Można też podłożyć poduszkę pod miednicę albo oprzeć się o ścianę. Chodzi o to, żeby ciało nie krzyczało i nie przejmowało całej uwagi.
Mam jeszcze pytanie o konkretne afirmacje. Szukam czegoś na pewność siebie, bo z tym u mnie krucho. Macie sprawdzone?
Mnie na pewność siebie najlepiej działa „zasługuję, by zajmować swoje miejsce”. Brzmi banalnie, a potrafi zmienić sposób, w jaki wchodzi się do pokoju.
A na sen coś polecacie? Wieczorem długo nie mogę odpłynąć, bo głowa pracuje.
A wy w ogóle uważajcie, bo afirmacje trzeba robić tylko przy pełni, bo wtedy energia jest najwieksza. W nów nie działają wcale, szkoda zachodu.
Zgadza się - księżyc może być miłą oprawą, jeśli ktoś to lubi, ale codzienność i powtarzalność znaczą nieporównanie więcej niż kalendarz.
Też kiedyś czekałam na „idealny moment” zamiast po prostu zacząć. Najlepszy moment to ten, w którym faktycznie usiądziesz.
A pisanie afirmacji - ma sens, czy wystarczy je powtarzać w medytacji?
U mnie tak właśnie wygląda: rano zapisuję intencję, wieczorem w ciszy do niej wracam. Pismo porządkuje, medytacja utrwala.
To powoli układa mi się w całość. Czyli: krótka sesja, oddech, jedno zdanie w teraźniejszości, z odrobiną emocji, codziennie. Dobrze rozumiem?
Dorzuciłabym tylko jedno: nie oceniaj pojedynczej sesji. Bywają dni „płaskie”, bez żadnych wrażeń, i one też się liczą. Efekt to suma dni, nie jeden zachwyt.
A jak poznać, że już działa? Bo boję się, że robię i robię, a to donikąd.
U mnie pierwszym sygnałem było to, że przestałam reagować na drobiazgi tak gwałtownie jak kiedyś. Dopiero potem zauważyłam to „rozjaśnienie” w środku.
I właśnie dlatego dziennik jest złotem - zapisujesz takie drobiazgi i po czasie widać, ile się zmieniło. Pamięć sama z siebie tego nie zarejestruje.
No dobra, przekonaliście mnie. Spróbuję bez tych setek powtórzeń i bez czekania na pelnie. W teraźniejszości i krótko, jak mówicie.
Dziękuję wam ogromnie. Wchodziłam tu zagubiona, a wychodzę z gotowym planem na jutro rano. Serio kawał dobrej wiedzy w jednym miejscu.
Też dziękuję. Zaczynam od pięciu minut, jedno zdanie, oddech i dziennik. Zobaczymy po trzech tygodniach, dam znać.
Powodzenia obojgu. I pamiętajcie - gorszy dzień to nie koniec praktyki, tylko jej część. Wracajcie bez wyrzutów.
Też życzę wytrwania. Małymi krokami da się zajść naprawdę daleko, sprawdzone na sobie.
Pięknie się ta rozmowa złożyła. Gdyby pojawiły się kolejne pytania w trakcie praktyki, śmiało wracajcie do wątku - chętnie pomożemy.
Dla wszystkich zaczynających: zacznijcie dziś, choćby od trzech oddechów i jednego zdania. Najważniejszy jest pierwszy, mały krok. Spokojnej praktyki.
