Hej, mam taki problem że od jakiegoś czasu w domu jest dziwna atmosfera. Kłótnie, zmęczenie, sen bardzo płytki. Mąż mówi że to przez stres w pracy ale ja czuję że coś jest nie tak energetycznie. Chciałam zapytać jak wy oczyszczacie swoje domy? Słyszałam o szałwii, ale szczerze nie wiem od czego zacząć i czy to w ogóle działa.
Szałwia to dobry punkt startowy, ale zanim w ogóle zaczniemy mówić o metodach, chciałam zapytać: czy te problemy zaczęły się po jakimś konkretnym wydarzeniu? Przeprowadzka, wizyta kogoś, może coś nowego w domu? To dość istotne, bo oczyszczanie to jedno, a źródło to drugie.
Zgadzam się z Simmą. Samo okadzanie bez diagnozy to trochę jak branie tabletek bez wiedzy co dolega. Piszesz o kłótniach i złym śnie - to może być dużo rzeczy. Negatywna energia, złe ułożenie przestrzeni, napięcia, które po prostu się skumulowały. Masz jakiś pomysł skąd to mogło przyjść?
Myślę że zaczęło się mniej więcej wtedy kiedy wzięłam od koleżanki stary regał. Ona sama miała ciężki okres życiowy, rozstanie, choroba w rodzinie. Czy przedmioty mogą tak przenosić energię?
Przedmioty jak najbardziej mogą przenosić energię, szczególnie drewno bo bardzo dobrze ją pochłania. Powiedziałabym żebyś ten regał od razu wyrzuciła albo przynajmniej wyniosła poza dom, bo żadne okadzanie nie da rady jeśli źródło zostaje w środku.
No właśnie, tu się trochę różnimy z Ulką 🙂 Ja bym powiedziała tak: najpierw spróbuj oczyścić sam przedmiot, a jeśli po tym nadal coś czujesz, to dopiero wtedy decyzja o wyniesieniu. Ale do Stasi pytanie: czy jak dotykasz tego regału to coś czujesz? Jakiekolwiek wrażenie fizyczne, ciężkość, chłód?
Mnie ucząło coś innego - a mianowicie to żeby nie czekać i zacząć od oczyszczenia całego domu równoległe z pracą nad przedmiotem. Szałwia, sól w rogach pokojów i myśl pozytywna podczas tego. Efekt jest szybszy. Probowałam kilka razy i mi sie sprawdziło.
A ta sól w rogach to jak dokładnie? Zostawia się ją tam na stałe czy tylko na jakiś czas? Słyszałam o tym ale nigdy nie wiedziałam o co chodzi z tymi rogami konkretnie.
Rogi pomieszczeń to miejsca gdzie energia naturalnie stagnuje, nie cyrkuluje tak swobodnie. Sól ma właściwości absorbujące - zostawia się ją zazwyczaj na kilka dni, potem wyrzuca poza dom, najlepiej do śmietnika na zewnątrz, nie do tego domowego. Ale to tylko jeden element, sama sól bez niczego innego to połowa roboty.
Dobra, dziękuję za te wskazówki. Ale mam inne pytanie, może głupie. Co jeśli to wszystko jest tylko efekt placebo? Mąż tak mówi, że jak postawię tę sól to psychicznie poczuję się lepiej i to mi poprawi nastrój, a nie żadna energia. Trochę mnie to zastanawia bo nie wiem co o tym myśleć.
Oj to jest bardzo dobre pytanie i nie głupie wcale. Mnie też to czasem gryzło. Bo zastanówmy się: jeśli poczujesz się lepiej, kłótni będzie mniej, sen wróci - to czy naprawdę ważne jest czy zadziałała 'energia' czy własna psychika? Efekt jest ten sam. Ja osobiście wierze że energia istnieje, ale rozumiem wątpliwości.
To trochę wchodzi w filozofię. Placebo działa - to udowodnione w medycynie. Więc jeśli rytuał oczyszczania daje realną zmianę w zachowaniu, nastroju, relacjach, to jest to realna zmiana. Niezależnie od mechanizmu. Problem jest tylko wtedy gdy ktoś zamiast leczyć realne problemy opiera się wyłącznie na okadzaniu, ale przy złej atmosferze w domu - czemu nie spróbować.
Tylko że ja bym nie chciała sprowadzać tego wyłącznie do placebo, bo to trochę upraszcza temat. Czy ktoś tu miał sytuację gdzie oczyszczenie zadziałało w sposób, który trudno wytłumaczyć samą psychiką? U mnie było tak, że po okadzaniu dosłownie następnego dnia zadzwoniła osoba z którą byłam w konflikcie od miesięcy. Może zbieg okoliczności, ale jednak.
