ej to jest super prosty sposób, nigdy bym nie pomyślała żeby w ogóle kłaść na stole zamiast od razu otwierać. Ja zawsze otwieram w biegu przy wejściu i potem noszę to ze sobą do wieczora. Może właśnie to jest problem…
o matko, właśnie to sobie uświadomiłam czytając post Bulawki, że ja ZAWSZE otwieram od razu, przy drzwiach, w płaszczu, z torbą na ramieniu. Jak w biegu na dworcu. I potem noszę tę kopertę w torebce cały dzień jakby nigdy nic. Właściwie to niesamowite że się dziwię czemu wieczorami czuję takie ciężkie zmęczenie…
ale poczekajcie, bo mam pytanie do Bulawki, ta minuta „zamknięcia” przed wzięciem koperty, to jak to konkretnie wygląda? bo mówisz wyobrażenie że jesteś zamknięta ale na co? na całe pole? na konkretny kanał? czy to jest coś co po prostu czujesz intuicyjnie?
ta metafora kwiatu jest prosta i działa w praktyce. Ważniejsze żeby intencja była aktywna, a nie żebyś z góry wiedziała jak to „powinno wyglądać”. Niektórzy widzą tarczę, inni czują ciepło, inni po prostu oddychają głębiej i to wystarczy. Technika jest nośnikiem intencji, nie samą ochroną.
dobra, to ja mam pytanie może głupie, ale jednak: jeśli intencja jest tym co robi robotę, to czy to nie oznacza ze WYSTARCZY pomyśleć „nie wchłaniam” i tyle? bez żadnych wyobrazen, gestów, kwiatu zamykajacego się, czegokolwiek? bo brzmie to jakby reszta była po prostu… ozdobą?
Klimcia, lubimy takie pytania bo to właśnie to co tu się często gubi: nikt nie wyjaśnia PO CO są te obrazy i gesty, wszyscy od razu uczą konkretnej techniki. A jak ktoś nie rozumie mechanizmu to potem „robi kwiat” przez rok i się dziwi że nie działa. No właśnie o to mi od początku chodzi.
Oj, to co pisze Sylweria to wazne ale mam wrazenie ze wywazamy otwarte drzwi. Chyba kazda tradycja ezoteryczna zna pojecie „formy” i „sily”, forma bez sily jest pusta, sila bez formy jest nieuchwytna. To nie jest odkrycie nowego swiata, to podstawy. Moze zamiast debatowac o tym czy kwiat jest potrzebny, warto zapytac jakie INNE techniki ochrony przed wchlanianiem ludzie tu stosuja bo o papierach wlasciwie juz malo kto mowi.
Modest ma rację, trochę odpłynęłyśmy od papierów. Ja wracam do konkretów bo właśnie dostałam pismo z urzędu i siedzę z nim na stole. Zrobiłam jak mówiła Bulawka, oddechy, zamknięcie. Teraz pytanie, co z samym papierem po przeczytaniu? zostawić, wyrzucić od razu, czy coś z nim zrobić jeśli wiadomość była nieprzyjemna?
jeśli pismo urzędowe to zależy co w nim było. Jak decyzja odmowna albo coś z dużym ładunkiem emocjonalnym, ja bym nie zostawiała tego w domu na widoku. Odkłada się na półkę i leży, a pole w tym miejscu się zagęszcza. Przechowuję takie rzeczy w szafie albo szufladzie zamkniętej, to jest jakiś bufor.
Jeszcze słowo co do tego co Iwetka zapytała, bo to jest konkretny i ważny punkt, po przeczytaniu nieprzyjemnego pisma zawsze robię jedno z dwóch. Jeśli to dokument który muszę zachować, odkładam go po skropnieniu wodą z solą na okładkę teczki, nie na sam papier żeby nie zniszczyć. Jeśli to coś jednorazowego, skan, kopia, to oryginał spalam albo moczę. Wiem że to może brzmieć ekstremalnie, ale jak jest trudna energia to nie zostawiam jej w domu bez powodu.
