Czytałam ostatnio o czakrze korony i natknęłam się na coś, co mnie zatrzymało - podobno jest możliwość bezpośredniego pobierania energii słonecznej przez tę czakrę, bez pośrednictwa jedzenia ani żadnych suplementów. Coś w tym jest czy to jakiś mit? Chodzi mi o to że słońce to ogromne źródło energii i czakra siódma łączy nas z wymiarem duchowym, więc teoretycznie ta ścieżka miałaby sens. Ktoś się tym zajmował?
Tak, to jak najbardziej realne! Czakra koronowa jest właśnie po to żeby łączyć nas z wyższymi energiami i słońce jest jednym z najczystszych źródeł takiej energii. Technika nazywa się sungazing albo solarna medytacja - wiele tradycji to stosuje. Wystarczy skupić intencję na czakrze siódmej podczas wpatrywania się w słońce tuż po wschodzie i energia przepływa bezpośrednio. Sama próbowałam i czuć wyraźny przypływ czegoś ciepłego przez czubek głowy.
Chwila, chwila. Zanim ktoś zacznie wpatrywać się w słońce, nawet przy wschodzie - to jest bardzo niebezpieczne dla oczu i nie ma tu żadnej taryfy ulgowej. Chcę to powiedzieć wprost zanim wątek pójdzie w złym kierunku. Praca z energią słoneczną przez czakrę koronową to jedno, ale sungazing jako fizyczne patrzenie na słońce to już zupełnie inna sprawa i może skończyć się trwałym uszkodzeniem siatkówki. Różnica między pracą energetyczną a fizycznym działaniem jest tutaj kolosalna.
A jak właściwie działa ta czakra korony w kontekście energii zewnętrznych? Pytam bo dopiero zaczynam się w tym orientować i nie do końca rozumiem czy ona „pobiera” energię sama z siebie czy trzeba ją jakoś aktywować. Gdzieś czytałam że jest normalnie zamknięta u większości ludzi.
To zależy od człowieka i od jego praktyki. U większości osób czakra korony jest aktywna w jakimś stopniu, ale nie w pełni rozwinieta - to jest bardziej spektrum niż dychotomia zamkniete/otwarte. Aktywacja przez medytacje i świadomą pracę energetyczna faktycznie ją rozbudza. Natomiast sama kwestia „pobierania energii słonecznej” to już jest coś, przy czym mam mieszane odczucia. Co to właściwie znaczy w praktyce?
Właśnie o to mi chodziło - co to znaczy w praktyce. Bo mogę siedzieć na słońcu i czuć się potem naenergetyzowana, ale nie wiem czy to przez czakrę koronową czy po prostu witamina D i ciepło robi swoje. Jak odróżnić jedno od drugiego?
Ale czy to musi być rozróżnialne? Może to właśnie jest to samo, tylko opisywane różnym językiem - naukowym i duchowym? Słońce działa na ciało fizyczne i na ciało energetyczne jednocześnie, nie?
O, to jest właśnie to pytanie które mnie samą od dawna nurtuje. Pamiętam jak lata temu rozmawiałam z kobietą która twierdziła że dosłownie nie potrzebuje jedzenia bo czerpie energię bezpośrednio ze słońca. Brzmiało to absolutnie niesamowicie, ale im dłużej o tym myślałam, tym więcej miałam wątpliwości. Nie chodzi mi nawet o to czy to możliwe energetycznie, ale o to co się dzieje z ciałem fizycznym. Czy ktoś tu ma konkretne doświadczenia z czerpaniem energii solarnej przez czakrę koronową - nie jako zastępstwo jedzenia, ale jako uzupełnienie?
Hej, trafiłam na ten wątek przez przypadek i właściwie nie za bardzo ogarniam te czakry ale to z tym niepotrzebowaniem jedzenia to chyba trochę niebezpieczne brzmi? Takie rzeczy to podobno robią te osoby z tymi, jak to się nazywa, grupy które odmawiają jedzenia i to się źle kończy. Nie mylę czegoś?
Nie mylisz. To co opisujesz to breatharianizm albo inedia i tak, były przypadki śmierci. Tu jest bardzo ważna granica - praca z energią słoneczną przez czakrę koronową jako medytacja i duchowa praktyka to nie jest to samo co twierdzenie że można żyć bez jedzenia. Pierwsze jest niegroźne i dla wielu osób wartościowe. Drugie jest po prostu śmiertelnie niebezpieczne i żadna energia duchowa tego nie zmieni.
Dobrze ze to ktoś powiedział. Znam kilka tradycji które pracują z symboliką solarną i we wszystkich tych, które mam na myśli, slonce jest metaforą lub źródłem energii duchowej - nie dosłownym pozywieniem. W tantryzmie, w pewnych odłamach kabały, w praktykach druidzkich - wszędzie słońce jest fundamentem ale nigdzie nie zastępuje chleba. To rozróżnienie wydaje mi się kluczowe dla całej tej rozmowy
Wisiałam nad tym wątkiem od początku i mam takie przemyślenie - może warto porozmawiać o tym co konkretnie dzieje się z siódmą czakrą podczas wystawiania się na słońce, nie w sensie dosłownego patrzenia w tarczę, ale takiej porannej medytacji na zewnątrz? Bo to chyba jest bezpieczna forma i może coś ciekawego z tego wyniknie. Sama to robię czasem latem i jest zupełnie inaczej niż medytacja w zamkniętym pokoju 🙁
Może nie trzeba wiedzieć skąd to jest, ważne że działa? Znaczy się, jeśli coś poprawia stan energetyczny i samopoczucie to czy naprawdę ważne jest który mechanizm za tym stoi? Pytam szczerze, bo jestem na takim etapie że więcej nie wiem niż wiem.