Simma, ale jak odróżnić zbieg okoliczności od realnego efektu? To chyba jest sedno tego pytania Stasi. Czy jest jakiś sposób żeby to zweryfikować poza własnym odczuciem?
Mnie placebo nie przekonuje jako wyjaśnienie bo mój pies reaguje na oczyszczone pomieszczenie inaczej niż na to przed. Zwierzęta nie mają placebo i jestem o tym prześwidczona. Po każdym porządnym oczyszczeniu jest spokojniejszy i kładzie się w środku pokoju a nie przy drzwiach.
O, to z tym psem to ciekawe. Nigdy na to nie wpadłam żeby obserwować zwierzę. Masz jakiś punkt odniesienia czy to jest stała zależność u ciebie?
Zwierzęta są bardzo czułe na energię, to jest znane od dawna. Koty też potrafią siadać w miejscach z dobrą energią i omijać te złe. To jeden z argumentów przeciwko tezie że to tylko placebo.
Wracając do Stasi i jej konkretnej sytuacji - masz już jakiś plan działania z tym co tu padło, czy jesteś na etapie zbierania informacji? Bo możemy gadać o placebo w nieskończoność, ale jeśli chcesz zacząć, to powiedz co masz pod ręką a podpowiemy od czego. Szałwia, sól, jakieś kamienie w domu, cokolwiek.
No dobra, mam pod ręką szałwię, którą kupiłam jakiś czas temu, ale nigdy nie użyłam. I sól morską. Tylko właśnie to pytanie o placebo zostaje mi w głowie - bo mąż powiedział coś, co mnie trochę zatrzymało. Że on też poczuje się lepiej psychicznie jak zobaczy że coś robię, i że może to wystarczy. I z jednej strony myślę - no i co z tego, skoro efekt ten sam. Ale z drugiej... chcę wiedzieć czy wierzę w to co robię, czy tylko szukam pretekstu żeby coś zrobić.
Ale właśnie to jest klucz - czy wierzysz w to co robisz. Bo rytuał zrobiony 'na odwal się' to według mnie nie to samo co robiony z intencją. Nie mówię że bez wiary nic się nie dzieje, ale chyba dzieje się mniej. Albo inaczej. Ty sama czujesz że potrzebujesz w to wierzyć czy wystarczy ci że efekt przyjdzie?
To co Simma opisuje to jest de facto medytacja uważności. I to już ma potwierdzenie - skupienie na czynnościach tu i teraz zmienia stan układu nerwowego. Więc nawet jeśli nie przyjmujemy energetycznego wyjaśnienia, mechanizm jest realny. Tylko Stasia musi zdecydować co dla niej ważniejsze - zrozumienie dlaczego to działa, czy samo działanie.
Szczerze? Nie pamiętam kiedy. To brzmi smutno jak to piszę. Chyba po tym jak wzięłam ten regał zaczęło się powoli kumulować. Nie od razu, ale tak stopniowo.
To ważna informacja. Mówisz że stopniowo - czyli to nie był jeden moment tylko narastało. To zmienia trochę podejście do oczyszczania, bo jeśli coś kumulowało się długo, jednorazowy rytuał może nie wystarczyć. Myślałaś o tym żeby zrobić to w kilku etapach, a nie wszystko naraz?
Właśnie to samo myslę. Ja jak miałam podobną sytuację w mieszkaniu to robiłam oczyszczanie co tydzień przez miesiąc i dopiero potem poczułam że 'ściana' gdzieś poszła. Raz to za mało jak coś siedzi długo. Stasia, a ten regał cały czas stoi w domu?
Tak, stoi. Nie zdecydowałam jeszcze co z nim zrobić. Mąż mówi że głupstwo wyrzucać bo jest dobry. A ja się waham.
Stasia, tu nie ma co się wahać - jeśli wiesz skąd pochodzi i co za sobą niesie historia tej osoby, to nawet oczyszczanie to ryzyko. Drewno chłonie bardzo głęboko, pisałam już o tym. Sama intencja podczas oczyszczania może nie dotrzeć wystarczająco daleko. Mąż patrzy na to materialnie, a to nie jest kwestia materialna.
No i tu wracamy do sedna - jak Stasia ma być 'wyczulona na zmiany' jeśli sama chwilę temu mówiła że wacha się czy w ogóle wierzy w ten efekt? To trochę wymaga od niej czegoś sprzecznego. Czy jest jakiś sposób na oczyszczenie bez polegania na własnym odczuciu jako mierze skuteczności?
