No dobra, ta kwestia z plastikiem i środowiskiem to ciekawy punkt. Bo jak pomyślę o tym open space gdzie pracuję, to tam każdy ma plastikowy kubek z dystrybutora i nikt go nie myje energetycznie, po prostu wyrzuca. I może to jest w sumie dobre rozwiązanie? Tylko że z drugiej strony my przy biurkach mamy swoje kubki, które tam stoją cały dzień i chłoną co popadnie. Więc może faktycznie lepiej te jednorazówki.
Ale wróćmy do tej kwestii metalu bo Sylwek mial tam racje o tych rurach - sam fakt ze rury miedziane sa w ścianach nie znaczy ze przepływa przez nie coś innego niż woda. Miedź przy rytuałach to celowe użycie, intencja i forma, a nie samo istnienie metalu w przestrzeni. Więc ja jednak nie wiem czy ta szuflada Mietka cokolwiek zrobi.
A ja wrócę do tej wody bo to wydaje mi się najważniejsze z praktycznego punktu widzenia. Jak ktos pije wode z kubka ktory stał kilka godzin w napiętym biurze, to ile tej wody wypijesz zanim zaczniesz to w ogóle czuć? Bo rozumiem że jednorazowa szklanka to jedno ale jak ktoś pije dwa litry dziennie przez lata, to efekt kumulacji chyba jest jakiś, nie?
No tak, ale to jest też powód dla którego praca z własna aura jest ważniejsza niż ochrona naczynia. Naczynia to jeden punkt wejścia. My sami to drugi, i to znacznie większy. Dlatego zawsze zaczynam od siebie, nie od przedmiotów wokół.
Ok ale jak to działa z tą auną w praktyce? Bo Kubuś pisał o wizualizacji kuli, Julitka o „warstwach ochrony”, a jak to fizycznie ma chronić wodę w kubku? Mam wrażenie że zaczynamy mieszać dwie rzeczy - ochronę własna i ochronę przedmiotów.
Mnie ciekawi to co Julitka napisała o warstwach - czy to jest tak że najpierw aura, potem dopiero naczynia, i jak aura jest mocna to w ogóle nie muszę się przejmować kubkiem? Czy zawsze obie rzeczy razem?
Właśnie i tu jest chyba cały sens tej rozmowy - bo Mietek pyta o kubek, a problem może leżeć gdzie indziej. Znam osobę która latami oczyszczała wszystkie przedmioty w domu, soliła, kładziła na oknie pod księżycem, a sama nie robiła nic z własna energią i ciągle się skarżyła że coś na nią wpływa. No bo to logiczne, kubek możesz wyczyścić, ale jeśli ty sam jesteś jak gąbka to co to zmienia.
Ok to zaczynam rozumieć że skupiałem się na złym miejscu. Ale wróćmy do tej wizualizacji co Kubuś wspomniał, bo naprawdę nie bardzo wiem jak to robić żeby miało efekt. Złota kula, ok, ale jak długo? Rano raz i wystarczy na cały dzień? Czy trzeba powtarzać?
szczerze to, i ja nie wiem jak długo działa, czytałem różne rzeczy i jedni piszą że raz rano wystarczy, inni że trzeba odnawiać w ciagu dnia zwlaszcza jak przyszlo do jakiegos trudnego spotkania albo konfliktu. Nie przetestowałem tego systematycznie wgl.
Ale jak „przetestować” wizualizację? Nie ma przecież miernika aury. To jest mój problem z całą tą rozmową, nie tylko o wizualizacji - mówimy o rzeczach które działają albo nie działają, ale nie ma żadnego sposobu żeby to sprawdzić 🙂 Ani kubka ani aury.
Zawrócę do tego co Nadzieja pisała - to znaczy że ta cała rozmowa o naczyniach jest trochę bez sensu jak się nie robi nic ze sobą? Bo już się prawie dałem przekonać żeby oczyszczać kubek co wieczór a teraz wychodzi że to może nic nie dać.
