Modrzewka, ja patrzę przede wszystkim na to czy jest praca w parach i czy jest czas na feedback między uczestnikami. Jeśli program wygląda jak ciąg prelekcji z krótką medytacją na końcu, odpuszczam. Ale mam pytanie do Ludwini, bo ona chyba ma tu większe doświadczenie. Czy w ogóle jest sens szukać warsztatów zanim ma się jakąś własną praktykę, czy lepiej przyjść z czymś już wyćwiczonym?
Klarysa, to jest akurat kontrowersyjny temat i nie ma jednej odpowiedzi. Znam osoby które mówią że praca na odległość działa tak samo, i znam takie które twierdzą że bez fizycznej bliskości gubią zbyt wiele. Mam wrażenie że to zależy od poziomu wrażliwości i od tego czego szukasz w takim warsztacie. Ale jeśli pytasz o naukę samodzielną, a warsztat online to jedyna opcja, to lepsze to niż nic.
No właśnie, i tu wracamy do punktu wyjścia. Jeśli samodzielna nauka wymaga warsztatów, warsztaty wymagają dojazdu albo dobrego łącza, a do tego kilku tygodni codziennej praktyki zanim cokolwiek zweryfikujesz, to kiedy w ogóle można powiedzieć że się czegoś nauczyłeś? Bo ja tracę nieco poczucie gdzie jest ten próg.
Dionizy, rozumiem tę frustrację, naprawdę. Ale chyba nie ma jednego progu. To co mnie zaskoczyło w tej rozmowie to że zaczęłam od pytania czy w ogóle można się tego nauczyć samodzielnie, a teraz widzę że to nie jest pytanie tak albo nie. To bardziej zależy co rozumiesz przez 'nauczyć się' i w jakim celu. Ja zaczęłam od afirmacji i ciepła w dłoniach i to dla mnie był wystarczający sygnał żeby iść dalej. Ty może potrzebujesz czegoś innego.
Dionizy, rozumiem co czujesz, sam miałem podobne myślenie na początku. Ale powiem ci wprost, w bioenergoterapii nie ma czegoś takiego jak zaliczenie. To nie jest prawo jazdy. Próg o którym mówisz to raczej moment kiedy efekty są powtarzalne i ktoś poza tobą też je zauważa. Czy tak to widzisz, czy szukasz czegoś bardziej mierzalnego?
Pranava, dziękuję że to powiedziałeś tak wprost, bo to jest chyba kluczowa rzecz w tej całej rozmowie. Siedemdziesiąt procent brzmi imponująco, ale jeśli nie wiesz skąd to pochodzi, to masz obserwację, nie wiedzę. Mam pytanie do Glicyni, bo ona cały czas mówi o tym co czuje, ale co z osobą po drugiej stronie? Czy twój znajomy albo ktokolwiek na kim ćwiczyłaś potwierdził cokolwiek niezależnie?
Celeste, ćwiczyłam głównie na sobie albo na siostrze, ale siostra jest bardzo sceptyczna i mówi że nic nie czuje. Więc trudno mi to traktować jako potwierdzenie albo zaprzeczenie. Raz próbowałam z koleżanką, ona powiedziała że czuje ciepło, ale ona też w to wierzy, więc nie wiem ile to znaczy. I właśnie to jest moja trudność z weryfikacją o której mówił Gustlik.
Siostra sceptyczna to właściwie ciekawszy przypadek niż koleżanka która wierzy. Bo jeśli sceptyk poczuje coś czego się nie spodziewał, to jest mocniejszy sygnał. Glicynia, a czy próbowałaś w ogóle pytać siostrę o konkretne odczucia fizyczne, nie o to czy wierzy, ale czy czuje ciepło, mrowienie, zmianę napięcia? Czasem sceptycy to opisują inaczej, nie jako energię, ale jako coś fizycznego.
Czytałam tę rozmowę od początku i dopiszę jedno spostrzeżenie bo mnie to dotyczy od innej strony. Prowadziłam notatki przez kilka miesięcy i porównywałam sesje z różnymi osobami. Co ciekawe, osoby neutralne, ani sceptyczne ani wierzące, dawały najbardziej użyteczne opisy. Sceptyk często blokuje odczuwanie z zasady, wierzący często nadinterpretuje. Neutralny po prostu opisuje co czuje w ciele.
Stokrotunia, to jest naprawdę dobre. Ale czy to nie jest trochę manipulacja wobec osoby, która nie wie że jest obiektem ćwiczeń? Pytam serio, nie złośliwie, bo sama zastanawiam się gdzie jest granica między ćwiczeniem a sesją i czy trzeba pytać o zgodę.
Klarysa dobrze to wyłapała, bo w samodzielnej nauce ta kwestia często w ogóle nie jest poruszana. Większość materiałów w sieci skupia się na technikach, a pomija całkowicie co mówić osobie przed sesją i co po. Glicynia, czy kiedy ćwiczyłaś na siostrze to mówiłaś jej wprost co próbujesz robić?
To co napisała Glicynia o kontekście jest naprawdę ważne. Zastanawiam się czy siostra sceptyczna nie reaguje już na samo twoje napięcie, bo oczekujesz efektu. Czyli nie tyle jej sceptycyzm zaburza sesję, co twoja potrzeba potwierdzenia. Pranava, ty jak pracowałeś ze znajomym, to byłeś spokojny czy jednak miałeś z tyłu głowy że chcesz żeby wyszło?
