Zaczęłam ostatnio czytać o afirmacjach i szczerze mówiąc, mam z tym spory problem. Powtarzam sobie od tygodnia 'jestem spokojna i szczęśliwa', ale w głowie od razu odpala się jakiś wewnętrzny głos, który mówi 'nieprawda'. I wtedy czuję się gorzej, niż przed samą afirmacją. Podobno to normalne na początku, ale nie wiem. Może robię coś źle? Albo może to po prostu nie dla mnie? Czytałam też gdzieś, że przy depresji afirmacje mogą wręcz zaszkodzić, ale nie znalazłam nic konkretnego na ten temat. Ktoś miał tak samo?
Ten głos, o którym piszesz, to chyba najczęstszy problem przy afirmacjach. Ja miałem identycznie. Gdzieś czytałem, że to dlatego, że afirmacja jest zbyt odległa od tego, w co faktycznie wierzysz. Mózg to odrzuca jak ciało obcy organ. Próbowałem wtedy zmieniać formę, żeby brzmiała mniej jak kłamstwo - zamiast 'jestem spokojny' pisałem 'uczę się być spokojny' albo 'otwieram się na spokój'. Trochę pomagało. Ale co do depresji - tego nie wiem. Nigdy nie miałem klinicznej, więc nie chcę gadać głupot.
Też się nad tym zastanawiałam, bo miałam koleżankę, która była na antydepresantach i jej terapeuta wprost powiedział, żeby odpuściła afirmacje na ten czas. Nie pamiętam dokładnego uzasadnienia, ale chodziło o to, że przy chemicznej nierównowadze w mózgu żadne powtarzanie słów tego nie wyrówna, a próba może frustrować. To miało poczekać na etap, kiedy leki zaczną działać. Nie wiem, czy to jest standardowa praktyka, czy tylko pogląd tamtego terapeuty.
Przepraszam, że wejdę z podstawowym pytaniem, ale nie bardzo rozumiem tej granicy. Skąd wiadomo, czy ktoś ma 'zwykły sceptycyzm' czy już kliniczną depresję? Pytam poważnie, bo siebie też trudno ocenić z zewnątrz.
Ja podejdę do tego z trochę innej strony, bo miałam okres, kiedy byłam mocno sceptyczna i próbowałam afirmacji bardziej z ciekawości niż z wiary. I wiesz co? Działało, ale nie tak jak się spodziewałam. Nie czułam nagle euforii ani że 'jestem najlepsza'. Zauważyłam raczej, że zaczęłam inaczej reagować na pewne sytuacje. Jakby powoli, przez kilka tygodni. Ale to był spokojny sceptycyzm, nie depresja. Więc może odpowiedź na pytanie Daneczki jest taka, że przy zdrowym wątpieniu afirmacje mogą działać wolno i po cichu, a przy czymś głębszym trzeba najpierw rozwiązać to coś głębszego?
A czy to prawda, że afirmacje trzeba powtarzać dokładnie 21 dni, bo tyle trwa tworzenie nawyku? Czytałam o tym wszędzie i kupilam nawet taki zeszyt z gotowymi afirmacjami na 21 dni. Czy to ma sens?
Wchodzę, bo mam wrażenie, że rozmawiamy o dwóch różnych rzeczach jednocześnie. Jedno to kwestia techniczna - jak długo, jak często, jakie słowa. Drugie to pytanie głębsze, które zadała Daneczka na początku: co zrobić, kiedy wewnętrznie nie kupujesz tego, co mówisz. I to drugie jest ciekawsze, bo dotyka sedna. Mnie nauczono w praktyce, że zanim zaczniesz afirmować, musisz znaleźć choć jeden punkt, w który faktycznie wierzysz. Jeden. Nawet drobny. Afirmacja rozciągnięta od tamtego punktu działa inaczej niż ta rzucona w próżnię.
Szczerze? Czasem nie można i to jest sygnał, że afirmacje nie są na ten moment właściwym krokiem. Ale jeśli jest choćby cień - możesz spróbować czegoś innego niż klasyczna afirmacja: zamiast twierdzenia, zacznij od pytania. 'Dlaczego jestem w stanie sobie z tym poradzić?' - mózg automatycznie szuka odpowiedzi. Technika pochodzi od Noaha St. Johna, który nazwał to afformacjami. Nie twierdzę, że to magia, ale dla sceptyków bywa łatwiejsze wejście.
Słyszałam o afformacjach, ale zawsze byłam sceptyczna co do samej nazwy - brzmi jak marketingowy wymysł. Andromeda, próbowałaś tego na sobie? Bo chętnie bym usłyszała, jak to wygląda w praktyce, nie w teorii.
Czytam ten wątek i mam pytanie z zupełnie innej beczki. Dużo tu o psychologii i mózgu, ale czy ktoś łączy afirmacje z czymś, co ma wymiar energetyczny? Pytam z ciekawości, bo sama jestem sceptyczna, ale ostatnio czytałam coś o wibracjach słów i nie wiedziałam, co o tym myśleć.
A ja słyszałam, że najlepiej afirmacje powtarzać przed lustrem na głos, i że to kluczowe. Że jak po cichu albo w myślach, to nie działa tak samo. Prawda to?
