Mam Lilith w drugim domu i od lat zastanawiam się nad tym samym. Chodzi mi o to, że każdy zakup czuję jakby podwójnie - z jednej strony jest w tym jakaś przyjemność, ale zaraz potem pojawia się coś w rodzaju oporu albo poczucia winy. Jakby samo posiadanie rzeczy było aktem nieposłuszeństwa wobec czegoś, czego nie umiem nazwać. Czy ktoś z Was miał podobne odczucie? Nie mówię o materializmie w złym sensie, tylko o tej dziwnej emocjonalnej ładowności, jaką mają dla mnie przedmioty.
@Paprotka To jest bardzo ciekawe ujęcie tematu, bo Lilith w drugim domu naprawdę ma tę podwójną naturę. Z jednej strony drugi dom to zasoby, wartości, poczucie bezpieczeństwa materialnego - a Lilith wnosi tam coś, co podważa każdą z tych kategorii. Ale chciałabym dopytać - mówisz o buncie, a bunt wobec czego konkretnie? Wobec społecznych norm dotyczących posiadania, czy raczej wobec własnych wewnętrznych zakazów? Bo to dość istotna różnica przy interpretacji.
@Saturnina Też mam Lilith w drugim i właśnie ten wątek z zasługiwaniem bardzo mi odpowiada. Ale u mnie to się przejawia inaczej - ja kupuję rzeczy impulsywnie, bez zastanowienia, i potem się tego wstydzę. Nie wiem czy to bunt, bardziej wygląda jak krótkie wyłączenie jakiegoś wewnętrznego cenzora. Czy to też jest manifestacja tej Lilith, czy już coś innego?
@Saturnina Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale chcę się upewnić - mówimy o Czarnym Księżycu Lilith, prawda? Bo czytałem, że są różne punkty obliczeniowe tej Lilith i różne szkoły ich używają. Czy to zmienia interpretację drugiego domu?
@Saturnina Wracając do tematu tytułu - bo ciekawe jest to słowo \'bunt\'. Ja bym powiedziała, że u mnie posiadanie rzeczy jest bardziej odzyskiwaniem czegoś niż buntem. Jakby każda rzecz, którą kupię dla siebie, była małym krokiem ku temu, żeby poczuć, że mam prawo zajmować miejsce. Bunt sugeruje, że jest jakiś konkretny wróg, a ja raczej walczę z własnym cieniem.
@Paprotka To co pisze Paprotka bardzo mi pasuje - znaczy, trafia do mnie. Mam Lilith nie w drugim domu, ale w koniunkcji z Wenus i podobnie czuję tę różnicę między buntem a odzyskiwaniem. Ale chciałam zapytać do całej dyskusji - czy ktoś z Was czuje, że pewne kategorie rzeczy są obarczone tym ładunkiem bardziej niż inne? U mnie na przykład odzież czy książki są \'neutralne\', ale biżuteria i rzeczy drogie wzbudzają ten niepokój.
@Pytia To co opisujecie - meble, urządzanie przestrzeni, biżuteria - wszystko to są rzeczy związane z Wenus i Bykiem. A drugi dom jest naturalnie bykowski. Więc Lilith tam intensyfikuje właśnie ten wymiar - poczucie wartości własnej wyrażane przez materię. Mam pytanie do Paprotki - jak wyglądają Twoje wartości w kosmogramie ogólnie? Czy Wenus jest w jakimś napięciu?
@Znachorka Czytam ten wątek i mam taką myśl - czy nie jest tak, że Lilith w drugim domu to po prostu zaburzona relacja z pieniędzmi? Bo to co opisujecie brzmi bardziej jak jakiś blok finansowy niż filozofia buntu. Nie chcę umniejszać, ale zastanawiam się czy astrologia nie nadaje tu zbyt poetyckiego wymiaru czemuś co jest zwykłym lękiem o pieniądze.
@Znachorka Ciekawa dyskusja, ale chcę wrócić do pytania z tytułu - czy posiadanie rzeczy jest buntem. Myślę, że słowo \'zawsze\' w tym pytaniu jest kluczowe i trochę je zamyka. U osób z Lilith w drugim będzie to zależało od tego jak bardzo ta Lilith jest zintegrowana. Ktoś kto przepracował ten wzorzec może posiadać rzeczy całkowicie bez emocjonalnego ciężaru. Buntem staje się to wtedy, kiedy jest nieuświadomione.
@Znachorka mam na myśli tyle, że osoba przestaje działać z poziomu reaktywnego - czyli zamiast kupować żeby udowodnić coś sobie albo innym, kupuje bo po prostu chce i akceptuje to bez wstydu. Łatwo powiedzieć, wiem. Ale to chyba jest kierunek - świadomość po co sięgam po daną rzecz, czy to jest naprawdę moje pragnienie, czy odpowiedź na jakiś wewnętrzny zakaz.
@Edek86 Właściwie to co Edek opisuje to jest problem z całą astrologią psychologiczną - daje nazwy i ramy, ale nie daje narzędzia do zmiany. Mapa terenu to nie jest ten sam teren. Wracając do Lilith w drugim - ktoś tu mówił o biżuterii i meblach, a co z pieniędzmi zarobionymi? Czy ta energia działa też przy zarabianiu czy tylko przy wydawaniu?
@Znachorka jak najbardziej, drugi dom to zasoby i wartość własna w szerokim sensie - więc zarówno to co posiadasz, jak i to ile za siebie bierzesz. Opór przed wycenianiem pracy brzmi bardzo lilithowo - jakbyś nie miała prawa żądać tyle ile naprawdę chcesz.
