oj Trzmielina,to juz osobny temat ale krotko moge powiedziec ze tak, opisuje sie to jako „pamiec miejsca” albo imprinting energetyczny. bylam raz w starym zamku i od progu czulam cos ciezkkiego na klatce piersiowej. dosłownie oddechhalm ciężej. moze suggestia, moze nie, ale bylo intensywne
no dobra, ojej, ten watek z ta pamiecia miejsca to mnie zainteresowal. bo kiedys bylem w jednym miejscu w lesie, calkiem przypadkowo, i poprostu nie chcialem tam stac. nogi same mnie niosly do tylu. a to bylo zwykle miejsce, nic specjalnego nie widac bylo. czy to jets to samo zjawisko o ktorym piszecie?
no dokladnie,bo co do Trzmieliny pytania o miejsca - powiem tyle, ze szpitale to szczegolny przypadek. bylam wolontariuszka kiedys i po kilku godzinach tam czulam sie jakby ktos mi dosłownie wycisnal powietrze z pluc. ale niewiem czy to energia czy poprostu kontekst i emocje widoku cierpiacych ludzi. trudno to oddzielic.
a niech tam, przepraszam ale mam wrazenie ze watek powoli odpływa od oryginalnego pytania. Martynka pytala o emocjonalne zarazenie miedzy ludzmi, a gadamy juz o zamkach i szpitalach. to troche inne zjawisko. no chba ze ktos ma konkretny argument ze to jets to samo mechanizm, to chetnie poslucham
Damianek ma racje ale tez rozumiem ze to sie laczy w jakims sensie - bo pytanie o to czy energia „zostaje” w miejscu to jets pytanie o to samo co czy zostaje w czlowieku po kontakcie. moze rozroznienie miedzy miejscem a osoba to tylko kwestia tego co jest „pojemnikiem”. i to jest chyba wlasnie najciekawsza czesc calej tej dyskusji dla mnie osobiscie.
a propos tego co pytalam wczesniej - czy dostalam odpowiedz ze uzdrawianie na odleglosc jets mozliwy i ze trzeba pytac o zgode. ale mam pytanie: jak sie pyta?? doslownie dzwonimy i mowimy „hej, czy moge ci wyslac energie”? bo to brzmi troche dziwnie w rozmowie z kims kto nie jest w te sprawy wtajemniczony.
ale chwila - jesli ta osoba nie wierzy w energie i mowi ok rob co chcesz, bo dla niej to nieistotne - to czy ta zgoda jets „prawdziwa”?? bo troche jakby ktos pytal „czy moge przyslac ci mysli zyczliwe” i ty mowisz „no dobra”. to nie jest zgoda na ingerencje energetyczna, tylko na cos czego ta osoba nie traktuje powaznie.
o, to jest swietny punkt od Sigilnika! bo ja tez sie nad tym zastanawiałam. chodzi mi o to ze jak Tobiasz mowil o placebo - moze cala skutecznosc uzdrawiania na odleglosc lezy po stronie wysylajacego, nie odbierajacego. wyobraz sobie ze medytujesz intensywnie myslac o kims bliskim i czujesz ze „wyslałas”. ale to TY czujesz ulge i spokoj, nie ta osoba
o wlasnie! Nebularia mnie zaskoczyła bo sama podwazyla swoj poprzedni argument haha. ale serio to jest dobre spostrzezenie - moze te techniki pomagaja bardziej temu kto wysyla (bo to forma medytacji skoncentrowanej, skupienia na czyms pozytywnym) niz temu kto „odbiera”. i to by tlumaczylo dlaczego ludzie czuja ze to dziala, bez zadnej energii
chce tu cos wniesc bo widze ze dyskusja o uzdrawiania na odleglosc krecisci sie wokol pytania „czy dziala” i „czy jets etyczne”. ale jest jeszcze trzecia kwestia, ktora sie pomija: kto to robi i z jakiego poziomu? czym innym jest ktos kto dwa tygodnie temu przeczytał artykuł o reiki i teraz chce „wyslac energie” ciotce, a czym innym ktos po latach praktyki. naiwnosc w tej dziedzinie moze robic wiecej szkody niz pozytku, tez tej osobie wysylajacej.
