To, co opisuje Hania, brzmi bardzo podobnie do tego, co mi się zdarzało przy tranzycie przez ósemkę. Dwa razy prawie, a potem nic. Pamiętam, że wtedy miałem poczucie, że coś blokuje, ale nie wiedziałem co. Dopiero po czasie zobaczyłem, że te 'niemal' czemuś służyły, bo gdy w końcu dostałem to, o co się starałem, to było w lepszym miejscu i momencie. Choć wiem, że to brzmi jak racjonalizacja.
Dziękuję Mistralce za wyjaśnienie z domami wcześniej, sprawdziłam na astro.com i faktycznie mam Jowisza z literką R! Siódmy dom. Czy ktoś mógłby mi powiedzieć, co to może oznaczać? Siódmy dom to chyba związki, prawda? Teraz się trochę boję, co to znaczy dla mojego życia uczuciowego. Przepraszam, że pytam wprost, ale nie wiem, od czego zacząć rozumienie.
To, co opisuje Agatka, jest w zasadzie klasycznym wzorcem dla siódmego domu z jakąkolwiek trudniejszą konfiguracją, niekoniecznie od razu Jowisza retro. Zanim przypiszemy to konkretnej planecie, warto by wiedzieć, czy Jowisz ma tam jakieś aspekty z innymi planetami. Sama litera R to za mało, żeby cokolwiek powiedzieć z sensem.
Kalinowa ma rację w tym sensie, że bez podstaw wykres wygląda jak szum. Sam przez pierwsze miesiące ignorowałem aspekty i próbowałem wyciągać wnioski tylko z domów i znaków. To błąd, bo aspekty potrafią całkowicie odwrócić obraz. Ale też nie powiedziałbym, że bez aspektów nic nie widać. Dla kogoś zaczynającego dom i planeta to już jest punkt wyjścia.
Chcę wrócić do tego, co powiedział Kazik wcześniej, o tych 'niemal'. Bo to jest coś, czego sama teraz doświadczam i to naprawdę dziwne uczucie. Jak czegoś prawie dosięgnęłam, a potem znika. Czy to znaczy, że podczas tranzytowego Jowisza retro nie ma sensu w ogóle zaczynać nowych rzeczy, czy tylko trzeba się nastawić, że będzie dłużej?
Słucham tej rozmowy o 'w trakcie' i 'po' i mam pytanie do Rasphula albo Jarzyny. Czy jest jakaś różnica w tym wzorcu między osobami, które mają Jowisza retro w natalnym i teraz mają też tranzyt retro, a tymi, które mają tylko tranzyt? Bo intuicyjnie myślę, że pierwsi mogą to jakoś lepiej znać, ale nie wiem, czy to ma podstawy.
Wracam do pytania, które zadałem wcześniej, bo nie dostałem na nie odpowiedzi do końca. Mój znajomy czeka na ten 'rozmach' i nie widzi przełomu. Mistralka mówiła, że to seria małych rzeczy. Ale jak go przekonać, że to się dzieje, skoro on tego nie widzi? Czy sam fakt, że nie widzi, może być częścią tego wzorca?
To, co powiedziała Mistralka do Sewera, wydaje mi się ważne nie tylko dla jego znajomego. Myślę, że spora część ludzi, którzy pytają o Jowisza retro i brak szczęścia, tak naprawdę szuka zgody na to, żeby przestać się starać. I astrologia im tej zgody nie da, bo Jowisz retro to nie jest wyrok, tylko inny rytm. Czy ktoś z was miał takie momenty, że chciał po prostu usłyszeć, że 'to planeta, nie twoja wina'?
Luiza dotknęła czegoś, o czym myślę od początku tego wątku. Przez lata prowadziłem te notatki właśnie po to, żeby sprawdzić, czy wzorzec jest realny, czy tylko mi wygodnie. I powiem szczerze, że nie zawsze lubiłem to, co wychodziło. Były okresy, gdzie chciałem znaleźć winnego w horoskopie, a notatki pokazywały, że to moje decyzje. Jowisz retro nie kryje wszystkiego.
Zenek mówi, że notatki pokazywały jego własne decyzje zamiast Jowisza. To jest właściwie odpowiedź na pytanie, które zadawałam wcześniej, o to, czy astrologia wyostrza, czy zniekształca. Może wyostrza właśnie wtedy, kiedy nie daje nam tego, czego szukamy?
