Mam wrażenie że trochę zależy od tego w jakim stanie jest człowiek zanim zacznie pracę. Jeśli ktoś jest bardzo w głowie, to trochę więcej ciała i odczuć pomaga. Jeśli ktoś jest bardzo reaktywny emocjonalnie, to odwrotnie - trochę zatrzymania i obserwacji. Nie ma jednej odpowiedzi dla wszystkich.
No dobra, trochę jedno i drugie chyba. Ściśnięcie jak myślę o pieniądzach to raczej 'boję się co się stanie' ale czasem jest też to pierwsze - że nie chcę w ogóle tam zaglądać. Jak to rozróżnienie mi ma pomóc w tej pracy z intuicją? Serio nie kapuję jeszcze tego połączenia.
Dokładnie o to mi chodziło i cieszę się że Heniek to tak ujął. Bo to nie jest kwestia czekania żeby 'pomyśleć lepiej' - to jest czekanie żeby strach się nie udawał intuicją. Mi to zajęło naprawdę długo żeby zobaczyć że przez lata brałam własny lęk przed biedą za jakieś głębsze ostrzeżenie. A to był po prostu lęk.
ale jak w ogóle wiesz ze to byl lek a nie ostrzezenie? Bo dla mnie jak cos czuję intensywnie to wlasnie myslę ze to ważne. Intensywność = ważność? Czy to złe podejście?
Ale to jest trochę bez sensu. Jeśli intuicja jest cicha i łatwo ją przeoczyć, to jak w ogóle na niej polegać? Mam śledzić każde małe odczucie? To by zajęło cały dzień.
U mnie to trwało kilkanaście miesięcy zanim zaczęłam czuć różnicę dość pewnie. I to nie jest tak że teraz zawsze wiem. Ale mam już jakieś punkty odniesienia we własnym ciele, do których wracam. Przy przekonaniach finansowych było najtrudniej bo materiał był naładowany od dziecka.
kilkanaście miesiecy?? to dlugo. Czy nie ma jakiegos skroconego sposobu? Nie pyam ze złoscia tylko ze... no nie wiem czy mam tyle cierpliwosci 🙂
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam wrażenie że wszyscy zakładamy że intuicja to coś stałego i jednolitego. A co jeśli ona działa inaczej w różnych obszarach życia? Ja przy kliencie czuję wyraźnie, przy własnych finansach - prawie nic. Jakby tam była jakaś blokada selektywna.
Ale czy to nie jest po prostu psychologia a nie energia? Bo to co opisujecie - blokady, ładunek emocjonalny, opór - brzmi dokładnie jak terapia. Nie mówię że to złe, tylko zastanawiam się czy w ogóle jest tu coś specyficznego dla bioenergoterapii.
Nie wiem czy to dwie różne rzeczy czy dwa różne języki opisujące to samo. Dla mnie przestało być ważne czy to 'energia' czy 'psychika' - liczy się co działa. A mi praca z ciałem i polem dała dostęp do czegoś czego sama rozmowa nie dawała. Czy to energia? Nie wiem. Ale skutek był inny.
dobra to wracając do mojego problemu bo chcę to jakoś zastosować. Powiedz Cebulka - jak zaczęłaś tę pracę z przekonaniami finansowymi? Od czego w ogóle? Bo mam wrażenie że nie mam punktu wejścia.
Zaczęłam od prostego skanowania ciała przy konkretnych pytaniach o pieniądze. Nie od afirmacji ani od szukania przekonań w głowie - tylko od tego co czuję fizycznie jak zadaję sobie pytanie 'czy zasługuję na zarabianie dobrze'. Pierwsze sesje były głównie o tym żeby w ogóle to napięcie poczuć bez uciekania od niego. Długo nic więcej nie robiłam.
Właśnie to - samo siedzenie z napięciem bez próby naprawienia go. To chyba najtrudniejsza część bo się odruchowo chce coś z tym zrobić, coś zmienić, poczuć się lepiej. A tu chodzi o to żeby najpierw po prostu zobaczyć co jest.
Odpowiadając na pytanie Heńka - u mnie to nie było tak że odpuszczało samo. Raczej najpierw widziałam napięcie, potem mogłam poczuć skąd pochodzi, i dopiero wtedy pojawił się jakiś ruch. Ale ten ruch nie był przeze mnie sterowany. Nie robiłam nic konkretnego. Siedziałam z tym i w pewnym momencie coś się zmieniało. Najtrudniejsze w przekonaniach finansowych było to że napięcie było wielowarstwowe. Zdjęłam jedną warstwę i pod spodem było coś kolejnego. Przez wiele sesji myślałam że nigdzie nie dochodzę.
ale jak rozróżniałaś co jest przekonaniem a co jest po prostu stresem dnia codziennego? Bo mnie to zawsze myli. Siadam do skanowania, jest napięcie w klatce i nie wiem czy to jest moje głębokie przekonanie o pieniądzach czy po prostu miałam ciężki dzień.
