Ostatnio bylam w Tatrach i serio, cos mi sie tam działo. Stałam przy jednym ze starszych świerków blisko Morskiego Oka i poczułam jakby cieplo rozchodziło sie od dloni w gore ramion. Myślałam ze to słońce, ale byl pochmurny dzień. zaczęłam sie zastanawiać czy lasy i góry to nie sa poprostu naturalne akumulatory energii, cos jak żywe baterie. Czy ktoś miał podobne odczucia w przyrodzie? i co wy w ogóle myslicie - czy miejsce ma znaczenie dla bioenergii czy to tylko sugestia?
O... temat mi bardzo bliski. Mieszkam niedaleko Bieszczad i przez lata zauważyłam ze po każdym wejściu w głąb lasu wracam jakby inaczej naładowana. nie chodzi o sam spacer i ruch, bo na zwykłym chodniku tego niema. Jest cos w tym skupieniu drzew, w zapachu, w tej ciszy. Starsze drzewostany czuć inaczej niz młode nasadzenia, to tez warto zauważyc
Ja sie nad tym zastanawiam juz od jakiegos czasu bo sam chodzilem do lasu jak mialem gorszy okres i faktycznie czulem sie lepiej ale nie wiedzialem czy to wlasnie ta energia czy poprostu ze sie wyciszylem i odcialem od problemow. jak wy to rozrozniacie?? Bo mnie sie wydaje ze to moglaby byc zwykla psychologia, nie?
No i tu mam watpliwosc. Serio - jak ktos udowodni ze to nie jest po prostu relaks, fitoncydy z drzew i zmniejszony kortyzol? Bo to sa realne, zbadane mechanizmy. Nie mowie ze nic tam nie ma, ale zanim nazwiemy cos energia, to moze warto sprawdzic czy nie ma prostszego wyjasnienia.
hej, wogole nie znam sie na tym ale wlazlem bo ciekawy temat. te fitoncydy co piszesz Perzyna to co to dokladnie jets? bo nigdy nie slyszalem
Czytałam o shinrin-yoku i wlasnie dlatego nie rozumiem dlaczego jedno wyklucza drugie. Naukowcy mierzą co potrafia mierzyc, a tego co subtelne nie da sie wsadzić do probówki. Ja regularnie pracuję z energią i las to dla mnie nie jets tylko biochemia, czuje konkretne różnice miedzy miejscami w obrebie tego samego lasu. przy starym dębie jest inaczej niz przy mlodej brzozie.
Góry to w ogóle inna bajka niz las,serio. w gorach energia jets bardziej... elektryczna, ostra? Jak stoisz na grani to poczujesz ze cię to ładuje zupelnie inaczej niz dol doliny. Wyczytałem ze to ma związek z jonizacją powietrza i z tym ze góry sa bliżej pewnych stref energetycznych ziemi. Linie ley i takie rzeczy.
jeszcze o tym co czulam przy Morskim Oku - interesuje mnie czy ktos ma jakieś konkretne miejsca w Polsce gdzie to czuć wyjątkowo mocno? Bo slyszalam o Slezy jako górze mocy, ale nigdy tam nie bylam. ktoś był?
Sleza to naprawde wyjatkowe miejsce, bylem tam kilka razy. Jest tam cos czego nie potrafie nazwac inaczej niz cisza ktora brzmi. powiem szczerze, stoisz na szczycie i czujesz ze ziemia pod nogami jets inna, gestszejsza moze. Polecam pojsc tam bez grupy, sam albo z jedna osoba, najlepiej o swicie
ojej... właśnie szukalam info o Ślęży! Metek czy to prawda ze tam sa jakieś stare kamienne rzezby i ze to było kultowe miejsce Słowian? Bo czytałam coś takiego i bardzo chce tam pojechac, ale głowy nie dam czy trzeba sie jakoś przygotowac energetycznie przed wyjazdem?
a co to jest gruntowanie bo słyszałam ten termin ale nie do końca rozumiem jak to sie robi w praktyce. Medytacja przed wejściem? Czy coś z oddechem? Pytam bo sama chodzę do lasu ale nie mam pewności czy robie to dobrze czy nie
Gruntowanie to wyobrazanie se korzeni ktore ida z twoich stop w glab ziemi,niektorzy oddychaja przy tym rytmicznie. Chodzi o to zeby byc tu i teraz zanim sie otworzy na energię miejsca. bez tego mozna wziasc za duzo albo poczuc zamęt. Przynajmniej takie jets moje doswiadczenie
to brzmi troche jak medytacja w zasadzie? Czy jest jakas roznica miedzy gruntowaniem a zwykla medytacja bo dla mnie to wyglada tak samo,niewiem czy dobrze rozumiem.
Szczerze? troche mi przeszkadza mieszanie wszystkiego do jednego kotla. jedno to kwestia wplywu srodowiska na samopoczucie,drugie to bioenergoterapia, trzecie to miejsca mocy, czwarte to gruntowanie. To sa rozne zagadnienia i kazde wymaga osobnego podejscia. Ciesze sie ze temat zywy, ale warto nie tracic watku
no Kabalistka ma troche racje ze sie to rozplywa ale z drugiej strony wszystko sie tu laczy jakos, nie? bo jak stoisz w lesie i sie gruentujesz to korzystasz z energii tego miejsca, nie mozna tego calkiem oddzielic. Mnie bardziej ciekawi jak te miejsca wogole gromadza energie - czy drzewa ja produkuja, czy tylko przewodza, czy moze po prostu ja zatrzymuja jak jakis kondensator.
no wiec zastanawiam sie nad tym co Kabalistka napisala,ze to sa rozne rzeczy i nie mozna mieszac. z jednej strony rozumiem, ale z drugiej jak stoje w lesie i robie to gruntowanie o ktorym Ojcumila pisala, to czuje ze te rzeczy dzialaja razem, nie oddzielnie. moze chodzi o to ze jedno wspiera drugie? bo ta energia miejsca moze ulatwiac gruntowanie, a gruntowanie otwiera cie na energie miejsca. albo to tylko moje wymyslanie teorii, niewiem.
