To jest filozoficzne pytanie, które astrologia nie rozstrzyga. Horoskop nie mówi, czy ktoś "jest artystą" - mówi, jaką ma relację z twórczością i gdzie ta twórczość się manifestuje. Ale skoro jesteśmy przy tym pytaniu: 5. dom to twórczość jako ekspresja i zabawa, dom 12. to twórczość jako konieczność wewnętrzna. Obie są pełnoprawne. I wracając do tytułu - właśnie tu znak kontra dom robi ogromną różnicę. Wenus w Pannie w 5. domu i Wenus w Rybach w 12. to dwa zupełnie różne typy artyzmu. Ale który jest "ważniejszy" dla efektu końcowego - znak czy dom? Nadal nie mam jednej odpowiedzi.
Przepraszam ze wchodzę z innym pytaniem, ale czy 5. dom to zawsze twórczość? Bo gdzieś czytałam że 5. dom to dom dzieci i miłości. Jak to się ma do tego artyzmu o którym mówicie?
Znalazłam tę osobę o której mówiłam wcześniej - ma datę urodzenia, ale nadal bez godziny. Wenus na pewno w Pannie, bo sprawdziłam efemerydę i Wenus była w Pannie przez cały sierpień tego roku. Sagea mówiła, że bez godziny domy są bez wartości. Ale czy mogę chociaż cos wywnioskować o tym, jak ta Wenus w Pannie u niej działa, patrząc na inne planety?
Powiem wprost, bo się waha już za długo ta dyskusja. W mojej praktyce dom wygrywa przy pytaniu o aktywację - kiedy i czy w ogóle energia się uruchomi. Znak wygrywa przy pytaniu o charakter i jakość tej energii. Jeśli pytamy o artyzm: dom 5. "uruchamia" twórczość jako część życia publicznego. Wenus w egzaltacji daje tej twórczości estetyczną głębię. Bez 5. domu Wenus egzaltowana może pięknie przeżywać sztukę, ale nie tworzyć. Bez egzaltacji Wenus w 5. domu może tworzyć, ale bez szczególnej wrażliwości. Który jest ważniejszy? Dom. Bo bez aktywacji cała reszta jest potencjałem, nie faktem.
Odpowiem Heniowi, bo to dotyczy czegoś, co obserwuję regularnie. przełamanie 12. domu często wiąże się z tranzytami przez ten dom albo z progresją Ascendentu. Ale jest jeszcze coś: jeśli ta sama planeta ma mocne aspekty z domem 10. lub 5., ta "szuflada" czasem sama się otwiera. Dom w horoskopie to nie wyrok - to tendencja. Tendencje można przekraczać, choć z oporem.
No tak, ona rysuje od małego, bardzo systematycznie, ma całe zeszyty wypełnione szkicami. właściwie to pasuje idealnie. Ale to mnie bardziej zastanawia czy bez godziny mogę cokolwiek sensownego powiedzieć o tym czy to ona jest "artystką" w sensie tego wątku. 🙂
Czytam tę dyskusję i chcę zapytać o coś bardziej podstawowego, bo się gubię. Mówicie o Wenus jako planecie twórczości, ale mój horoskop pokazuje że mam Neptuna w 5. domu. Czy Neptun też ma znaczenie dla artyzmu, czy to tylko Wenus? 🙂
Mam takie pytanie do ogółu, może trochę z boku. Rozmawiamy o tym czy planeta w znaku czy w domu jest ważniejsza. Ale przecież są jeszcze aspekty, o których mówił Dadzbog. Czy aspekty nie powinny być w tej hierarchii gdzieś wymienione? Bo jak czytam ten wątek, to mam wrażenie że aspekty traktujecie jak modyfikator, a nie jak pełnoprawny czynnik.
Rozwiń może trochę bo teraz zastanawiam sie jak to liczyć łącznie. Znak, dom, aspekty - to brzmi jak trzy osobne oceny, które trzeba jakoś zsumować. Ale nie rozumiem jak.
A mam pytanie trochę inne - czy to mozliwe ze ktos ma wszystkie trzy sprzyjajace (dobry dom, dobry znak, dobre aspekty) i nadal niec nie tworzy? Bo znam osobe ktora chyba ma ladna Wenus i nic artystycznego nie robi, ani nie lubi.
Irminka zadała pytanie, ktore właściwie powinno być punktem wyjścia całej tej dyskusji, a jakoś go omijaliśmy. Tak, to jest możliwe i zdarza się częściej niż myślimy. Dobra konfiguracja w horoskopie to potencjał, nie wyrok. Wenus w godności, w 5. domu, z trynami - to jakby mieć świetny warsztat, dobre narzędzia i naturalne zdolności. Ale jeśli ktoś nigdy nie siada do pracy, warsztat stoi pusty. W astrologii mówimy o "niezrealizowanym potencjale" - planety pokazują co jest dostępne, nie co zostanie wykorzystane. Pytanie Irminki otwiera zresztą kolejny problem: czy artyzm w horoskopie to zdolność czy potrzeba? Bo ktoś może mieć tę Wenus i po prostu nie czuć przymusu tworzenia.
no właśnie, bo ta osoba którą znam chyba ma te zdolnosci - bo jak coś rysuje to wychodzi jej naprawde ladnie - ale mówi że to "bez sensu" i woli siedziec w excelu. Czy to może byc jakis inny element horoskopu który blokuje tę wenus?
