Mam Jowisza retrogradnego w Strzelcu i od lat zastanawiam się, czy to ma realny wpływ na szczęście czy po prostu każdy znajdzie sobie jakieś wytłumaczenie w kartach nieba. Bo z jednej strony słyszę, że retro Jowisz to 'szczęście do wewnątrz', że człowiek musi je wypracować sam zamiast żeby spadało z nieba. Z drugiej strony znam ludzi bez tego aspektu, którym też nic nie spada z nieba. Jak wy to u siebie obserwujecie? Czy rzeczywiście macie wrażenie, że musicie się bardziej starać niż inni, żeby coś ugrać?
To jest temat, który mnie interesuje od dawna. Jowisz retrogradny w natalu to nie jest kara, tylko inaczej skierowana energia. Problem polega na tym, że większość ludzi porównuje się z innymi i mówi 'tamten to ma szczęście, a ja nie'. Ale czy sprawdzali, gdzie tamten ma Jowisza? Retro Jowisz często daje szczęście opóźnione albo wewnętrzne, czyli człowiek nie wygrywa na loterii, ale trafia na właściwych ludzi w odpowiednim momencie. Tylko że tego się nie widzi od razu.
Ja mam Jowisza bezpośredniego i powiem szczerze, że też nie czuję żadnych szczęśliwych wiatrów w plecach. Więc nie wiem, czy to akurat ten aspekt robi różnicę. Może bardziej chodzi o dom, w którym Jowisz stoi? U mnie jest w siódmym i niby miałem mieć szczęście w związkach, a dwa razy skończyło się rozwodem.
Właśnie szukam swojego Jowisza w kartach urodzenia i wyszło mi, że mam retro w Bliźniętach, trzeci dom. Co to w ogóle oznacza? Czy to znaczy, że mam pecha w nauce albo komunikacji? Bo mam wrażenie, że zawsze muszę tłumaczyć te same rzeczy po kilka razy i ludzie mnie nie rozumieją.
Jowisz retrogradny oznacza po prostu, że energia tej planety jest skierowana do wewnątrz, to znany fakt astrologiczny. Ludzie z tym aspektem są bardziej filozoficzni, szukają sensu, a szczęście osiągają przez duchowy rozwój, nie przez materialne rzeczy. Tak mówią klasyczne podręczniki astrologii i to się sprawdza w praktyce niemal zawsze.
Mam zapisane w notatniku kilka obserwacji z lat, kiedy Jowisz przechodził przez retrogradację tranzytową i muszę powiedzieć, że wtedy rzeczywiście coś jakby zwalniało. Plany, które miały wypalić, zawieszały się w pół drogi. Ale pytanie, czy to był Jowisz, czy po prostu zbieg okoliczności. Jak wy odróżniacie wpływ planety od zwykłego życiowego chaosu?
Właśnie to jest moje główne pytanie do całej tej dyskusji. Skąd wiecie, że to Jowisz, a nie po prostu przypadek? Ja nie mówię, że astrologia nie ma sensu, bo tu jestem z ciekawości, ale jak można to w ogóle oddzielić? Mam wrażenie, że każdemu zdarzają się okresy lepsze i gorsze i każdy może potem powiedzieć 'a, bo wtedy był retro'.
Wtrącę się tutaj, bo mnie interesuje coś innego. Czy ktoś sprawdzał, jak retro Jowisz w natalnym wykresze wpływa na życie w połączeniu z innymi retrogratnymi planetami? Mam ich kilka naraz i czasem myślę, że to kumulacja sprawia, że rzeczy po prostu nie chcą iść do przodu. Albo może chcą, tylko nie w tę stronę, w którą ja patrzę.
Saturn retro plus Jowisz retro to rzeczywiście ciekawa kombinacja, bo obie planety są związane z rozwojem, tylko działają na różnych poziomach. Saturn rządzi strukturą i dyscypliną, Jowisz ekspansją. Jak oba są retro, to może być wrażenie, że zarówno marzenia jak i praca nad nimi jakoś nie klikają. Ale to nie wyrok, tylko wskazówka, że te energie potrzebują innego kanału. Gerwazy, w których domach masz te planety?