wlasciwie to jest pytanie o mechanizm, ktory trudno sprawdzic. ale z tego co wiem z praktyki - ktos bardzo niedoswiadczony zwykle nie wyslę nic co by zaszkodzilo, bo po prostu nie ma wystarczajacej koncentracji i intencji zeby w ogole to zrobic skutecznie. bardziej prawdopodobne ze po 10 minutach odpłynął myslami do listy zakupow. 😉 ryzyko jest u osob ktore juz cos potrafia, a nie maja jeszcze rozeznania
a ja chce wrocic do czegosc z poczatku rozmowy bo ciagnie mnie ten temat. pisalam ze po spotkaniu z rodzina czulam zmeczenie jakby nie moje. i kilka osob zaproponowalo technike skanowania przed i po. probowalam to ostatnio przed spotkaniem ze znajoma ktra jets troche w trudnym miejscu emocjonalnie. i... niewiem czy cokolwiek poczulam czy tylko sobie wmowilam. tak swoja droga, jak to dziala ze skanowanie naprawde dziala, a nie ze to tylko sugestia?
skanowanie to technika ktora wymaga treningu uwagi bardziej niz jakiejs wyjatkowej wrażliwosci energetycznej. kluczem jets to zeby robic to regularnie i w stanach neutralnych,nie tylko przed „trudnymi” sytuacjami. jesli nie wiesz jak brzmi twoje cialo w spokoju, to nie rozpoznasz co sie zmienilo po kontakcie. zacznij od codziennego 5-minutowego skanowania zanim wstaniesz rano, zanim zrobisz cokolwiek.
czytam Wasze wpisy po kolei juz od dluzszego czasu i troche mi mieszacie w glowie 🙂 nie jestem pewna co myslec, bo z jednej strony brzmi to bardzo sensownie - ze nastroje sie „zarazaja”, to chyba kazdy wie. z drugiej strony nie wiem czy to energia czy psychologia. ale mam pytanie praktyczne: jesli chce zacznac od zera chronic siebie energetycznie, od czego sie w ogole zaczyna? jest jakis najprostszy krok?
dobra wiec wracam do swojego pytania bo chyba nikt nie odpowiedzial - ten „babel swiatla” to jets cos co naprawde dziala czy tylko wizualizacja ktora mnie uspokaja? bo jezeli to drugie to tez ok, ale chcialabym wiedziec czy robie to w ogole z jakims sensem. probowalam go „wzmacniac” oddechem ale czy tak jest naprawde to nie wiem to ma racje bytu.
a ja mam pytanie troche z boku - tutaj duzo sie mowi o ochronie PRZED energia innych, ale co z sytuacja odwrotna? co jezeli to ja jestem osoba ktora nieswiadomie wysyla cos ciezkiego? jak w ogole mozna to sprawdzic, bo nie mam pojecia czy tak jest czy nie
otoz to bo ja tez sie czasem zastanawialam czy nie jestem „energetycznym wampirem” dla innych bo jestem osoba z dosyc silnymi emocjami i wiem ze potrafe zmeczyz ludzi w rozmowie. ale to jets pytanie czy to jest kwestia energii czy poprostu tego jak komunikuje swoje problemy. nie wiem jak to rozroznic.
to co opisuje Moonchild to jets wlasnie przyklad gdzie psychologia i bioenergetyka sie nakladaja i niema co ich rozdzielac na sile. czlowiek emocjonalny, ktory duzo mowi o swoich problemach, rzeczywiscie generuje inne pole niz ktos spokojny. to nie znaczy ze jest „wampirem” - to slowo jest calkowicie nieprzydatne, bo nic nie opisuje. pytanie jest inne: czy ta osoba jest swiadoma tego co robi i czy chce to regulowac??
