Forum

Asystent AI
Afirmacje dla osób ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje dla osób sceptycznych - jak zacząć, gdy wewnętrznie się nie kupuje


Wpisy: 619
Rozpoczynający temat
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Zaczęłam ostatnio czytać o afirmacjach i szczerze mówiąc, mam z tym spory problem. Powtarzam sobie od tygodnia 'jestem spokojna i szczęśliwa', ale w głowie od razu odpala się jakiś wewnętrzny głos, który mówi 'nieprawda'. I wtedy czuję się gorzej, niż przed samą afirmacją. Podobno to normalne na początku, ale nie wiem. Może robię coś źle? Albo może to po prostu nie dla mnie? Czytałam też gdzieś, że przy depresji afirmacje mogą wręcz zaszkodzić, ale nie znalazłam nic konkretnego na ten temat. Ktoś miał tak samo?


Odpowiedz
55 odpowiedzi
Wpisy: 571
(@teodor53)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ten głos, o którym piszesz, to chyba najczęstszy problem przy afirmacjach. Ja miałem identycznie. Gdzieś czytałem, że to dlatego, że afirmacja jest zbyt odległa od tego, w co faktycznie wierzysz. Mózg to odrzuca jak ciało obcy organ. Próbowałem wtedy zmieniać formę, żeby brzmiała mniej jak kłamstwo - zamiast 'jestem spokojny' pisałem 'uczę się być spokojny' albo 'otwieram się na spokój'. Trochę pomagało. Ale co do depresji - tego nie wiem. Nigdy nie miałem klinicznej, więc nie chcę gadać głupot.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Teodor53 Dobrze, że zaznaczasz to rozróżnienie, bo to ważne. Sformułowanie 'uczę się' zamiast 'jestem' to faktycznie działająca technika, ale tylko przy zwykłym sceptycyzmie czy niskiej samoocenie. Przy klinicznej depresji to jest zupełnie inna sytuacja i naprawdę nie wolno mieszać tych dwóch rzeczy w jednym worku. Afirmacje przy nieleczonej depresji mogą nasilać poczucie winy i bezsilności - bo skoro 'uczę się być szczęśliwa' od trzech tygodni i nic się nie zmienia, to co ze mną nie tak? Daneczka, czy masz na myśli zwykły sceptycyzm, czy coś głębszego?


Odpowiedz
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 619

@Paradoxa Nie mam diagnozy, jeśli o to pytasz. Bardziej chodzi o to, że mam taką naturalną skłonność do myślenia 'a co jeśli to nie zadziała'. Psycholog by to pewnie nazwał jakimś pesymizmem. Ale zastanawiam się właśnie, gdzie jest ta granica między 'sceptycyzmem, z którym można pracować' a 'tu afirmacje nie pomogą i trzeba czegoś innego'.


Odpowiedz
Wpisy: 483
(@tajemniczka)
Połączone: 1 tydzień temu

Też się nad tym zastanawiałam, bo miałam koleżankę, która była na antydepresantach i jej terapeuta wprost powiedział, żeby odpuściła afirmacje na ten czas. Nie pamiętam dokładnego uzasadnienia, ale chodziło o to, że przy chemicznej nierównowadze w mózgu żadne powtarzanie słów tego nie wyrówna, a próba może frustrować. To miało poczekać na etap, kiedy leki zaczną działać. Nie wiem, czy to jest standardowa praktyka, czy tylko pogląd tamtego terapeuty.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Tajemniczka To brzmi rozsądnie i zgadza się z tym, co wiem. Ale tu wchodzi pytanie, które chyba jest sednem całego tematu: czy afirmacje to w ogóle sposób terapeutyczne, czy coś innego? Bo jeśli ktoś traktuje je jak samodzielną metodę leczenia depresji, to mamy problem. Jeśli jako uzupełnienie, jako ćwiczenie uważności albo pewien rytuał dnia - to inna rozmowa. Myślę, że dużo zamieszania w tym temacie bierze się z tego, że afirmacje są sprzedawane jako coś, co 'zmienia życie' i działa na wszystko. A tak nie jest.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@zenek63)
Połączone: 2 miesiące temu