Wracając do pytania autora tematu, bo trochę uciekamy w szczegóły. Sam tytuł pyta, czy szczęście 'idzie wstecz' przy retro Jowiszu. Myślę, że to błędne założenie wyjściowe i może warto to rozłożyć na czynniki. Retrogradacja nie odwraca energii planety, raczej ją internalizuje. Więc pytanie brzmi nie 'czy mam mniej szczęścia', tylko 'gdzie to szczęście się u mnie lokuje i czy ja je w ogóle rozpoznaję'.
Ja bym podszedł do tego od strony pracy z czakrą splotu słonecznego, bo Jowisz jest z nią powiązany energetycznie. Jak ta czakra jest zablokowana albo działa inaczej niż u większości, to właśnie może się objawiać jako trudność w korzystaniu z tego, co życie przynosi. Czy ktoś z retro Jowiszem sprawdzał ten aspekt? Mnie by interesowała weryfikacja od kogoś, kto to przetestował.
Ja tu trafiłam, bo mam Jowisza retro i od zawsze miałam wrażenie, że innym łatwiej. Cieszę się, że jest tyle różnych spojrzeń na ten temat, bo szczerze myślałam, że to po prostu oznacza pecha na całe życie. To bardzo mi pomaga! Ale chcę zapytać, bo nikt jeszcze nie poruszył tego wprost: czy retro Jowisz w horoskopie urodzeniowym można jakoś 'przepracować', czy to zostaje na zawsze takie samo?
Pytałam, bo nikt jeszcze nie powiedział wprost, czy da się jakoś 'odblokować' ten retro Jowisz. Czy to w ogóle możliwe? Sewer76 wspominał o czakrze splotu słonecznego, a Rasphul mówił o rozpoznawaniu szczęścia w innych miejscach. Ale czy jest coś konkretnego, co można zrobić?
Dwunasty dom i Jowisz to naprawdę temat sam w sobie. Słyszę często takie interpretacje o 'ukrytym szczęściu', ale to trochę uproszczenie. Jowisz w dwunastym, retro albo nie, potrafi dawać bardzo głęboką intuicję, zdolność do pracy za kulisami, błogosławieństwo w odosobnieniu. Pytanie do Gerwazy00, czy masz wrażenie, że twoje najlepsze rzeczy dzieją się wtedy, kiedy nie próbujesz ich aktywnie osiągnąć?
To co pisze Jarzyna o dwunastym domu jest ciekawe, bo przywołuje mi moje notatki z transytów. Kilka razy notowałem, że dobre rzeczy przychodziły do mnie akurat wtedy, kiedy Jowisz tranzytował przez mój dwunasty. Nie szukałem ich, po prostu się pojawiały. Ale nie mam Jowisza natywnie w dwunastym, więc to trochę inna sytuacja.
To, o czym mówi Zenek75, jest ważne, bo odróżnia Jowisza natalnego od tranzytowego. Myślę, że wiele nieporozumień w tej dyskusji bierze się właśnie stąd, że mieszamy te dwa poziomy. Jowisz retro w natalnym wykreśle to trwała cecha charakteru i sposobu odczuwania szczęścia. Jowisz retro jako tranzyt to tymczasowy rytm. Działają podobnie, ale nie tak samo.
A wracając do pytania Hani o to, czy da się coś zrobić z retro Jowiszem, chcę dodać coś z innej strony. Słyszałam, że niektórzy używają przedmiotów związanych z Jowiszem, kamieni, symboli, do wzmocnienia jego energii w wykreśle. Czy ktoś to próbował? Bo ciekawi mnie, czy to w ogóle działa przy retroradacji, czy może energia jest wtedy skierowana inaczej i takie wzmacnianie mija się z celem.
Trochę się zgubiłam w tym kamieniowym wątku, ale on mi przypomniał o moim pytaniu z wcześniej, które chyba zostało trochę zawieszone. Mam Jowisza retro w Bliźniętach, trzeci dom, i Irenka.1 pytała o aspekty do tego Jowisza. Sprawdziłam i wyszło mi, że mam kwadrat do Saturna. Czy to ten zły aspekt, o którym mówiła Jarzyna na początku dyskusji?
