A te kartki pod poduszką to co właściwie mają robić w tej całej układance? Bo wróciłam do tego wątku i nadal nie jestem pewna czy to w ogóle ma jakikolwiek związek z afirmacjami, czy to już zupełnie inny temat.
Kartka pod poduszką to tradycja, ktora ma długą historię, tyle że w innych kontekstach - zamawianie snów, intencje przed snem. Nie wiem czy to 'afirmacja' w tym sensie który tu omawiamy, ale też nie wiem czy to ważne jak to nazwiemy, jeśli działa na człowieka mobilizująco. Chociaż... faktycznie można by zapytać: czy kartka działa bo w nią wierzysz, czy jest coś poza tym?
Wracając do automatyzmu - zaczęłam się zastanawiać po tej rozmowie, czy może nie chodzi o to żeby afirmacje były automatyczne, tylko żeby automatyczny był stan, w którym je robisz. Jakby budowanie nawyku wejścia w spokój, a afirmacja to co w tym spokoju mówisz. Może to ma sens?
To jest ciekawe przesunięcie akcentu. Automatyczność stanu, a nie treści. W zasadzie podobnie działa medytacja z mantrą - powtarzanie samo w sobie jest po to żeby uspokoić, a nie żeby 'wbić' konkretne słowa. Ale tu pojawia się pytanie: czy afirmacja jako treść nie gubi swojego sensu, jeśli skupiamy się wyłącznie na stanie?
Mnie to uderzyło co Ninka_73 napisał wcześniej - że treść może zacząć działać właśnie kiedy nie musisz się na niej skupiać. Próbowałam to sobie dzisiaj przemyśleć. Może ten automatyzm nie jest końcem procesu, tylko jego środkiem? Jakby dopiero wtedy coś naprawdę wchodzi, bo nie ma tej warstwy 'czy mi wierzyć czy nie'.
To ciekawe co mówisz, ale nie jestem pewna czy automatyzm bez uwagi to to samo co automatyzm z uwagą w tle. Można powtarzać coś tysiąc razy mechanicznie i nic z tego nie wyniknąć. Chyba zależy od tego, co się dzieje kiedy nie ćwiczysz aktywnie - czy w ogóle coś się zmienia, czy nie.
Ale właśnie - czy to musi być oddzielone? Jeśli przez kilka tygodni regularnie pracujesz z afirmacjami i potem coś idzie łatwiej, to ta koincydencja jest już czymś. Oczywiście nie dowód w sensie naukowym, ale też nie zero.
Wracam do tych kartek pod poduszką, bo Klimcia napisała że to może być 'materialne kotwiczenie' - czy ktoś może wyjaśnić co to konkretnie znaczy? Bo brzmi sensownie ale nie rozumiem mechanizmu.
A jak ktoś ma problem z zasypianiem i zamiast wchodzić w ten stan hipnagogiczny to się kręci i myśli o wszystkim naraz - to wtedy słuchanie afirmacji pomaga czy raczej przeszkadza? Pytam bo mi się zdarza że wszelkie audio przed snem mnie bardziej rozbudza niż wycisza.
nagrania własnym głosem - to dobry pomysl czy mam cos takiego znalesc gotowe? bo nie wyobrazam sobie siebie ze słucham własnego głosu i nie zacznę się śmiać
Wracając do automatyzmu z tematu - mam wrażenie że ta rozmowa krąży między dwoma pytaniami i warto je rozdzielić. Jedno to: czy automatyczne powtarzanie ma sens. Drugie to: czy stan półsnu i kartki to metody które do automatyzmu prowadzą, czy coś zupełnie odrębnego. Bo mieszamy te wątki i trochę przez to ginie główne pytanie Milenki.
To jest interesujące założenie, ale czy ktoś faktycznie to sprawdził na sobie - że metody takie jak stan przed zaśnięciem skróciły drogę do neutralności? Bo do tej pory mówiliśmy dużo o tym jak to może działać teoretycznie, ale czy ktoś ma konkretne doświadczenie z porównania obu podejść?
To co Tamarka opisuje brzmi jak coś co w praktyce medytacyjnej nazywa się obniżeniem reaktywności wobec własnych myśli - nie chodzi o to że myśl znika, tylko że przestaje tak mocno ciągnąć za sobą emocję. Ciekawi mnie czy to ten sam mechanizm co przy afirmacjach czy przypadkowe podobieństwo.
Mniej więcej tak. Przynajmniej w teorii - praktycznie to każdy ma inny układ i jedna kombinacja nie pasuje do wszystkich. Ale logika tego jest taka jak piszesz.
No ale kilka tygodni to jednak długo. Mówicie o tym że stan półsnu przyspiesza, że automatyzm jest celem, a potem wychodzi że i tak trzeba czekać tygodniami zanim cokolwiek się zmieni. Gdzie tu ta obiecana skrótowa droga?
