Czyli właściwie pytamy teraz o coś zupełnie innego niż na początku wątku. Nie 'czy każdy może', ale 'czy to, co rozwijamy przez praktykę, jest tym samym co predyspozycja'. Bo jeśli ktoś przez lata ćwiczy uważną obserwację ludzi i to działa, to czy ma znaczenie, jak to nazwiemy?
A wracając do tego, co Iga mówiła o rozwijaniu realnych umiejętności przez afirmację, to mam pytanie do praktykujących: czy wy sami czujecie, kiedy coś w sesji 'nie idzie'? Bo jeśli tak, to co wtedy robicie z tą informacją?
To pytanie Michasi jest chyba kluczowe dla całego wątku. Jak się uczyć czegoś, gdzie feedback jest tak niejednoznaczny? W numerologii czy przy pracy z czakrami masz przynajmniej jakiś schemat, do którego możesz się odnieść. Tu mam wrażenie, że schemat jest płynny.
Właśnie, i to chyba jest odpowiedź na pytanie tytułowe, tylko okrężna. Może każdy może zacząć, ale nie każdy jest w stanie zbudować tę pętlę zwrotną, która pozwala się naprawdę rozwijać. I to nie jest kwestia talentu, tylko gotowości do bycia niekomfortowo niewiedzącym przez długi czas.
Trochę mi głupio, że moje pytanie pociągnęło taki ciężki wątek. Ale to co Klimcia mówi, to właściwie brzmi jak ostrzeżenie dla mnie. Jeśli zacznę, to mogę trafić w to samo miejsce, co opisujesz, i nawet tego nie zauważyć?
Ja myślę, że jedną z rzeczy, które chronią, jest praca z kimś, kto ci nie potakuje. Tzn. nauczyciel albo supervisor, który ma odwagę powiedzieć 'to nie zadziałało, zastanówmy się dlaczego'. Tylko że takich osób jest mało i ich znalezienie jest osobnym wyzwaniem.
To ciekawe, że w tej historii punktem zwrotnym było pytanie klientki, a nie czegoś z zewnątrz. Czyli to ktoś zupełnie bez przygotowania zadał właściwe pytanie. To trochę wraca do tego, co Apolonia mówiła na początku, że intuicja i odczucie mogą być punktem startowym, ale nie mogą być jedynym dowodem.
I to chyba jest odpowiedź, której szukaliśmy w tym wątku, przynajmniej częściowa. Każdy może zacząć, ale nie każdy będzie miał kogoś, kto zada właściwe pytanie w odpowiednim momencie. I nie każdy będzie chciał na to pytanie odpowiedzieć uczciwie.
Ale to znaczy, że ważniejsze od predyspozycji jest to, z kim pracujesz i w jakim środowisku? Tzn. że kontekst kształtuje praktyka bardziej niż jakiś wewnętrzny 'dar'?
I wracając do tytułu, bo chyba nam trochę uciekł, to ta dyskusja dała mi jedną rzecz do myślenia. 'Czy każdy może' to nie jest pytanie o talent, tylko o to, czy każdy jest w stanie zbudować warunki, które opisujemy. A to już jest inne pytanie.
Odpowiadając na pytanie Franka, bo sama przez kurs przeszłam, to powiem tak: uczą głównie języka i struktury sesji. Wrażliwość albo masz, albo rozwijasz ją mimo kursu, nie dzięki niemu. Przynajmniej w moim przypadku tak było.
To pytanie Michasi jest naprawdę ważne, ale mam też inne. Czy ktoś z was spotkał bioenergoterapeutę, który sam o sobie powie, że kurs go zmienił jako osobę, a nie tylko dał mu certyfikat? Bo to by znaczyło coś innego.
Słuchajcie, ja wróciłam do tej rozmowy właśnie przy tym punkcie i mam pytanie może naiwne: jeśli ani kursant, ani klient nie może stwierdzić co działa, to po czym w ogóle obie strony decydują, czy kontynuować? To musi być jakieś odczucie, nie?
