Zastanawiam sie czy ktos z was praktykuje bioenergoterapie o roznych porach i czy faktycznie czujecie roznice. mnie interesuje konkretnie praca nocna, szczegolnie okolice polnocy. Sam od dluzszego czasu zauwazam ze po 23 energia jets jakas inna, ciszej ale glebiej, trudno to opisac slowami. Czy to tylko kwestia spokoju i braku bodzcow zewnetrznych, czy rzeczywiscie cos wiecej sie dzieje? ^^
To nie jets przypadkowe uczucie. Noc to czas gdy przestrzen energetyczna robi się gestsza, mniej zaklocen od ludzkiej aktywnosci w eterze. Sama prowadze sesje glownie wieczorami i czuje wyraźnie że przeplyw jest inny niż w południe. Ale powiem ci, północ to osobna sprawa - to chwila między dniem a dniem, prog.
ok ale jak to rozpoznac w praktyce?? bo ja medytowalem o roznych porach i szczerze nie czulem zadnej roznicy, morze jakos nie umiem tego wyczuc? czy to wogole da sie nauczyc czy trzeba miec jakis wrodzony zmysl.
Wg mnie to prosta sprawa - czakra korony jest aktywna między 23 a 1 w nocy, to dobrze znana zależność. W tym oknie pracuje się na zupełnie innym poziomie. Nie wiem czemu ludzie to komplikują.
Powiem szczerze,trochę mnie to dziwi że tyle pewności w temacie gdzie badań nie ma żadnych. Rozumiem subiektywne odczucia, każdy morze mieć swoje, ok. ale skąd ta pewność że energia o północy jest „gęstsza”? Może po prostu jesteście spokojniejsi bo cisza, mniej bodźców, zmęczony umysł mniej blokuje odczucia ciała?
o to mi chodzi!! ja też to czuję i tak samo nie umiem tego dobrze opisać. Ostatnio robiłam oczyszczanie aury właśnie koło północy i miałam wrażenie że ręce same wiedziały gdzie iść, jakby prowadzone. W ciągu dnia muszę bardziej się koncentrować żeby poczuć przepływ. To może być sugestia, nie wiem, ale po co kwestionować własne doświadczenie?
Polnoc to moment kiedy zasłona miedzy światami jets najcieńsza. To od wieków wiadome, we wszystkich tradycjach. Energia nie tyle jest inna, co jest bardziej dostepna, bo przekazniki są bliżej.
ech ale to chba nie jets tak że jedna pora jest „lepsza” obiektywnie, tylko ze różne pory mają inne właściwości, nie? tzn. polnoc morze sprzyjać oczyszczaniu, świt aktywowaniu, poludnie dawaniu energii? czy ktos tak to rozróżnia czy to znowu moje własne fantazje 😀
prowadzę notatki od jakiegoś czasu i faktycznie widzę w swoich własnych zapisach że sesje po 22 mają inny charakter. żeby było śmieszniej, trudniej mi to opisać niż odczuć. Tarot też inaczej „chodzi” nocą, karty dają głębsze obrazy, bardziej symboliczne. Zastanawiam się czy to rhythmy ciała, melatonina, cokolwiek fizjologicznego, czy coś poza tym.
ech, hm, a astrologia mowi o tym dosyc sporo bo i podzial na czas dnia i nocy jets wbudowany w podstawy systemu. planety maja inne godnosci w dzien i w nocy co sie nazywa sekta. moze bioenergoterapia nieswiadomie dotyka czegos podobnego - pole energetyczne czlowieka reaguje na to czy slonce jest nad czy pod horyzontem, i to niekoniecznie tylko metaforycznie
ok, ja jestem sceptyczna do tej rozmowy ale mam szczere pytanie: czy ktoś robił sesje o tej samej porze przez dłuższy czas i potem to zmienił? Tzn porównał wyniki nie z jednej sesji tylko z serii? 😉 Bo jedno doświadczenie to zawsze może być przypadek.
ok ale skoro Bogumil mowi ze sam prowadzil notatki przez dwa miesiace - to naprawde widac jakis wzorzec? tzn. nie jedna czy dwie sesje tylko cos powtarzalnego? bo mnie wlasnie to interesuje,czy to jets odtwarzalne czy za kazdym razem inaczej
i tu leży sedno o tym chciałam powiedzieć - każdy ma chba trochę inny zegar wewnętrzny i to może przesuwać te okna? bo ja mam wrażenie że moje „nocne okno” zaczyna sie wcześniej niż u innych, jakoś ok 21 już czuję ten spokój. a ktoś kto śpi od 22 to w ogóle może mieć inny punkt.
