Kalinowa trafia w sedno. Właśnie dlatego pytanie z tematu jest trudniejsze, niż wygląda. Ale powiem tak, różnica między brakiem szczęścia a innym szczęściem widać najlepiej retrospektywnie. Czy miałaś kiedyś okres, kiedy nic zewnętrznie nie wychodziło, ale nagle rozumiałaś coś o sobie, co potem zmieniło dużo?
Mistralka ma rację, ale chcę dodać coś do tego pytania Kalinowej. Problem z weryfikacją tych rzeczy polega na tym, że my naturalnie szukamy wzorców po fakcie. Widzisz trudny okres i przyklejasz do niego etykietkę. Czy ktoś tutaj robił te analizy prospektywnie, zanim coś nastąpiło, i potem sprawdzał?
Jarzyna pyta o to, co mnie samego gryzie od dawna. Ja właśnie próbuję prowadzić takie notatki do przodu, nie wstecz. Zapisuję, kiedy Jowisz wchodzi w ruch retro i kiedy stacjonuje, i potem sprawdzam, co się faktycznie wydarzyło. Problem jest taki, że okresy są długie i zawsze coś się dzieje, więc trudno oddzielić sygnał od szumu.
a jak długo już prowadzisz takie notatki? Bo to by wymagało przynajmniej kilku cykli Jowisza, żeby mieć jakiś sensowny materiał, a jeden cykl to ponad rok.
Zenek75 dotknął czegoś, o czym sama myślę, to znaczy, że zawsze możemy sami siebie przekonać, że wzorzec istnieje. Ale mam inne pytanie do całej grupy, czy ktoś z was ma w natalnym Jowisza retro i naprawdę czuje, że szczęście wymaga od niego czegoś więcej niż od innych? Nie chodzi mi o teorię, tylko o konkretne odczucie.
Słucham tej rozmowy o czwartym domu i Jowiszu i zastanawiam się, czy to może być podobne do mojej sytuacji. Mówiłam wcześniej o tym, że mam pomysły, ale coś je blokuje. Czy możliwe, że problem leży właśnie w tych fundamentach, nie w komunikacji?
Wtrącę się do wątku o kamieniach, bo Anima pytała o tarot i kamienie razem, a chcę dopowiedzieć. Przy Kole Fortuny w układzie i retro Jowiszu w natalnym, cytryn położony na karcie podczas medytacji wzmacnia intencję. Przynajmniej tak mówi jedna z tradycji, którą znam, choć przyznam, że nie pamiętam teraz, z której dokładnie.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam wrażenie, że nikt nie powiedział wprost, czy retro Jowisz w natalnym to coś, z czym się urodziliśmy i musimy akceptować, czy można to jakoś przepracować. Bo jeśli zawsze będę musiała czekać na wewnętrzne przebudzenie zanim przyjdzie coś dobrego, to chyba wiem, dlaczego tyle czekam.
Mistralka powiedziała coś, co mnie zatrzymuje. To rozróżnienie między przepracowywaniem a zwlekaniem, jak to rozpoznać? Bo szczerze, z zewnątrz to wygląda tak samo, siedzę i nic nie robię, i nie wiem, czy to praca wewnętrzna, czy po prostu odkładam wszystko na później.
No właśnie, to pytanie mnie gryzie. Bo jak siedzę i nic nie robię, to mogę sobie wmówić, że przepracowuję. A jak się szarpię i działam, to może też nic z tego nie wychodzi, bo źle rozumiem ten moment. Czy jest jakiś sygnał, że ta faza wewnętrzna się kończy i można działać? Bo ja szczerze nie mam pojęcia, jak to wygląda u innych.
Wracam do tego, bo mam wrażenie, że zaczynamy mówić o czymś bardzo ogólnym o psychologii odkładania, a chciałem dopytać o konkretny kontekst Jowisza. Czy ta różnica między przepracowywaniem a uciekaniem zmienia się zależnie od tego, w którym domu tranzytuje Jowisz? Bo mi się wydaje, że przy ósmym domu ta faza jest ciężka inaczej niż przy dziewiątym.
tak, zależy od domu, i to mocno. Ósmy dom to sprawy, których się nie chce ruszać, tematy finansowe, transformacyjne, często emocjonalnie obciążone. Jowisz retro tranzytujący przez ósmy ma taki charakter, że zanim coś się otworzy, trzeba przejść przez coś niewygodnego. Dziewiąty to inaczej, tam retro Jowisz może działać jak pauza w przekonaniach, kwestionujesz coś, w co wierzyłeś. Masz w notatkach, co się działo przy konkretnych domach?
Zatrzymuję się przy tym, co powiedział Zenek. Mówisz, że przy trudnym okresie nie miałeś głowy do notowania, co jest zupełnie ludzkie. Ale to pokazuje też problem metodologiczny w całym tym projekcie. Najważniejsze dane zbierasz w momentach, gdy jesteś w najgorszym stanie do ich zbierania. Czy myślałeś o tym, żeby cokolwiek uprościć, może krótsze notatki, jedna linijka dziennie?
Słuchajcie, a wracając do tego, co mówiła Irenka wcześniej o tym wewnętrznym przebudzeniu wymaganym przez retro Jowisza. Mam pytanie praktyczne. Czy to przebudzenie musi być jakoś wywołane, czy samo przychodzi, jak jest ten czas? Bo mi się wydaje, że jak czekam biernie, to nic się nie zmienia, ale jak zacznę coś robić, to nie wiem, czy nie przeszkadzam temu procesowi.
