Ale z drugiej strony, czy takie koncepcje nie mają swojej wartości? Nawet jeśli nie można tego technicznie zastosować, to samo myślenie o tym, jakie sfery życia są opisywane przez domy, może prowadzić do nowych interpretacji już istniejących domów. Nie każdy pomysł musi od razu być systemem gotowym do użycia.
Chyba trochę za bardzo wzięłam ten tekst serio, jak tak czytam. Myślałam, że to może być jakiś nieznany mi nurt, a wygląda na to, że to raczej czyjaś prywatna koncepcja bez mocnych podstaw. Ale ta rozmowa naprawdę dużo mi dała, bo zaczęłam lepiej rozumieć, dlaczego w astrologii metoda ma znaczenie. Chociaż nadal mam z tyłu głowy to pytanie, czy Pluton jako planeta przemiany nie mógłby w jakimś domniemanym osiemnastym domu działać inaczej niż w ósmym.
Ale właśnie, jak Storczyk to ujęłaś, że może to być domknięcie, synteza - to mi coś kliknęło. Czy to nie jest troche podobne do tego, co w numerologii robi liczba 9? Zamknięcie cyklu, zebranie wszystkiego razem? Może ta koncepcja osiemnastego domu wyrastała z podobnego myślenia o cyklach?
Zastanawiam się, czy wogóle ma sens szukać metody obliczania, skoro nie wiemy nawet, jaki był zamysł autora. Może to nie miał być dom w tradycyjnym sensie, tylko coś bardziej jak punkt wrażliwy, taki jak Węzeł czy Chiron? Te też nie są planetami ale mają swoje miejsce w horoskopioe. 😉
Widziałam kiedyś próbę skonstruowania "nadliczbowych domów" - ktoś na anglojęzycznym forum proponował podział koła z użyciem harmonik. dom osiemnasty byłby wtedy częścią systemu osiemnastodzielnego koła, co daje każdemu domowi 20 stopni. Tylko że to już jest coś zupełnie innego niż tradycyjne systemy domów i nie wiem, czy to co Storczyk czytała miało cokolwiek wspólnego z harmonikami.
Jeśli to był opis stanu,to może ten osiemnasty dom to w ogóle nie jest dom w sensie astrologicznym, tylko metafora? Coś w rodzaju progresji lub tranzytu który prowadzi do pewnego rodzaju przebudzenia? Tylko że wtedy nazywanie tego domem jest po prostu mylące.
To mi przypomina dyskusje o tak zwanych "niewidocznych planetach", które pojawiają się w różnych tradycjach ezoterycznych. Vulcan, Transpluto, różne obiekty hipotetyczne. Też nie dają się zweryfikować w sposób tradycyjny, ale mają swoich zwolenników i systemy interpretacji. Osiemnasty dom może być w podobnym miejscu na mapie - między spekulacją a systemem. 😉
Wracając do tego, co Storczyk mówiła wcześniej, czyli że tekst opisywał przemianę jako coś, czego inne domy nie ogarniają w pełni. Jeśli ktoś miał silne doświadczenie transformacji, którego nie mógł zmapować na ósmy ani dwunasty dom, to może ta koncepcja była jego prywatną odpowiedzią na to doświadczenie? Takie szukanie języka dla czegoś, co nie ma jeszcze nazwy?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie, może troche z boku. Gdybyście mieli sami opisać coś, czego żaden z dwunastu domów nie obejmuje w pełni, to co by to było? Bo może właśnie tam leży odpowiedź, co ten osiemnasty dom miał reprezentować?
Może to jest właśnie to. Ósmy dom daje kryzys, dwunasty daje rozpuszczenie ale żaden z nich nie opisuje momentu, kiedy człowiek świadomie wybiera przemianę z pozycji siły, nie z pozycji kryzysu ani utraty. To by było coś jakościowo innego. Tylko czy to musi być nowy dom, czy może to jest aspekt, który obecne domy po prostu słabiej oświetlają?
I to chyba jest najlepsza odpowiedź, jaką ta dyskusja mogła wyprodukować. Nie ma luki. Są planety, aspekty, tranzyty, które opisują to, co ktoś próbował upchać w osiemnasty dom. A sam pomysł nowego domu może być odpowiedzią na nieznajomość pełnego zestawu już istniejących symboli.
Okej, przyjmuję to. Myślę, że teraz rozumiem, dlaczego ta koncepcja mogła się pojawić i dlaczego jednocześnie nie ma mocnych podstaw. Zostaje mi jeszcze jedno pytanie, bo nie mogę tego odpuścić, czy ktoś z was spotkał się z czymkolwiek podobnym, jakimś tekstem, tradycją, choćby marginalną, która rzeczywiście buduje system powyżej dwunastego domu i robi to z jakąkolwiek metodą? Nie mówię, że wierzę, że to istnieje, po prostu chcę wiedzieć, czy szukać dalej ma sens.
Właśnie przeczytałam ostatni post Storczyk i mam wrażenie że dotknęłyśmy czegoś ważnego w tej dyskusji. czy ktoś z was spotkał podobny tekst, gdzie autor używał języka astrologicznego do opisania stanu, a nie systemu? Bo mi to przypomina trochę pewne pisma gnostyckie, gdzie sferyczność nieba była metaforą poziomów świadomości.
Były wzmianki o Plutonie i Neptunie, ale nie w kontekście "Pluton rządzi tym domem". raczej jako energie, które "współdziałają" z tym stanem. Nie wiem, jak to inaczej opisać. Autor sugerował, że osiemnasty dom aktywuje się właśnie wtedy, gdy te dwie planety tworzą określone napięcie w horoskopie. Ale żadnego wzoru.
