Wlasnie o tym chcialam pisac od poczatku tego watku. Ze energia w komunikacji i tlumach dziala inaczej niz sobie wyobrazamy. To nie jest tak ze ktos nam „kradnie” energie swiadomie, raczej ze jestesmy jak naczynia polaczone i cos nam po prostu wplywa. No nie, szczegolnie jak jest duzo emocji naraz w jednym miejscu, panika, stres, agresja w korkach. Czy ktos mial sytuacje kiedy przejal jakas bardzo konkretna emocje, np poczul nagly smutek i potem okazalo sie ze osoba obok cos przezywala?
czytam ten watek od dłuższego czasu i mam pytanie do Konwalii bo napisała coś ważnego - że jesteśmy jak naczynia polaczone. czy to znaczy ze ochrona jest w ogóle możliwa, skoro jestesmy z definicji „otwarci”? bo jak zamkniesz naczynie to przestaje byc połączone z innymi, nie? trochę mi tu logika nie gra…
o to właśnie chodzi, że ochrona energetyczna nie polega na zamknięciu się jak w bunkrze, bo masz rację, tak się nie da i chyba nie byłoby to nawet zdrowe. chodzi raczej o świadome filtrowanie - trochę jak membrana, która przepuszcza to co potrzebne, a zatrzymuje to co nadmiarowe. ja to sobie wyobrażam jak skórę, też jest granicą ale nie murem, coś wchodzi, coś wychodzi, ale nie wszystko naraz i bez kontroli. W transporcie publicznym ta membrana jest tak mówię, mocniej wystawiana na próbę, bo bodźców jest po prostu za dużo naraz.
Hmm, ja tu widzę że dyskusja leci w stronę sporu co jest „mierzalne” ale wróćmy do sedna bo to jest praktyczny wątek, Konwalia zaczęła od podróży i komunikacji. i mam konkretne pytanie do tych co dużo podróżują - czy zauważacie różnicę np. między metrem a autobusem czy to ta sama „gęstość” energetyczna? mnie zawsze metro bardziej meczy niż autobus nawet przy podobnej liczbie ludzi
metro vs autobus to ciekawe bo ja czuje dokladnie odwrotnosc niz Kalikst haha, autobus mnie bardziej meczy, chyba ze wzgledu na jazde, duzo sie zatrzymuje i ludzie wchodza wchodza wchodza. w metrze przynajmniej wszystko sie dzieje szybko i jest jakas rytmicznosc. ale moze to kwestia linii i godziny
Mam natomiast pytanie trochę inaczej, bo wróciłam do tego co Leszek opisywał wcześniej, ta wata wokół głowy. czy ktoś wie jak długo to normalnie trwa po powrocie do domu? bo u mnie to potrafi być przez kilka godzin i nie wiem czy to „normalne” czy może moja wrażliwość jest jakoś wyjątkowo duża…
to nie musi byc nic skomplikowanego. prysznic po powrocie działa dla bardzo wielu osob jako naturalne „resetowanie”. nie dlatego ze woda jest magiczna, ale dlatego ze jest to rytuał przejscia, cos sie konczy, zaczynasz od nowa. polaczony z nastawieniem że zmywasz to co bylo, robi roznice. sprobuj i napisz czy cos czujesz
ja dorzucę do tego prysznica - wiem że brzmi banalnie, ale temperatura wody ma znaczenie. zimna woda na nadgarstki i kark działa u mnie ekspresowo, jak zresetowanie systemu. ciepła jest bardziej relaksująca ale nie zawsze wystarczy jak jest naprawdę dużo tego „nałapanego”. może to czysto fizjologiczne, może nie, ale efekt jest.
hej, wracam do wątku o podróżach i ochronie, bo chciałam zapytać, czy ktoś używa czegoś konkretnego na czas podróży, nie po, ale w trakcie? jak jakiś kamień, wizualizacja, coś? bo te wszystkie techniki „po” są fajne ale wolałabym jakoś się zabezpieczyć zanim zacznę chłonąć wszystko jak gąbka 🙂
ja na podróże w zatłoczonych miejscach mam kilka rzeczy. po pierwsze ulubiony zapach na chusteczce, to dosłownie zmienia to co wdychasz i jakby „zaznacza” twoje pole czymś swoim. po drugie staram się mieć słuchawki z muzyką którą dobrze znam, to tworzy rodzaj bańki dźwiękowej. i po trzecie, i to może zabrzmi głupkowato, ale przed wejściem do metra albo centrum handlowego wyobrażam sobie że mam na sobie coś w rodzaju lekkiej kamizelki ze światła. trwa to sekundy, ale jakoś ustawia intencję o której mówił Pochwist wcześniej.
