Pracuję w open space i od jakiegoś czasu czuję się po pracy kompletnie wykończona, jakby ktoś mi wyssał całą energię. Znajoma powiedziała, że to pewnie kwestia cudzych energii w biurze. Zaczęłam trochę czytać o ochronie energetycznej i trafiłam na afirmacje jako jedno z narzędzi. Ale szczerze mówiąc, nie wiem od czego zacząć. Czy ktoś próbował łączyć afirmacje z jakąś stałą rutyną przed wyjściem do pracy albo po powrocie? Chodzi mi o to, żeby to miało jakiś sens, a nie tylko mechaniczne powtarzanie słów.
Open space to naprawdę ciężkie środowisko energetycznie, nie ma co ukrywać. Dużo zależy od tego, co rozumiesz przez tę rutynę. Sama stosowałam przez długi czas poranną ochronę przed wyjściem z domu i wieczorne oczyszczanie po powrocie i to zupełnie różne działania, nie można ich wrzucać do jednego worka. Ale zanim cokolwiek polecę, chciałam zapytać: czy czujesz to wyczerpanie tylko fizycznie, czy też masz wrażenie, że wracasz do domu z cudzymi emocjami albo nastrojami, które nie są twoje?
To jest klasyczne wchłanianie energi od innych, empatia energetyczna to się nazywa. Ja na to mam sposet od lat, wystarczy że przed wejściem do biura wyobrażasz sobie złoty pancerz wokół siebie i żadna zła energia nie przeniknie. Afirmacje są dobre ale pancerz to minimum ochrony jakie powinnać sobie zapewnić.
Ja przez kilka miesięcy nosiłam w kieszeni czarny turmalin do biura i rzeczywiście coś się zmieniło. Chociaż ciężko mi powiedzieć czy to kamień, czy może po prostu zaczęłam bardziej świadomie myśleć o tej kwestii i to mi dało tę ochronę. Ale wracając do afirmacji, bo o to chyba pytałaś na początku, czy masz jakieś konkretne zdania, które próbowałaś, czy zupełnie od zera zaczynasz?
Afirmacje to nie jest kwestia dobrze albo źle powiedziane. Chodzi o to, czy w momencie kiedy to mówisz, naprawdę czujesz treść tych słów w ciele, czy to tylko słowa. Sama pracowałam dużo z afirmacjami przy pracy ze snami i zauważyłam, że te które działają, to takie które trafiają w konkretne odczucie, a nie ogólne formuły. Jak czujesz się kiedy mówisz 'moja energia jest moja'? Cokolwiek, jakiekolwiek odczucie fizyczne?
no i to jest właśnie sedno. Afirmacja, która nie trafia w żadne odczucie, jest jak czytanie przepisu bez gotowania. Czy próbowałaś budować afirmację od własnego doświadczenia, a nie od gotowej formuły? Czyli zacząć od tego, co konkretnie czujesz w ciele kiedy wchodzisz do tego biura?
To jest naprawdę dobry punkt, bo ja miałam podobnie. Długo używałam gotowych afirmacji i nic. Dopiero jak zaczęłam od swoich słów, dosłownie takich jak mówię do siebie w myślach, zaczęło coś działać. U mnie w pracy był jeden człowiek, po którym zawsze wychodziłam rozbita, i zaczęłam mówić sobie rano coś w stylu 'nie biorę ze sobą cudzego napięcia'. Niezbyt poetyckie, ale moje.
A ja słyszałem, że wystarczy przed wejściem do pracy trzy razy głęboko oddechnąć i powiedzieć 'nie dam rady mnie dotknąć'. Prosta sprawa i gotowe.
Mam pytanie bo trochę sie zgubiłam. Czy ta ochrona energetyczna to trzeba robić codziennie żeby działała, czy wystarczy raz jak się 'ustawi' i potem sama pracuje? Bo widziałam gdzieś że można zrobić jednorazowy rytuał ochrony i koniec, nie trzeba powtarzać.
Potwierdzam, regularność robi tu robotę. Ale mnie interesuje to co pisała Melanijka o własnych słowach. Jak długo zajęło ci zanim poczułaś, że twoja afirmacja naprawdę działa? Bo chyba każdy chciałby wiedzieć, czy to kwestia dni, tygodni, czy miesięcy.
Czytam ten wątek i mam podobne odczucia jak ta osoba, co zaczęła temat. Mnie zastanawia jedno, czy jest jakaś logiczna kolejność tych rzeczy, które powinno się robić? Bo teraz wyszło tu tyle różnych metod, kamienie, wizualizacje, afirmacje, oddech, i nie wiem co najpierw.
Mnie to samo blokuje, co Genowefka pisze. Jak próbuję wymyślić własną afirmację, to siedzę i gadam w kółko coś w stylu 'czuję się bezpiecznie w pracy' i to brzmi jeszcze bardziej pusto niż gotowe. Czy to może być kwestia tego, że samo zdanie nie wystarczy i potrzeba do tego czegoś więcej?
dokładnie tak. Sama afirmacja bez żadnego kotwiczenia w ciele to za mało, szczególnie na początku. Przy pracy ze snami robiłam podobne ćwiczenie, żeby zanim powiem jakieś zdanie, zatrzymać się i poczuć, w którym miejscu ciała pojawia się jakieś odczucie w związku z tym co mówię. Czy próbowałaś kiedyś mówić swoją afirmację i jednocześnie zwracać uwagę na to, co czujesz fizycznie?
