Wezuwianit53, na start 10-15 minut zupełnie wystarczy. Nie dlatego że dłużej jest złe, ale dlatego że lepiej skończyć z poczuciem że chciało się siedzieć dłużej, niż wymęczyć się przez 40 minut i zniechęcić. I tyle. reszta przyjdzie sama albo nie przyjdzie i też jest odpowiedź
właśnie probowalam dzis wieczór tej metody bez intencji i o matko, to naprawde inaczej dziala niż myślałam! Siedziałam może z 20 minut, nie robiłam nic specjalnego, tylko patrzyłam na płomień, i w pewnym momencie poczułam takie cieplo w klatce piersiowej, zupełnie jakby coś otwierało się od srodka. nie wiem jak to opisać inaczej. Pyromanta czy to może byc ten rytm o którym mówiłeś?
Druidka67, ciepło w klatce to mógł być po prostu efekt spowolnionego oddechu i rozluźnienia napięcia mięśniowego. Nie mówię że nic nie poczułaś, mówię że zanim to nazwiemy „otwieraniem się czegoś”, warto sprawdzić czy podobne ciepło pojawia się też przy spokojnej muzyce albo kąpieli. Jeśli tak, to mamy do czynienia z relaksacją, a nie specyficznym działaniem płomienia.
ja tez miałam to ciepło! i właśnie tez sie zastanawiałam co to jest. u mnie pojawia sie mniej więcej w połowie sesji, nie od razu. ciekawe ze Bogumil mówi o relaksacji - bo przy muzyce u mnie tego nie ma, więc może to jednak coś specyficznego dla ognia? albo po prostu siedzę inaczej, nie wiem
dobra, wchodzę z konkretnym pytaniem bo rozmowa o cieple mnie zaciekawiła. czy to ciepło pojawia się zawsze w tym samym miejscu? bo u mnie jak pracuję przy świecy jest bardzo wyraźna różnica między ciepłem w okolicach splotu słonecznego a takim ogólnym rozgrzaniem. i ta różnica jest powtarzalna, przynajmiej u mnie. Bogumil, to chyba troche przekracza „zwykłą relaksację” bo sama relaksacja u mnie tak nie działa?
cały ten spór o ciepło i co ono znaczy to trochę spór o słowa. nikt z Was nie poczuł czegoś fałszywego, to pewne. czy to energia ognia, reakcja nerwowa czy coś trzeciego to pytanie filozoficzne bardziej niż praktyczne. jak dla mnie ważniejsze jest: co z tym ciepłem zrobić dalej. bo ono może być punktem wyjścia do głębszej pracy albo poprostu miłym akcentem na zakończenie dnia. i obie opcje są spoko
Nekromanta58, no właśnie, pytanie „co z tym zrobić” jest dla mnie ciekawsze. ale nie wiem jak. znaczy: czuję ciepło, okej, i co teraz? po prostu zostać z tym czy próbować je gdzieś skierować albo wzmocnić?
hej, trochę z innej beczki bo czytam wątek od początku i mam pytanie które mnie trapi. mówicie o pracy „dla siebie” ale czy ogień nie jest też używany do pracy „na zewnątrz”, znaczy do wysyłania energii do kogoś innego? pytam bo widziałem opisy takich praktyk i nie wiem czy to ten sam mechanizm czy coś zupełnie innego
Alembik, Hortensja53 ma rację ze to różne rejestry. No, dodam że w wielu tradycjach szamańskich ogień sluzyl wlasnie jako „nadajnik” do przesylu intencji na odległość. dym byl medium, plomien był źródłem. ale to zaawansowane i wymaga odpowiedniego przygotowania, nie polecam zaczynać od tego
okej, to odkładam temat „na zewnątrz” bo i tak jestem za bardzo na początku. ale to co Ostrze66 mówi o latach trochę mnie studzi. czy naprawdę to tyle czasu potrzeba zanim można powiedzieć że się cokolwiek umie?
