Zaczęłam się zastanawiać nad czymś, co chyba rzadko się porusza, a mnie ostatnio mocno siedzi w głowie. Chodzi o energię zapisaną w papierach, notatnikach, listach, no wszelkich takich fizycznych dokumentach. Bo wiadomo, że jak ktoś piszę coś z silną emocją, ze złością, z żalem albo z miłością, to ta energia gdzieś zostaje, no nie? I teraz pytanie praktyczne: jak wy sobie z tym radzicie, jak dostacie coś od kogoś kto wam nie życzy dobrze, albo kiedy np. przeglądacie stare listy od toksycznej osoby? Czujecie to w ogóle że coś tam siedzi w tym papierze?
Ojej, właśnie sobie to uświadomiłam bo mam w szafie pudło starych listów od byłego i jakoś zawsze jak je widzę to robi mi się nieswojo, nawet nie muszę czytać. Myślałam że to tylko skojarzenia psychologiczne, ale może to właśnie ta energia?? Nie wiem, jestem dopiero na początku swojej drogi z czakrami i energią więc nie czuję się kompetentna żeby cokolwiek twierdzić, ale ten fizyczny dyskomfort jest bardzo realny.
To nie są tylko skojarzenia. Papier jest świetnym nośnikiem energii, szczególnie jak ktoś pisał długo, z intensywnymi emocjami, albo wielokrotnie wracał do tego tekstu myślami. Każdy kontakt zostawia ślad. Zresztą to samo dotyczy książek z antykwariatu, starych dokumentów rodzinnych, czegokolwiek co przeszło przez wiele rąk. Pytanie nie brzmi czy tam jest energia, tylko co z tym zrobić. Bo różne są metody ochrony i nie wszystkie pasują do każdego
Hm, musze zapytac bo jestem dosc sceptyczny z natury. Papier to celuloza, jak konkretnie miałby zatrzymywac energię? Rozumiem kamienie, kryształy, one mają strukturę krystaliczną, ale zwykla kartka? Nie mówię ze kłamiesz, po prostu nie widzę mechanizmu
No to teraz zaczekajcie. Igorek, szanuję twoje doświadczenie, ale to co opisujesz jako mechanizm to nadal tylko analogia, nie wyjaśnienie. Mówisz „pole subtelne” jakby to coś tłumaczyło. Zgadzam się że papier może wywoływać silne skojarzenia i reakcje ciała, ale nie mieszajmy reakcji emocjonalnej z dosłowną energią zapisaną w celulozie. Teofilka, ta nieswojość przy listach od byłego to prawdopodobnie normalna reakcja psychosomatyczna i nie ma co jej nadinterpretowywać.
Iwetka ma rację w tym sensie , że dyskusja „czy to naprawdę energia” nie zmienia tego, co robić z papierami. Ja praktykuję od wielu lat i mogę powiedzieć, że metoda jest ważniejsza niż debata metafizyczna. Sama przed laty miałam problem ze starymi dokumentami po bardzo trudnym rozstaniu z rodziną. Leżały i leżały, i każde otwarcie szuflady było jak otwarcie rany. Dopiero świadome ceremonię zakończenia, spalenie z intencją, przyniosło ulgę. Czy to energia czy psychologia, efekt był wyraźny.
Czekajcie, spalenie? Serio? To brzmi dosć dramatycznie, haha. Nie ma jakichś mniej radykalnych metod? Bo mam np. stare pamiętniki z liceum i jakos nie chce mi sie ich niszczyc, ale część zapisków jest z bardzo ciężkiego okresu i faktycznie jakoś dziwnie mi się je czyta. No i teraz się zastanawiam czy to problem.
Dorzucę swoje - mam pytanie do Igorka albo do kogokolwiek kto wie, czy istnieje jakaś technika ochrony zanim w ogóle dotkniesz papieru? Bo mam w pracy sytuację gdzie muszę przeglądać dokumenty po kimś z kim naprawdę źle mi się pracowało i nie mam jak tego uniknąć. Nie mogę za każdym razem palić tych dokumentów 🙂
Ciekawa sprawa z tym papierem jako nośnikiem. Myślę że to jest też kwestia tego jak długo i z jaką intensywnością ktoś pracował nad danym dokumentem. List pisany raz, szybko, to jedno, a np. notatnik do którego ktoś wracał miesiącami, przelewał tam emocje, to zupełnie inna gęstość. Mam taki notatnik po babci, wypełniony jej myślami przez lata. Energetycznie czuć go od razu przy wzięciu do ręki. Nie jest to nic złego, ale wyraźne.
