o właśnie, to mnie interesuje bo mam kilka starych zeszytów których nie potrafię wyrzucić, ale też nie chcę ich czytać. Leżą i leżą. Czy samo leżenie bez czytania też jest problemem, bo jak czytam tę rozmowę to zaczynam się zastanawiać…
samo leżenie bez otwierania może być problemem albo nie, zależy od tego jak ty się wobec tego czujesz. Jeśli wiesz że sa i to cię niepokoi, to ten niepokój sam w sobie juz robi swoje. Ale jeśli gdzies schowane i w ogole o nich nie myslisz, to trudno powiedziec że aktywnie ci cos robia. Klucz jest w tym czy twoja uwaga regularnie do nich wraca czy nie.
Cofnę się do pytania Konradka o własne notatki, bo to jest moim zdaniem odrębna kategoria od cudzych papierów. Twoje własne zapisy mają twój podpis energetyczny, to nie jest coś zewnętrznego co weszło do twojego pola, to ty sam wygenerowałaś. Więc metody oczyszczenia mogą się trochę różnić. Nie wiem czy kadzenie działa tu tak samo dobrze jak przy cudzych listach.
hej, a nikt nie zastanawia się nad tym ze może w ogole nie trzeba oczyszczac tych własnych notatek, tylko po prostu je zostawic? Przeszłość jest przeszłością. Jeśli oczyszczamy wszystkie ślady naszych trudnych momentów to trochę jakbyśmy wymazywali własną historię. Mam wrażenie że ten wątek zmierza w stronę gdzie trzeba czyścić absolutnie wszystko.
dobra ale to z powrotem do praktyki bo mi tu idzie o konkrety. Almandynka pytała o ten list w szufladzie i Zerawina zaproponowała żeby go spalić z intencją. Czy spalenie zawsze jest tym ostatecznym krokiem, czy wyrzucenie do śmietnika naprawdę nie wystarczy? Pytam bo nie mam jak bezpiecznie palić w domu.
rozmyć pod wodą? to coś nowego, nie słyszałam o tym. I to nie niszczy energetycznie inaczej niż spalenie? Bo woda spłukuje a ogień niszczy, wyobrażam sobie że to inaczej działa.
to co Zerawina pisze o wodzie ma sens w tradycjach słowiańskich, woda jest żywiołem oczyszczającym w nich szczególnie. Ale rzeczywiście oddziałuje inaczej niż ogień. Ogień transformuje, woda oczyszcza i odprowadza. To nie jest to samo co zniszczenie. Oba mogą zadziałać ale przy różnych intencjach może jeden być trafniejszy.
Wiecie co, to jest już naprawdę daleko idące. Mamy tu teorię że woda oczyszcza papier energetycznie i że ogień transformuje inaczej niż oczyszcza. Skąd wogóle wiadomo co który żywioł „robi” z energią? To brzmi jak coś co ktoś kiedyś ustalił i teraz wszyscy powtarzają bez sprawdzenia.
Sylweria ma po części rację że wiele tych rzeczy funkcjonuje jako przekaz bez weryfikacji. Ale na tym właśnie polega praca z tradycją ezoteryczną, nie wszystko da się zweryfikować empirycznie i nie o to chodzi. Ważniejsze jest to czy dana praktyka działa dla konkretnej osoby. Pytanie tylko czy nie sugerujemy ludziom że muszą przeprowadzać skomplikowane rytuały przy każdym papierze który dotknął ktoś smutny.
no ja na przykład przez ostatnie tygodnie miałam w domu cały stos papierów po reklamacji która ciągnęła się pół roku, naprawdę stresująca sprawa. I te papiery faktycznie leżały i jakoś tak mi ciążyły, dosłownie nie chciałam patrzeć na tę szufladę. Czy to jest właśnie to o czym mówicie czy po prostu zły sposób na stres?
Cesarzowna, to o czym piszesz jest chyba połączeniem obu. Papiery przypominają ci o stresie bo łączysz je ze sprawą, to jasne. Ale to czy coś więcej się dzieje, no to już każda musi ocenić sama. Ja bym zaczęła od wyrzucenia tych papierów jak sprawa zakończona i zobaczenia jak się czuję potem. Nie trzeba od razu robić rytuału z każdej szuflady.
wlasnie to mnie zastanawia w tej dyskusji, kiedy to jest energia a kiedy po prostu psychologia. Bo to o czym Cesarzowna pisze brzmi jak całkowicie normalna reakcja na stresujace dokumenty i nie wiem czy to wymaga oczyszczania energetycznego czy zwykłego wyrzucenia z głowy.
