no ba, czesc wszystkim, zalozylam ten temat bo od jakiegos czasu zastanawiam mnie jedna rzecz. Jemy obiad w kuchni, wszystko niby ok ale po posilku zaawsze czuje sie jakos ciezko i nieprzyjemnie, i to nie chodzi o samo jedzenie bo sprawdzalam. Za to kiedy jadlam u kolezanki w jej jadalni to bylam lekka i spokojna, jakby inaczej. Zaczelam czytac troche o bioenergii i trafilam na cos o tym, ze przestrzen gdzie spozywamy posilki ma swoja energie i ona wplywa na trawienie. Czy ktos sie tym zajmowal? Albo czytal cos na ten temat? Bo to brzmi troche dziwnie ale jednoczesnie jakos intuicyjnie czuje ze jest w tym cos prawdziwego
o jejku, dokladnie to samo u mnie!! Nie wiazalam tego wczesniej z energia przestrzeni, ale teraz jak tak piszesz to... u mnie w kuchni jest jakis taki dziwny klimat. Zawsze jem szybko, nerwowo, jakby mnie cos gonilo. A jak jadlam w pokoju na wyjazd to spokojnie i bez pospiechu. Ale moze to poprostu psychologia, nie? Tzn. pytam serio, bo nie wiem gdzie jest granica miedzy energia a tym co se sami sugerujemy.
właśnie o to chodzi to jest pytanie,bo takie obserwacje są zaawsze trudne do zweryfikowania. Możliwe że koleżanki jadania była po prostu bardziej przestronna,ciszej... morze zapach był inny albo ona miała spokojniejszy stosunek do jedzenia i to przejęłaś. to wszystko wpływa na trawienie bez żadnej bioenergii. nie mówię że bioenergii nie ma, ale zanim przypiszemy efekt energii miejsca, to warto sprawdzić co innego sie różniło
Czytalam o tym ze jadalnia jako przestrzeń ma specyficzną wibracje i ona jest zależna od tego co się tam dzieje na co dzien. Jak w kuchni często są klotnie, stres, pospiech, to energia tego zostaje i póżniej każdy kto tam je wchlania to razem z posiłkiem. Brzmi może abstrakcyjnie ale w bioenergii mowi się o tym jako o zasiedlonej energii miejsca. Czy ktoś próbował kiedys swiadomie czyscic energetycznie takie pomieszczenie i sprawdzic czy coś się zmieniło?
Hm, to ciekawy watek ale mam pytanie - kiedy mowisz o czyszczeniu energetycznym jadalni, to jak w praktyce to wyglada? bo slyszalam o roznych metodach ale nigdy nie stosowalam ich do jedzenia i trawienia, zaawsze kojarzylam to bardziej z czakrami albo osoba a nie miejscem
Pytanie do tych co wierzą w tą teorię - czy chodzi wam o to że energia miejsca wpływa na psychikę i przez nią na trawienie,czy dosłownie że jakaś energia wchodzi do organizmu razem z jedzeniem? Bo to są dwa różne twierdzenia i jedno jets dużo bardziej wiarygodne od drugiego.
Nie musisz tego rozdzielac tak ostro. Ciało i psychika nie są oddzielone,a energia miejsca działa na calego człowieka jednocześnie. Kiedy siedzisz w przestrzeni naładowanej spokojem to twoj układ nerwowy reaguje inaczej, oddech jest głębszy, ciało nie jest spięte i oczywiscie trawienie przebiega lepiej. Czy to bioenergoterapia czy fizjologia - efekt jest ten sam.
Wracajac do pierwotnego pytania - to co opisujesz jako ciezkosc po jedzeniu w swojej kuchni warto najpierw obserwowac uwaznie przez jakis czas. Czy zalezy od pory dnia? od nastroju przed jedzeniem? Od tego z kim jesz albo czy jesz sama? Energia przestrzeni jest wazna ale bardzo latwo ja pomylic z naszym wlasnym stanem ktury wnosimy do tej przestrzeni. Niekiedy to my energetycznie zaciazamy miejscu a nie odwrotnie.
no dobra, bardzo mozliwe. Jedzenie przy pracy albo przy jakiejkolwiek aktywnosci ktora angazuje glowe to jeden z czestszych powodow tego rodzaju dolegliwosci. Cialo jets jakby w dwoch miejscach jednoczesnie, i trawienie dostaje tylko czesc uwagi. Zanim zaczniesz czyscic kuchnie sprobuj przez tydzien jesc bez komputera i bez telefonu i sprawdz czy cos sie zmienia.
