Słuchajcie, ja mam ten aspekt i powiem wam szczerze - dyskutowanie czy on 'działa' albo nie, to trochę jak pytać czy ból głowy który masz jest prawdziwy, bo nikt inny go nie czuje. Może mechanizm jest inny niż myślimy, może to projekcja, może cokolwiek. Ale doświadczenie jest realne. I to doświadczenie rewolucji duchowej która nie wiadomo do czego zmierza - mam je od kiedy pamiętam.
Wrócę do czegoś konkretniejszego bo wątek zaczął się od pytania czy ten aspekt robi z nas 'dziwakó' - i mam wrażenie że to słowo 'dziwak' jest kluczowe a trochę je pominęliśmy. Bo Uran-Neptun w kwadrat czy opozycja to naprawdę różne doświadczenie niż koniunkcja. Koniunkcja może dać coś w rodzaju spójności tego napięcia - jesteś dziwny, ale to twoja normalność. Kwadratura to jakby ta dziwność cię gryzła od środka. Ktoś ma kwadrat i chce to rozwinąć?
Tekla porusza ważną różnicę. Ja mam Uran w sekstyl do Neptuna i to może dlatego nie czuję tego tarcia jako dyskomfortu - bardziej jak coś co po prostu płynie. Ale słyszałam od osób z kwadratem że mają wrażenie jakby stały między dwoma światami i żaden ich nie chce. Czy to brzmi znajomo komuś z tu obecnych?
Przepraszam że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale staram się to wszystko złożyć w całość. Rozumiem że Uran to rewolucja a Neptun to duchowość i rozmycie granic. Ale jak ten aspekt ma się do pokolenia? Bo chyba te planety poruszają się wolno i większość z nas urodziła się z podobnym aspektem? To znaczy że całe pokolenie jest tym 'rewolucjonistą duchowości'?