to jest bardzo dobre pytanie Gabrysieńka i szczera odpowiedź jest taka że często nie ma między tym ostrej granicy. Psychologiczne skojarzenie z przedmiotem to też jest pole informacyjne, umysł i energia nie są od siebie oddzielone. Więc wyrzucenie ze świadomą intencja zamkniecia to jest jednocześnie akt psychologiczny i energetyczny. Nie trzeba tego rozdzielać.
czytam tę rozmowe od początku i mam głupie pytanie, przepraszam. ale jak to jest z emailami? jak ktos pisze do ciebie maila ze zloscia, to to tez sie kumuluje gdzies? bo nie ma fizycznego papieru wgl
Uff… no właśnie, email to ciekawy przypadek. Skoro cała teoria opiera się na tym że papier „zatrzymuje” energię bo jest fizycznym nośnikiem, to co z cyfrowym tekstem? Albo jest jedno i drugie działa, albo żadne, nie można mieć tego selektywnie w zależności od wygody.
energia nie „wchodzi” w nosnik jak woda w gąbkę, to nie jest tak proste. Nosnik fizyczny tworzy stabilniejsza matrycę energetyczna bo ma trwałą strukturę. Plik cyfrowy zmienia się, jest nadpisywany, kopiowany milion razy. Intencja zapisana w emailu trafia przede wszystkim do odbiorcy, nie do pliku. To inna dynamika.
ale poczekajcie, to znaczy że jak czytam złośliwego maila to ta energia wchodzi we mnie bezpośrednio? Bez żadnego etapu pośredniego jak papier? to brzmi jakby było gorzej niż z listem…
to jak to w sobie potem oczyścić? bo papier można spalić, w wodzie rozmyć jak tu pisałyście ale siebie nie wrzucę do rzeki… znaczy no wiadomo, kąpiel może ale poważnie pytam jak to działa z czymś co zostało we mnie a nie w przedmiocie
hej, wracam tu bo mam wrażenie że zgubiłyśmy wątek trochę. Iwetka na początku pisała o ochronie przed wchłanianiem energii, a tu zaczelo isc w to jak się czyścić PO fakcie. Czy ktoś ma jakiś sposob żeby w ogóle nie wchlaniac zamiast potem naprawiac?
Gabrysieńka słusznie zwraca uwagę. prewencja to osobna kategoria i moim zdaniem ważniejsza. Przed czytaniem trudnych papierów można zrobić krótkie uziemienie, wyobrażenie tarczy albo poprostu świadomie postawić intencję że tylko obserwujesz, nie absorbuje. trochę jak rękawiczki energetyczne.
Muszę przyznać rację Wszebora co do prewencji, ale „rękawiczki energetyczne” to ładna metafora która może się okazać pusta jeśli ktoś nie ma wypracowanego własnego pola. Ochrona działa kiedy wiesz co chronisz. Bez podstawowej pracy z własną energią to jest trochę jak zakładanie zbroi na gołe ciało 🙂
ciekawe to co Konradek poruszył bo ja miałem podobnie, zaczynałem od fizycznych narzędzi i przez nie uczyłem się intencji. Nie jestem pewien czy każdy musi zaczynać od teorii. Dla mnie te obiekty były jakimś punktem zaczepienia.
no okej, ale tu jest ryzyko ze ktoś przychodzi z problemem energetycznym, dostaje radę żeby kadził i przez miesiące kadzi w przekonaniu że coś robi, a nic się nie dzieje bo nie rozumie po co to w ogóle. To nie jest nauka przez praktykę, to jest bladzenie bez mapy.
a to może być też tak że sama czynność kadzenia zmienia sposób myślenia, trochę jak rytuał w zwykłym sensie? nie ezoterycznym nawet. jak myjesz ręce to to też jest rytuał oczyszczenia i psychologicznie coś zmienia niezależnie od tego czy wierzysz w bakterie
haha Sylweria będzie Sylweria 🙂 ale serio, mam wrażenie że ta dyskusja o emailach i paperach gdzieś mi się rozjeżdża. Wróćmy na chwilę do konkretów, bo Iwetka pytała na początku właśnie o papiery i ochronę. Czy macie jakieś KONKRETNE sposoby które stosujecie zanim w ogóle weźmiecie do ręki jakiś cudzy dokument?
no właśnie, dziękuję Lesnica że to piszesz bo ja też zgubilam trochę ten wątek. Mnie chodziło od początku o taką codzienną ochronę, te wszystkie kartki co przychodzą pocztą, faktury, pisma urzędowe, nie wiem, może ktoś ma prosty rytuał na przed, nie tylko na po.
ja przez lata robiłam tak że pismo fizycznie kładłam na stole a nie brałam od razu do ręki. Kilka oddechów, wyobrażenie że jestem zamknięta, potem dopiero brałam. To nie musi być długie, dosłownie minuta. Ale ta minuta robi różnicę jeśli ją traktujesz poważnie, a nie jak teatrzyk.
