No ba zastanawiam sie od jakiegos czasu nad czyms co chyba nie jest zbyt czesto poruszane. Chodzi mi o to czy mozna przejac cudze emocje poprzez samo bycie w poblizu tej osoby, nie przez dotyk czy sesje, tylko przez wspolne przebywanie. Pytam bo ostatnio bylam w zatloczonym autobusie i po jakies pol godzinie poczulam niesamowity przygnebienie, jakby ktos wlozyl mi do klatki piersiowej kamien. W domu bylam spokojna, a w tym autobusie nagle… jakby mnie cos ogarnelo z zewnatrz. Czy to jest wgl mozliwe ze pole jednej osoby „zaraza” druga?
To bardzo ciekawe pytanie bo sama sie nad tym zastanawialam. Moim zdaniem tak, energia moze sie przenosic, szczegolnie w miejscach gdzie jest duzo ludzi skupionych na jednym miejscu. Metro, autobus, dworzec, centra handlowe - to sa chyba najbardziej problematyczne miejsca. Czakra solarna i czakra serca sa tutaj szczegolnie podatne na takie „zarazenie”. Ale powiedz mi, czy przed wyjsciem robiłas jakikolwiek intencje ochronna? Bo to jest klucz.
no dobra ale zaraz, zaraz. Trzeba tu rozrozniec dwie rzeczy. Jedno to empata ktory faktycznie odbiera stany emocjonalne innych ludzi - i to jest cos realnego, mozna to wytlumaczyc nawet przez neurony lustrzane jezeli ktos potrzebuje naukowego poparcia. A drugie to „zarażanie sie polem” jako cos magicznego. Nie mowie ze to sie nie dzieje, ale nie mieszajmy tych dwoch rzeczy w jeden worek
Przepraszam ze sie wtrące ale ja tez to czuje i nie wiem jak to nazwac… Jak jade komunikacja miejska to po przyjeździe do domu jestem kompletnie wykonczona, jakby ktos mi wyciagnal energię ze srodka. Mysłam ze to po prostu zmeczenie fizyczne ale ostatnio kolezanka mi powiedzila ze moge byc empata i ze powinnam sie „oslonic” przed wyjsciem. tylko nie wiem jak sie to robi konkretnie. Czy mozecie cos polecic?
empata, zarażanie polem, aura - to sa rozne slowa na to samo zjawisko i nie zawsze uzywane precyzyjnie. Faktycznie ludzki organizm ma pole elektromagnetyczne ktore wchodzi w interakcje z polami innych, to jest mierzalne. Czy to wyjasnia „wchłanianie emocji”? Czesciowo pewnie tak. Ale zanim ktos pójdzie w strone rytuałow ochronnych to proponuje najpierw sprawdzic czy nie ma po prostu duzej wrazliwosci na bodzce sensoryczne i atak hałasem, tłumem, zapachami. To tez wyczerpuje.
Eh, nie chce byc sceptykiem ale… skad wiadomo ze to bylo przejecie czyjejs energii a nie po prostu ze sie czlowiek poczul zle w tloku? Zadaje to pytanie serio, nie zeby draznic. Jak mozna to rozroznić?
O, dobre pytanie Pochwist. Ja po wielu latach pracy z energia moge powiedziec ze jest na to kilka sposobow. Po pierwsze - szybkosc z jaka stan sie pojawia. Jak jedziesz autobusem i po 5 minutach nagle czujesz cos zupeĺnie obcego, jakis smutek ktory nie jest twój, ktory nie ma zadnego powodu w twoim zyciu - to jest sygnał. Po drugie - jak wychodzisz z tego miejsca i stan bardzo szybko mija, czasem w ciagu kilku minut. Twoje wlasne emocje tak nie dzialaja, one sa bardziej trwale. I po trzecie - ta „obcosc” uczucia, jakby nie pasowalo do ciebie.