Chcę wrócić do pytania, które zadałam wcześniej, bo nie dostałam pełnej odpowiedzi. Mistralka powiedziała, że retro Jowisz w natalnym to wzorzec energetyczny, nie coś do naprawiania. Ale moje pytanie jest inne, czy można się nauczyć rozpoznawać ten wzorzec na tyle dobrze, że przestaje być przeszkodą? Czy zawsze będzie jakiś opór, tylko mniejszy?
Słucham tej rozmowy o rozpoznawaniu wzorców i mam wrażenie, że to, co opisujecie, jest w sumie dość trudne nawet dla osób, które się tym od dawna zajmują. Ja wciąż nie wiem, gdzie mam Jowisza w natalnym, bo jeszcze nie robiłam pełnego wykresu. Czy to w ogóle ma sens, żeby dołączać do tej rozmowy bez tej podstawy?
Dobra, to po tej rozmowie trochę mi głupio, że jestem tutaj bez podstaw. Jarzyna, dzięki za sugestię z natalnym. Zrobiłam ten wykres przed chwilą i mam Jowisza retro w dziesiątym domu. Nie wiem, co to znaczy, ale czytam i chyba rozumiem, że dotyczy kariery? Czy to w kontekście całej tej rozmowy o wzorcach szczęścia ma jakieś konkretne znaczenie?
Właśnie, bo Rasphul powiedział, że wzorzec nie znika, ale można go przepracować. Tylko moje pytanie było trochę inne. Nie chodzi mi o to, czy znika, tylko czy można go wyprzedzić. Czyli na przykład: wiem, że tranzyt retro Jowisza wchodzi mi za kilka tygodni w drugi dom. Czy mogę zrobić coś wcześniej, żeby nie dać się zaskoczyć?
To, co mówi Rasphul, brzmi sensownie, ale mam jedno zastrzeżenie. Czy to nie jest tak, że jak za bardzo starasz się przygotować, to sam sobie sugerujesz problemy, których by nie było? Pytam serio, bo znam osoby, które po przeczytaniu astrologicznych prognoz wchodziły w periode z nastawieniem, że będzie ciężko, i potem szukały potwierdzenia w każdej drobnostce.
Kalinowa, to jest jeden z najpoważniejszych problemów w tej metodzie i sam to obserwowałem. Jak zaznaczasz sobie w kalendarzu, że retro Jowisz wchodzi w konkretny dom, to zaczynasz interpretowaować przez ten filtr. I nigdy do końca nie wiesz, czy coś się wydarzyło, bo miało się wydarzyć, czy bo na to czekałeś. Właśnie dlatego próbuję prowadzić notatki bez bieżącej interpretacji, najpierw fakty, potem czytanie. Choć jak mówiłem, przy trudnych momentach to nie wychodzi.
Ale Zenek, nawet te fakty, które notujesz bez interpretacji, to przecież sam decydujesz, które są warte zapisania. To też może być filtr. Nie mówię, że to złe, tylko że chyba nie ma metody całkowicie wolnej od interpretacji.
Wracam na chwilę do tego, co pisała Irenka o czakrze podstawy i czwartym domu, bo trochę odpłynęliśmy. Mam pytanie do Mistralki lub Rasphula, bo to dotyczy bezpośrednio retro Jowisza. Czy przy transycie Jowisza retro przez dom powiązany z konkretną czakrą, ta czakra rzeczywiście reaguje inaczej niż przy Jowiszu bezpośrednim? Ktoś to śledził u siebie?
Słucham tej rozmowy o czakrach i domach i zastanawiam się, czy to, co opisuje Sewer i Irenka, można by jakoś poczuć bez znajomości własnego wykresu. Czy jest jakiś sposób, żeby sprawdzić, czy moje czakry reagują na aktualne tranzyty, nie znając dokładnych dat? Pytam, bo znam datę urodzenia, ale nie mam godziny i przez to mój wykres jest niepełny.
Mogę się wtrącić? Bo ta rozmowa o czakrach i domach to według mnie dwie różne tradycje i mieszanie ich bez ostrożności może dawać fałszywy obraz. Astrologia zachodnia operuje domami, a system czakr pochodzi z zupełnie innego kontekstu. Łączenie ich jeden do jednego to uproszczenie, które popularne jest w nowych nurtach, ale nie ma za sobą długiej historii.
To jest właściwie pytanie o to, czemu w ogóle służy astrologia. Jeśli to ma być system opisowy i przepowiedniowy, to może czystość tradycji ma znaczenie. Ale jeśli to jest język do rozumienia siebie, to mieszanie może być w porządku. Ciekawi mnie, co myśli Zenek, bo on chyba podchodzi do tego bardziej analitycznie niż większość z nas.
Kalinowa zadała mi konkretne pytanie, więc odpowiem. Uważam, że astrologia może służyć jako język do rozumienia siebie, ale tylko wtedy, gdy jesteś uczciwy wobec siebie. Problem jest wtedy, gdy ten język staje się wytłumaczeniem dla rzeczy, które wymagają innego rodzaju pracy. Retrogradny Jowisz to nie jest alibi. Jak pisałem wcześniej, notuję, co się dzieje, i dopiero potem patrzę, co z tego wynika. Ale nie powiem, że to daje pewność. Daje tylko jakiś punkt odniesienia.
Zenek, ale właśnie o to mi chodzi. Jak astrologia staje się językiem do rozumienia siebie, to w zasadzie przestaje być astrologią w klasycznym sensie. To jest już bardziej psychologia z astrologicznym słownikiem. I nie mówię, że to złe, ale nazwijmy to po imieniu. Bo jak ktoś przychodzi i pyta o retro Jowisz i szczęście, to może oczekuje czegoś innego niż narzędzia do autorefleksji.