Wszebora, solna woda na teczkę to sprytne, nie pomyślałabym o tym. Ja do tej pory po prostu wkładałam pisma do segregatora i tyle, żadnej intencji, żadnego oczyszczenia. A segregator stoi w salonie i tyle go. Hmm. Zastanawiam się ile tego nazbierałam przez lata…
Lesnica no właśnie! ja jak to czytam to mi się przypomina mój stary segregator z papierami po mamie, był pełen dokumentów związanych z jej chorobą, i ja go trzymałem latami przy biurku. Nie wiem czy cokolwiek „zostawało” w tych papierach ale fizycznie same wspomnienia o tym miejscu były ciężkie. W końcu spaliłem większość z nich i segregator wyrzuciłem. Coś faktycznie poczułem.
Konradek, ale to co opisujesz to jest reakcja na WSPOMNIENIA i skojarzenia, nie na energię w papierach. To normalna psychologia żałoby i oczyszczania przestrzeni. Nie musimy od razu przypisywać temu znaczenia energetycznego, moze wystarczy powiedzieć że to był ciężki czas i dobrze że to wyrzuciłeś, koniec.
i tu mamy klasyczny problem tej dyskusji, to co mówi Eliksiryna jest technicznie słuszne, to co mówi Konradek jest praktycznie sensowne. Można te dwie rzeczy mieć jednocześnie. Rytuał oczyszczenia działa na kilku poziomach jednocześnie i niekoniecznie musimy wybierać jeden. Wracając jednak do tematu, papier to papier, jak ktoś ma konkretne pytanie o techniki ochrony przy czytaniu pism, to chętnie powiem co u mnie skutkuje.
właśnie to co mówi Lowczyni jest dla mnie najważniejsze w tej rozmowie, że można mieć dwie rzeczy jednocześnie. Ale mam pytanie do całej dyskusji, bo jeszcze nie padło, a mnie to męczy od jakiegoś czasu. Co z papierami które dostajemy od osób bliskich? Listy, kartki, notatki? Bo pismo z urzędu to jedno, ale co jeśli ktoś bliski, z którym mamy trudną relację, napisał nam list albo zostawił jakąś kartkę z prośbą o coś? Trzymam jedną taką kartkę od mamy i nie wiem co z nią zrobić.
no dobra, ale zacznijmy od rzeczy podstawowej. Lowczyni napisała ładnie że rytuał działa na kilku poziomach jednocześnie i nie musimy wybierać. Tylko że to zdanie można odczytać jako: wszystko jest OK, rób co chcesz, i tak zadziała. A to jest trochę za wygodna odpowiedź jak na temat który zaczynał się od konkretnych technik ochrony. Bo jeśli „poziomy” są równorzędne, to po co w ogóle uczyć się czegokolwiek specyficznego?
Wróćmy na moment do pytania Iwetki z wcześniej , bo mi się kręci w głowie jedna rzecz. Ona pytała co zrobić z papierem PO przeczytaniu. Wszebora i Zerawina dały konkretne odpowiedzi, ale nikt nie powiedział co w sytuacji gdy papier jest dokumentem który MUSI zostać, nie można go wyrzucić ani schować na zawsze, bo np. za rok będzie potrzebny przy rozliczeniu albo jakimś postępowaniu. Solna woda na teczkę to jedno, ale co jeśli tych dokumentów jest trzydzieści i leżą w biurze przez cały rok?
Wszebora, ok ale teraz mam pytanie które może brzmiec głupio, okadzanie biura, czy to nie problem w pracy?? Nie kazdy siedzi sam, nie każdy może poprostu zapalić szałwię w open space. Czy jest jakaś metoda która nie wymaga otwartego ognia i intensywnego zapachu? Pytam serio, bo to jest realne ograniczenie dla dużej części osób które tu czytają. Muszę to jeszcze poobserwować u siebie.
