Mam takie pytanie, bo nie mogę tego rozgryźć sama. Robię od jakiegoś czasu afirmacje na obfitość finansową - te klasyczne, że pieniądze do mnie płyną, że jestem otwarta na dobrobyt itd. Ale jednocześnie bardzo ciągnie mnie w stronę minimalizmu, mam już dość rzeczy i chcę uprościć życie. I teraz się zastanawiam - czy te dwa cele ze sobą kolidują? Bo z jednej strony mówię 'chcę więcej', a z drugiej 'chcę mniej'. Czy to nie wysyła sprzecznych sygnałów? Może ktoś przez to przechodził i wie, jak to pogodzić albo czy w ogóle da się?
To jest bardzo częsty dylemat i moim zdaniem nie kolidują, tylko ty łączysz dwa różne poziomy - materialny i energetyczny. Afirmacje na obfitość nie muszą oznaczać gromadzenia rzeczy. Możesz afirmować pieniądze i jednocześnie wybierać, że ich nie zamieniasz na stosy przedmiotów. Minimalizm to decyzja o tym, co robisz z zasobami - nie o tym, ile ich masz.
Patrzę na to trochę inaczej. Minimalizmem interesuję się dość długo i on sam w sobie nie jest o braku pieniędzy - jest o świadomym wyborze. Ludzie z pełnymi kontami bankowi mogą być minimalistami. Więc pytanie do Rozalinki: co dokładnie afirmujesz? Bo 'obfitość finansowa' to jedno, ale 'mam dużo rzeczy' to drugie.
Zatrzymajmy się chwilę, bo widzę że rozmowa idzie w dobrym kierunku, ale warto postawić inne pytanie. Rozalinka, a skąd to przekonanie, że te dwa cele mogą kolidować? Co sprawiło, że w ogóle pomyślałaś, że tu jest sprzeczność?
To częste uproszczenie, które krąży w internecie. Podświadomość nie jest dosłowną maszyną, która widzi 'więcej' i 'mniej' jako zero-jedynkowy konflikt. To, co naprawdę tworzy opór, to nie dwa różne cele, tylko nieuświadomione przekonanie, że jedno wyklucza drugie. Jeśli wewnętrznie naprawdę nie widzisz sprzeczności - nie ma blokady. Jeśli widzisz - i tu jest właściwa praca.
A ile czasu zajmuje zanim afirmacje zaczną działać przy takim 'nieświadomym przekonaniu' o konflikcie? Pytam, bo sam mam kilka celów i zastanawiam się czy powinienem skupić się na jednym.
Wchodzę w temat, bo mnie to też dotyczy. Ja pracuję ze słowiańskimi zaklęciami dostatku, ale też ostatnio próbuję upraszczać - odpuszczam zależności od przedmiotów, bo tak mi wychodzi z lektury o perunowych próbach. I podobnie jak Rozalinka miałem chwilę zwątpienia. Ale u mnie to się rozwiązało samo, gdy sformułowałem intencję inaczej: nie 'chcę mieć więcej', tylko 'chcę żeby moje życie miało grunt pod spodem'. I to da się połączyć z minimalizmem bez żadnego konfliktu.
A co jeśli ktoś ma naprawdę sprzeczne cele, nie tak jak tu, ale naprawdę odwrotne? Na przykład afirmuje związek, ale też afirmuje niezależność? Zastanawiam się nad swoją sytuacją bo mam coś podobnego.
Wracając do Rozalinki - myślę że warto też zapytać o praktyczny aspekt: czy robisz te dwie afirmacje w tej samej sesji, jednego po drugim, czy rozdzielasz je w czasie? Bo to może mieć znaczenie nie dlatego, że kolidują, ale dlatego, że skupienie uwagi ma swój rytm.
Właśnie. To jest coś, nad czym warto się zastanowić. Jeśli wrzucasz wszystko do jednej sesji bez żadnej struktury, to uwaga się rozprasza - i tu nie ma magii, to zwykła psychologia koncentracji. Nie mówię, żeby robić pięć osobnych rytuałów dziennie, ale żeby każdą afirmację wypowiadać z pełną uwagą, nie odfajkować na liście.
A jak w ogóle ustalić priorytety między celami? Bo ja mam kilka rzeczy, na których mi zależy, i nie wiem od czego zacząć. Czy jest jakiś sposób żeby to uszeregować?
Do Rozalinki jeszcze jedna myśl - minimalizm i obfitość to są w sumie dwa filary tej samej postawy, jeśli dobrze popatrzeć. Minimalizm mówi: mam dość, żeby być spokojny, nie potrzebuję więcej niż potrzebuję. A obfitość mówi: ufam, że to co potrzebuję, będzie dostępne. Można to afirmować jednym zdaniem, nie dwoma osobnymi ścieżkami.
