Mogę się wtrącić z głupim pytaniem? Bo siedzę i czytam całą tę dyskusję i zastanawiam się — od czego w ogóle zacząć, jak jeszcze nic nie czuję? Znaczy, ćwiczę z dłońmi jak Wrenna pisała wcześniej, ale nie czuję żadnego oporu. Może robię coś źle, a może po prostu jeszcze nie czas?
A czy to nie jest tak, że czakra dłoni musi być najpierw otwarta, żeby w ogóle cokolwiek czuć? Bo czytałam że jeśli czakry są zablokowane to percepcja nie przejdzie przez ciało nawet jeśli bardzo się chce. Może Agaa32 powinna najpierw popracować z czakrami?
Serenity70, to jest ciekawy trop, choć nie jestem pewna, że trzeba to traktować tak sekwencyjnie — najpierw czakry, potem aura. U mnie te rzeczy rozwijały się równolegle. Ale mam do ciebie pytanie — czy sama pracujesz z czakrami i zauważyłaś różnicę w tym co czujesz dłońmi przed i po takiej pracy?
Wrenna, tak, pracuję z czakrami od jakiegoś czasu i faktycznie po regularnej pracy z czakrą serca i czakrami dłoni zaczęłam więcej czuć przy ćwiczeniach z aurą. Ale nie wiem czy to przyczynowość czy po prostu czas i praktyka. Tzn. nie odseparowałam jednego od drugiego. A ty, jak zaczęłaś czuć warstwę eteryczną — to było nagle czy stopniowo?
U mnie stopniowo, ale był jeden moment kiedy 'zaskoczyło'. Trudno opisać — kilka tygodni ćwiczyłam i nic, a potem przy zwykłym siedzeniu z partnerem na kanapie nagle poczułam jakiś opór między jego ramieniem a moją dłonią, bez żadnego ćwiczenia. Jakby coś samo dało znać. I od tego momentu łatwiej było wywoływać to świadomie. Serenity70, a kiedy pracujesz z czakrami dłoni, to robisz to przez wizualizację czy przez oddech, czy inaczej?
Predyspozycje to moim zdaniem mit. Każdy ma pole energetyczne i każdy może je poczuć, to tylko kwestia tego jak szybko. Niektórzy po jednej sesji, inni po miesiącach. Czytałam że to związane ze stopniem uziemienia — osoby 'w głowie' potrzebują dłużej bo muszą najpierw zejść do ciała. Agaa32, czy dużo pracujesz umysłowo, siedzisz przy komputerze?
Wtrącę się bo to mnie dotyczy — długo odrzucałam swoje pierwsze sygnały dokładnie z tego powodu. Zawsze znajdywałam logiczne wyjaśnienie. I wiesz co mnie z tego wyciągnęło? Zaczęłam zapisywać co czuję bez oceniania. Zeszyt, krótkie notatki, tylko opis bez interpretacji. Przez jakiś czas. I dopiero jak zaczęłam widzieć wzorce, uwierzyłam że to nie przypadek. Agaa32, może spróbuj czegoś podobnego?
Ja też mam taki zeszyt! Trochę chaotyczny bo piszę po nocach jak już dzieci śpią ale pomaga. Chociaż trenie jak teraz czytam ten wątek to mam wrażenie ze moje notatki są bardzo fizyczne, zimno ciepło mrownie, a nie ma nic o kolorach. Czy to znaczy ze ja więcej czuje pole eteryczne niż resztę?
To jest pytanie, na które różne tradycje odpowiadają różnie, i uczciwie mówiąc nie ma jednej mapy. W części podejść ciepło łączy się z czerwienią lub pomarańczem, ale spotkałam się też z opisami gdzie intensywne ciepło to żółć. Problem w tym, że mapa kolorów aury jest w dużej mierze umowna i zależy od systemu który przyjmujesz. Ważniejsze chyba pytanie jest inne: czy te wrażenia fizyczne zmieniają się w zależności od stanu emocjonalnego osoby z którą pracujesz? Bo jeśli tak, to już jesteś bliżej warstwy emocjonalnej niż ci się wydaje, nawet jeśli nie widzisz kolorów.
Dokładnie na tym mi zależy gdy pytam o zgodę — nie chodzi mi o jakiś rytuał formalny, ale żeby druga osoba była aktywnym uczestnikiem, nie tylko 'obiektem'. To zmienia całą jakość ćwiczenia. I szczerze, mam wrażenie że wyniki są wtedy bardziej czytelne bo nie musisz się zastanawiać czy zaburzasz pole swoją własną projekcją niepewności.
Ale czekajcie — czy to nie jest przypadkiem tak, że jeśli partner świadomie wywołuje emocje, to on sam zmienia swoją aurę intencją? I czy to nie zaburza tego co naturalnie 'czytamy'? Czy taka sztuczna sytuacja ma w ogóle wartość ćwiczebną?
To jest chyba jeden z trudniejszych problemów w tej pracy — jak oddzielić własne uczucia od tego, co faktycznie 'czytasz'. Przy dziecku to musi być szczególnie trudne, bo emocjonalna więź jest tak silna. Ale zastanawiam się, czy to w ogóle da się rozdzielić? Czy może to właśnie ta czułość jest kanałem, przez który cokolwiek trafia?
A ja mam pytanie troche z boku — czy mozone ćwiczyć czytanie aury na zwierzętach? Mam kota i on jest bardzo spokojny wiec myslę że nie ucieknie jak będę trzymać ręce blisko. Czy pole zwierzęcia jest wgl porównywalne z ludzkim pod katem nauki?