Alembik, „lata” to nie straszak, to po prostu realia. nikt ci nie powie po roku że „już umiesz”. umiejętność pracy z płomieniem to nie certyfikat, to rozwijanie wrażliwości która zajmuje tyle czasu ile zajmuje. niektórym szybciej, innym wolniej. ale pytanie „czy już umiem” jest trochę bez sensu w kontekście tej pracy
mam pytanie moze glupie ale co to w ogole znaczy „praca z plomieniem”? bo siedze i czytam i nadal nie wiem czy to jest: (a) zwykla medytacja przy swiecy, (b) cos z nakladaniem rak i energia, (c) cos z wypowiadaniem intencji, czy (d) wszystkie te razem. bo rozne osoby pisza roznie i mi sie miesza
Jaryla, to jest chyba najlepszy punkt startowy - bez konkretnego problemu, tylko ciekawość. ja zaczęłam dokładnie tak i uważam że to lepiej niż zaczynać od dużej potrzeby bo wtedy trudniej ocenić czy coś działa czy tylko chcemy żeby działało
wrócę do czegoś co Kupala mówiła wcześniej , bo mi zostało w głowie. pytała co chcemy żeby było powtarzalne. i teraz jak posiedzę przy świecy to faktycznie czuję spokój, ale nie wiem czy to spokój „z pracy” czy po prostu z tego że siedzę w ciszy. jak to wogóle odróżnić? nie irytuje mnie że tego nie wiem, po prostu ciekawa jestem czy ktoś ma jakiś sposób na testowanie tego
ta kwestia spokoju którą poruszałam, nadal mnie trapi. bo właśnie usiadłam przy świecy i próbowałam jakoś to rozróżnić. i co? siedziałam z dziesięć minut i… po prostu było mi dobrze. ale naprawdę nie wiem czy to dlatego że zgasiłam telewizor i jest cicho, czy coś z tym płomieniem miało związek. jak wy w ogóle testujecie czy to działa?
no dobra ale ile czasu zajmuje zanim wogóle coś sie poczuje? pytam bo siedzialem przy swiece dwa razy i nic specjalnego. troche ciepło, spoko, ale żadnego wow. czy to wogóle sie zdarza że ktoś nie czuje nic przez długi czas i potem nagle cos sie otwiera?
wracam do pytania Dionizego bo mnie też to zastanawiało kiedyś. u mnie „przełom” nie był żaden przełom, raczej stopniowe uwrażliwienie. w pewnym momencie zorientowałam się że czuję coraz więcej szczegółów, ale nie było żadnego konkretnego momentu kiedy „zaskoczyło”. bardziej jak przyzwyczajanie się do ciemności - powoli widzisz więcej.
to co Ethereal_52 opisuje jest bliskie mojemu doświadczeniu. ogień nie „daje” czegoś gotowego, on otwiera uwagę na to co już jest. dlatego „wow” które Dionizy szuka może nigdy nie przyjść jako jedno zdarzenie, za to można pewnego dnia stwierdzić że coś się zmieniło, patrząc wstecz.
no to trochę frustrujące szczerze mowiac. bo siedze, nic spektakularnego, i mam wierzyć że może kiedys zajdzie zmiana ktorej nawet nie zauważę??? trochę jak mówić komuś że dieta działa ale efektów nie widać
Dionizy94, rozumiem niecierpliwość ale ta dieta-analogia jest całkiem dobra, tylko wyciągasz z niej odwrotny wniosek. nikt nie mówi że efektów nie widać, mówią że efekty są subtelne i kumulują się. zresztą co byś chciał żeby się stało? serio pytam, bo bez wyraźnego celu trudno ocenić czy to działa.
hej, ja mam pytanie troche z boku tej dyskusji o cieple i efektach. czy ktos pracuje z konkretnym rodzajem świecy? bo czytalam że kolor ma znaczenie i że wosk pszczeli jest inny niż parafinowy. czy to mit czy jest w tym cos?
Powiem po swojemu, mam głupie pytanie, przepraszam. czy jak świeca gaśnie w połowie sesji to cos to znaczy?? bo mi sie to zdarzyło ostatnio i trochę mnie wybiło z rytmu, zaczełam myśleć czy to jakiś znak czy po prostu przeciąg. i już nie wróciłam do tego skupienia do końca
czytam te posty o stopniowym uwrażliwieniu i mam pytanie, bo mnie to dotyczy. jak w ogole odróżnić że coś się zmieniło od tego że poprostu przyzwyczaiłem się do siedzenia w ciszy? bo może chodzi o to że stałem się mniej niecierpliwy, a nie że „czuję więcej”
Wróćmy na moment do tego co powiedziała Wezuwianit, ze ona to traktuje jako sygnał skupienia a nie jako „znak” - to mi sie podoba. bo jak zaczynam szukać znaczeń w kazdej świecy co zgaśnie albo w każdej iskierce to w końcu zaczynam interpretować wszystko i nic. i wtedy właściwie co mie powstrzymuje żeby nie tłumaczyć sobie wszystkiego na opak?
ok ale wracając do swiec bo troche odbieglismy - ktos mowil o wosku pszczelim, ja próbowałam i faktycznie inaczej pachnie i plomien jest jakby spokojniejszy, mniejszy. ale nie wiem czy to robi różnicę dla samej pracy z energią czy tylko dla atmosfery. czy ktos probowal oba warianty w podobnych warunkach i ma jakieś porównanie?