I wlasnie dlatego warto rozwijac tę swiadomosc zanim sie w ogole zabiera za prace z energia. Jak ktos nie zna wlasnego bazowego stanu emocjonalnego to nie bedzie w stanie rozroznić czy cos przyszlo z zewnatrz. To jest fundament. Medytacja, prowadzenie dziennika nastrojow, obserwacja siebie - to sa podstawy i bez nich wszelkie techniki ochronne beda tylko czarowaniem
No nie ja robie to tak - przed wyjsciem z domu, chwile przy drzwiach, wyobrazam sobie ze jestem otoczona zloto-bialym swiatlem ktore odgrywa role tarczy. Celowo uzywam koloru bo dla mnie wizualizacje dzialaja lepiej jak sa konkretne. Nie jest to nic skomplikowanego, trwa jakies 30 sekund. Ktos mi kiedy powiedzial zeby dodac intencje slowna, cos prostego: „jestem chroniona, chłonam tylko to co dobre dla mnie” - i to faktycznie pomaga mi sie skupic.
Ja chciałabym sie dowiedziec wiecej o tej ochronie bo tez mam ten problem z komunikacja i duzymi skupiskami ludzi. Ale mam pytanie - czy taka wizualizacja naprawde dziala czy to tylko autosuggestia ktora nam pomaga psychologicznie? Pytam szczerze bo nie wiem co myslec. Jezeli to autosuggestia to tez ok, bo efekt jest ten sam, ale chciałabym wiedziec jak to dziala.
brygitka, uczciwie - nikt nie wie tego napewno. Mozna to interpretowac na kilka sposobow. Albo wizualizacja naprawde zmienia cos w polu energetycznym, albo to jest rodzaj treningu uwaznoci ktory pomaga nie „wchlaniac” cudzych stanow bezrefleksyjnie, albo to placebo ktore jednak dziala. Moim zdaniem to ostatnie wyjasnienie jest najmniej interesujace, bo redukuje coś co moze byc realnym procesem do zwyklego autosugestii. Ale tez nie bede udawac ze to udowodnione naukowo.
Ja sie tutaj troche nie zgadzam z tym rozdzielaniem „naukowego” i „energetycznego” wyjasnienia. Przepracowałam jako bioenergoterapeuta wiele lat i widze że to nie jest albo-albo. Pole człowieka jest realne i wchodzi w interakcje. Kwestia nazewnictwa jest wtórna. Na temat podrózy dodam cos praktycznego: poza wizualizacja warto tez swidomie wybierac GDZIE sie siedzi albo stoi. Przy oknach mam mniej problemow niz w srodku tlumu. I unikam patrzenia ludziom gleboko w oczy przez dlugi czas - nie wiem czemu ale to pomaga.
Unikac kontaktu wzrokowego zeby nie przejac energii… to ciekawe. Sam to stosuję instynktownie ale nie umialem tego nazwac. Jakby wzrok byl kanalem przez który cos moze wejsc lub wyjsc. Byc moze dlatego starzy mistrzowie tak czesto pisali o „sile spojrzenia”.
A czy kamienie moga pomoc w ochronie podczas takich podrózy 😀 Czytałam ze obsydian albo czarny turmalin chroni przed negatywna energia. Jestem ciekawa czy ktoś to rzeczywiscie stosuje i czy widzi roznice bo wydaje mi sie ze jak mam przy sobie czarny turmalin to rzeczywiscie czuje sie inaczej. Albo to tylko placebo jak powiedzial Ceniek haha.
Wow, nie wiedziałam ze to tak skomplikowane. Myslałam ze to tylko ja tak mam ze po metrze jestem calkowicie rozbita i nie moge sie pozbierac przez reszty dnia. Dzieki ze to poruszyliscie bo teraz chociaz wiem jak to sie moze nazywac. Bede cwiczyla ta wizualizacje przed wyjsciem, choc nie jestem pewna czy bede pamietac 🙂
Wracam do kamieni bo to ciekawy wątek - czarny turmalin jak najbardziej, używam go regularnie w podróżach i powiem wam, że różnica jest odczuwalna. Ale Teofilka.pl - miejsce noszenia ma znaczenie, przynajmniej dla mnie. Blisko ciała działa inaczej niż w torbie. Ja noszę albo w kieszeni blisko nogi albo w staniczku 😉 Czyszczę raz w tygodniu jeśli często go używam, zwykłą wodą albo na soli.
turmalin i obsydian to minerały które mają realne właściwości elektryczne, piroelektryczne w przypadku turmalinu, więc nie dziwię się że ludzie coś czują przy kontakcie. Ale „ładowanie” na soli to już folklor, nie ma żadnego mechanizmu przez który sól miałaby cokolwiek robić kamieniowi. Powiem szczerze - woda i ewentualnie słońce jeśli kamień tego znosi, ale sól to bardziej rytuał psychologiczny niż cokolwiek innego.