Moim zdaniem zwierzęta mają czystsze pole niż ludzie bo nie mają warstwy myślowej, która zaciemnia. Koty szczególnie. Czytałam że to dlatego koty tak chętnie siadają na osobach które mają zaburzenia w aurze — wyczuwają gdzie jest potrzebna energia. Więc ćwiczenie na kocie mogłoby dać inną jakość doświadczenia, niekoniecznie gorszą.
Wracając do wątku czytania aury i weryfikacji — bo ta rozmowa o kotach jest ciekawa, ale trochę nas odciąga. Mam takie pytanie do Otylki i Rozalindy: jak wy same weryfikowałyście swoje pierwsze odczyty? Nie chodzi mi o ćwiczenia z partnerem, ale o moment kiedy powiedziałyście sobie 'tak, to nie jest moja wyobraźnia'.
Dołączę do pytania Wrenny bo mnie to też bardzo interesuje. Mam wrażenie że cały czas rozmawiamy o ćwiczeniach i technikach, a w ogóle nie dotykamy tego momentu pewności. Jak to wygląda? Czy to jest jeden wyraźny moment czy raczej stopniowe?
Ja miałam jeden wyraźniejszy moment i może to tłumaczy różnicę między ludźmi. Ale mój był akurat bardzo emocjonalny — ćwiczyłam z przyjaciółką która od tygodnia ukrywała że coś ją gryzie. Poczułam coś przy jej klatce piersiowej, opisałam to jako ciasnotę i ciężar. Ona zaczęła płakać. To nie był dowód naukowy, ale mi wystarczyło.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie może bardzo podstawowe — czy czytanie aury to jest coś co robimy cały czas i tylko uczymy się to zauważać, czy trzeba wejść w jakiś specjalny stan żeby to działało? Bo z opisu ćwiczeń wynika jedno, ale z tego co Martynka opisuje wynika drugie.
I tu chyba jest sedno problemu który wraca w tej rozmowie co kilka postów — gdzie kończy się zwykła ludzka empatia i intuicja, a zaczyna praca z polem? Zastanawiam się czy to w ogóle jest użyteczne pytanie, czy może nie ma ostrej granicy i szukanie jej to ślepy zaułek.
Celestyna, to pytanie o granicę między empatią a pracą z polem wraca tu naprawdę często i mam wrażenie, że może właśnie dlatego, że każda z nas gdzieś intuicyjnie czuje, że ta granica jest rozmyta. Ale zastanawiam się, czy zamiast szukać gdzie ona jest, lepiej nie zadać sobie pytania: czy to w ogóle zmienia coś w praktyce? Tzn. jeśli efekt jest ten sam, to czy nazewnictwo ma znaczenie?
Wrenna, myślę że ma znaczenie, i to nie małe. Jeśli nie wiemy co robimy, to nie wiemy też kiedy to działa, kiedy nie działa i dlaczego. To jest dokładnie ten problem który sprawia, że wiele osób przez lata ćwiczy i nie wie czy robi postępy, czy stoi w miejscu. Empatia jest czymś, co można opisać mechanizmem. Praca z polem energetycznym — na razie nie. Jeśli zrównamy te dwa pojęcia, to tracimy możliwość zadawania sensownych pytań o jedno i o drugie.
Właśnie to mnie też zatrzymuje kiedy próbuję weryfikować swoje odczyty. Za każdym razem jak myślę, że coś poczułam, od razu pojawia mi się to pytanie — czy nie wiedziałam wcześniej? Ostatnio ćwiczyłam z kimś kogo znam pobieżnie, żeby ograniczyć ten czynnik. I wtedy pojawiło się coś innego — nie wiedziałam czy dobrze opisuję to co czuję, bo nie miałam żadnego odniesienia. Jakby usunięcie jednej zmiennej odsłoniło drugą.
Przepraszam że wchodzę z innej strony, ale słucham tej rozmowy i nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie o opisywaniu odczuć, ale nigdzie nie padło jak w ogóle zacząć je rozróżniać. Tzn. jak ty Otylka albo Leokadia uczyłaś się w ogóle jakie odczucie odpowiada czemu? Czy to gdzieś jest opisane, czy każda osoba tworzy własny słownik?
Mrowienie w dłoniach to bardzo często pierwszy znak że kanały energetyczne zaczynają się otwierać. Mnóstwo osób zaczyna właśnie od tego. Nie ignoruj tego, bo to może być początek czegoś ważnego.
Wracając do tego co powiedziała Dobrusia — ten przykład z barkami i remontem jest dla mnie świetny właśnie dlatego, że jest nierozstrzygalny. I zastanawiam się, czy szukanie rozstrzygnięcia to w ogóle dobry kierunek. Może bardziej chodzi o to, żeby zobaczyć czy odczyty mają jakiś wzorzec, nie czy jeden konkretny był trafny.
Ines ma punkt — notowanie to jest coś, co faktycznie pomaga. Sama przez jakiś czas prowadziłam coś w rodzaju dziennika odczytów, bardzo skrótowego, ale wystarczającego żeby po miesiącu zobaczyć pewne powtórzenia. Na przykład że przy ludziach którzy mają napięcie w karku prawie zawsze czuję coś przy moich własnych ramionach. To może być wiele rzeczy, ale przynajmniej jest powtarzalne, a nie jednorazowe. Czy ktoś z was prowadzi coś takiego albo próbował?
