to jets ciekawa zmiana perspektywy i pewnie troche prawdy w tym jest. ale ja bym nie rezygnowała całkiem z idei że przestrzeń tesz coś przechowuje niezaleznie od nas. te dwa mechanizmy mogą działać razem, nie muszą się wykluczać.
no dobra ale to co mówi Jaroslawa to trochę wywraca cały temat do góry nogami. bo jeśli energia miejsca zależy od nas,to po co wogóle mówić o „energii jadalni”? to by znaczyło że możemy jeść w garażu i będzie super, jak tylko nastawimy się właściwie. coś tu nie gra
nie wywraca, uzupelnia. to nie jets albo-albo. przestrzen ma swoj charakter niezalezny, a czlowiek wnosi swoj. te dwie warstwy sie nakladaja. dlatego w tej samej kuchni raz czujesz sie dobrze a raz zle - to nie jest przypadek, to jest wypadkowa
wlasnie to chcialam powiedziec, chyba zle to sformulowalam. nie twierdze ze miejsce nie ma znaczenia. tylko ze morze ja za duzo zrzucalam na „zla energie jadalni” a za malo patrzylam na to co sama wnosze. to jets inaczej rozlozona odpowiedzialnosc.
ojej ale czy to nie jets troche smutne? bo jesli wszystko zalezy od nas,to znaczy ze nie mozemy winic miejsca, tylko siebie. a czasem na prawde w jakims miejscu czuje sie niekomfortowo i to nie jest moje nastawienie, tylko cos z zewnatrz. czy ktos jeszcze tak ma?
hmm ale Brygidka,jest coś między „winę wszystko na miejsce” a „wszystko to ja”. niektóre miejsca mają naprawdę bardzo gęstą historię i to czuć. byłam kiedyś w starym budynku gdzie przez dziesięciolecia jedzono w pośpiechu, w strachu, bez radości. to coś zostawiło. tego nie da się wytłumaczyć tylko moim nastawieniem
pytanie o nośnik pamieci miejsca jets ciekawe i nie mam prostej odpowiedzi. ale analogia - dlaczego niektore stare meble czuć inaczej niż nowe? dlaczego mury starych domow maja „atmosferę” ktorej nowe osiedla nie maja? to nie jest tylko architektura i materiały. cos jest w tej strukturze
no właśnie Wieszczbiarz ale to morze być dokładnie ta architektura i materiały. stary dom jest po prostu inny wizualnie, inaczej pachnie, inaczej brzmi. mózg to interpretuje jako „atmosferę”. nie trzeba zakładać żadnego pola.
wracając chwilę do tej rozmowy o kantynach - Edmund pisał ze w kantynie czuje się nieźle. czy to morze zalezec od tego z kim się siada? bo ja mam wrażenie ze w jakimkolwiek miejscu, jeśli siedzę z ludźmi z którymi mi dobrze, to jedzenie smakuje lepiej i lepiej się po nim czuje. może ta energia relacji jets ważniejsza niż energia scian?
tak, dokladnie o to mi chodziło! w tej kantynie w pracy siadam zawsze w tym samym kącie z tymi samymi dwoma osobami i to jest przyjemne jedzenie. ale jak kiedys siedziałem sam przy innym stoliku bo nie bylo miejsca, to bylo zupełnie inne. więc może chodzi o mikrośrodowisko kture tworzysz wokół siebie, nie o przestrzeń jako calosc
ta obserwacja Edmunda jest warta zatrzymania. bo to sugeruje ze istotna jest nie tyle energia miejsca co energia konfiguracji - kto z kim, gdzie, w jakim nastroju. jadlnia jako taka to tylko kontener, ktury moze wzmacniac albo oslabiac to co do niego wnosisz. czy ktos probowal swiadomie zmieniac te konfiguracje i obserwowac efekty?
ja robiłam coś takiego troche przez przypadek. przez kilka tygodni jadłam kolacje przy oknie zamiast przy telewizorze. myślałam że to dla widoku ale szybko zauważyłam że wgl lepiej trawię i po kolacji mam więcej spokoju. przestawilam jeden element i cos się zmienilo. czy to energia okna, czy poprostu nie gapiłam się w ekran - niewiem ale efekt byl.
o to chcialam zapytac. Fiolkowa, co masz na mysli ze lepiej trawisz???? bo to brzmi konkretnie. czy mierzylas jakos te, przepraszam za slowo, efekty, czy to bardziej ogolne poczucie? pytam bo chce zrozumiec czy to mozna wogole jakos sprawdzic
no i to jets klasyczny problem z takimi obserwacjami. zmieniasz jedną rzecz... poprawia się kilka. ale co jeśli sam fakt że zrobiłaś COKOLWIEK inaczej wywołał efekt placebo i większą uważność przy jedzeniu? jak odróżnić jedno od drugiego?
hej, a mam pytanie trochę z innej beczki - czy można jakoś energetycznie przygotować miejsce do jedzenia zanim się siądzie? bo czytałam że pewne kamienie i kadzidła pomagają. czy ktoś to praktykuje i widzi różnicę?
a można zapytac - czy stół ma w ogóle jakieś znaczenie jeśli chodzi o kształt albo materiał? bo mam drewniany stol po babci i zaawsze mi przy nim jakoś lepiej siedzieć niż przy tym szklano-metalowym co stał tu wcześniej. czy drewno ma inne właściwości energetyczne niż szklo?
drewno jest materialem organicznym, ma swoja historie wzrostu. szklo i metal sa przetworzone zupelnie inaczej. w wielu tradycjach drewno jest uwazane za material przyjazny czlowiekowi bo pochodzi z czegos zywego. nie wiem czy to wyjasnienie energetyczne ale emocjonalnie i sensorycznie drewniany stol dziala inaczej na wiekszosc ludzi. 🙂 stol po babci to jeszcze jeden poziom - ma twoja historie.
to co mówi Wlostka o drewnie jest dla mnie oczywiste, ale zastanawiam się czy chodzi o sam materiał czy o to że stół po babci niesie ze sobą jakąś historię. bo nowy drewniany stół z ikei raczej inaczej „działa” niż stół który był w rodzinie przez kilka pokoleń. to nie jest sam materiał.
no i wracamy do kwestii nośnika. Bursztynka, ok, przyjmijmy że to historia a nie materiał. to jak ta historia jest zakodowana w drewnie? w cząsteczkach? w jakimś polu? bo to jest pytanie które zaawsze pada i nigdy niema konkretnej odpowiedzi.
wracam do pytania Natki o stół po babci - ja myślę że to nie jest naiwne. są tradycje w których rodzinne przedmioty traktuje się jako nośniki przodków. stół gdzie jadało się przez pokolenia to nie jest tylko mebel. ale to nie oznacza że nowy stół jest „zły”, tylko że ma inną historię, ktura dopiero się buduje.
a jeśli ktoś kupi stary stół na pchlim targu to on też przejmuje tą energię od obcej rodziny? bo to by oznaczało że antyki mogą być trochę ryzykowne jeśli nie wiadomo co w nich siedzi 😮 czy ktoś to sprawdzał?
antyki jako ryzykowne energetycznie - to trochę brzmi jak przekonanie kture można uzasadnić zawsze i wszędzie. kupię stary stół i poczuję się źle, no to wiadomo - zła energia. kupię i poczuję się dobrze, no to energia jets dobra. jak to falsyfikować?
a moge wrocic do tego co Fiolkowa pisala o jedzeniu przy oknie zamiast przy telewizorze?? bo mi sie wydaje ze to jets na prawde istotne w tym temacie. czy ktos probowal tak konkretnie zmienic JEDEN element jadalni i obserwowac czy cos sie zmienia? poza Fiolkowa.
Edmund,dokladnie to samo co ja! i myślę ze to moze być po prostu światło dzienne kontra sztuczne. ale czy to jets „energetyczne” czy tylko fizjologiczne, to właśnie niewiem. może te dwa wytłumaczenia nie sa ze sobą sprzeczne?
zatrzymuje sie przy tej rozmowie o oknie i swietle bo mysle ze tu jest cos waznego. wiele tradycji mowi ze naturalne swiatlo jest nosnikiem energii slonecznej i ma wplyw na pole czlowieka. ale to co Edmund i Fiolkowa opisuja, to tesz po prostu zmiana warunkow srodowiska. i to jest dobre, bo nie musimy rozstrzygac „czy energia”, zeby powiedziec „to dziala”
mam wrazenie ze ta rozmowa idzie w bardzo ciekawe miejsce. zaczelam ten temat troche z frustracja na jadalnie w pracy, a teraz widze ze moze kwestia jets szersza - co sami wnosimy, jak siedzimy, z kim, przy czym. to jest chyba wlasnie to „energetyczne” rozumienie przestrzeni do jedzenia, nie?
Jaroslawa, dokładnie. i to jest chyba najuczciwsza odpowiedź na pytanie z tytulu watku - atmosfera w jadalni wpływa na trawienie ale „atmosfera” to nie tylko ściany i meble, to cały kontekst. kto, co, jak, w jakim stanie. a my często myślimy tylko o wnętrzu i zapominamy o sobie.