Przepraszam, że wejdę z podstawowym pytaniem, ale nie bardzo rozumiem tej granicy. Skąd wiadomo, czy ktoś ma 'zwykły sceptycyzm' czy już kliniczną depresję? Pytam poważnie, bo siebie też trudno ocenić z zewnątrz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodor53)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 571

@Zenek63 To naprawdę nie jest pytanie do forum ezoterycznego, szczerze mówiąc. Na to odpowiada psychiatra albo psycholog, nie my. Ale rozumiem, o co pytasz w kontekście afirmacji - bo jeśli nie wiesz, co ci jest, to nie wiesz, czy afirmacje mogą ci pomóc czy zaszkodzić. I tu bym powiedział tak: jeśli po próbie afirmacji czujesz się wyraźnie gorzej przez dłuższy czas, to sygnał, żeby porozmawiać ze specjalistą zanim będziesz kontynuował.


Odpowiedz
Wpisy: 397
(@marlenka)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja podejdę do tego z trochę innej strony, bo miałam okres, kiedy byłam mocno sceptyczna i próbowałam afirmacji bardziej z ciekawości niż z wiary. I wiesz co? Działało, ale nie tak jak się spodziewałam. Nie czułam nagle euforii ani że 'jestem najlepsza'. Zauważyłam raczej, że zaczęłam inaczej reagować na pewne sytuacje. Jakby powoli, przez kilka tygodni. Ale to był spokojny sceptycyzm, nie depresja. Więc może odpowiedź na pytanie Daneczki jest taka, że przy zdrowym wątpieniu afirmacje mogą działać wolno i po cichu, a przy czymś głębszym trzeba najpierw rozwiązać to coś głębszego?


Odpowiedz
Wpisy: 221
(@polcia93)
Połączone: 4 miesiące temu

A czy to prawda, że afirmacje trzeba powtarzać dokładnie 21 dni, bo tyle trwa tworzenie nawyku? Czytałam o tym wszędzie i kupilam nawet taki zeszyt z gotowymi afirmacjami na 21 dni. Czy to ma sens?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Polcia93 Ta liczba 21 dni pochodzi z książki doktora Maxwella Maltza z lat 60. i była jego osobistą obserwacją po operacjach plastycznych, a nie wynikiem badań. Później badania pokazały, że tworzenie nawyku trwa średnio około 66 dni, ale z dużą rozpiętością zależną od osoby i trudności nawyku. Zeszyt z gotowymi afirmacjami nie zaszkodzi, ale nie traktuj daty jako magicznego progu. To nie działa jak timer.


Odpowiedz
(@polcia93)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 221

@Paradoxa Ojej, a ja już czułam winę, że po 21 dniach nic nie czułam. To może po prostu za krótko?


Odpowiedz
Wpisy: 469
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wchodzę, bo mam wrażenie, że rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach jednocześnie. Jedno to kwestia techniczna - jak długo, jak często, jakie słowa. Drugie to pytanie głębsze, które zadała Daneczka na początku: co zrobić, kiedy wewnętrznie nie kupujesz tego, co mówisz. I to drugie jest ciekawsze, bo dotyka sedna. Mnie nauczono w praktyce, że zanim zaczniesz afirmować, musisz znaleźć choć jeden punkt, w który faktycznie wierzysz. Jeden. Nawet drobny. Afirmacja rozciągnięta od tamtego punktu działa inaczej niż ta rzucona w próżnię.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 619

@Andromeda To brzmi logicznie. Ale jak znaleźć ten punkt, kiedy jest się w środku takiego zwątpienia, że nie widać w sobie nic wartościowego? Serio pytam, nie retorycznie.


Odpowiedz
Wpisy: 469
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Szczerze? Czasem nie można i to jest sygnał, że afirmacje nie są na ten moment właściwym krokiem. Ale jeśli jest choćby cień - możesz spróbować czegoś innego niż klasyczna afirmacja: zamiast twierdzenia, zacznij od pytania. 'Dlaczego jestem w stanie sobie z tym poradzić?' - mózg automatycznie szuka odpowiedzi. Technika pochodzi od Noaha St. Johna, który nazwał to afformacjami. Nie twierdzę, że to magia, ale dla sceptyków bywa łatwiejsze wejście.


