Słuchajcie, ale to co mówi Tobiasz o Jowiszu w swoim znaku jest ważne, bo wraca do pytania, które zadałam znacznie wcześniej a które trochę przepadło. Czy ten aspekt naprawdę zawsze 'wzbogaca' relacje? Bo teraz mam wrażenie, że im silniejszy Jowisz, tym większe ryzyko, że ta idealizacja jest tak naturalna, że w ogóle nie widać kiedy się zaczyna. I wtedy przebudzenie jest mocniejsze.
To co napisała Zlata brzmi poetycko, ale mam do niej pytanie na serio - czy to znaczy, że ten aspekt nie jest 'dobry', tylko po prostu 'duży'? Bo ja przez długi czas myślałam, że mój kwadrat Wenus-Jowisz to moje szczęście w miłości, a teraz zaczynam myśleć, że to raczej moje zadanie domowe w miłości.
Czekam na odpowiedź Zlaty, bo to pytanie mnie naprawdę nurtuje. 'Dobry' kontra 'duży' - czy to w ogóle dobra para pojęć do opisu aspektów? Bo jak teraz myślę o całym tym wątku, to mam wrażenie, że my cały czas szukamy jakiegoś wyroku: czy ten aspekt jest korzystny czy nie. A może astrologia po prostu nie działa na zasadzie wyroków?
ale poczekaj, bo chcę to dobrze rozumieć. Mówisz 'szukać dużo i długo' - czy to znaczy, że ten aspekt generuje jakiś niepokój? Takie nienasycenie? Bo to by było zupełnie inne od tego, co czytam w popularnych opisach Wenus-Jowisz, gdzie jest tylko 'szczęście w miłości, łatwość w relacjach'.
Czytam to i czuję, że to jest coś ważnego. Czy to rozróżnienie - więcej osób kontra więcej treści - jest ogólną zasadą dla Jowisza, czy to specyficzne dla Wenus-Jowisz? Pytam, bo mam wrażenie, że mogłam przez lata interpretować swoją potrzebę różnorodności jako potrzebę wielu relacji, zamiast głębokości jednej.
Czytam ten wątek o Wenus w siódmym i coraz bardziej zastanawiam się nad swoją koniunkcją w Strzelcu. Jak mam Wenus w siódmym, to szukam partnera. Jak mam koniunkcję w Strzelcu, to szukam przygody. Jak to działa razem? Czy można mieć te dwa naciski jednocześnie i jak to się manifestuje?
Przepraszam, że wchodzę w środek, ale to co Kordelia napisała bardzo do mnie trafia. Mój partner 'zwykłniał' przez pierwsze lata i ja to bardzo przeżywałam. Ale teraz, po kilku latach, mam wrażenie że ta 'zwykłość' to nie jest brak przygody, tylko spokój. Czy może być tak, że Wenus-Jowisz w synastrii uczy nas wartości spokoju, ale dopiero po czasie?
Czytam tę rozmowę z dużym zainteresowaniem i muszę powiedzieć, że wątek 'wyobrażenie kontra rzeczywista osoba' to jest rdzeń całego Wenus-Jowisz. Jowisz powiększa, więc powiększa też wyobrażenie o partnerze. I to wyobrażenie może być tak duże, że realna osoba nie ma szans. Ale kiedy uczymy się rozróżniać mit od człowieka, wtedy ten aspekt zaczyna naprawdę służyć relacji.
To co Przylaszczka mówi o byciu świadkiem wzorca - czy to nie jest właśnie ten moment, w którym astrologia przestaje być przepowiadaniem przyszłości, a zaczyna być sposóbm do rozumienia siebie? Wracając do tytułu wątku: 'czy miłość nas wzbogaca' - może wzbogaca właśnie przez to, że zmusza do konfrontacji z wyobrażeniami?
To co Zlata napisała na koniec bardzo mnie uderzyło - że wzbogacenie się wypracowuje, nie dostaje. Ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Czy to znaczy, że ten aspekt sam w sobie nie daje żadnego bonusu i cała robota leży po stronie człowieka? Pytam, bo czytam różne opisy Wenus-Jowisz i wszędzie jest ta narracja o 'szczęściu w miłości' - i zastanawiam się czy to jest mit czy po prostu uproszczenie.
Zastanawiam się nad tym 'rozszerzaniem' o którym Tobiasz mówi. Czy to rozszerzanie dotyczy tylko skali uczuć, czy też rozszerza się samo pojęcie tego, czego szukamy w miłości? Bo mam wrażenie, że u mnie to drugie - z każdą relacją bardziej wiem, czego chcę, ale lista też rośnie. Czy to jest ten mechanizm?