Słuchajcie,ja mam inne podejście do tego co tu piszecie o Ślęży i wogóle o miejscach mocy. Byłam tam, byłam na Łysej Górze, byłam w kilku innych miejscach co podobno „buzują energią”. I co? Jedne robiły wrażenie, inne nie. myślę że to tesz jest kwestia tego z czym tam przychodzimy. Las jako taki, zwykły las za miastem, daje mi często więcej niż słynne miejsce mocy do którego jadę z listą oczekiwań. Czy ktoś jeszcze tak ma?
no ale tu jets pies pogrzebany, bo jak ktos jedzie z nastawieniem „to jest magiczne miejsce” to mozg dostarcza mu magicznych odczuc. to sie nazywa efekt oczekiwania i jest bardzo dobrze udokumentowany. nie mowie ze Sleza to nie jest piekne miejsce, bo jest. ale „energia” ktora tam czujecie morze byc po prostu wypadkowa ladnego widoku, ciszy, wysilku fizycznego po podejsciu i tego ze chcieliscie cos poczuc
o jejku, obserwuję ta dyskusję i mam wrażenie że trochę kręcimy się w kółko. Perzyna mówi że to fizjologia, Gawel mówi że nie tylko, i tak w kółko. moze zamiast tego ktoś mi powie jedno konkretne - jak wy osobiscie odróżniacie moment kiedy to jest po prostu ładne miejsce od momentu kiedy naprawdę czujecie ze coś tam działa energetycznie?? bo dla mnie to jest zaawsze ta subtelna granica nie jestem przekonana czy ja przekraczam
Hazel zadała właściwe pytanie. Ja po latach pracy z energią mogę powiedzieć tyle - u mnie to nie jets kwestia intensywności wrażenia, tylko jego jakości. Silne emocje przy pięknym zachodzie słońca to jedno. 🙂 Coś co czujesz w dłoniach albo wzdłuż kręgosłupa zanim jeszcze zobaczysz co jest przed tobą, to drugie. Nie twierdzę że każdy to ma, ale szukałabym tej różnicy właśnie tam.
ojejku, to co Iwetka pisze o czuciu w dłoniach, to mnie bardzo zastanawia. bo ja czasem mam takie mrowienie na rękach jak idę przez stary las, niewiem czy to coś znaczy czy po prostu nerwowy układ reaguje na zimno albo coś. jak można wiedzieć ze to nie jest po prostu ciało a jednak cos innego?
wracajac do tej Slęzy bo to ciekawy watek. tam jets jeszcze cos czego nie wspominalismy, mianowicie sama historia tego miejsca, wieki kultu, modlitwy, rytualy. nie wiem czy wierzycie w pamiec miejsca, ale ja mam poczucie ze takie miejsca maja nawarstwionych wiele pokolen obecnosci. to nie jest tylko geologia.
o, Martusia poruszyła coś co mnie też nurtuje! bo czytałam że turystyka może „zużywać” energię miejsca albo ją po prostu zaśmiecać różnymi energiami od różnych ludzi. niewiem czy to prawda ale miałam wrażenie że popularny szlak jest jakby bardziej hałaśliwy energetycznie niż te boczne ścieżki gdzie mało kto chodzi. czy ktoś to bada albo wie coś na ten temat?
tak, to co Cytrynka opisuje jest znane w kręgach pracujacych z miejscami mocy, mówi się o „nadpisaniu” energetycznym. dużo ludzi z różnymi energiami i intencjami po prostu naklada swoje na to co tam jest. dlatego stare opuszczone świątynie albo miejsca gdzie mało kto wchodzi są często bardziej „czyste”. ale nie przesadzajmy, bo las nie jest jak gąbka która sie zapycha na zawsze
o kurcze,okej, „nadpisanie energetyczne” to kolejny termin z kapelusza. skad wiadomo ze tak to dziala a nie odwrotnie, ze skupisko ludzkich intencji i modlitw wzmacnia miejsce?? bo rozne tradycje maja rozne zdanie na ten temat. buddyjskie swiatynie sa oblezone i uwazane za wazne miejsca mocy. argumentacja jets sprzeczna sama ze soba
hej, troche sie gubie w tej dyskusji bo jest duzo watkow naraz. ale mam jedno konkretne pytanie do tych co maja wiecej doswiadczenia - czy jest jakis sposob zeby po powrocie z takiego naladowanego miejsca „zatrzymac” te energie przy se na dluzej? bo ja wychodze z lasu i czuje sie swietnie ale po jakims czasie w miescie to wszystko odplywa i jakby wogole tam nie bylem
dobra, wroce do swojego pytania bo nikt nie odpowiedzial, a mnie to na prawde nurtuje - jak zatrzymac ta energie przy se po powrocie z lasu czy gor? bo to jest tak ze ide do pracy w poniedzialek i po paru godzinach wszystko gdzies ucieka. czy jest jakis sposob zeby to troche dluzej dzialalo?