Aaa, to moze byc moja odpowiedz tesz!! Bo ja tez zawsze jem z telefonem albo przy telewizorze. Ale jak jadlam na tym wyjezdzie to nie mialam zasiegu i bylam bardziej obecna przy posilku. Nigdy bym tego nie polaczyla sama, dzieki za ten trop 🙂
To jets ważna obserwacja ale ja bym nie sprowadzała tego tylko do rozproszenia uwagi. Przestrzeń sama w sobie ma swoją historię energetyczną. Kamienie,drewno, ściany pochłaniają emocje kture były w tym miejscu latami. Stara jadalnia z tradycją rodzinnego spożywania posiłków będzie energetycznie inna niż nowa kawalerka gdzie się je w pośpiechu. To jest coś czego nie wyczerpie sama obserwacja nastroju 😉
Hej... wchodze w ten temat bo mam podobne obserwacje ale z innej strony. Pracuję zmianowo i jem o roznych porach, czasem w kantynie w pracy a czasem w domu. I w kantynie mi nigdy nie smakuje i czuje sie po tym ciężko nawet jak jem to samo co w domu. Myślałem że to przez jakość jedzenia ale teraz zastanawiam sie czy to nie jednak ta cała energia zbiorowa tam. Dużo ludzi, stres, hałas, każdy się spieszy
od tygodnia tu zaglądam i mam mieszane uczucia. z jednej strony niektóre obserwacje brzmią sensownie,np. ten wątek z komputerem i rozproszeniem, ale z drugiej strony nie jestem pewna czy na prawdę da się mówić o energii jadalni jako o czymś obiektywnym co można zmierzyć albo poczuć. czy ktoś miał konkretne doświadczenie gdzie zmienił coś w przestrzeni jadalni i naprawdę poczuł różnicę w trawieniu, coś co można wykluczyć efekt placebo?
bo jak to zweryfikować? Tzn rozumiem że ktoś się lepiej czuje w jednym miejscu niż w drugim ale czy to energia przestrzeni czy po prostu inne warunki - niewiem jak to rozróżnić. I trochę mnie to frustruje bo chciałabym mieć jakiś sposób na sprawdzenie tego u siebie
a co bys uznala za dowód?? Bo myślę że to jets sedno tego pytania. Dla jednych wystarczy że sie lepiej czuje i trawi. Dla innych potrzeba czegoś więcej
ale dlaczego każda rozmowa o energii musi kończyć się na żądaniu dowodów w stylu naukowym? Wiedza o energii przestrzeni istnieje od tysięcy lat, feng shui, vastu shastra, tradycje szamańskie - wszystkie mówią o tym że miejsce gdzie jemy ma znaczenie. To nie jets wymysł z ostatnich lat
hej, wracam bo bylam chwile offline. przeczytalam co pisala Placyda i faktycznie postanowilam sprobowac jesc bez komputera przez kilka dni i zobaczyc co sie stanie. to nie jest jeszcze test energii miejsca ale morze pomoc mi odroznic co jest czym.
to dobry kierunek. co ciekawe, zacznij od tego co mozesz kontrolowac i obserwuj. jesli sama obecnosc przy posilku robi roznice to masz juz jeden element ukladanki. potem mozesz bawic sie innymi zmiennymi.
o,tesz chce sprobowac tego eksperymentu! czyli poprostu jedzenie bez telefonu i bez niczego przez kilka dni? i co obserwowac dokladnie - sam smak, trawienie, nastroj po?
ja mam pytanie troche z boku - co z jedzeniem w kantynach i stołówkach, bo to jets specyficzne miejsce. setki ludzi jedzą tam każdego dnia, różne emocje, pospiech, zmęczenie. czy to nie powinno być szczegolnie ciężkie energetycznie? bo moje doświadczenia zdaja sie to potwierdzać trudno mi ocenic czy tak to interpretowaać.
mhm. patrzac na to co tu piszecie - kantyna to troche jak energetyczny wezel komunikacyjny, duzo przeplywu ale bez zakorzenienia. dom to staw, kantyna to rzeka. i rzeka nie musi byc zanieczyszczona zeby byc nieodpowiednia do spokojnego siedzenia
metafora ladna ale metafora to nie wyjaśnienie. co konkretnie mialoby ta „energetyczna rzeka” robić z moim trawieniem?? bo brzmi poetycznie a nie mowi nic o mechanizmie
a mnie ciekawi co z restauracjami. bo tam tesz duzo ludzi, różne osoby każdego dnia, ale jednak wiele osób czuje się tam dobrze i je z przyjemnością. jak to wpisać w ta teorię z energią zbiorową?
właśnie ta restauracja to dobry kontrprzykład. bo jeśli energia zbiorowa byłaby z definicji zła to restauracje też powinny być ciężkie. a jednak większość ludzi je w restauracji z przyjemnością. to morze jednak chodzi o coś innego niż sama obecność innych?
niewiem czy dobrze rozumiem - czy to znaczy ze energia zbiorowa morze byc i dobra i zla zaleznie od kontekstu? tzn tlum w restauracji to „dobra” energia a tlum w kantynie „zla”? to troche mi sie nie spina,skad ta roznica jesli w obu miejscach sa jacys ludzie z roznymi emocjami
energia zbiorowa nie jets dobra ani zla sama w se. jest jakosciowa. w restauracji ludzie są nastawieni na przyjemnosc i relaks, w kantynie na zaspokojenie potrzeby w przerwie od pracy. ta intencja zbiorowa tworzy inne pole. to troche jak roznica między muzyka graną na pogrzebie i na weselu - dźwięki ale inna jakość.
sluchajcie, morze to wogole nie jest kwestia energii miejsca jako czegos stalego, tylko tego co my wnosimy do przestrzeni w danym momencie? tzn moja kuchnia nie jest „energetycznie ciezka” sama z siebie ale ja robie ja taka bo siadam tam z glowa pelna pracy i mailami. a u kolezanki bylam w trybie wizyty, relaksu, inaczej nastawiona. hm