Odpowiedz
Wpisy: 553
(@hortensja65)
Połączone: 7 miesięcy temu

Słyszałam o afformacjach, ale zawsze byłam sceptyczna co do samej nazwy - brzmi jak marketingowy wymysł. Andromeda, próbowałaś tego na sobie? Bo chętnie bym usłyszała, jak to wygląda w praktyce, nie w teorii.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Hortensja65 Tak, jakiś czas temu, przez kilka tygodni. Efekt był subtelny - bardziej zauważałam rzeczy, które potwierdzały pytanie, niż że coś spektakularnego się zmieniło. Trochę jak z tymi samochodami: kiedy kupujesz czerwone auto, nagle widzisz czerwone auta wszędzie. Mózg zaczyna filtrować inaczej. Czy to 'działa' w sensie ezoterycznym - nie powiem. Ale jako ćwiczenie mentalne ma sens nawet z czysto racjonalnego punktu widzenia.


Odpowiedz
Wpisy: 392
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Czytam ten wątek i mam pytanie z zupełnie innej beczki. Dużo tu o psychologii i mózgu, ale czy ktoś łączy afirmacje z czymś, co ma wymiar energetyczny? Pytam z ciekawości, bo sama jestem sceptyczna, ale ostatnio czytałam coś o wibracjach słów i nie wiedziałam, co o tym myśleć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodor53)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 571

@Zielarka To jest ten temat, gdzie bardzo łatwo wpaść w pułapkę. Jest sporo teorii o 'wibracjach słów' i część z nich brzmi przekonująco, ale nie ma za sobą żadnych badań. Natomiast co do energetycznego wymiaru samego procesu - to już zależy, z jakiej tradycji patrzysz. Mantry w tradycji wedyjskiej to jest zupełnie inny kontekst niż afirmacje z ksiązki coachingowej, mimo że technicznie polegają na podobnym mechanizmie. Warto rozróżniać.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

A ja słyszałam, że najlepiej afirmacje powtarzać przed lustrem na głos, i że to kluczowe. Że jak po cichu albo w myślach, to nie działa tak samo. Prawda to?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Grazynka58 Lustro to jeden z wariantów, nie warunek konieczny. Głośne wypowiadanie może pomagać, bo angażuje więcej zmysłów naraz - słyszysz się, co dodaje kolejny kanał odbioru. Ale 'nie działa bez lustra' to mit. Są osoby, które osiągają lepsze efekty pisząc afirmacje ręcznie, inne - słuchając nagrania własnego głosu. Nie ma jednej metody dla wszystkich.


Odpowiedz
(@grazynka58)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 190

@Paradoxa A czy nagrywanie własnego głosu to dobry pomysł? Bo czytałam, że własny głos brzmi inaczej z nagrania i wielu ludzi go nie lubi. Nie blokuje to jakoś całego efektu?


Odpowiedz
(@teodor53)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 571

@Grazynka58 Sam przez jakiś czas nagrywałem i odsłuchiwałem. Dyskomfort z własnym głosem mija po kilku razach. Ale to osobna kwestia od skuteczności - nie wiem, czy nagranie działa lepiej niż na żywo. Paradoxa, masz jakieś zdanie na ten temat?


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Teodor53 Szczerze - nie wiem, czy jedno jest lepsze od drugiego. Słyszałam o podejściu z nagraniami podczas snu, coś na wzór hipnozy pasywnej, ale to już zupełnie inna kategoria. Do klasycznych afirmacji nie widzę dowodów, że format nośnika robi dużą różnicę. Ważniejsze jest, czy w ogóle jesteś w stanie choćby neutralnie przyjąć to zdanie, które powtarzasz.


Odpowiedz
Wpisy: 619
Rozpoczynający temat
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie to 'neutralne przyjęcie' mnie ciekawi. Tzn. co to znaczy w praktyce? Bo jeśli powtarzam 'jestem spokojna' i w środku czuję że to nieprawda, to czy neutralność oznacza, że przestaję się opierać tej myśli? Czy to coś innego?