Wchodzę tu z boku bo widzę że robi się ciekawie. Mam inne podejście do tematu, mianowicie w tradycjach nordyckich i słowiańskich pisane słowo miało moc samo w sobie, niezależnie od emocji autora. Sama runa wyryta albo zapisana to była intencja zmaterializowana. Więc argument Celestyna o braku mechanizmu jest dla mnie o tyle nieaktualny, że różne systemy magiczne od wieków traktowały pismo jako nośnik woli. Nie ma sensu szukać wyjaśnienia w chemii jeśli pytamy o zjawisko z innej warstwy.
No to się tu dzieje 🙂 Ja jestem gdzieś pośrodku jeśli chodzi o sceptycyzm,ale mam konkretne doświadczenie. Przeprowadzałam się jakiś czas temu i w piwnicy znalazłam stare listy miłosne od kogoś kto mieszkał tu przed nami. Czytałam je ze ściśniętym gardłem, a to nie były moje emocje, znałam tych ludzi z opowieści i nie miałam do nich żadnego stosunku. Ten ścisk gardła był nowy, obcy. Co to było jeśli nie cudza energia?
Jeszcze słowo co do praktyki bo mi na tym najbardziej zależy, ktoś wspomniał o kadzeniu, ktoś o zimnej wodzie, ktoś o intencji. A co z solą? Słyszałam że sól jest dobra do neutralizowania energii w przedmiotach, czy ktoś używał soli do papieru? Bo intuicyjnie boję się że papier po prostu nasiąknie i się zniszczy 🙂
Co do soli i papieru, Iwetka, to mam jedno doświadczenie z tym. Próbowałam raz wlozyc kartke miedzy dwie płaskie miseczki z sola na jakies pol godziny i… szczerze? coś poczułam, ale nie wiem czy to faktyczne oczyszczenie czy autosugestia. Papier trochę wilgotnieje od soli jeśli jej za duzo, wiec raczej nie zostawialam na noc. Ale wydaje mi sie że intencja przy tym jest ważniejsza niż sama sol jako substancja.
Sól na papierze to nie jest zły pomysł, ale faktycznie wilgoć jest problemem. Ja bym raczej poleciła wsypać sól do płaskiego naczynia, położyć na niej papier i przykryć drugą warstwą soli, żeby nie było bezpośredniego kontaktu z wilgotną powierzchnią. Albo po prostu postawić przy papierze miseczkę z solą, nie na nim. Kontakt pośredni.
Wróćmy na moment do moich pamiętników bo Wszebora wspomniała o selektywnym oczyszczaniu, to czy coś takiego ma w ogole sens? Że oczyszczam nie caly zeszyt ale konkretne strony? Bo jak to technicznie wykonać, to nie jest tak że maluję kadzidłem nad każdą stroną osobno? Brzmi dziwnie ale serio pytam.
Igorek, dziękuję za wcześniejszą podpowiedź z barierą na dłoniach. Próbowałam dzisiaj z tymi dokumentami w pracy i chyba działało? Znaczy nie czułam tego zwykłego ciężaru po. Ale zastanawiam się, co jeśli za długo piszesz te wizualizacje i się rozpraszasz przy pracy, bo jednak skupiasz się na dokumentach. Jak to pogodzić żeby nie tracić koncentracji na obu rzeczach naraz?
Jeszcze do kwestii zapisanego słowa, bo mi tu chodzi po głowie jedna rzecz. W tradycji run każdy znak ma swoje własne pole znaczeniowe i energię niezależnie od tego kto go narysował. Ale w zwykłym piśmie, czy litera „A” sama w sobie ma jakąś energię? Myślę że nie, dopiero kontekst, znaczenie i emocja autora ją ładuje. Więc czysty wydruk komputerowy to co innego niż list pisany ręcznie, tak?