to co Dianka mówi jest wazne i czesto pomijane. Chronotyp człowieka ma znaczenie. Ktos kto naturalnie zasypia o 23 i wstaje o 7 ma zupełnie inną krzywą biologiczną niz nocny marek ktury chodzi spać o 2. Nakladanie jednego schematu „polnoc jest magiczna” na wszystkich to zbyt duze uproszczenie. Pytanie powinno brzmiec: kiedy twoj wlasny system jest najbardziej wyciszony i receptywny, nie kiedy zegar wskazuje okrągłą godzinę.
ale north to jets punkt astronomiczny, nie biologiczny. Północ to północ, nie zależy od tego o której ktoś zasypia. To jak mówić że wschód słońca jest dla każdego o innej porze, no bo ktoś woli rano.
sam punkt astronomiczny jest obiektywny, ale wpływ tego punktu na konkretne ciało i konkretny układ energetyczny już niekoniecznie. To trochę jak z astrologią - planety są tam gdzie są dla wszystkich, ale tranzyt Saturna inaczej działa na Barana a inaczej na Raka. Kontekst ma znaczenie. 🙂 To samo można powiedzieć o porach doby.
i tu sie zgadzam, Albinek dotknal ciekawej rzeczy. w astrologii horarna sa scisle okreslone godziny planetarne i kazda ma swoj „smak” energetyczny. Godzina Saturna, Ksiezyca, Slonca itd. To nie jets tylko astronomia, to interpretacja w konkretnym kontekscie. czy ktos tu probowal pracowac z godzinami planetarnymi przy sesjach bioenergetycznych? ciekawi mnie czy jest jakas korelacja.
czyli zaczynamy nakładać kolejną warstwę na warstwę - godziny planetarne na pory doby na chronotyp. W pewnym momencie jets tyle zmiennych ze można wszystko wytłumaczyć i nic obalić. To nie jest mocna strona takiego rozumowania.
niewiem czy to slabosc, raczej złożoność. Człowiek to nie jest prosta maszyna z jednym wyłącznikiem. Wiele rzeczy wplywa naraz i proba sprowadzenia tego do jednej zmiennej jest wlasnie uproszczeniem. Pytanie nie jest „czy godzina planetarna czy chronotyp” tylko jak te rzeczy na siebie oddziałują.
hej, chcę się upewnić że dobrze rozumiem - tzn mowicie ze optymalny czas do pracy to wypadkowa kilku rzeczy naraz? własny rytm biologiczny, pora astronomiczna, morze faza ksiezyca, moze godzina planetarna? to jak wogóle ktokolwiek to potrafi zsynchronizować w codziennym zyciu? 🙂
odnosząc się do tego co Bogumil pisał o notatkach - czy ktoś z was prowadzi to w jakimś konkretnym formacie? tzn zapisujesz godzinę, co robiłeś, ocenę sesji jakąś? bo mnie zastanawia jak to sensownie robić żeby potem móc porównać, a nie mieć tylko stos chaotycznych notatek
ja mam podobnie, tylko dodałam jeszcze fazę księżyca i to okazało się jedną z ciekawszych zmiennych w moich notatkach. Nów jets zupełnie inny od pełni w kontekście pracy z energią. Pełnia przy północy to jakby wszystko jest podkręcone i ciężej o spokój, nów przy tej samej godzinie jest bardziej „głuchy” ale głębszy. Nie wiem jak to inaczej opisać.
pełnia przy północy to jest naprawdę coś. Zasłona jest wtedy podwojnie cienka. jak to mówią, pracowałam raz w pelnie tuż po północy i energię czułam fizycznie w dłoniach, dosłownie jakby ciepłe fale. Trudno to racjonalizować ale nie da się tego nie poczuc kiedy jest.
przepraszam ale „zaslona jest podwojnie cienka” to nie jest wyjasnienie,to poetycki obrazek. Nie kwestionuje ze cos poczulas, tylko to co z tym robisz. fizyczne cieplo w dloniach to morze byc rozszerzenie naczyn, skupienie uwagi, efekt oczekiwania. To nadal nie tlumaczy czy to jest energia czy fizjologia
ojej, przepraszam że wchodzę tak trochę z boku, ale zastanawiam się czy to rozróżnienie energie vs fizjologia jest w ogóle konieczne do tego żeby praca działała? tzn czy to jest ważne z perspektywy praktycznej? pytam szczerze, nie prowokuję
no to jest to, to moje pytanie chyba nieco zginęło - czy to rozróżnienie energia vs fizjologia jest ważne z praktycznego punktu widzenia? bo jeśli praca z energią daje efekty to chyba nieważne jak to nazwiemy? przepraszam że się upieram ale naprawdę chcę zrozumieć
dobrze ze Feliks to powiedzial bo mi tesz chodzi po glowie. Nie kwestionuje ze ludzie czuja cos na sesjach, tylko ze jezyk ktorego uzywamy ksztaltuje oczekiwania. A oczekiwania przy polnocy, pelni i „cienkiej zaslonie” moga byc juz calkiem powazne.