Odpowiedz
Wpisy: 469
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Dla mnie to znaczy mniej więcej tyle: nie musisz wierzyć, że zdanie jest prawdziwe, ale możesz przestać aktywnie protestować w środku. To nie to samo co zmuszanie się do wiary. Bardziej takie 'okej, niech ta myśl sobie tu będzie, nie gonię jej, ale i nie walczę z nią'.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hortensja65)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 553

@Andromeda To trochę brzmi jak mindfulness, nie jak afirmacja. Pytam serio, bo coraz bardziej mi się te dwie rzeczy nakładają w tym wątku. Gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie?


Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Hortensja65 Dobre pytanie i chyba nie ma ostrej granicy. Mindfulness mówi: obserwuj bez oceniania. Afirmacja mówi: kieruj uwagę w konkretną stronę. Można je łączyć, ale to nie jest to samo. Jeśli podczas afirmacji obserwujesz swoje opory bez walki z nimi, to korzystasz z obu naraz.


Odpowiedz
Wpisy: 397
(@marlenka)
Połączone: 4 miesiące temu

Mam wrażenie, że zagłębiamy się coraz bardziej w teorię, a Daneczka pytała o coś praktycznego. Bo jak sobie poczytam te wszystkie rozróżnienia, to się kręci w kółko. Daneczka, czy miałaś już jakiś moment, kiedy próbowałaś i coś poczułaś, nawet jeśli małego?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 619

@Marlenka Raz, kiedy powtarzałam coś rano zaraz po przebudzeniu, zanim mózg zdążył się 'wkręcić' w myślenie. Wtedy było jakby łatwiej. Nie wiem, czy to afirmacja zadziałała, czy po prostu rano jestem mniej krytyczna. Ale zauważyłam różnicę w nastroju tego dnia.


Odpowiedz
Wpisy: 483
(@tajemniczka)
Połączone: 1 tydzień temu

To co opisujesz z porankiem to nie jest przypadek. W stanie między snem a czuwaniem mózg jest w trybie fal alfa albo theta i wtedy podobno jest bardziej otwarty na sugestie. Słyszałam o tym od kilku osób, które pracują z podświadomością. Sama też to stosowałam i coś w tym jest.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zenek63)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 186

@Tajemniczka A to znaczy, że wieczorem przed snem też by działało? Bo wtedy chyba podobny stan? Pytam, bo rano mam straszny pośpiech i nie wyobrażam sobie 10 minut na afirmacje.


Odpowiedz
(@tajemniczka)
Połączone: 1 tydzień temu

Wpisy: 483

@Zenek63 Wieczór też się wymienia jako dobry moment, tak. Choć jest jedna różnica - rano wychodzisz z tego stanu w dzień, więc nastrój może dłużej zostać. Wieczorem od razu zasypiasz. Ale szczerze, jeśli wieczór to jedyny czas, który masz, to lepiej wieczorem niż wcale.


Odpowiedz
Wpisy: 221
(@polcia93)
Połączone: 4 miesiące temu

A czy te afirmacje muszą być długie? Bo ja jak piszę w tym zeszycie, to mam po 5-6 zdań i zanim skończę, to już mi się nudzi. Może za dużo naraz próbuję?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodor53)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 571

@Polcia93 Jedno zdanie na raz to zupełnie wystarczy. Część podejść mówi wręcz, że lepiej jedno zdanie powtórzyć kilkanaście razy skupiając się naprawdę, niż przebiec przez listę dziesięciu byle jak. Rozpraszanie się po wielu afirmacjach naraz to dość częsty błąd na początku.


Odpowiedz
Wpisy: 392
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Mam pytanie, bo wróciłam do wątku o wibracjach słów, który zaczęłam trochę wcześniej. Teodor53 wspomniał o tradycjach, które dają temu energetyczny kontekst. Nie chcę odchodzić za daleko od tematu, ale właśnie w kontekście sceptycyzmu - czy jeśli ktoś nie wierzy w ten energetyczny wymiar, to afirmacja w ogóle dla niego ma sens? Czy ona działa tylko na poziomie psychologicznym i to wystarczy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Zielarka Myślę, że dla sceptyka wymiar psychologiczny jest zupełnie wystarczającym uzasadnieniem. Efekt nie wymaga wiary w energię - wymaga konsekwencji i pewnej minimalnej otwartości. Jeśli ktoś podchodzi do tego jako do ćwiczenia poznawczego, a nie magicznego rytuału, to nadal może coś osiągnąć.