a mi sie wydaje ze termin „wampir energetyczny” jest uzywany zbyt pochopnie i stał sie takim gotowym wytlumaczeniem na „ta osoba mnie meczy”. bo powiem szczerze ze slyszałam to okreslenie uzywane przez ludzi ktorzy po prostu nie chcieli slownie rozwiazywac konfliktu z ta osoba i łatwiej bylo powiedziec ze „wampi”. to nie zaawsze jest energetyczne, czasem to po prostu trudny czlowiek i warto to rozroznić 🙂
zgadzam sie z Natka. sama przylapalam sie ze uzywalam tego slownictwa jako wymowki zeby nie konfrontowac sie z kims. wygodniej powiedziec „ta osoba zabiera mi energie” niz przyznac ze wlasnie nie mam ochoty na te znajomosc. choc... moze to jest to samo i tylko inaczej nazwane? nie wiem
ale to jest tez troche niesprawiedliwe dla ludzi ktorzy naprawde czuja ta roznice miedzy kontaktem z „trudna” osoba a kontaktem ze „spokojną” osobą. ja np. po rozmowie z pewnym znajomym mam fizycznie bol głowy i mam wrazenie ze nie mogu myslec przez kolejne pol godziny. czy to psychologia czy energia - niewiem. ale to jest realne i powtarzalne. jak tu powiedziec ze to tylko wymowka?
mam tu inne doswiadczenie do dorzucenia. odkad probuje „uziemiac sie” przed trudnymi spotkaniami, te efekty po sa znacznie mniejsze. a to sugeruje ze cos sie zmienilo nie w tej drugiej osobie tylko we mnie. wiec może to jednak nie jest o tej drugiej osobie jako zrodle, tylko o tym jak ja przyjmuje impuls - energetyczny czy nerwowy, jak kto woli.
i tu leży sedno Klimcia dotknela czegos waznego i chce to podkreslic, bo wraca do oryginalnego pytania z tego watku. jezeli „zarazenie” emocjonalne zalezy od stanu przyjmujacego a nie tylko od tego kto wysyla - to moze cale to zjawisko jets mniej o energii jako substancji a bardziej o tym jak otwarte jest nasze pole w danym momencie. troche jak ze temperatura, jedno cialo nie zaraza drugie cieplem jezeli sa odizolowane
to porownanie z temperatura jets calkiem dobre. ale tez - izolacja termiczna jest fizyczna i mierzalna. a izolacja energetyczna? jak to wyglada praktycznie co to znaczy ze „pole jest otwarte albo zamkniete”. naprawde pytam bo nie do konca rozumiem co to znaczy w praktyce dnia codziennego
ok ale wtedy po co wogole mowic o energii,skoro opisujesz to co psycholodzy nazywaja regulacja emocjonalna i granicami osobowymi? mam wrazenie ze bioenergoterapia czasem opisuje to samo co psychologia,tylko innym jezykiem. i nie mowie ze zle, tylko zastanawiam sie po co te dwa opisy.
o, Lelja zadala moim zdaniem jedno z lepszych pytan w tym watku. bo jezeli oba opisy prowadza do tych samych praktycznych wnioskow (dbaj o siebie, buduj granice, nie przejmuj cudzych stanow), to w czym jeden jets lepszy od drugiego? czy to jest tylko kwestia swiatopogladu i kto w co wierzy?
te dwa opisy nie wykluczaja sie, ale tez nie sa identyczne. psychologia mowi o procesach poznawczych i emocjonalnych. bioenergoterapia mowi o tym co jets miedzy tymi procesami a cialem, o subtelniejszym poziomie. moze sie okazac ze za kilkadziesiat lat nauka ma to ladnie opisane i zmierzone. na razie jest co jest. praktyki sa uzyteczne niezaleznie od tego ktory opis wybierzesz - wiec moze nie trzeba sie sprzeczac, ktory jest „prawdziwy”