Jest w tym coś, co mnie prowadzi do innego pytania. Czakra korony ma związek z powiązaniami duchowymi, z wymiarem który jest poza nami, a słońce we wszystkich kulturach jest symbolem wyższej świadomości. Gdy siadam rano i pozwalam sobie po prostu być w tym świetle, coś się otwiera w głowie - nie metaforycznie ale naprawdę czuję jakby coś rozluźniało się w czubku czaszki. Nie twierdzę że „pobieram energię” w sensie dosłownym. Ale jest jakieś połączenie którego nie umiem inaczej nazwać.
Odświeżam sobie ten wątek i muszę powiedzieć że to mi uzmysłowiło coś co ostatnio sama przeżywałam. Miałam taki okres że byłam kompletnie wyczerpana, nic nie pomagało, nawet moje ulubione rozłożenie kart nic mi nie dawało bo nie miałam energii żeby się skupić. I wtedy zaczęłam wychodzić rano tylko siedzieć na balkonie z kawą, bez telefonu, z głową w górze. Po kilku takich poranków wróciła mi jakaś iskra. Czy to czakra korony? Nie wiem. Ale coś działało i to mi wystarczy.
och, bardzo podoba mi się ta rozmowa! Mam pytanie trochę z boku - czy do pracy z czakrą koronową i energią słoneczną nadają się jakieś konkretne kamienie? Czytałam coś o ametyście i górskim krysztale ale nie wiem czy to akurat do tego tematu pasuje czy to inne zastosowanie.
Kryształ górski jest neutralnym wzmacniaczem i może wspierac każdą prace energetyczna, nie tylko z siódmą czakrą. Ametyst faktycznie jest przypisywany czakrze koronowej w wielu systemach. Natomiast jeśli pytasz o połączenie z energią solarną konkretnie, to popatrz na cytryną albo na złoty topaz - to kamienie tradycyjnie przypisywane energii slonca. Kombinacja ametystu przy czakrze korony i cytryny przy splocie słonecznym może byc ciekawym punktem wyjscia do własnych testów. Ale to tylko punkt wyjścia - liczy się to co ty czujesz, nie to co napisano w jakims przewodniku.
Kwarc dymny to ziemia, nie słońce - przepuszcza przez siebie to co niepotrzebne i odprowadza. Przy pracy solarnej z siódmą czakrą mógłby wręcz rozpraszać to co próbujesz zebrać. Użyj go raczej po sesji jako oczyszczenie koncowe, nie w trakcie.
ja tam kładę kamień na czubek głowy jak leżę, albo trzymam w obu dłoniach zaleznie od tego co mam robić. Przy pracy z koroną to raczej okolice głowy mają sens, ale każda osoba jest inna i naprawdę warto poeksperymentować a nie szukać jednej słusznej metody
Wrócę jeszcze do pytania Przylaszczki sprzed kilku postów - tego jak odróżnić efekt energetyczny od witaminy D i ciepła. Myślę że to jest w ogóle niemożliwe do odroznienia przez zwykłą obserwacje. Jedyne co możesz robić to prowadzic jakiś dziennik i notować co czujesz przy roznych warunkach - rano bez slonca w środku, rano na słońcu, wieczorem. Po kilku tygodniach wzorce zaczynają się wylaniac. Ale nie wiem czy ktokolwiek to realnie robi???
Ja próbowałam prowadzić dziennik ale rzucilam po tygodniu bo nie wiedziałam co w nim pisać. Jak opisać „czuję się naenergetyzowana” żeby to miało jakąś wartość? Każdy dzień jest inny, nastrój jest inny, w nocy źle spałam albo dobrze i to chyba bardziej wpływa niż jakikolwiek kamień czy sesja z czakrą
Czy te dzienniki to w ogóle standard w pracy z czakrami? Pytam bo nigdzie wcześniej na to nie trafiłam, a wydaje się że to logiczne. Czy nauczyciele bioenergoterapii tego wymagają czy to raczej własna inicjatywa?
Zależy od nauczyciela i szkoły, nie ma tu jednej reguły. jedni wymagają, inni nawet nie wspominają. Ale z mojego doświadczenia - osoby które prowadzą jakiś zapis własnej pracy, nawet bardzo chaotyczny, wyraźnie szybciej rozumieją co na nie działa a co nie. Nie dlatego że notatki same w sobie coś robią, tylko że samo pisanie zmusza do uważności.
Wpadam tu z doskoku z głupim pytaniem ale ta czakra korony to jest ta na czubku głowy tak? Żeby w ogóle wiedziała o czym mówicie. I jak można wyczuć czy ona coś „robi” czy nie bo dla mnie to brzmi troche abstrakcyjnie
Mnie na początku ktoś powiedział żebym nie skupiała się na czuciu bo zamiast naprawdę coś poczuć to zacznę to wymyślać. I chyba miał rację bo jak bardzo chcesz poczuć to potrafisz siebie przekonać ze cokolwiek jest „tym”. A kiedy przestałam szukać to rzeczywiście coś się zmieniło samo z siebie w trakcie medytacji słonecznej.