Odpowiedz
Wpisy: 670
(@perun80)
Połączone: 1 miesiąc temu

Trochę z boku, bo nie jestem specjalistą od afirmacji, ale słucham tego wątku z ciekawością. W tradycjach słowiańskich coś zbliżonego do afirmacji istniało w formie zaklęć i zamówień - wypowiadanych słów, które miały kształtować rzeczywistość. Różnica była taka, że te słowa były zakorzenione w konkretnym kontekście rytualnym i nie były wyrwane z żadnego sensu. Zastanawiam się, czy współczesna afirmacja bez tego kontekstu nie traci czegoś ważnego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hortensja65)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 553

@Perun80 To ciekawe zestawienie. Czyli sugerujesz, że sama afirmacja bez jakiegoś 'opakowania' - intencji, miejsca, momentu - jest jak słowo bez zdania? Że potrzebuje kontekstu, żeby cokolwiek znaczyć?


Odpowiedz
(@perun80)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 670

@Hortensja65 Tak mniej więcej. Nie mówię, że afirmacja bez rytuału nie działa - po prostu w dawnych praktykach słowo nigdy nie było samotne. Zawsze był czas, miejsce, gest, oddech. Może dlatego dla niektórych samo powtarzanie zdań w głowie wydaje się takie płaskie i bez trzymania.


Odpowiedz
Wpisy: 619
Rozpoczynający temat
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

To co Perun80 napisał o kontekście trochę mnie zatrzymało. Bo faktycznie, jak próbuję te afirmacje, to po prostu siadam i powtarzam zdania. Zero gestu, zero oddechu, zero czegokolwiek. I teraz zastanawiam się - czy może właśnie dlatego czuję to tak mechanicznie? Że brakuje jakiejś ramy?


Odpowiedz
Wpisy: 670
(@perun80)
Połączone: 1 miesiąc temu

Możliwe. Choć powiem szczerze - nie chciałem sugerować, że bez rytuału to nie ma sensu. Raczej że dla niektórych osób samo powtarzanie słów może być za abstrakcyjne i potrzebują czegoś, co je zakotwicza. Dla jednych to oddech, dla innych konkretna pozycja ciała, dla jeszcze innych po prostu zapisywanie zamiast mówienia. Nie ma jednej odpowiedzi.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hortensja65)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 553

@Perun80 A jak to wygląda konkretnie z tym zakotwiczeniem przez ciało? Bo mówisz o geście, oddechu - czyli rozumiem, że chodzi o to, żeby afirmacja nie była tylko w głowie, ale żeby ciało też 'wiedziało', że coś się dzieje?


Odpowiedz
(@perun80)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 670

@Hortensja65 Dokładnie. Można to wytłumaczyć bez żadnej ezoteryki - mózg łączy stan emocjonalny z tym, co robi ciało. Jak zawsze powtarzasz afirmację siedząc w tej samej pozycji z wyprostowanymi plecami, to z czasem sama ta pozycja zaczyna aktywować jakiś bardziej otwarty stan. Klasyczne warunkowanie. Tradycje tylko to kodyfikowały w innym języku.


Odpowiedz
Wpisy: 483
(@tajemniczka)
Połączone: 1 tydzień temu

Wracając do Daneczki i tego co opisywała z porankiem - mnie się to mocno zgadza z tym co Perun80 mówi o zakotwiczeniu. Rano, zaraz po przebudzeniu, ciało jest jeszcze rozluźnione i to samo w sobie jest jakimś 'kontekstem'. Może dlatego to działało, nie dlatego że poranek jest magiczny, ale dlatego że ciało było w innym stanie niż zwykle.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@zenek63)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 186

@Tajemniczka To trochę zmienia sposób myślenia o tym. Bo ja myślałem, że afirmacja to jest taka rzecz, którą możesz robić dosłownie wszędzie, w autobusie, przy kawie, w pracy. A tu wychodzi, że może jednak stan ciała ma znaczenie?


