Wracając do tego co Gabrysia pytała wcześniej o rozróżnieniu — bo mi to siada na poprzedni wątek. Kiedy pracuję z własnym polem i pojawia mi się coś przy pytaniu o pieniądze, mam pewien punkt odniesienia: znam swoje napięcia, swoje wzorce ciała. Przy pracy z kimś innym tego punktu odniesienia nie mam. Więc jak wy to robicie w praktyce?
Właśnie to mnie trapi. Mam pewne sygnały przy pracy z klientem, ale nie mam pewności czy to 'moje' czy 'jego'. Ostatnio podczas jednej sesji poczułam coś w okolicy klatki piersiowej czego wcześniej u siebie nie miałam. Ale może po prostu byłam zmęczona. Jak to odróżnić?
a ja mam pytanie troche z boku — czy ten problem z rozroznianiem co jest twoje a co klienta pojawia sie tez przy pracy z wlasnymi przekonaniami finansowymi? Bo jakos zaklada sie ze w pracy z soba samym jestes i klientem i teraputa i nie wiem czy to nie jest rownie skomplikowane
Martynka to celne. Przy przekonaniach finansowych miałam wrażenie że gdzieś w środku jest kilka głosów i nie wszystkie są moje z urodzenia — część brzmiała jak babcia, część jak atmosfera domu w którym dorastałam. Pytanie do ciała pomagało bo ciało reagowało na każdy z tych głosów inaczej. Tylko że to też wymagało czasu żeby rozróżnić kto mówi.
To co Cebulka pisze o głosach — to brzmi ciekawie ale też trochę jak coś bardzo odległego od mojego doświadczenia. Ja jak pytam siebie o pieniądze to nie mam żadnych głosów, żadnych napięć, po prostu mój umysł od razu podaje mi jakąś odpowiedź i nie wiem czy to intuicja czy właśnie to co Mimoza nazywała 'zamrożeniem'. Jak w ogóle zacząć to rozróżniać?
Ildefons to jest wlasnie to co mi sie przydarzalo! Ta odpowiedz ktora jest za szybka i za gladka i po chwili jest jak by jej nie bylo. U mnie dopiero jak zaczełam po prostu siedziec z pytaniem bez czekania na odpowiedz, cos sie zmienilo. Ale to trwalo dlugo zanim w ogole zrozumialam ze mam tak siedziec 🙂
Okay, słucham tego i widzę że ta praca wymaga naprawdę dużo czasu i cierpliwości. Moje pytanie jest praktyczne — ile tak mniej więcej zajęło wam zanim zobaczyliście jakąś zmianę w obszarze finansowym? Mówię o konkretnej zmianie, nie tylko o lepszym samorozumieniu.
Numerolożka pyta o konkretną zmianę finansową i to jest właśnie to pytanie które sama sobie zadawałam przez długi czas. U mnie nie było jednego momentu kiedy powiedziałam sobie 'okej, zmieniło się'. Raczej zauważyłam po jakichś kilku miesiącach że inaczej reaguję na pewne sytuacje — nie panikuję przy fakturze, nie odmawiam sobie automatycznie. Ale nie wiem czy to 'praca z przekonaniami' czy po prostu czas. Serio nie wiem.
Ale to brzmi jak sytuacja bez wyjścia — sam nie widzę, muszę czekać aż ktoś mi powie. A jeśli nikt nie powie? Albo jeśli otaczam się ludźmi którzy też mają te same przekonania co ja?
To co Ferdek i Ildefons opisują to jedna z podstawowych trudności tej pracy — brak zewnętrznego punktu odniesienia. Dlatego właśnie ciało jest tak pomocne jako wskaźnik, bo działa niezależnie od środowiska społecznego. Ale wracając do pytania Numerolożki o czas: zamiast mierzyć 'efekty finansowe', łatwiej śledzić czy zmienia się jakość sygnału w ciele kiedy pytasz o dany temat. Czy pytanie o pieniądze wywołuje to samo napięcie co miesiąc temu?