dobra, to mam jeszcze jedno pytanie - czy "przekierowanie" jak mówi Dadzbog może byc trwałe? Tzn czy ta osoba już zawsze bedzie wołała excel od rysowania, czy to sie może zmienić np przez jakiś tranzyt? 😛
Tranzyt może chwilowo "odblokować" te skłonności ale trwała zmiana to kwestia progresji i - mówiąc wprost - własnej decyzji. Astrologia pokazuje okna, nie zmusza do ich otwierania. Natomiast wracając do pytania Wincentyny sprzed kilku postów, które zostało bez odpowiedzi: Wenus w Bliźniętach w 5. domu. Powiedziałbym że tak, to jest konfiguracja artystyczna, choć inaczej niż Wenus w Wadze czy w Byku. bliźnięta dają Wenus zmienność, ciekawość formy, może pisanie, werbalne aspekty sztuki. Dom 5. aktywuje to do wyrazu. Słabość godności jest tu realna, ale dom 5. sporo kompensuje.
Dziękuję za odpowiedź - właśnie porównywałam notatki z tym co mówiłeś wcześniej o Wenus w Pannie i ciekawe, że oba przypadki trafiają do twórczości, ale zupełnie inną drogą. Wenus w Pannie idzie przez rzemiosło i korektę, Wenus w Bliźniętach przez eksperyment i zmianę. Mam pytanie do Liliany - czy w takim razie znak opisuje "jak" tworzysz, a dom opisuje "czy" tworzysz? Czy to zbytnie uproszczenie?
Mogę się wtrącić z głupim pytaniem? Bo czytam i myślę o tym swoim horoskopie. Mam Słońce w 5. domu, ale nie Wenus. Czy Słońce w 5. tez coś mówi o artystycznych skłonnościach, czy to tylko Wenus i Neptun robią tę robotę?
Zasadniczo tak, choć dodałbym jeden niuans. Słońce w 5. bez mocnej Wenus moze dawać performera bardziej niż artystę w klasycznym sensie - kogoś kto wchodzi na scenę, ale niekoniecznie tworzy przy biurku w samotności. Wenus dodaje tę warstwę wrażliwości na formę i materię. Ale to rozróżnienie jest na prawde subtelne i zależy mocno od reszty horoskopu. Kryska - jakie aspekty ma to twoje Słońce? Bo sam dom to jeszcze nie wszystko, jak juz tyle razy powtarzaliśmy w tym wątku.
Dokładnych aspektów nie pamiętam na pamięć, sprawdzę. Ale to co powiedziałeś o "performerze" bardzo do mnie trafia - zawsze bardzije lubiłam pokazywać rzeczy innym niż siedzieć i tworzyć w ciszy. Może to wlasnie to.
Chcę się upewnić czy dobrze rozumiem tę dyskusję, bo trochę się pogubiłam na tych filtrach. Czyli odpowiedź na pytanie z tytułu - planeta w znaku czy w domu - brzmi tak, że żadna z nich nie jest "ważniejsza" sama w sobie, tylko wszystko razem? Bo tak to odbieram po tym co tu napisano.
Ej, okej, ale to znaczy że odpowiedź na pytanie z tytułu jest inna w zależności od tego o co pytamy? Tzn nie ma jednej odpowiedzi? Czy to nie jest trochę wymigiwanie sie?
To mi pomogło podsumować całą dyskusję. Wracając do tej mojej znajomej z Wenus w Pannie - wychodzi na to, ze nawet bez godziny mogę powiedzieć, ze jeśli ma tryn z Saturnem, to jej twórczość jest metodyczna i rzemieślnicza. Ale czy jest "artystką" w sensie aktywnym - tego bez domu nie wiem. I chyba to jest okej jako odpowiedź.
To znaczy, ze bez godziny mogę stwierdzić tylko tyle, że ta twórczość istnieje "w potencjale" i ma konkretny styl, ale nie wiem czy jest aktywna? Dobrze to rozumiem?
W zasadzie tak. Aspekty bez domów dają ci jakość i styl energii, ale nie kontekst życiowy, w którym ta energia wybucha. Możesz powiedzieć "jak" ale nie "gdzie i czy wogóle". I to jest właśnie odpowiedź na ten tytuł, do którego wracamy - znak mówi "jak", dom mówi "czy i gdzie". Dlatego oba są niezbędne.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które mnie blokuje. Cały czas mówicie o Wenus jako planecie twórczości - ale moja koleżanka, która maluje świetnie, ma Wenus w Koziorożcu i mówi że nienawidzi tego znaku w swoim horoskopie. Czy to w ogóle możliwe że nie lubi tego co daje jej artyzm?
Koziorożec przy Wenus to bardzo specyficzna sygnatura. Perfekcjonizm i trudność w uznaniu dzieła za skończone to klasyka, ale ważniejsze pytanie brzmi - w którym domu stoi ta Wenus? Bo Wenus w Koziorożcu w domu 5. to jedno, a Wenus w Koziorożcu w domu 2. to zupełnie inny mechanizm. W 5. ten perfekcjonizm idzie w stronę twórczości samej w sobie, w 2. bardzije w stronę wartości materialnej pracy. Macie godzinę urodzenia tej koleżanki? 🙂
I tak wracamy do godziny urodzenia. To chyba znak, ze bez niej naprawdę nic konkretnego nie da się powiedzieć, tak?
no właśnie, bo moją znajomą też analizowaliśmy bez godziny i teraz widzę że tak naprawde odpowiedzi były takie... połowiczne. Jak ty to czujesz Liliana? Czy w ogóle ma sens analiza bez godziny czy zawsze jest za mało danych?