To co Nuna napisała jest chyba bardzo uczciwe i myślę, że to rozdwojenie - głębia kontra warunki - jest właśnie tym, z czym wielu ludzi z tym aspektem się mierzy. Ale chcę wrócić do tytułu wątku, bo trochę odpłynęliśmy. 'Czy miłość nas wzbogaca' - w tym kontekście ciekawe jest to, że Jowisz to też planeta bogactwa materialnego. Czy ktoś tu ma doświadczenia z tym, że relacja z Wenus-Jowisz w synastrii rzeczywiście wpłynęła też na sytuację finansową, nie tylko duchową?
Czytam o tym poczuciu własnej wartości i zastanawiam się - czy to znaczy, że osoby z Wenus-Jowisz mają naturalnie wyższe poczucie własnej wartości? Bo u mnie to zupełnie inaczej wygląda. Mam wrażenie, że czasem właśnie to 'niedopasowanie' między tym, jak czuję, że powinnam być traktowana, a tym jak jestem, generuje problemy. Nie wiem czy to jest za wysokie poczucie własnej wartości czy za niskie wymagania wobec siebie.
To co Zlata opisuje o 'spokojniejszym' poczuciu własnej wartości - czy można się tego nauczyć, czy to jest coś, z czym się rodzi? Pytam bardzo praktycznie, bo sama czuję to napięcie o którym mówi Kordelia i nie wiem, od czego zacząć żeby to zmienić.
Mam pytanie trochę z boku - czy Wenus-Jowisz w natywnym horoskopie działa podobnie do Wenus-Jowisz w synastrii? Czy to są zupełnie różne mechanizmy? Bo przez całą tę rozmowę mieszamy te dwa konteksty i zastanawiam się czy to jest zasadne.
To podwójne wzmocnienie o którym Tobiasz mówi - czy to jest zawsze dobre? Intuicyjnie wydaje mi się, że za dużo Jowisza to może być tak jak za dużo wszystkiego - przesada. Miałam kiedyś relację, gdzie chyba tak było i było bardzo intensywnie na początku, ale potem coś jakby eksplodowało z nadmiaru. Nie wiem czy to przez to, ale ciekawi mnie czy inni mieli podobnie.
Czytam posty Nuna i Sasanki i mam wrażenie, że ta 'eksplozja' to może być właśnie ten moment, o którym wcześniej mówiła Szafranka - punkt, gdzie albo idziesz dalej świadomie, albo się wycofujesz. I zastanawiam się czy Wenus-Jowisz nie generuje takich punktów częściej niż inne aspekty, właśnie przez tę nadmiarowość.
To pytanie Kordelia o te punkty przełomowe jest bardzo na miejscu. Zastanawiam się tylko, czy Wenus-Jowisz generuje je częściej niż inne aspekty, czy po prostu robi je głośniejszymi? Bo mam wrażenie, że każda relacja ma takie momenty, tylko przy tym aspekcie są bardziej dramatyczne.
Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem - mówimy teraz o natywnym aspekcie, nie synastrii, prawda? Bo jeśli o synastrii, to czy Saturn jednej osoby w tranzyt może 'sprzątać' po Jowiszu relacyjnym? Czy w ogóle tak to działa?
Zgadzam się, że to poszerzenie jest kluczowe, ale chciałam zapytać coś, co mi chodzi po głowie od kilku postów. Czy to poszerzenie, które daje Jowisz w kontakcie z czyjąś Wenus, jest odczuwalne przez obie osoby? Czy może jedna strona czuje się wzbogacona, a druga wręcz odwrotnie - jak gdyby coś z niej 'wychodziło'?
Czytając posty Sasanki zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest czasem wbudowane w sam aspekt - że jedna strona jest bardziej 'dawcą' tej Jowiszowej energii, a druga bardziej odbiera? Czy jest jakaś reguła dotycząca tego, która planeta czyja w synastrii decyduje o kierunku przepływu?
Do sprawdzenia synastrii potrzebujesz dat, godzin i miejsc urodzenia obu osób - bez tego nie masz pełnego obrazu, choć nawet sama data daje przybliżony obraz, jeśli nie masz godziny. Strony takie jak Astro.com mają darmowe opcje do porównywania horoskopów. Ale zanim zaczniesz szukać aspektów - co konkretnie chcesz wiedzieć o tej relacji? Bo Wenus-Jowisz to jeden element, który nic nie mówi bez kontekstu reszty horoskopu.
Właśnie - i to chyba jest sedno całej tej rozmowy, prawda? Ten aspekt nie istnieje sam w sobie, zawsze jest częścią większego obrazu. Ale wracając do tytułu wątku - jeśli miałabym podsumować to, co tu usłyszałam: 'miłość wzbogaca' przy Wenus-Jowisz, ale niekoniecznie w sposób, którego się spodziewamy. Czy ktoś miał relację, gdzie to wzbogacenie było naprawdę wyraźne i jednoznaczne?