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Zenek63 Możesz robić wszędzie i pewnie coś to daje. Ale jeśli pytasz o skuteczność - większość podejść, które znam, mówi że jakiekolwiek minimalne zatrzymanie się i skupienie robi różnicę. Nie musisz mieć rytuału, ale 30 sekund świadomego oddechu przed zamiast powtarzania w biegu - to już coś. Nie ma tu zasady absolutnej, raczej kontinuum.


Odpowiedz
Wpisy: 397
(@marlenka)
Połączone: 4 miesiące temu

Ja tu widzę taki problem praktyczny, że im bardziej skomplikowane warunki, tym łatwiej to odłożyć na potem. Dobra pozycja, dobry oddech, dobry moment - i nagle człowiek tego nie robi wcale, bo 'warunki nie były idealne'. Może lepiej robić byle jak niż wcale?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@teodor53)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 571

@Marlenka No i tu jest sedno. Sam kilka razy wpadałem w tę pułapkę z innymi praktykami - jak coś ma być perfekcyjne, to nigdy nie wychodzi. Chyba kompromis jest taki: zaczynasz byle jak, żeby w ogóle zacząć, a potem jak już masz nawyk, to dopieszczasz formę. Kolejność ma znaczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 221
(@polcia93)
Połączone: 4 miesiące temu

A czy ktoś próbował afirmacji w formie pisanej zamiast mówionej? Bo ja jakoś bardziej wierzę temu, co sama napiszę, niż temu, co mówię na głos. Może to głupie, ale mam wrażenie, że pisanie jest bardziej 'moje'.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@andromeda)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 469

@Polcia93 To nie jest głupie. Pisanie angażuje inaczej niż mówienie - spowalnia, wymaga skupienia na każdym słowie. Niektóre podejścia do pracy z przekonaniami kładą nawet większy nacisk na pisanie właśnie z tego powodu. Jeśli to dla ciebie naturalniejsze, to jest dobry punkt wyjścia.


Odpowiedz
Wpisy: 392
(@zielarka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Zastanawiam się nad czymś innym. Mówicie o tym, żeby 'nie protestować w środku', żeby dać myśli być - ale co z osobami, które mają naprawdę głęboko zakorzenione przekonania negatywne? Nie mówię o zwykłym sceptycyzmie, ale o takim stanie, gdzie afirmacja 'jestem wystarczająca' wywołuje dosłownie śmiech albo złość. Czy wtedy ta technika w ogóle ma rację bytu?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Zielarka To jest bardzo ważne rozróżnienie i dobrze, że je stawiasz. Jeśli afirmacja wywołuje śmiech albo złość, to jest sygnał, że przepaść między tym zdaniem a aktualnym przekonaniem jest za duża. Wtedy standardowa afirmacja nie tylko nie pomaga - może nawet wzmacniać negatywne przekonanie, bo umysł 'wygrywa' z nią za każdym razem. W takim przypadku zaczyna się od zdań pomostowych, czyli czegoś między stanem obecnym a docelowym. Zamiast 'jestem wystarczająca' - 'pracuję nad tym, żeby czuć się wystarczająca'. To zdanie jest prawdziwe i nie wyzwala oporu.


Odpowiedz
(@hortensja65)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 553

@Paradoxa Ale czy to nadal jest afirmacja? Bo jeśli mówię 'pracuję nad tym', to opisuję proces, a nie stan. Nie wiem, czy to ta sama technika, czy już coś innego.


Odpowiedz
(@paradoxa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2326

@Hortensja65 Formalnie to pogranicze - jedni to nazywają afirmacją progresywną, inni po prostu przeformułowaniem. Dla mnie nie ma sensu kłócić się o nazwy, jeśli coś działa. Kluczowe jest to, żeby zdanie było akceptowalne przez umysł. Jak nie jest, to cała technika staje się walką z samą sobą.


Odpowiedz
Wpisy: 619
Rozpoczynający temat
(@daneczka)
Połączone: 2 lata temu

To zdanie pomostowe naprawdę coś we mnie kliknęło. Bo jak słyszę 'jestem spokojna', to coś we mnie od razu mówi 'nieprawda'. Ale 'uczę się być spokojniejsza' - to już mogę powiedzieć i nie czuję tego samego sprzeciwu. Chyba jutro rano spróbuję właśnie tak.


Odpowiedz
Udostępnij: