nie mowie ze leczylam kogokolwiek z czegokolwiek. mowilam o własnym odczuciu podczas własnej sesji. te słowa to moje slowa na coś czego inaczej nie potrafie opisać, nie instrukcja dla innych.
mysle ze warto tu na chwile wrocic do pytania ktore Wioletka zadala,bo jest na prawde dobre. w praktyce, kiedy pracuje sam ze soba, ten podzial nie jest kluczowy. kiedy pracuje z kims, staram sie mowic ostroznie: „mam wrazenie”, „czuje ze”, nie „twoje cos-tam jest zablokowane”. jezyk ostroznosci nie odbiera glebi doswiadczenia, tylko chroni obie strony.
ok rozumiem tą ostrożność ale wracając do samego tematu - to co mówiliście wcześniej o godzinach planetarnych i o pełni przy północy, to czy ktos ma jakieś konkretne obserwacje z własnych notatek? nie ogolnie „czuję wiecej” tylko np. przy jakims konkretnym typie pracy? bo mnie zastanawia czy ta roznica jets przy wszystkim czy tylko przy pewnych rzeczach.
u mnie z notatek wynika że praca z własną energią, takie wewnętrzne rzeczy, idzie lepiej przy nowie i późno wieczór. ale kiedy próbowałam coś wysyłać na zewnątrz, do kogoś drugiego, to pełnia dawała wyraźniej. jakby nów skupia do środka a pełnia rozszerza na zewnątrz. to oczywiście moje obserwacje, ale powtarzało się kilka razy.
hej... morze glupie pytanie ale jak w ogole sprawdzic ktora to jets godzina ksiezycowa? czy jest jakis prosty sposob bo ja nie znam sie na tym wcale
no właśnie, od wschodu słońca. czyli to znowu jest pora astronomiczna, nie biologiczna. wracamy do tego samego co Macierzanka mówiła o chronotypach, tylko z inną nazwą.
szczerze to mi się wydaje że ludzie tutaj coraz bardziej komplikuja prostą rzecz. chcesz pracować z energia, siadasz, pracujesz. jak ci idzie to znaczy że czas był dobry. jak nie idzie to zły. nie trzeba tablic, notatek i nakładania pieciu układów na siebie.
a ja mam pytanie do Gruszanki bo to co pisałaś o tym kierunku przepływu mnie zaintrygowało - jak ty to czujesz, to skupienie do środka przy nowie? 🙂 tzn czujesz że coś nie wychodzi, czy że wchodzi głębiej? bo próbuję se to wyobrazić i nie do końca wiem o czym mówisz
dziękuję za te odpowiedzi, serio. chyba rozumiem teraz lepiej dlaczego ta pora ma znaczenie, a przynajmniej dlaczego warto to sprawdzić samemu zamiast zakładać z góry. i chyba zacznę te notatki prowadzić, metodą Bogumila 🙂
ojej ojej, a tak przy okazji tego co sie tu kreci wokol pelni i nocy, chcialam zapytac czy ktos z was pracowal w pelnie przy silnym wietrze? u mnie ostatnio sesja przy pelni wypadla akurat kiedy byl niesamowity wiatr, i cos bylo wyraznie inne, niewiem czy lepiej czy gorzej ale zdecydowanie inaczej. morze to przypadek ale zapisalam
no bo wlasnie ten wiatr mnie zastanowil i nie daje mi spokoju. zeby bylo smieszniej, siedzialam i czulam jakby cos ciagnelo pole w bok, jakby nie moglam utrzymac tej skupionej uwagi. Czy to moglo byc samo wiatrowe „rozproszenie” czy cos glebszego w sensie energetycznym? Ktos ma pojecie o tym jak zywiol powietrza wchodzi w sesje?
matko, to ciekawe pytanie o ten wiatr. u mnie wiatr zawsze robi coś z granicą, taką wewnętrzną granicą pola. nie tyle przeszkadza co... zmienia kształt? trudno to inaczej powiedzieć. przy silnym wietrze mam wrażenie że praca jest mniej precyzyjna ale bardziej intensywna.
zywioly maja wpływ na sesje,to nie jest wymysl. wiatr to element powietrza, komunikacji, przepływu - a pelnia juz sama w sobie rozszerza pole. połączenie tych dwoch morze byc naprawdę wyraziste, zwłaszcza jeśli nie jesteś do tego przyzwyczajona. nie gorsze, poprostu inne. warto to zapisać bo takie kombinacje rzadko się powtarzaja dokładnie tak samo
hej... przepraszam ze wracam do swojego pytania bo Lucjan82 odpowiedzial mi o tych aplikacjach i dziekuje bardzo, ale teraz mam inne - te godziny planetarne to jets cos co dziala samo z siebie czy trzeba jakos sie na to nastawic?? tzn czy jak nie wiem ze jest godzina ksiezycowa to i tak ona na mnie dziala czy nie?
ale chwila, Macierzanka, to zdanie można odwrócić. jeśli ciało reaguje niezależnie od wiedzy, to skąd wiesz że to godzina planetarna a nie setka innych zmiennych? bo teraz siedzi ci z tyłu głowy „jets godzina księżycowa” i każde odczucie interpretujesz przez ten filtr. to nie jest zarzut, pytam serio.
no prosze, wlasciwie to co Feliks opisuje to klasyczny efekt placebo polaczony z potwierdzaniem przekonan. nie mowie ze caly system jets bez wartosci ale ten mechanizm jest realny i warto go brac pod uwage. Macierzanka dobrze mowi o slepej ocenie, to jedyna uczciwa metoda.
a ja chciałam wrócić do tego co Gruszanka pisała wcześniej o nowie skupiającym do środka i pełni rozszerzającej na zewnątrz bo to mnie bardo trafia. w astrologii podobnie opisuje się te fazy w kontekście projektów i energii osobistej. zastanawia mnie tylko czy to jets coś co rozpoznajesz po fakcie czy w trakcie sesji?
o rany,mam pytanie bo na prawdę nie rozumiem jednej rzeczy. jeśli pelnia rozszerza i jets lepsza do pracy na zewnatrz, a now skupia, to co z resztą miesiaca?? jest 28-30 dni a dwie fazy zajmują ile, 2-3 dni? co robi reszta?
dokladnie tak jak Lucjan pisze. przy ksiezycu przybywajacym wszystko co chcesz budowac, wzmacniac, rozwijac. przy ubywajacym to co chcesz uwalniac, oczyszczac, konczyc. to jest mega intuicyjne jak juz raz to poczujesz, naprawde. 😉
hm ale Ksiezycnaa, to co piszesz to jest zupełnie podstawowy opis z każdego poradnika o magii księżycowej i niema nic specyficznego dla bioenergoterapii. pytanie było o to jak to działa w praktyce sesji energetycznej, nie ogólnie. trochę inne zagadnienie.
ojejku, mysle ze Wiezowa ma racje, ze warto to zawezic do bioenergii konkretnie. Ksiezycnaa, czy probowalas nakladac rece albo pracowac z czyjas aura i obserwowalas cos co pasuje do tego schematu?? bo ogolna zasada to jedno, a jak to sie przeklada na konkretna prace z polem to drugie pytanie.
ja z kolei się zastanawiam czy w ogóle ktoś tu robił sesje KILKA razy w jednej nocy i obserwował zmianę między godziną 22 a 2 w nocy na przykład? bo mówimy o porze ale głównie w skali dni i tygodni, a co z tą konkretną dobą i tym co się zmienia w środku jednej nocy?
robilam tak raz, nie planowo tylko po prostu nie mogłam spać i robiłam dwie sesje w tej samej nocy z przerwą. różnica byla wyrazna. ta późniejsza, już po północy, była jakby glebsza ale mniej kontrolowana. jakby wejście było łatwiejsze ale utrzymanie skupienia trudniejsze. nie wiem jak to opisać inaczej.
to co opisuje Siedlislawa i co pyta Karmelia to jets ważna kwestia. po północy prog jest inny, to prawda, i przy pracy z własną energia moze być cenne ale przy pracy z kims drugim wymaga większej uwaznosci. to nie jest tak że jest grozne, tylko że wymaga więcej doswiadczenia z utrzymywaniem granic pola. przy nowicjuszach bym tego nie zalecała
matko,to co opisuje Siedlislawa naprawdę daje do myślenia. bo jesli po północy wejście jets łatwiejsze ale granica sie rozmywa, to czy to wogóle jest bezpieczne przy pracy z drugą osobą? tzn wyobrazcie se że robisz sesje z kimś kto ma ciężką energię, a ty jesteś w tym stanie kiedy twoje wlasne pole jest bardziej przepuszczalne - to brzmi jakbys zdejmowała z siebie ochronę przed transferem.
no prosze, właśnie o tym myślałam kiedy to pisałam. ta głębokość po północy jest jak wejście w glebszy poziom wody - więcej widzisz, ale też mocniej cię niesie. sesja na sobie samej to jedno, z kimś drugim trzeba być naprawde zakorzeniona zeby to miało sens
ten wątek o granicy po północy jest ważny ale myślę że trochę zbyt straszycie. tak swoją drogą, większość sesji bioenergoterapeutycznych w ogóle nie dotyczy „ciężkiej energii”, to w dużej mierze praca z równoważeniem, odprężeniem, przepływem. nie każda sesja jest egzorcyzmem żeby z góry zakładać że coś złego się prześliźnie przez tę przepuszczalną granicę