chcę tu wtrącić jedno zdanie do tej rozmowy o ochronie w podróży bo widzę że idziemy w stronę technik i narzędzi, a warto się zatrzymać na chwilę. największa ochrona jakiej znam to poprostu bycie uważnym na swój stan wyjściowy. jak wychodzisz z domu w kiepskim miejscu, wypoczęta, posilona, w dobrym humorze, masz zupełnie inną odporność na cudze pola niż jak wychodzisz na czczo i po kłótni. techniki są pomocne ale ten fundament jest ważniejszy niż jakikolwiek kamień czy wizualizacja.
o jejku, to co Jarzebinka napisała jest takie proste a ja w ogóle o tym nie myślałam! ja często wybieram się w trasę do szkoły dosłownie na kanapce zjedzonej w pośpiechu albo wcale i potem jestem kompletnie rozbita. i zawsze myślałam że to przez ludzi i hałas, a może po prostu muszę zacząć od siebie? to by dużo tłumaczyło. dziękuję bardzo, naprawdę!
Salomejko, tak właśnie jest i do tego dodałabym rytm, czyli to że ciało lubi regularność. jak masz stały rytuał przed wyjściem, nawet krótki, coś co sygnalizuje że teraz wychodzisz w świat i jesteś na to gotowa, to z czasem samo ciało zaczyna się odpowiednio „ustawiać”. u mnie to jest kubek herbaty i dosłownie dwie minuty ciszy. niespecjalnie mistyczne, ale działa od lat.
Buszuję po tym wątku od początku i mam pytanie moze głupie, ale nie rozumiem jednej rzeczy - ta ochrona przed wyjściem o której pisze Rydwanka, to chodzi o jakiś konkretny rytuał czy po prostu o takie nastawienie mentalne? bo z jednej strony rozumiem że stan wyjściowy ma znaczenie, ale z drugiej… nie zawsze mam czas albo po prostu wychodzę w pośpiechu i nie mam jak się „przygotować”
no dobrze, ale to co opisuje Rydwanka to jest po prostu uważne oddychanie i uziemienie przed stresującą sytuacją. to ma nazwę i ma badania za sobą, nazywa się mindfulness albo regulacja uwagi przed ekspozycją na stres. dlaczego to musi być „rytuał energetyczny”? efekt będzie taki sam niezależnie od tego jak to nazwiemy
hej, wracam do tego co Klatwa pytała o ochronę w trakcie podróży a nie tylko po, bo mi się coś przypomniało. latam trochę służbowo i odkryłem że samolot to dla mnie zupełnie inna kategoria niż metro czy autobus. coś w tym zamkniętym cylindrze na dużej wysokości przez kilka godzin robi mi ze stanem rzeczy coś nieoczekiwanego. czy ktoś jeszcze to zauważył?
samolot to wogóle temat rzeka, ja mam teorię że wysokość naprawdę robi coś z percepcją. nie wiem czy to ciśnienie, czy brak kontaktu z ziemią, ale każdy lot to dla mnie taki czas zawieszenia kiedy jestem jakby bardziej przepuszczalna niż normalnie. słyszałam od różnych osób że właśnie w samolotach albo nagle mają bardzo żywe myśli innych ludzi, albo śnią dziwnie nawet przy krótkich drzemkach. Kalikst, a z kim zwykle siedzisz w tym samolocie, z obcymi czy z ludźmi których znasz?
wróćcie na chwilę do tego co Leszek81 pisał o prysznicu, bo zastosowałam to ostatnio po dużym targu i chcę powiedzieć że coś w tym jest. dosłownie poczułam jak odpływa. nie wiem czy to „energia” czy po prostu zmycie kurzu i ciepło, ale ta zmiana stanu była wyraźna. Sydonia, ty pisałaś o zimnej wodzie na nadgarstki - to robisz zamiast prysznica czy razem?
