświadomiłem czytając tę dyskusję że nigdy nie próbowałem tego z kimś bliskim świadomie, tak żeby oboje wiedzieli że próbujemy. zawsze to był przypadek albo intuicja bez potwierdzenia. Hortensja, jak szukałaś partnera do takich ćwiczeń to po prostu pytałaś znajomych czy robić to ze zupełnie obcą osobą z forum?
Odniosę się jeszcze do tego co napisała Czarodka bo to zostało trochę zawieszone - jeśli „wysyłanie” to wchodzenie w pole wspólne, to co robi nadawca konkretnie? bo z perspektywy praktycznej wychodzi na to że skupienie, intencja, obraz, a może coś jeszcze? Morganitka, Dobroniega, co wy w praktyce robicie kiedy chcecie coś „przekazać”?
No i tu masz rację, pytając i rzadko ktoś pyta tak bezpośrednio o technikę. Ja skupiam się na obrazie lub uczuciu, utrzymuję je na tyle długo aż poczuję coś w rodzaju stabilności, trudno opisać inaczej niż właśnie „stabilność”. Potem poprostu odpuszczam, nie trzymam kurczowo. To odpuszczenie jest według mnie ważniejsze niż samo skupienie. Ale to jest moja praktyka, nie instrukcja dla wszystkich.
to „odpuszczenie” o którym pisze Dobroniega to jest coś co słyszę od różnych osób, i zawsze mnie zastanawia. bo to trochę brzmi jak: skupiam się intensywnie, a potem puszczam i zakładam że coś zadziałało. skąd wiadomo że nie chodziło o sam spokój który to odpuszczenie daje, a nie o żaden przekaz?
no dobra ale to „odpuszczenie” mnie nie opuszcza (haha, nawet nie zamierzona gra słów). bo ja słyszałam to samo od kilku osób, Dobroniega pisze tak, znajoma która się tym zajmuje mówi tak samo, i za każdym razem jak pytam „ale jak wiesz że coś zadziałało” to pada właśnie to - poczułam spokój, poczułam że mogę puścić. i tu mam problem bo spokój można poczuć po dobrym oddechu, po herbacie, po wszystkim. skąd to „odpuszczenie” ma moc sprawczą jeśli chodzi o przekaz energetyczny, a nie jest po prostu… relaksem?
ja wracam jeszcze do tego wątku o polu wspólnym bo myślę że to jest serce całej dyskusji i trochę za szybko go odpuściliśmy. @Dadzbog pytał co robi nadawca - ale może pytanie powinno brzmieć czy w ogóle jest „nadawca” w sensie sprawczym. bo jeśli pole jest wspólne, to może chodzi o to żeby po prostu… stać się bardziej obecnym w tym polu? nie wysyłać, ale jakby bardziej zaistnieć. nie wiem czy to ma sens, ale od kiedy Czarodka to zasiała to nie mogę tego odpuścić
No nie, o matko, Hortensja, to ćwiczenie które opisujesz brzmi jak coś co chciałem spróbować od miesięcy i nigdy nie wiedziałem jak do tego usiąść. tzn. zawsze myślałem że musi być jeden „nadawca” i jeden „odbiorca” i teraz jak to tak opisujesz - bez ról - to nagle wydaje sie prostsze i mniej napięte. macie z kimś takie sesje regularnie? i jak długo trzeba siedzieć w tej ciszy zanim coś się pojawia?
przeczytałam ostatnie kilka postów i mam mieszane uczucia. z jednej strony podoba mi sie ta korekta Tojadek że może nie ma nadawcy-odbiorcy. z drugiej, im bardziej rozmywa sie struktura tego zjawiska, tym trudniej wogóle powiedzieć co badamy. „bycie obecnym w polu” to tak szeroka fraza że można pod nią podpiąć prawie wszystko. Hortensja mówi „nie wiem czy to pole czy wspólne symbole czy podobne umysły” - no właśnie, i jak to rozróżnić? to nie jest złośliwe pytanie, naprawde mnie ciekawi czy ktoś ma jakiś pomysł na to. Muszę to jeszcze poobserwować u siebie.