Pluton i Neptun w napięciu to dość rzadka konfiguracja, biorąc pod uwagę ich wolny ruch. Kwadrat Plutona z Neptunem mieliśmy w okolicach przełomu wieków, koniunkcja była w XIX wieku. Jeśli autor pisał o czymś aktywowanym przez ich aspekt, to albo pisał dla konkretnego pokolenia, albo mówił o aspektach w horoskopie osobistym, nie zbiorowym. To ważna różnica.
Zatrzymajmy się przy tym przez chwilę bo to jest naprawdę istotne. Jeżeli aktywacja zależy od układu Plutona i Neptuna w konkretnym horoskopie, to nie mamy do czynienia z domem w żadnym klasycznym rozumieniu. Domy są stałe, wynikają z czasu i miejsca urodzenia. To co opisuje Storczyk brzmi bardziej jak punkt aktywowany przez tranzyty, może nawet coś w rodzaju indywidualnej progresji. 🙂
No i wróciłyśmy do punktu wyjścia tej dyskusji, w zasadzie. Czuję że kluczowe pytanie brzmi: czy jeśli ktoś używa terminologii astrologicznej, ale bez matematyki za tym, to czy wciąż mówi o astrologii? Bo jeśli nie, to cały wątek o osiemnastym domu to rozmowa o czymś, co istnieje tylko w jednym konkretnym tekście.
Muszę się tu wtrącić, bo cały czas myślę o tym przez pryzmat numerologii. Osiemnaście to sześć razy trzy, ale też suma cyfr to dziewięć. Dziewiątka w numerologii to ukończenie cyklu, mądrość, duchowe podsumowanie. Jeśli ktoś budował ten "dom" z myślą o symbolice liczby, to osiemnasty dom mógłby być właśnie czymś, co następuje po domknięciu pełnego koła dwunastu i wychodzi poza nie. Trochę jak przeskok na wyższy poziom.
Nie, żadnego. Tekst był pisany językiem stricte astrologicznym. Teraz zastanawiam się, czy autor sam nie wiedział, skąd bierze symbolikę, albo świadomie to ukrył.
Albo poprostu intuicyjnie sięgnął po liczbę osiemnaście, bo brzmiała "wystarczająco daleko" poza standardem. Nie każdy autor koncepcji ezoterycznej ma za sobą spójny system. Część z tych tekstów to szczere poszukiwanie, które ląduje w formie artykułu lub postu, zanim autor sam to przemyślał do końca.
Słuchajcie,mam do was pytanie z troche innej strony. Rozmawiamy o tym, czy osiemnasty dom istnieje, czy ma podstawy, czy jest metaforą. Ale żaden z was nie powiedział wprost: próbowałam to zastosować i coś z tego wyszło albo nie wyszło. Czy ktokolwiek w ogóle próbował to sprawdzić w praktyce, nawet intuicyjnie?
I tu jest sedno. koncepcja bez falsyfikowalności jest jak horoskop napisany na tyle szeroko, żeby pasował do każdego. To klasyczny problem w ezoteryce i wbrew temu, co się często myśli, dobrzy astrolodzy też to widzą. Tradycyjne domy mają konkretne przypisania, które można testować na setkach map. Co można przetestować przy osiemnastym?
Oj, właściwie to drugi warunek który Boleslaw opisał, można by spróbować zbudować oddolnie. Gdyby ktoś zebrał opisy doświadczeń głębokiej, świadomej przemiany od różnych osób i potem porównał ich mapy, może by wyszło coś wspólnego. To bardziej badanie astrologiczne niż szukanie osiemnastego domu, ale może tam leży odpowiedź na to, co ten dom miał reprezentować.
Słuchajcie, wracam tu po chwili i chcę powiedzieć coś, co mnie uderzyło podczas tej dyskusji. Zaczęłam od pytania, czy osiemnasty dom istnieje. Teraz widze, że to pytanie jest niemal bez znaczenia wobec tego, co mniej więcej odkryłyśmy razem. Że może chodzi o coś, czego astrologia klasyczna poprostu nie próbowała nazwać. Ale dalej nie wiem, czy to jest problem tekstu, który czytałam, czy problem astrologii jako systemu.
A może to jest właśnie to pytanie, które powinno tu zostać zadane na koniec, ale oczywiście bez zamykania tematu. Czy astrologia jako system ma ślepe plamki? Miejsca, których celowo nie opisuje, bo wykraczają poza jej logikę? Dwanaście domów to struktura bardzo konkretna, bardzo ziemska w pewnym sensie. Dom czwarty to dom, dom dziesiąty to kariera. A co z tym, co dzieje się wewnątrz, poza życiem jako zestawem wydarzeń??
Przyznam że ta dyskusja zmieniła moje myślenie o tym temacie. Przyszłam tu z założeniem, że osiemnasty dom to albo jest albo go nie ma. Teraz widzę, że pytanie jest o wiele bardziej złożone. Ale mam jedno konkretne pytanie do Eleonorki lub Boleslawa: czy znacie jakikolwiek system astrologiczny, nawet mniej znany, który rozszerzył liczbę domów powyżej dwunastu? Choćby jako eksperyment?
Trzynasty dom jako dom nieskończoności to coś, o czym słyszałam w kontekście numerologicznym, ale nie wiedziałam, że istnieje też w jakichś tradycjach astrologicznych. Boleslaw, czy możesz powiedzieć coś więcej o tym skąd to pochodzi? Bo to by mogło sugerować, że przekraczanie granicy dwunastu jest jednak jakimś motywem, który się pojawia niezależnie w różnych systemach.