No nie az tak, jedno nie wyklucza drugiego. Mozna robic oba. To ze woda w kubku chłonie energie jest jednak osobnym faktem od tego co sie dzieje z wlasna aura. Nie musisz wybierac.
Właśnie, poza tym naczynia to temat stary jak świat - misy tybetańskie, czarki szamańskie, święte naczynia we wszystkich tradycjach. To nie jest wymysł nowych ageowców. Przedmiot może być nośnikiem intencji i energii niezależnie od tego jaki jest stan jego właściciela.
Materia ma właściwości energetyczne niezależnie od kontekstu sakralnego. Pytanie o kubek Mietka jest pytaniem o te same mechanizmy co przy misach, tylko bez intencji nadanej przez rytuał. Więc tak, ma to do rzeczy.
To mi się podoba ta myśl o intencji, bo chyba wlasnie dlatego niektorzy mówią żeby chuchać na herbate albo trzymac kubek w dłoniach chwilę przed piciem. Żeby nałożyć swoją intencję na to co jest w środku. Robilam tak przez jakiś czas i subiektywnie mi się wydawalo ze herbata smakuje lepiej, ale mogło to być wszystko. 🙂
Ooo intencja do napojow to swietny pomysl, i proste!!! Nie trzeba nic wynoisic ani chowac do szuflady, wystarczy chwila skupnienia przed piciem. Czytałam gdziex ze japonscy mistrzowie ceremonii herbaty właśnie o tym mówili, ze to nie herbata sama w sobie ale chwila kontaktu z nią ma znaczenie. Chyba cos w tym jest
Hej, wchodzę w ten temat trochę z boku, ale mam pytanie do całej rozmowy o intencji przy piciu - jak to właściwie działa jeśli się nie potrafi skupić? Bo niby wiem że mam wziąć kubek w dłonie i coś tam poczuć albo pomyśleć ale mój umysł w pracy skacze na sto stron i te 30 sekund skupienia to dla mnie naprawdę dużo. Czy to w ogóle ma sens jeśli robię to „na siłę”?
Szczerze? To zależy od tego jak rozumiesz „skupienie”. Nie potrzebujesz medytacji mistycznej przed każdym łykiem herbaty. Wystarczy dosłownie moment świadomego kontaktu z naczyniem, zauważenie że trzymasz kubek, że za chwilę pijesz. To nie jest rytuał, to jest po prostu nieautomatyczne działanie. Reszta się układa sama.
No i może to nie jest błąd, że sprowadza się do uważności. Tradycje wschodnie od zawsze mówiły że uważność to jest właśnie praca energetyczna, tylko nazywają to inaczej. Podział na „naukowe” i „ezoteryczne” jest dość umowny jeśli patrzysz na to głębiej. Ale rozumiem że dla kogoś kto szuka czegoś więcej niż mindfulness to może być za mało.
Wróćmy na moment do kubka i biura, bo trochę zeszliśmy - to co z tym plastikowym kubkiem o którym pisał Sylwek? Bo Tobiaszek mówił że materia ma właściwości niezależnie od kontekstu, ale ja jakoś nie wyobrażam sobie żeby ten jednorazowy kubek z dystrybutora miał takie same możliwości co misa tybetańska. Coś tu nie gra.
właśnie mnie to też zastanawia, czy materiał z jakiego jest zrobione naczynie ma znaczenie? Bo chyba jednak ceramika czy szkło to co innego niż plastik, nie? Plastic chyba w ogóle nie „przepuszcza” energii dobrze albo w ogóle jej nie przechowuje, przynajmniej tak gdzieś słyszałam, choć nie wiem czy to prawda.
Serenity, to akurat jest trochę mit który krąży po forach. Słyszałam to samo ale jak zaczęłam drążyć to nikt nie potrafił powiedzieć dlaczego właściwie plastik miałby blokować energię a ceramika nie. Jedni mówią że chodzi o naturalne vs sztuczne, inni że o strukturę krystaliczną ale to trochę jak tłumaczenie post factum. Ważniejsze moim zdaniem jest to co z tym naczyniem robisz i jaką mu nadajesz uwagę, a nie z czego jest zrobione.