Właśnie sprawdziłam i mam kwadrat między tym Jowiszem w Bliźniętach a Saturnem. Czy to znaczy, że te dwie energie po prostu się gryzą i szczęście jest dosłownie blokowane przez Saturna? Bo jeśli tak, to trochę mi się układa dlaczego pewne rzeczy nigdy nie wychodziły tak, jak powinny.
Wracając do wątku Irenki o czakrach i Jowiszu retro, bo myślę, że Luiza75 może mieć podobny wzorzec energetyczny. Przy kwadracji Jowisz-Saturn i retrogradacji Jowisza w trzecim domu, sprawdziłbym gardłową i solarną. Gardłowa odpowiada za komunikację, a solarna za sprawczość. Jeśli obydwie są przytłumione, to właśnie czujesz coś takiego, że pomysł jest, ale nic z nim nie robisz.
Ja dalej siedzę przy tym co Rasphul powiedział o moim Jowiszu w dwunastym i Saturnie w dziesiątym. Bo teraz jak czytam o Luizie75 i jej blokadzie między pomysłem a działaniem, to coś podobnego czuję u siebie. Tylko u mnie to chyba bardziej blokada między możliwością a widocznością. Mam wrażenie, że rzeczy mi się udają, ale jakby za zasłoną, nikt tego nie widzi.
Słuchajcie, bo chcę się tu wtrącić z czegoś, co Mistralka mówiła wcześniej o rozróżnieniu natalnego i tranzytowego Jowisza. Mam to w notatkach i sprawdzałem swoje okresy, kiedy Jowisz tranzytował przez mój dwunasty. Za każdym razem coś dobrego się działo, ale jakby z zewnątrz, nie z mojej inicjatywy. Czy to jest właśnie ta cecha dwunastego domu, że Jowisz tam pracuje bez twojego udziału?
Zenek75 porusza coś, co mnie też zastanawia, bo byłam sceptyczna wobec całej tej dyskusji o domach. Ale to, co opisujesz, że dobre rzeczy przychodziły same przy tranzycie przez dwunasty, brzmi jak coś, co można by faktycznie sprawdzić retrospektywnie na własnych danych. Chyba po tej rozmowie jednak zerknę w ten program na swój wykres.
Wrócę na chwilę do kamieni, bo Alusia83 pytała, a wątek trochę uciekł. Przy retro Jowiszu uważam, że cytryn jest dobrym wyborem właśnie dlatego, że jego energia jest łagodniejsza niż szafiru i lepiej współgra z introspekcyjnym charakterem retrogradacji. Szafir byłby tu za mocny, za zewnętrzny.
Słucham tej rozmowy o kamieniach i mam pytanie z zupełnie innej strony. Czy ktoś próbował łączyć pracę z kamieniami Jowisza z kartami? Bo w tarota Jowisz kojarzy mi się z Kołem Fortuny, a ta karta retro w układzie zawsze sugeruje mi, że ktoś sam musi pchnąć koło, zamiast czekać. Zastanawiam się, czy to nie jest podobne do tej logiki retro Jowisza w natalnym.
Rasphul powiedział coś, co mi pasuje z moją obserwacją. Wróćmy do podstawowego pytania z tematu, bo mam wrażenie, że po 40 postach krążymy wokół czegoś ważnego. Czy retro Jowisz naprawdę oznacza mniej szczęścia, czy raczej inne szczęście, wewnętrzne, nieoczywiste, wymagające inicjatywy od środka? Bo moje notatki coraz bardziej wskazują na tę drugą opcję.
Zenek75 zadał chyba najważniejsze pytanie w tym wątku. Ale mam do tego swoje zastrzeżenie, bo jak to odróżnić w praktyce? Że niby mam mniej szczęścia czy inne szczęście, skoro w danej chwili nie wiem, czego nie doświadczam? To trochę jak mówić, że szklanka jest do połowy pełna.