A to w ogóle działa - to z lustrem? Trochę brzmi jak coś z filmów. Naprawdę można w ten sposób cokolwiek wyczuć?
Wracam do wątku Rozalinki, bo trochę odpłynęliśmy. Rozalinka, rozumiem już jak brzmią twoje afirmacje finansowe, ale nadal nie wiem jak wyglądają te minimalistyczne. Co dokładnie powtarzasz? Bo to jest klucz do oceny czy jest tu jakiś rzeczywisty konflikt.
No i właśnie. 'Mam wszystko czego potrzebuję' razem z 'pieniądze swobodnie do mnie napływają' to nie jest sprzeczność. Pierwsze mówi o wystarczalności i spokoju, drugie o przepływie. Różne poziomy, różne tematy. Problem z którym zaczęłaś wątek prawdopodobnie nie istnieje tak jak go sobie wyobraziłaś.
Uczucie, że coś nie gra, często nie pochodzi z konfliktu między celami. Pochodzi z braku porządku w praktyce, o którym Fela73 już wcześniej mówiła. Jeśli wrzucasz wszystko do jednej nieustrukturyzowanej sesji, to uwaga pracuje chaotycznie i mózg to czuje. To nie jest znak że afirmacje kolidują, tylko że sesja jest za gęsta.
A ile tych afirmacji w jednej sesji to już za dużo? Bo ja mam ich chyba ze dwadzieścia i teraz się zastanawiam czy to nie jest właśnie mój problem.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam jedno pytanie, może trochę z boku. Czy afirmacje w ogóle można łączyć z rytuałami, np. z jakimś prostym rytuałem skupienia na początku? Zastanawiam się czy to by pomogło z tą chaotyczną sesją o której mówicie.
Wracając do tego, co mówiła Aldona03 o tym, że moje afirmacje nie są sprzeczne, bo działają na różnych poziomach, to nadal nie wiem czy powinam je oddzielać w czasie czy mogę robić je w jednej sesji. Czy to w ogóle ma znaczenie?
To ma znaczenie, ale nie takie, jakie myślisz. Nie chodzi o to, że jedna zepsuje drugą. Chodzi o to, że przy jednej sesji uwaga jest niepodzielna i jeśli w jednym momencie mówisz o obfitości, a w następnym o lekkości i braku przywiązania, to umysł nie ma czasu się zaangażować w żaden z tych obrazów na tyle długo. Nie sabotaż, tylko powierzchowność.
To samo co Rozalinka chciałem zapytać. Więc lepiej robić dwie osobne sesje w ciągu dnia czy po prostu bloki, jeden blok finansowy, potem chwila przerwy, potem minimalizm?
No ale przecież kwadrans to kwadrans, ile razy można powtórzyć jedną afirmację przez osiem minut żeby to nie było po prostu nudzenie się. Kiedy faktycznie cokolwiek z tego zostaje?
Czytam ten wątek i mam pytanie może trochę z innej strony. Czy jak ktoś dopiero zaczyna z afirmacjami i jeszcze nie wie co naprawdę chce osiągnąć, to czy w ogóle powinien je robić? Bo trochę tak mam, że chciałabym zmian, ale nie wiem dokładnie jakich.
Właściwie te pytania które Donat zadawał wcześniej w tym wątku, to co czujesz czytając afirmację na głos, czy pojawia się opór, mi bardzo pomogły właśnie żeby dookreślić co jest moje, a co przejęłam skądś. Może to dobry punkt wyjścia zanim się w ogóle wymyśli jakieś zdania.
Właśnie to mnie też spotkało. Miałam afirmacje skopiowane z jakiegoś artykułu i przez długi czas mówiłam je codziennie, a potem nagle poczułam, że to zupełnie nie moje słowa. Dopiero kiedy zaczęłam je przerabiać pod siebie, coś zaczęło się zmieniać. Więc chyba i dla mnie i dla Anesja5 odpowiedź jest ta sama, tylko własne zdania działają.
Ale wracając do pytania z tytułu wątku, bo trochę od niego odpłynęliśmy. Rozalinka pytała o to, czy afirmacje na obfitość i na minimalizm mogą działać razem. Mam pytanie: czy teraz po tej całej rozmowie wiesz już co konkretnie chcesz z tym zrobić? Czy masz jakiś plan?
To dobry plan na start. Co do tej sprzeczności, to zależy jak sformulujesz jedno i drugie. Obfitość finansowa nie musi oznaczać gromadzenia rzeczy. Możesz mieć afirmację o swobodzie finansowej i jednocześnie afirmację o tym, że posiadasz tylko to co naprawdę służy. Sprzeczność znika, jak tylko doprecyzujesz co obfitość dla ciebie znaczy.
