Mam taki dylemat i nie wiem czy to tylko ja tak mam. Zaczynam afirmować sobie coś, na przykład konkretną pracę albo relację, i w połowie mi staje w głowie myśl: ale przecież moja koleżanka już to ma. I zamiast skupić się na sobie, zaczynam się czuć podle. Jakby chcieć czegoś, co ktoś ma, było złe. Czy afirmacje w ogóle działają, jeśli w środku kręci się ta czarna myśl o cudzym? Czy to ją blokuje?
Też tak miałam i mam wrażenie, że to właśnie zawiść jest tym, co rozsadza afirmację od środka. Czytałam gdzieś, że jak afirmujesz coś, co widzisz u kogoś innego, to energia idzie do tej osoby, nie do ciebie. Czy to prawda? Bo to by tłumaczyło dlaczego nic nie wychodzi.
To, co opisujesz, to nie zawiść niszczy afirmację. To poczucie winy po tym, jak pojawia się zawiść, niszczy afirmację. Zawiść to sygnał, że coś chcesz i że to dla ciebie ważne. Sam impuls jest neutralny. Problem zaczyna się, kiedy za nim idzie ocena siebie, bo wtedy wchodzisz w przekonanie, że nie zasługujesz. I właśnie to przekonanie blokuje, a nie sam fakt, że ktoś znajomy ma to, czego pragniesz.
Dodam do tego, co pisze Pajeczyna. Widzenie czegoś u kogoś bliskiego ma jeden konkretny plus: obala wymówkę, że to niemożliwe. Skoro ona ma, to istnieje. Twój mózg nie może już udawać, że tego nie ma na świecie. Z perspektywy budowania afirmacji to dobry punkt startowy, jeśli nie wchodzisz od razu w porównywanie.
Ale jak nie wchodzić w porrównywanie jak sie widzi kogos kto ma to czego sie chce caly czas? Serio pytam, bo mieszkam z siostra i ona ma wszystko co ja chciałabym miec i codzienna afirmacja wyglada tak ze placzę
Moim zdaniem tak, ale jest jeden warunek: musisz zmienić punkt odniesienia w samej afirmacji. Zamiast afirmować 'chcę to co Ania', afirmujesz konkretną rzecz jako coś swojego. 'Mam stabilną, dobrze płatną pracę', a nie 'chcę pracę taką jak Ania'. To brzmi jak drobiazg, ale naprawdę robi różnicę, bo wyciągasz uwagę z porównania i przenosisz ją na siebie.
Przepraszam, że wejdę z boku, ale mam szczere pytanie. Mówicie o 'przepuszczaniu myśli' i 'energii' jak o czymś fizycznym. Czy naprawdę wierzycie, że powtarzanie zdań do lustra zmienia cokolwiek poza tym, że przez chwilę czujecie się lepiej? Bo może problem Zlaty nie leży w złej technice afirmowania, tylko w tym, że po prostu czuje zawiść i to normalne?
Ja mam podobnie jak Zlata_83 tylko u mnie chodzi o relację. Kolega jest w związku który mnie zachwyca i kiedy próbuję afirmować sobie miłość, to zawsze pojawia się jego twarz albo obraz jego związku. I nie wiem, czy to znaczy, że afirmuję jemu czy sobie. Gubiłem się w tym i przestałem w ogóle próbować.
Właśnie to jest coś, z czym też się borykam. Mówię sobie 'mam spokój i stabilność' i po chwili głos w głowie mówi 'nieprawda'. I wtedy czuję się głupio, że w ogóle próbuję. Więc to co pisze Pajeczyna, to chyba moje też.
Mnie to też dotyczy, bo wróciłem myślami do swojej sytuacji z tym kolegą. Próbowałem powiedzieć sobie 'jestem w szczęśliwej relacji' i od razu coś we mnie się zaśmiało. Ale 'uczę się otwierać na miłość' jakoś przeszło gładziej. Czy to znaczy, że powinienem przy tym zostać na teraz?
Czytam to i mam pytanie do Pajeczyny, bo wcześniej dobrze wytłumaczyła różnicę między afirmacjami a terapią. Czy to, o czym teraz mówicie, nie jest po prostu tym samym co praca z przekonaniami w CBT? Stopniowe eksponowanie na trudniejsze twierdzenia, sprawdzanie oporu... brzmi jak dokładnie to samo tylko innymi słowami.
Wracając do tego, co napisał Zlata_83 wcześniej, o tym głosie który mówi 'nieprawda'. Mam wrażenie, że właśnie tu leży ta zawiść, o której jest cały temat. Ona nie bierze się z tego, że komuś złejczymy. Ona bierze się z tego, że widzimy u kogoś dowód na to, że coś jest możliwe, i jednocześnie wierzymy, że dla nas nie jest. To jest sedno tego konfliktu.