Właśnie to 'neutralne przyjęcie' mnie ciekawi. Tzn. co to znaczy w praktyce? Bo jeśli powtarzam 'jestem spokojna' i w środku czuję że to nieprawda, to czy neutralność oznacza, że przestaję się opierać tej myśli? Czy to coś innego?
Dla mnie to znaczy mniej więcej tyle: nie musisz wierzyć, że zdanie jest prawdziwe, ale możesz przestać aktywnie protestować w środku. To nie to samo co zmuszanie się do wiary. Bardziej takie 'okej, niech ta myśl sobie tu będzie, nie gonię jej, ale i nie walczę z nią'.
Mam wrażenie, że zagłębiamy się coraz bardziej w teorię, a Daneczka pytała o coś praktycznego. Bo jak sobie poczytam te wszystkie rozróżnienia, to się kręci w kółko. Daneczka, czy miałaś już jakiś moment, kiedy próbowałaś i coś poczułaś, nawet jeśli małego?
To co opisujesz z porankiem to nie jest przypadek. W stanie między snem a czuwaniem mózg jest w trybie fal alfa albo theta i wtedy podobno jest bardziej otwarty na sugestie. Słyszałam o tym od kilku osób, które pracują z podświadomością. Sama też to stosowałam i coś w tym jest.
A czy te afirmacje muszą być długie? Bo ja jak piszę w tym zeszycie, to mam po 5-6 zdań i zanim skończę, to już mi się nudzi. Może za dużo naraz próbuję?
Mam pytanie, bo wróciłam do wątku o wibracjach słów, który zaczęłam trochę wcześniej. Teodor53 wspomniał o tradycjach, które dają temu energetyczny kontekst. Nie chcę odchodzić za daleko od tematu, ale właśnie w kontekście sceptycyzmu - czy jeśli ktoś nie wierzy w ten energetyczny wymiar, to afirmacja w ogóle dla niego ma sens? Czy ona działa tylko na poziomie psychologicznym i to wystarczy?
Trochę z boku, bo nie jestem specjalistą od afirmacji, ale słucham tego wątku z ciekawością. W tradycjach słowiańskich coś zbliżonego do afirmacji istniało w formie zaklęć i zamówień - wypowiadanych słów, które miały kształtować rzeczywistość. Różnica była taka, że te słowa były zakorzenione w konkretnym kontekście rytualnym i nie były wyrwane z żadnego sensu. Zastanawiam się, czy współczesna afirmacja bez tego kontekstu nie traci czegoś ważnego.
To co Perun80 napisał o kontekście trochę mnie zatrzymało. Bo faktycznie, jak próbuję te afirmacje, to po prostu siadam i powtarzam zdania. Zero gestu, zero oddechu, zero czegokolwiek. I teraz zastanawiam się - czy może właśnie dlatego czuję to tak mechanicznie? Że brakuje jakiejś ramy?
Możliwe. Choć powiem szczerze - nie chciałem sugerować, że bez rytuału to nie ma sensu. Raczej że dla niektórych osób samo powtarzanie słów może być za abstrakcyjne i potrzebują czegoś, co je zakotwicza. Dla jednych to oddech, dla innych konkretna pozycja ciała, dla jeszcze innych po prostu zapisywanie zamiast mówienia. Nie ma jednej odpowiedzi.
Wracając do Daneczki i tego co opisywała z porankiem - mnie się to mocno zgadza z tym co Perun80 mówi o zakotwiczeniu. Rano, zaraz po przebudzeniu, ciało jest jeszcze rozluźnione i to samo w sobie jest jakimś 'kontekstem'. Może dlatego to działało, nie dlatego że poranek jest magiczny, ale dlatego że ciało było w innym stanie niż zwykle.
Ja tu widzę taki problem praktyczny, że im bardziej skomplikowane warunki, tym łatwiej to odłożyć na potem. Dobra pozycja, dobry oddech, dobry moment - i nagle człowiek tego nie robi wcale, bo 'warunki nie były idealne'. Może lepiej robić byle jak niż wcale?
A czy ktoś próbował afirmacji w formie pisanej zamiast mówionej? Bo ja jakoś bardziej wierzę temu, co sama napiszę, niż temu, co mówię na głos. Może to głupie, ale mam wrażenie, że pisanie jest bardziej 'moje'.
Zastanawiam się nad czymś innym. Mówicie o tym, żeby 'nie protestować w środku', żeby dać myśli być - ale co z osobami, które mają naprawdę głęboko zakorzenione przekonania negatywne? Nie mówię o zwykłym sceptycyzmie, ale o takim stanie, gdzie afirmacja 'jestem wystarczająca' wywołuje dosłownie śmiech albo złość. Czy wtedy ta technika w ogóle ma rację bytu?
To zdanie pomostowe naprawdę coś we mnie kliknęło. Bo jak słyszę 'jestem spokojna', to coś we mnie od razu mówi 'nieprawda'. Ale 'uczę się być spokojniejsza' - to już mogę powiedzieć i nie czuję tego samego sprzeciwu. Chyba jutro rano spróbuję właśnie tak.