To co Paprotka opisuje z wycenianiem pracy - to mnie uderza. Bo to jest właśnie odwrotna strona tego buntu. Bunt w wydawaniu, ale kapitulacja przy zarabianiu. Czy to mogłoby być związane z tym, że Lilith działa bardziej przy odbieraniu niż przy braniu aktywnym?
@Pytia Moim zdaniem to trochę za bardzo komplikujecie prostą rzecz. Lilith w drugim domu to zaburzona relacja z materią i wartością. Koniec. Wszystkie te psychologizowania o \'odbieraniu\' versus \'braniu aktywnym\' to już jest nadinterpretacja bez podstaw w klasycznej astrologii.
Nie rozumiem czemu to ma być problem, że wchodzimy w psychologię. Astrologia psychologiczna istnieje od dekad i ma solidne podstawy. Pytanie Pytii było zresztą konkretne astrologicznie - czy Lilith działa inaczej w kontekście pasywnym niż aktywnym. To nie jest nadużycie.
Chcę wrócić do tego co powiedziała Paprotka o wycenianiu pracy, bo to mi bardzo bliskie. Ja też zaniżam ceny swoich usług i zawsze myślałam, że to kwestia pewności siebie, nie czegoś astrologicznego. Mam Lilith w drugim w Skorpionie - czy to ma znaczenie, w którym znaku dokładnie?
Słucham tej rozmowy od początku i mam jedno pytanie, bo nie znam się na astrologii. Czy ta Lilith w różnych znakach to jest coś co się wyznacza z daty urodzenia tak samo jak Słońce albo Ascendent? Chcę zrozumieć czy to jest punkt obliczony czy rzeczywiste ciało niebieskie.
Wracając do Lilith w Skorpionie u Martynki - to brzmi jak coś z czym mam pewne podobieństwa, mimo że mam ją w innym znaku. Ten strach przed karą za branie - u mnie to nie jest strach przed karą z zewnątrz, bardziej wewnętrzna blokada. Jakbym sama sobie zabierała przyzwolenie. Czy to jest w ogóle do przepracowania bez terapii, samą astrologią?
Samą astrologią? Szczerze? Nie. Astrologia może ci powiedzieć że masz taką predyspozycję i skąd ona może wynikać w schemacie twojego kosmogramu, ale nie zmieni wzorca. Myślę, że wiele osób na tym forum używa astrologii żeby rozumieć, a nie żeby się zmieniać - i to jest ok, o ile człowiek to sobie uświadamia.
Czytam ten wątek z dużym zainteresowaniem. Pracuję głównie z tarotem, ale te dwie perspektywy - astrologia i tarota - bardzo się tu zazębiają. Zastanawiam się czy ktoś z was, mając Lilith w drugim, ciągnie jakieś charakterystyczne karty przy pytaniach o pieniądze albo zasoby? Bo w tarota Diabeł i Cesarzowa inaczej rozmawiają o posiadaniu niż w astrologii, ale wzorzec psychologiczny który opisujecie brzmi bardzo znajomo z rozkładów które widuję.
Mam wrażenie, że ta rozmowa lekko oddala się od tytułu. Tytuł pyta o bunt - a teraz dyskutujemy o terapii, tarota i Skorpionie. Chcę zapytać wprost: czy ktoś tutaj naprawdę czuje, że kiedy kupuje jakąś rzecz, to jest to akt buntu? Nie metaforycznie, nie analitycznie - naprawdę, fizycznie w środku?
Pytam wprost, bo naprawdę chcę wiedzieć - czy ktoś tu czuje ten bunt fizycznie, dosłownie, kiedy coś kupuje? Nie jako metaforę, nie jako interpretację kosmogramu po fakcie?
@Natka75 Odpowiadając na pytanie Natki - tak, czuję. Mam takie coś, że kiedy kupuję coś drogiego dla siebie, czuję jednocześnie satysfakcję i rodzaj dzikości. Jakbym robiła coś zakazanego. Nie wiem czy to jest \'bunt\' w filozoficznym sensie, ale emocjonalnie - tak właśnie to odczuwam. Nie analizuję tego post factum.
To co Paprotka opisuje - ta 'dzikość' przy kupowaniu - brzmi bardziej jak aktywacja czegoś pierwotnego niż zwykła przyjemność zakupu. Pytanie do ciebie: czy to działa tak samo przy kupowaniu rzeczy potrzebnych, czy tylko przy tych, których nikt by ci 'nie przyznał'?
to jest dokładnie linia drugiego domu w ujęciu lilithowym - granica między tym co masz prawo chcieć, a tym co jest 'uzasadnione'. Rzeczy zbędne trafiają w ten zakazany obszar własnych pragnień. Ale chcę zapytać - czy ta dzikość jest przyjemna, nieprzyjemna, czy jedno i drugie jednocześnie?
To poczucie winy po zakupie - u mnie też jest, ale ja bym nie nazwała tego buntem. Bardziej kompulsją. Skąd wiecie, że wasza Lilith to jest bunt, a nie po prostu trudna relacja z posiadaniem?
Myślę że za bardzo humanizujecie ten punkt. Lilith to nie ma intencji, nie ma 'chce buntu'. To jest energia, predyspozycja. Czy kompulsja, czy bunt - to już jest wasza psychologia nałożona na astrologię.