Mniej więcej tak. Stres dzienny miał u mnie jakiś 'ogon' - coś za sobą ciągnął, myśl, sytuację. Napięcie przy przekonaniu finansowym było jakieś bardziej... odrębne. Jakby nie miało historii. Zadawałam pytanie i ono po prostu było. Chociaż przyznam że przez pierwsze miesiące i tak myliłam. Dopiero z czasem zaczęłam rozróżniać.
ok ale jak zadajesz sobie pytanie 'czy zasługuję na zarabianie dobrze' to chyba zawsze bedzie napięcie bo samo pytanie jest ładowane? Jak to neutralnie zadać żeby nie sugerować odpowiedzi przez samo pytanie?
A co jak ciało w ogóle nic nie czuje? Próbowałem tego kilka razy i jest po prostu... cisza. Nic. Nie wiem czy to znaczy że nie mam blokad finansowych czy że nie umiem tego robić.
Ildefons nie myśl tak od razu ze to nie dla ciebie 🙂 Ja tez na poczatku nic nie czulam i mysłam ze jestem jakos zepsuta. Potem to przyszlo samo kiedy juz sie nie staralam. Moze za duzo cisnienia na siebie?
Mam podobne doświadczenie co Aurorka. U mnie cisza przy pytaniach o finanse trwała tygodniami. I dopiero jak przestałam 'szukać' odpowiedzi a zaczęłam po prostu siedzieć bez celu, coś się pojawiło. Chociaż muszę dodać - tamto coś było niekomfortowe. Jakby ta cisza była przed czymś czego nie chciałam widzieć.
Martynka to bardzo ważne. Cisza przed czymś niekomfortowym - dokładnie tak to u mnie też wyglądało. I właśnie tutaj widzę połączenie z tym co mówiłam o intuicji versus lęku. Lęk umiał wyglądać jak cisza. Udawał neutralność. Dopiero jak do tej ciszy podchodziłam z ciekawością a nie z próbą naprawienia, coś się zaczynało poruszać.
Ale chwila - bo trochę mi się to kręci w kółko. Najpierw cisza jest informacją, potem napięcie jest informacją, potem intensywność nie jest informacją... Jak ktokolwiek ma to ogarnąć bez wieloletniego doświadczenia? Pytam szczerze, nie złośliwie.
Słucham tego i zastanawiam się nad czymś. Mówimy głównie o ciele i odczuciach. Ale ja przy pracy z klientem używam też czegoś co trudno mi nazwać - jakiegoś zewnętrznego odczuwania, nie we własnym ciele. Czy ktoś tu pracuje z polem klienta i rozróżnia intuicję od własnych projekcji? Bo to chyba jest jeszcze trudniejszy problem.
Przy własnej pracy to jeszcze jako tako idzie bo znam swoje wzorce. Ale przy pracy z innymi - to jest zupełnie inne terytorium i ja się w nim nie czuję mocna. Mam wrażenie że to wymaga dużo więcej lat niż mam. Heniek może wie więcej o tym rozróżnieniu?
Gabrysia tknęła bardzo trudny temat. Przy pracy z cudzym polem jedyna metoda którą znam to stała higiena własna - zanim zaczniesz sesję musisz wiedzieć jak brzmi twoja własna częstotliwość. I nawet to nie daje pewności. Wielu terapeutów które znam przyznaje w cztery oczy że do końca nie jest pewna co pochodzi od klienta. I to jest uczciwa odpowiedź - nie gwarancja lecz nieustanne rozróżnianie.
Numerolożka zadała pytanie które mnie samego gnębi od lat. Uczciwa odpowiedź jest taka: nie ma twardej granicy. Są osoby które pracują z klientami i przez lata nie wiedzą czy czują pole czy projektują własne schematy. I jakoś im to 'działa' - bo klient odchodzi lepiej. Ale czy to przez precyzję odczytu energii, przez samą obecność, przez efekt placebo, przez coś innego - tego nie wiem. I chyba nikt uczciwy nie wie.
Ale psycholog ma jednak jakieś badania za sobą, protokoły, superwizje. Tu mówimy o czymś co nie ma żadnego zewnętrznego weryfikatora. To naprawdę inna sytuacja. Nie mówię że to złe, po prostu to jest problem który warto nazwać wprost.