Dobra, ale to otwiera pytanie którego chyba jeszcze nie zadaliśmy wprost. Czy w ogóle da się ćwiczyć bioenergoterapię bez odbiorcy? Czyli sama praca na sobie, medytacja, skupienie na własnym ciele, czy to jest już nauka tej umiejętności czy tylko przygotowanie do niej?
Celeste, mam dokładnie to samo wrażenie i trochę mnie to frustruje, ale chyba w konstruktywny sposób. Zaczęłam ten temat z pytaniem o samodzielność, a teraz widzę że chyba nieprecyzyjnie to pytanie sformułowałam. Może powinnam była zapytać ile można zrobić samodzielnie, a nie czy można.
Glicynia, ale to jest właśnie ta zmiana którą chciałaś. Pytanie ile zamiast czy to zupełnie inne pytanie i dużo bardziej konkretne. I wydaje mi się że ta rozmowa już na nie odpowiada, tylko nikt tego nie podsumował wprost.
A czy ktoś próbował ćwiczyć z osobą przez telefon albo wideo i jednocześnie pytać ją o odczucia na bieżąco? Pytam bo zastanawiam się czy praca na odległość mogłaby być właśnie takim ćwiczeniem dla osób które nie mają dostępu do partnera fizycznie.
Klarysa i Modrzewka, to jest ciekawe bo mi się zdarzyło podobnie i też nie wiem jak to interpretować. Ale jest jedna trudność w tej metodzie. Kiedy pytasz kogoś na bieżąco, on zaczyna szukać odczuć, których wcześniej nie szukał. Więc nie wiadomo czy opisuje to co i tak by poczuł, czy to co poczuł bo go pytałaś.
To jest w ogóle problem z całą tą dziedziną, nie? Samo pytanie o odczucia zmienia odczucia. Nie da się tego obejść bez jakiegoś protokołu, a protokół wymaga kogoś kto wie jak go zaprojektować. I znowu wychodzi że samodzielnie można tylko do pewnego miejsca.
Irisa, ale czy afirmacje nie są w podobnym miejscu? Sama dużo pracuję z afirmacjami i też nie ma tu żadnego protokołu, żadnego kroku który możesz sprawdzić. A jednak wiele osób mówi że praca z afirmacjami zmienia ich nastawienie i przez to wpływa na to co robią. Może w bioenergoterapii samodzielna nauka działa podobnie, nie udowadniasz że energia istnieje, ale zmieniasz własną uważność i to ma skutki.
Glicynia, to jest całkiem trafne porównanie. Bo jeśli bioenergoterapia działa choćby przez skupioną uwagę i gotowość do kontaktu, to samodzielna praktyka ma sens nawet bez zewnętrznej weryfikacji. Pytanie tylko czy to wtedy nadal jest bioenergoterapia czy coś innego.
Dionizy, a czy afirmacje nie są podobne? Ćwiczę je regularnie od kilku miesięcy i przez długi czas nie miałam żadnego wyraźnego sygnału że coś się zmienia. Dopiero w pewnym momencie zauważyłam że moje nastawienie przed treningiem jest inne. Nie wiem kiedy to nastąpiło, ale nastąpiło.
To jest ciekawe bo właśnie sportowcy często mówią że afirmacje działają nie przez jakąś zewnętrzną siłę, tylko przez to że zmieniają co robisz z napięciem przedstartowym. I może bioenergoterapia działa podobnie, zmienia to jak jesteś w kontakcie z drugim człowiekiem, a nie przepływa przez ciebie jakaś energia.
A co jeśli oba są potrzebne i jeden bez drugiego nie wystarczy? Czytałam że u niektórych nauczycieli najpierw pracuje się z własnym ciałem przez kilka miesięcy, a dopiero potem zaczyna pracę z cudzym polem. Jakby jedno było warunkiem drugiego.
No to wychodzi że samodzielnie możesz zrobić etap pierwszy, ale potem utkniesz bez potwierdzenia że idziesz dalej. A ile ten etap trwa i kiedy wiesz że czas przejść dalej?
A co jesli ktos sie nigdy nie nudzi? Ja mogłabym robić tę samą medytajce godzinami i nie mieć poczucia że to za mało. Nie wiem czy to znaczy że jestem na jednym poziomie czy po prostu mam inne tempo.
Irisa, to jest dość mocna teza. Bo z afirmacjami mam podobne doświadczenie, te same zdania powtarzam od miesięcy i czuję się z tym dobrze. Ale jednocześnie widzę że moje myślenie przed trudnymi sytuacjami faktycznie się zmieniło. Więc jak odróżnić komfortową stagnację od cichego postępu który nie jest oczywisty?
Glicynia, to jest chyba sedno całej tej rozmowy. I zastanawiam się czy w bioenergoterapii nie potrzeba właśnie zewnętrznego obserwatora żeby to ocenić, kogoś kto widzi ciebie przez kilka miesięcy i może powiedzieć że coś się zmieniło. Samodzielnie możesz to przegapić w obie strony.
