Ja mam Raka w trzecim i mogę coś dodac 🙂 To jest tak, że jak mówię coś co jest prawdą, to czuję to fizycznie. I jak ktoś mi mówi że za mocno powiedzałam jakąś rzecz, to mi się wydaje niemożliwe bo dla mnie to było po prostu prawda. Nie wiem czy to jest manipulacja, dla mnie to jest szczerość.
Inkantacja właśnie powiedziała coś co jest kluczem do całej tej dyskusji. Szczerość i delikatność to nie jest to samo. Można być w stu procentach szczerym i jednocześnie nie dbać o to w jaki sposób ta szczerość ląduje u drugiej osoby. I tu nie chodzi o złą wolę - chodzi o świadomość.
A jak zadac sobie to pytanie kiedy słowa już wychodzą? Bo dla mnie to jest jak oddech - nie myślę o tym zanim to zrobię. Dopiero potem widzę że ktoś stoi z taką miną jakby dostał w twarz i wtedy rozumiem że coś się stało. Ale za późno.
To co opisuje Inkantacja - ten moment 'za późno' - to jest bardzo charakterystyczne dla Merkurego mocno przepływającego przez żywioł wody. Emocja i słowo idą razem, nie ma przerwy między impulsem a wypowiedzią. Pytanie jest inne - czy ta przerwa da się w ogóle wytrenować bez zabijania tej spontaniczności?
Zatrzymałam się na tym co powiedziała Inkantacja wcześniej - że szczerość jest dla niej fizyczna. I teraz myślę sobie że właśnie dlatego tak trudno mi tłumaczyć mojej przyjaciółce że coś mnie boli. Dla niej to co powiedziała było prawdą w ciele, a ja mówię że to za dużo. To musi brzmieć dla niej abstrakcyjnie.
Tola dotknęła czegoś ważnego. Bo tu nie chodzi tylko o to co kto powiedział - tu chodzi o to że te dwie osoby mają zupełnie inny model tego czym w ogóle jest komunikacja. Dla jednej to jest wymiana informacji, dla drugiej to jest wymiana stanów wewnętrznych. I obie myślą że robią to samo.
Dziękuję za to co napisała Hania, bo to mi bardzo dużo wyjaśnia z moich własnych relacji. Ale chciałem zapytać - czy jeśli ta osoba ma jeszcze na przykład ascendent w Bliźniętach, to ta 'wymiana stanów wewnętrznych' może być jakoś bardziej świadoma? Czy ascendent wpływa na to jak ktoś postrzega własny styl mówienia?
Dobra, ale ja wciąż mam pytanie które zostało bez odpowiedzi - czy ta emocjonalna komunikacja to jest coś co można po prostu poczuć w rozmowie jeśli się jest wrażliwą osobą, nawet bez znajomości wykresu? Bo nie zawsze wiemy czyj wykres mamy przed sobą.
U mnie to działa tak że zanim coś powiem to już czuję odpowiedź drugiej osoby - jakby empatycznie. I przez to albo mówię za dużo bo chcę zapobiec złej reakcji, albo za mało bo już wiem że i tak nie zostanie dobrze przyjęte. Nie wiem czy to jest ta sama dynamika o której mówicie, ale brzmi podobnie.
Słuchajcie, to co pisze Janusz jest ciekawe, bo moja przyjaciółka też czasem mówi że zanim coś powie to 'wie' jak to odebiorę. I potem jest zdziwiona że odbieram inaczej. Może ona nie manipuluje - może ona naprawdę myśli że mnie zna lepiej niż ja siebie?
O właśnie. I to jest chyba najdziwniejsza część tej komunikacji z Rakiem w trzecim - ta pewność że wiedzą co czujesz. Moja przyjaciółka też tak robi i to mnie wyprowadza z równowagi bardziej niż cokolwiek innego co mówi. Mam wrażenie że nie ma miejsca żebym była sobą bo ona już sobie zdecydowała kim jestem.
No ale właśnie to jest ta granica między empatią a projekcją, nie? Bo czuć coś za kogoś i być przekonaną że to jest prawda o tej osobie - to są dwie różne rzeczy. I myślę że to jest sedno tego tematu. Czy Rak w trzecim to jest dom emocji czy dom iluzji o innych?
No i tu jest sedno. Bo między empatią a projekcją jest przepaść, i chyba właśnie ta przepaść jest tym co niszczy relacje. Ale mam pytanie do całej grupy - czy myślicie że osoba z Rakiem w trzecim w ogóle jest zdolna sama zobaczyć tę granicę? Czy zawsze potrzebuje kogoś z zewnątrz żeby jej to pokazać?
@krokus To zależy od tego czy Księżyc - władca trzeciego domu w tym układzie - jest aspektowany przez Saturna albo Urana. Saturn daje tę zdolność do zatrzymania się i sprawdzenia własnych założeń. Bez niego ta projekcja może być naprawdę niewidoczna dla samej osoby. Ale nie powiedziałbym że to reguła bez wyjątków - liczy się cały wykres.
Ale jak nie masz mapy to trudniej się orientować, nie? Mam na myśli - czy właśnie nie po to jest astrologia, żeby pokazać ci coś o sobie co byś sama nie zobaczyła?
Wracam do tego co napisał krokus bo to jest bardzo bliskie mojej sytuacji. Moja przyjaciółka właśnie nie widzi tej granicy. Ona naprawdę jest przekonana że rozumie mnie lepiej niż ja siebie. I nie wiem czy mam jej tłumaczyć językiem astrologii bo ona by się tylko śmiała, czy po prostu powiedzieć wprost że czuję się nie widziana kiedy ona 'wie' co czuję zanim spytam.
Tola to drugie brzmi o wiele mądrzej. Bo wiesz, nawet jak ktoś ma Raka w trzecim i czuje że wie - to i tak potrzebuje usłyszeć że myli się akurat w tym przypadku. Emocja nie czyni z nikogo wyroczni. Ja też się mylę co do tego co czują inni, i to boli jak ktoś mi to powie, ale potrzebuję to słyszeć.
Myślę że ta dyskusja trochę oscyluje między dwoma różnymi pytaniami i warto je rozdzielić. Jedno to: czy ta emocjonalna komunikacja jest silna i przebija do innych. Drugie: czy ta sama komunikacja zawiera błędne założenia o innych. To nie musi iść razem. Można docierać głęboko i mimo to mylić się co do tego czego druga osoba naprawdę doświadcza.
To bardzo ważne co powiedział Celestyna, dziękuję za to rozróżnienie bo ja naprawdę tego nie oddzielałem w głowie. Ale chcę dopytać - czy to znaczy że ta emocjonalna gęstość o której wcześniej pisała Celestyna_91, ta która 'dociera głębiej niż powinna', to jest niezależna od tego czy ta osoba dobrze odczytuje sytuację czy nie?
I to chyba jest odpowiedź na moje pierwotne pytanie z początku tematu. Czy oni manipulują - może i tak, ale nie dlatego że chcą. Dlatego że sposób w jaki mówią jest po prostu inaczej skonstruowany. I to mnie trochę uspokaja w myśleniu o przyjaciółce, choć nie rozwiązuje problemu jak z nią rozmawiać kiedy ona jest przekonana że wie lepiej.