hm ale mam pytanie do wszystkich co opisuja te techniki „po”, bo moze jestem taka dziwna ale u mnie problem jest troche inny - ja sie nie mece w metrze ani autobusie, ja sie mece u ludzi w domach. goscie, rodzina, urodziny. tam czuje ze to zostaje najdluzej. prysznic po takim wieczorze to juz prawie obowiazek. czy ktos ma tak samo ze miejsca prywatne wplywaja bardziej niz publiczne?
to jest bardzo podobne zjawisko i Gracja ma rację że rodzina to osobny rozdział. tu nie ma tylko kwestii energii momentu, tu mamy lata zakodowanych wzorców, ról, oczekiwań. to się nie zmyje jednym prysznicem, bo to siedzi głębiej. po takich wizytach potrzebuję zwykle dnia żeby wrócić do siebie, i to nie prysznic jest kluczem tylko świadome przypomnienie sobie kim jestem poza tymi rolami
jest tez cos o miejscach ktore „pamietaja”. dom rodzinny to nie tylko ludzie tam obecni, to cale lata wzorcow wycisnietych w scianach, w zapachach, w ukladzie mebli. ja to czuje bardzo wyraznie jak wracam w rodzinne strony po dlugim czasie. cos jakby natychmiastowe cofniecie sie do dawnych schematow. to nie sa cudze emocje ktore sie przykleja, to sa moje wlasne stare warstwy ktore zaczynaja byc aktywne
Leszek pisze cos bardzo waznego. miejsca maja pamiec, to nie jest zadna metafora. w bioenergoterapii mowimy o impregnatach energetycznych, czyli slady emocjonalne ktore zostaja w przestrzeni przez bardzo dlugi czas. dom rodzinny to takie miejsce gdzie jest ich najwiecej bo tam zyles przez lata. i wlasnie dlatego podroz do rodziny jest czesto trudniejesza niz podroz do obcego miasta
impregnat energetyczny - to brzmi poważnie, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. to znaczy ze ściany dosłownie „przechowują” emocje? jak jakiś nośnik? i czy można to w jakiś sposób oczyścić, tzn. czy jak ktoś dostaje mieszkanie po kimś to można usunąć te ślady?
Ojej, pozwólcie, że się dopiszę w środek ale to co piszecie o mieszkaniach trafia w mój temat, bo właśnie weszłam do mieszkania po mamie i jest tam coś co nie daje mi spokoju, nie wiem jak to opisać, jakiś ciężar. czy to co tu piszecie o impregnowaniu przestrzeni dotyczy też takiej sytuacji? i jak długo to zostaje?
o matko, właśnie napisałam poprzedni post i już mam odpowiedź - tak to jest z tym mieszkaniem po mamie. czuję tam ciężar który nie jest tylko moim smutkiem, bo jak wchodzę to on jest zanim zdążę się rozkręcić emocjonalnie. jakby on tam czekał. czy to jest właśnie ten impregnат o którym Konwalia pisała?
ludzie, wróćmy na chwilę do tego pytania Ilonki o oczyszczanie przestrzeni bo to jest ważne, ale też chcę powiedzieć coś o tej „zaraźliwości” o której jest cały wątek - mieszkanie po bliskiej osobie to jest taki szczególny przypadek gdzie nie wiadomo gdzie kończy się energia miejsca a gdzie zaczyna twoja własna żałoba i tęsknota. te dwie rzeczy się nakładają i bardzo trudno je rozdzielić. próbowałaś tam być kiedy jesteś spokojniejsza, nie tuż po trudnym dniu?
Ilonko to co opisujesz brzmi bardzo znajomo i Pelagiusza ma racje - impregnaty po bliskich to nie jest cos zlego, to jest slad milosci i zycia. ale rozumiem ze moze byc przytlaczajace. jak bedziesz gotowa to mozna spokojnie oczyscic przestrzen intencja, niekoniecznie od razu wielkim rytualem. czasem wystarczy otworzyc okna, poustawiac swoje rzeczy, powiedziec na glos ze to teraz twoja przestrzen. brzmi prosto ale dziala