I to jest właśnie dobry moment, żeby zmienić afirmację. Nie walczyć ze zdaniem 'nie dla mnie', tylko odpowiedzieć na nie konkretnym przekonaniem. Coś w rodzaju: 'Mam dostęp do tego, czego chcę'. Krótkie, bez szczegółów. Mózg nie może od razu zaprzeczyć, bo to zbyt ogólne żeby je obalić, a wystarczająco konkretne żeby działać.
Słucham tej rozmowy i mam jedno zastrzeżenie do całego tego kierunku. Skupiacie się na tym, jak ominąć opór umysłu, żeby afirmacja 'przeszła'. Ale czy nie warto zapytać, czy ten opór mówi czegoś ważnego? Może 'nie dla mnie' nie jest tylko blokadą, ale sygnałem, że cel nie jest tak naprawdę twój, tylko pożyczony od kogoś innego?
To pytanie Jasmینki mnie zatrzymało. Sama nie wiem, czy chcę tego co mam u koleżanki, bo to jest piękne samo w sobie, czy dlatego, że ona to ma. I czy w ogóle da się to rozdzielić? Bo widząc coś u kogoś, to i tak przez to zobaczyłam, że to istnieje.
Ja mam dokładnie ten problem z tym kolegą o którym pisałem. On ma coś, czego mi brakuje w relacjach i próbuję afirmować sobie to samo. Ale za każdym razem pojawia mi się ten obraz konkretnie jego, nie tego czego chcę. Jak to przepisać, żeby afirmacja dotyczyła mnie, a nie porównania?
Pytam bo wlasnie to mam z ta koleznaka co ma stabilnosc finansowa. jak ją widze to mi sie od razu robi zle i zastanawiam sie czy moje afirmacje sa wtedy 'skaszone' czy dzialaja mimo tego ze czuje zawisc?
Tu jest właśnie ten rdzeń całego tematu. Zawiść nie niszczy afirmacji w sensie technicznym, ale pokazuje, że między tym co mówisz a tym co czujesz jest duża szczelina. Pytanie, czy chcesz ją zasypywać, czy omijać. Oba są możliwe, ale prowadzą w inne miejsca.
A co jeśli ta osoba to ktoś bliski? Mama albo siostra? Bo mi jest trudniej afirmować sobie coś, co ma moja siostra, niż coś co ma obca osoba. Jakby poczucie winy było większe, bo ona to widzi i może pomyśleć, że zamiast się cieszyć, ja tylko chcę to samo.
Czy ktoś w ogóle zapytał siebie głośno: co by się stało, gdybym miała to samo co ona? Ja ostatnio to zrobiłam i okazało się, że właściwie nie wiem. Może dlatego afirmacja nie idzie, bo nie mam obrazu końca, tylko obraz jej.
Tak, to dość typowe. Dyskomfort przy wyobrażaniu sobie siebie z tym, czego chcesz, to często sygnał, że gdzieś głębiej jest przekonanie, że ci się to nie należy albo że to nie jest twoje miejsce. Nie zawiść jako taka, ale coś wcześniejszego od niej.
A nie jest tak, że to całe rozróżnianie to jest właśnie to owijanie w bawełnę, o którym mówiłem wcześniej? Serio pytam, nie zaczepiam. Bo coraz bardziej mi wychodzi, że te kategorie, zawiść, poczucie nienależenia, lęk przed pragnieniem, to są po prostu różne słowa na tę samą rzecz.
u mnie przy afirmacji pojawia sie twarz koleznaki i to chyba wlasnie to o czym piszesz Pajeczyna. ale co z tym robic? tylko patrzec na to czy cos z tym robic aktywnie?
Wracając do tego co pisałem o siostrze. Właśnie to mam. Wiem, czego mi brakuje, mam to nazwane, ale nadal jak ją widzę, to coś we mnie się ściska. I zastanawiam się, czy afirmacje w ogóle mają sens, zanim ta ścisk gdzieś nie odpuści.
Mam pytanie trochę z boku. Czy ktoś w ogóle próbował afirmować coś dla tej osoby, o którą chodzi? Nie wiem czy to ma sens, ale mi ktoś kiedyś powiedział, że afirmowanie dobra dla kogoś, komu zazdroszczę, rozluźnia coś w środku. Nie miałam odwagi sprawdzić.
Mam pytanie do wszystkich, bo trochę się zgubiłem w tej rozmowie. Wróćmy do punktu wyjścia. Czy w ogóle można afirmować sobie coś, co ma ktoś inny, bez poczucia winy? Bo zaczęliśmy od tego i jakoś poszliśmy w stronę zawiści jako osobnego problemu.
a wlasnie chcialam zapytac bo u mnie jest podobnie jak u Obsydiana. ta mysll pojawia sie i potem czuje sie winna ze sie pojawila i przez to afirmacja mi sie rozsypuje zupelnie. jakbym cofala sie do zera za kazdym razem