Ja właściwie przez całą rozmowę głównie czytałem, ale mam jedno pytanie od kogoś kompletnie z zewnątrz: czy jest w ogóle jakiś przypadek, gdzie klient powiedział 'nie poczułem nic' i terapeuta przyznał, że sesja nie zadziałała? Czy to zawsze jakoś ląduje w tłumaczeniu?
I to chyba wraca do pytania, od którego zaczął się cały wątek, bo skoro jest taka trudność z weryfikacją, to co w ogóle decyduje o tym, że ktoś staje się terapeutą a nie tylko osobą z kursem? Czy jest jakaś granica, którą sami praktycy rozpoznają?
Mnie zastanawia, czy ta granica, o której Zdzichu mówi, nie jest po prostu ilością klientów, którzy wracają. Tzn. nie dlatego że jest to dobry wskaźnik, ale dlatego że to jedyne co możesz zmierzyć bez narzędzi, których ta dziedzina nie ma.
Dokładnie to. I myślę, że przez 180 postów szukaliśmy jakiejś pozytywnej odpowiedzi na to pytanie, a ona okazała się dwustronna. Otwartość tej dziedziny to jej siła i słabość jednocześnie. Czy ktoś ma inne zdanie, bo chętnie posłucham?
A czy ktoś z was w ogóle zapytał swojego terapeutę na początku, czego się po sesjach spodziewać? Bo ja kiedy zaczęłam chodzić, to w sumie nikt mi nie powiedział, co jest realistycznym efektem. Sama się domyślałam z internetu i to chyba niedobrze.
Ten wątek, który Apolonia otworzyła, wraca trochę do sedna całej dyskusji. Bo skoro klient nie wie, czego oczekiwać, a terapeuta nie musi tego określać, to gdzie jest moment, w którym w ogóle możemy mówić o czyjejś kompetencji? Czy nie jest tak, że ta niejasność chroni głównie terapeutę, a nie klienta?
Zdzichu to mówi wprost i mnie to trochę uderzyło. Bo myślałam wcześniej, że brak kryteriów jest problemem dla samej dziedziny, ale ty mówisz, że to konkretna asymetria władzy w relacji terapeuta-klient. To inne spojrzenie.
Mam takie skojarzenie, które może być naciągane, ale je rzucę. Z afirmacjami jest podobnie, bo też nie wiesz, co jest 'sukcesem'. Czy jeśli przestałaś się bać i poczułaś spokój, to afirmacja zadziałała? A może po prostu upłynął czas i problem sam się rozwiązał? I nikt ci nie mówi, czego się spodziewać, zanim zaczniesz.
To co Michasia i Dzidka mówią o afirmacjach to jest chyba clue całej tej rozmowy. Może bioenergoterapia, afirmacje i inne rzeczy działają przez ten sam mechanizm, czyli przez to, że w ogóle zaczęłaś coś robić świadomie. I wtedy pytanie 'czy każdy może być bioenergoterapeutą' zamienia się w pytanie 'czy każdy może stworzyć warunki do zmiany u drugiego człowieka'. To brzmi zupełnie inaczej.
Jaryla to mówi coś, o czym ja się bałam powiedzieć głośno. Że może sama skuteczność nie jest problemem, tylko brak jakiegokolwiek otoczenia, które chroni klienta przed złymi terapeutami. Certyfikat to za mało, to wiemy. Ale co jest wystarczające?
Właśnie tego pytania się bałam, bo nie ma na nie dobrej odpowiedzi wewnątrz tej dziedziny. Środowisko bioenergoterapeutów nie ma jednej reprezentacji, nie ma izby, nie ma kodeksu, który ktoś faktycznie egzekwuje. Samoregulacja działa, gdy większość chce jej przestrzegać. Czy tak jest?
To pytanie Promyczki chyba podsumowuje, gdzie jesteśmy po tej całej rozmowie. Zaczęliśmy od tego, czy każdy może być bioenergoterapeutą, a skończyliśmy na tym, czy środowisko w ogóle chce pytać o to, kto nie powinien nim być. I to jest zupełnie inne, trudniejsze pytanie.