To co Bogumil mówi jest uczciwe i dlatego go szanuję mimo że czasem nam różowo nie jest w dyskusjach 🙂 Ale tu jest sedno problemu z całą tą dyskusją - mieszamy kilka rzeczy. Czy energia jest zaraźliwa emocjonalnie? Tak, w jakimś sensie, i to widać nawet w badaniach nad synchronizacją fizjologiczną. Czy kamienie chronią? Może tak, może przez efekt intencji. Ale to są dwa różne pytania i warto je rozdzielić bo inaczej kręcimy się w kółko.
Ok ale jesli to działa przez intencje to po co w ogóle kamień? Nie możesz mieć intencji bez żadnego przedmiotu? Szczerze pytam, bo chyba tego nie rozumiem.
O matko, nie wiedziałam że kamienie mają takie właściwości elektryczne, to naprawdę ciekawe! Ale mam pytanie trochę z innej beczki - co jeśli ktoś w ogóle nie jest wrażliwy na energię i nie czuje żadnych różnic? Ja chyba jestem taką osobą bo nigdy niczego nie czuję, nie wiem czy noszenie czegokolwiek miałoby dla mnie sens…
Wiesz Salomejko, ta wrażliwość to nie jest coś binarnego, że albo masz albo nie masz. Ja przez lata myślałam że jestem nieczuła, a potem wyszło że po prostu nie umiałam rozpoznawać sygnałów które wysyłało moje ciało. To jest właśnie kwestia tej samoświadomości o której Stefcia pisała wcześniej. Zmęczenie po metrze które opisujesz - masz to?
To właśnie jest klucz. Przez lata ludzie uczeni są żeby to co czuja przypisywać przyczynom fizycznym i ignorowac subtelniejsze sygnały. Ale zmęczenie energetyczne ma inne oblicze niz fizyczne - często bardziej ociężałość psychiczną, jakby gęstą watę wokół głowy, niż ból mięśni czy senność. czy tak to masz?
ja chyba mam to co Leszek opisuje… ta watę wokół głowy. Nigdy nie wiedziałam jak to nazwać. Mam to po długim dniu w pracy gdzie jest dużo ludzi i hałas. Czy to możliwe że to jest właśnie to „przejęcie pola” o którym rozmawiacie?
nightshade71, uczciwie: to może być wiele rzeczy, przeciążenie sensoryczne, wyczerpanie poznawcze, niedobór magnezu, odwodnienie. Zanim przypisze się to przejęciu energii to warto wykluczyć prozaiczne przyczyny. Nie mówię że tamtego nie ma, mówię że diagnostyka powinna iść od prostszych do bardziej złożonych hipotez.
ja tez mam takie miejsca! jest u mnie jedno centrum handlowe gdzie zawsze czuję się okropnie po wyjściu, nawet jak byłam tam tylko chwile. A inne, które jest podobnej wielkości, nie robi mi w ogole nic. mysłam ze to kwestia wentylacji albo czegoś ale może to jest wlasnie ta „energia miejsca” o której gdzies czytałam?
Energia miejsca to faktycznie osobny temat i bardzo szeroki. Miejsca mają swoje pola, budowane przez to co się w nich dzieje, przez ludzi którzy przez nie przechodzą, przez ich historię. Centrum handlowe gdzie spotykają się setki zestresowanych, spieszących się ludzi to dość specyficzne pole energetyczne. To nie jest metafora, to dosłownie akumulacja pewnych wzorców. Fakt że jedni to czują a inni nie nie oznacza że nie istnieje.
Mam pewne doświadczenie z tym co Brygitka pyta. Przed wejściem w trudne miejsce robie krótkie zatrzymanie, dosłownie kilka sekund, i sprawdzam swój własny stan. Taki szybki „scan” ciała. Dzieki temu po wyjściu łatwiej mi ocenic co sie zmieniło i co ewentualnie przyszlo z zewnątrz. Nie zawsze mam na to czas ale jak pamiętam to bardzo pomaga w rozróżnieniu.