Ja jak zaczęłam budować własne afirmacje, to pierwsze były kompletnie chaotyczne, coś w stylu 'nie chcę czuć się po pracy jak po wojnie'. I wiesz co, to zadziałało lepiej niż wszystkie ładnie brzmiące zdania wcześniej. Może właśnie dlatego, że było autentyczne, nawet jeśli brzmiało śmiesznie. Nie musisz od razu mieć gotowej formuły.
A mi się wydaje, że to wszystko bardzo się komplikuje. Jak coś działa, to działa, nie trzeba tego analizować. Mój kumpel po prostu wyobraża sobie ścianę przed wejściem do pracy i mówi, że jest mu dobrze. I koniec.
To że coś działa dla jednego nie znaczy że zadziała dla drugiego, ale też odwrotnie. Ja na przykład pancerz stosuję od lat i u mnie to działa, nie ma co dyskutować z efektami. Chociaż jak słucham Melanijki i tej jej zasady 'własnych słów', to zaczynam się zastanawiać czy moja wizualizacja pancerza też nie powinna mieć jakiegoś tekstu do niej, bo jakoś nigdy tak nie łączyłem tych dwóch rzeczy.
Przepraszam że się wciskam ale chce sie upewnić. Mówicie że afirmacja musi być połączona z czymś fzycznym, np kamieniem albo gestem, żeby działała? Czy to jest warunek konieczny czy tylko jedo z możliwych podejść? Bo nie mam żadnego kamenia i trochę sie zastanawiam czy bez tego w ogóle ma sens zaczynać.
Ja też nie miałam kamienia na początku i używałam po prostu kubka z kawą, dosłownie. Trzymałam go oburącz przed wyjściem i mówiłam sobie w myślach jedno zdanie. Głupie może, ale do dzisiaj to robię i jakoś weszło w rutynę. Chyba naprawdę nie chodzi o to, co to jest, tylko że to coś jest.
To jest w ogóle nowe dla mnie, że afirmacja może się zmieniać. Myślałam, że chodzi o to, żeby mieć jedną i powtarzać ją stale aż do skutku. A tu wychodzi, że można ją dostosowywać. To trochę zmienia mi perspektywę na całą tę metodę, bo może dlatego te gotowe formułki były takie martwe, że nie pasowały do konkretnego dnia.
To co Brzozka81 napisała o zmienianiu afirmacji mnie też zaintrygowało, ale chcę dopytać Jadwisię, bo ona to ładnie ujęła. Mówisz, że myślałaś, że trzeba jedną i powtarzać aż do skutku, ale ja też tak myślałam. I teraz nie wiem, czy to znaczy, że ta afirmacja ma się zmieniać co dzień, co tydzień, czy po prostu kiedy czujesz, że już nie pasuje?
U mnie nie ma żadnego systemu kiedy zmieniam. Po prostu rano biorę kubek i jak zaczynam mówić to swoje zdanie, to albo czuję, że pasuje, albo coś mnie blokuje i wtedy samo wychodzi inne. Nie planowałam tego nigdy, to się samo jakoś kształtuje.
A ja mam pytanie do wszystkich, bo trochę odeszliśmy od miejsca pracy jako takiego. Czy te wasze rutyny robicie tylko rano przed wyjściem, czy też w ciągu dnia, jak już jesteście w tej trudnej energii? Bo mnie na przykład najbardziej dobija nie samo wejście, tylko środek dnia, kiedy człowiek jest już zmęczony i zaczyna wchłaniać wszystko co wokół.
To z tą wodą jest naprawdę sensowne, nie tylko symbolicznie. Zimna woda na nadgarstkach działa na układ nerwowy i dosłownie przerywa stan pobudzenia. Więc nawet bez żadnej warstwy energetycznej, to co robisz ma fizyczne działanie. Pytanie, czy po tym myciu czujesz jakąś różnicę w tym jak wracasz do pokoju?
Woda to jest stary sposób i działa, ale tylko jezeli masz intencję przy tym. Sam gest nic nie da jezeli myslisz przy tym o mailu który masz odpisać. To jest to samo co z kamieniami, nikt tu tego nie kwestionuje a kamień bez intencji to tylko kamień. Tak samo woda.
No ale to jest po prostu przerwa od pracy i tyle. Każdy wie, że jak wyjdziesz na chwilę i odetchniesz to lepiej się czujesz. Nie trzeba do tego energetyki.
Ja w środku dnia dotykam właśnie tego kamienia w kieszeni, o którym wcześniej mówiłam. Nie wychodzę nigdzie, po prostu na chwilę kładę rękę na kieszeni i to tyle. Dla mnie to jest sygnał dla siebie samej, że pamiętam o tej granicy. Działa chyba bardziej psychologicznie niż cokolwiek innego, ale efekt jest.
Jeden kamień do konkretnego celu ma sens, bo łatwiej o skupienie. Ale nie chodzi o to, że sam kamień jest lepszy po dłuższym noszeniu. Raczej ty się uczysz z nim pracować i budujesz tę kotwicę o której mówiliśmy. Jasnowidzka, powiedz mi, jakie masz i do jakiej pracy chodzi, to może łatwiej będzie doradzić.