No ale wydruk komputerowy to nie znaczy że jest czysty energetycznie. Ktoś to pisał z emocjami, tylko ze na klawiaturze. I zanim wydrukowala to wielokrotnie czytala, poprawiała, wracała do tekstu. Wg mnie to tak samo naladowane jak reczny zapis, tylko inna forma nosnika.
sylweria ale może właśnie o to chodzi, że wszystko jest nośnikiem w jakimś stopniu, ale różnym? Tak jak temperatura, wszędzie jest ale różna. Papier z intensywnymi emocjami to 40 stopni, a wydruk z wakacji to 18. Nie zero-jedynkowo. przynajmniej tak to rozumiem u siebie.
Chcę zapytać o coś konkretnego bo trochę gubię się w tej dyskusji. Czy jeśli dostałam list od osoby która zrobiła mi krzywdę, to samo trzymanie go w domu może na mnie oddziaływać nawet jeśli go nie czytam? Leży w szufladzie od dawna i zastanawiam się czy to nie jest jakiś problem.
To dobre pytanie. Moim zdaniem tak, nawet sam fakt że wiesz że leży i że jest tam ta energia może działać na poziomie psychicznym, a to przekłada się na resztę. Nie musisz fizycznie dotykać żeby coś czuć. Pytanie co chcesz z tym zrobić, zachować z jakiegoś powodu czy pozbyć się?
Przy takim liście od kogoś kto zrobił ci krzywdę, samo wyrzucenie może nie zamknąć sprawy energetycznie jeśli wewnętrznie nie ma domknięcia. To nie chodzi o rytuał dla rytuału, ale o to żeby wyrzucenie było świadomą decyzją, nie przypadkowym gestem. Możesz go przedtem trzymać w dłoniach i powiedzieć sobie wyraźnie że to zamykasz, a potem pozbyć się spokojnie. Nawet zwykłe wyrzucenie z intencją robi różnicę
szczerze to zawsze mnie zastanawia jedna kwestia w tych rozmowach, mianowicie, dlaczego zakładamy że energia obcego zawsze jest szkodliwa? Może ktoś pisał ten list ze złości ale może i z żalem, tęsknotą, mieszanka wszystkiego. Czy to wszystko automatycznie szkodzi temu kto trzyma list? bo to brzmi jakbyśmy zakładali że każda emocja cudza jest jak zaraza.
Eliksiryna, no właśnie to mnie też trochę gryzło czytając tę rozmowę. te listy miłosne co je znalazłam, były piękne i smutne jednocześnie. I to uczucie co miałam to nie było tylko „zarażenie smutkiem”, to było coś głębszego, jakby dotyk do czegoś prawdziwego. Może nie każde przeniesienie energii to problem który trzeba neutralizować?
Właśnie, to jest istotna kwestia. Nie każda energia obca jest automatycznie czymś do oczyszczenia. Problem zaczyna sie kiedy ta energia jest sprzeczna z twoją własną, kiedy destabilizuje, obciaza albo po prostu nie jest twoja i jej tam nie zaprosiłaś. listy milosne znalezione przypadkowo to co innego niż dokumenty od kogoś z kim masz aktywny konflikt. Kontekst ma znaczenie.
A ja chcę wrzucić jeszcze jeden wymiar, bo o tym nie mówiłyście, a mnie się wydaje że to ważne. Mam na myśli własne notatki z trudnych okresów, nie czyjeś. Swoje własne stare zapiski, z depresyjnych momentów albo z jakiegoś konfliktu. Czy one też mogą „wracać” jak się je weźmie do ręki? Bo mam takie z przed kilku lat i za każdym razem jak na nie natknę się przypadkiem to coś złego mi się włącza.
i właśnie chciałem dopowiedzieć do tego co Igorek napisał o przepisywaniu bo to wydaje mi się super ważne. Przepisywanie starych notatek z inną intencją to jakby stworzenie nowego nośnika i zostawienie starego do oczyszczenia albo spalenia. Sam robiłem coś takiego ze swoim dziennikiem z naprawdę ciężkiego okresu i efekt był zaskakujący, coś jakby ulżenie w klatce piersiowej po tym wszystkim. Ktoś jeszcze próbował tego sposobu?
