Zastanawiam się nad czymś, bo sam mam ADHD i od jakiegoś czasu próbuję afirmacji. Problem jest taki, że mój mózg dosłownie nie potrafi skupić się na jednym zdaniu przez dłużej niż kilka sekund. Czytam te wszystkie porady żeby powtarzać to samo zdanie rano i wieczorem, codziennie, przez 30 dni. I albo mi się myśli rozjeżdżają, albo po tygodniu mam już tak dość tego samego zdania, że reaguje na nie irytacją zamiast wiarą. Czy to w ogóle może działać inaczej dla kogoś takiego jak ja? Czy ktoś z ADHD albo autyzmem ma jakieś inne podejście do afirmacji, które faktycznie działa?
Też o tym myślałam, bo pracuję z kilkoma osobami z ADHD przy medytacji i afirmacjach. Zauważyłam, że klasyczne powtarzanie tego samego zdania po prostu nie trafia do mózgu, który potrzebuje nowości żeby w ogóle zadziałać. Jedna z tych osób zaczęła zapisywać afirmacje ręcznie każdego ranka, ale za każdym razem troszkę inaczej sformułowane. Nie 'jestem spokojna' trzydzieści razy, tylko za każdym razem nowe rozwinięcie tej samej myśli. Efekt był wyraźny po kilku tygodniach. Nie wiem czy to działa bo omija schemat, który mózg ADHD blokuje, czy z jakiegoś innego powodu. Ktoś to już analizował głębiej?
To, co opisujesz Malwinia, to jest właściwy trop, ale żebym nie zostawił tego bez kontekstu. Mózg przy ADHD ma inaczej ustawiony próg nowości dla dopaminy. Monotonia nie tylko nudzi, ona dosłownie nie generuje sygnału, który byłby potrzebny do tego, żeby cokolwiek się zapisało. Powtarzanie tego samego zdania działa u osób neurotypowych między innymi dlatego, że spokojne rytmiczne powtarzanie w jakimś sensie wycisza i otwiera. U kogoś z ADHD ten sam mechanizm może zadziałać odwrotnie, mózg wyłącza się ze znudzenia. Stąd warianty, ruch przy afirmacjach, mówienie na głos w chodzeniu, wszystko co daje zmysłową różnorodność. Ale mam pytanie do Ferdek86: czy próbowałeś mówić afirmacje głośno podczas jakiegoś ruchu, spaceru na przykład?
To że przestajesz się denerwować na sam proces to już jest coś. Napięcie wokół praktyki blokuje ją skuteczniej niż cokolwiek innego. Jeśli chodzenie sprawia, że ciało jest spokojniejsze a słowa w ogóle wchodzą do głowy, to jest lepsza baza niż siedzenie z zacisniętymi zębami i powtarzanie na siłę. Nie trzeba być skupionym na każdym słowie żeby coś się zmieniało.
A co z autyzmem? Bo rozumiem, że ADHD to problem z utrzymaniem uwagi, ale słyszałam że u osób autystycznych jest zupełnie odwrotnie, że one mogą skupić się na jednym zbyt długo i wchodzą w pętle. Czy afirmacje nie są wtedy ryzykowne w tym sensie, że ktoś może zacząć kompulsywnie je powtarzać i to zaczyna bardziej stresować niż pomagać?
Szczerze mówiąc to brzmi jakby afirmacje były zaprojektowane dla jednego bardzo wąskiego typu mózgu. Tych ze spokojem, regularną uwagą i bez żadnych specyficznych trudności. Nie mówię że to złe, ale trochę to dziwne że nikt nie zastanawia się nad tym w tych wszystkich poradnikach do samorozwoju.
Ciekawe bo moj syn ma dysleksje i zupelnie inaczej reaguje na słyszane niż na czytane. Jak mu puszczam nagrania z afirmacjami przed snem to efekty widać, ale jak sam czyta to karteczke na lustrze to po prostu go to drażni. Mozg dyslektyczny inaczej przetwarza tekst pisany i to chyba ma wplyw na to jak afirmacja dociera. Czy ktoś testował nagrywanie wlasnym głosem zamiast czytania?
Warto tu rozdzielić dwie rzeczy, bo mi się wydaje, że w tej rozmowie mieszamy ze sobą mechanizm i formę. Mechanizm afirmacji, czyli powtarzalne kierowanie uwagi na inne przekonanie, może działać niezależnie od formy. Forma, czyli czy powtarzasz na głos, piszesz, słuchasz, ruszasz się przy tym, to jest kwestia dostosowania do konkretnej osoby. Problem z neurodywersją nie polega na tym, że mechanizm nie działa, tylko że domyślna forma jest po prostu dobrana pod inny typ przetwarzania.
Przepraszam że się wtrącę z takim podstawowym pytaniem, ale czy ktoś może wytłumaczyć dlaczego w ogóle afirmacje mają działać? Czy jest jakieś wyjaśnienie poza 'powtarzasz i mózg to przyjmuje'? Bo jeśli rozmawiamy o tym jak dostosować je do różnych mózgów, to chyba warto wiedzieć co tak naprawdę te mózgi mają z nimi robić.
Ale ile czasu to trwa? Bo czytałam że 21 dni i efekty widoczne, a tu ktoś mówi kilka tygodni, ktoś inny że miesiąc, syn Wrozbirza po 3 tygodniach. Nie ma żadnej konkretnej liczby czy to jest indywidualne?
Czy to znaczy że afirmacje mogą być generalnie ryzykowne przy pewnych typach osobowości, nie tylko przy neuroróżnorodności? Bo z tego co czytam w tym wątku to wychodzi, że mechanizm jest neutralny, a cały problem leży w tym jak konkretny mózg go przetwarza.
Wracając do mojego przypadku, bo tu mam ADHD i to był punkt wyjścia. Spróbowałem tego co Ewaryst pisał wcześniej, czyli bez presji na formę. Przez kilka dni nie powtarzałem nic konkretnego, tylko rano mówiłem coś co aktualnie czułem jako prawdziwe, niekoniecznie żadna gotowa afirmacja. Było to dziwne ale nie denerwujące. Nie wiem czy to 'działa' w tym sensie co klasyczne, ale przynajmniej nie mam tej irytacji po pierwszych sekundach.
Właśnie to miałem na myśli. Że wejście bez oporu jest ważniejsze niż trzymanie formy. Jeśli to co mówisz jest prawdziwe dla ciebie w tej chwili, to mózg nie musi walczyć z disonansem. Przy ADHD to opór generuje ucieczkę uwagi, nie sama treść. Ciekawe co z tego wyniknie po kolejnym tygodniu.
Ale jeśli mówisz tylko to co akturalnie czujesz jako prawdziwe, to gdzie tu w ogóle afirmacja? Afirmacja ma być czymś do czego dążysz, nie opisem stanu bieżącego. Przynajmniej tak to rozumiałam. Czy to nie jest zwykłe mówienie do siebie?
Mój syn probował tej wersji ze zdaniami blizszymi prawdy i powiedzial ze mu latwiej to mowic bez wstydz. Bo jak mu dawałem klasyczne 'jestem dobry w czytaniu' to sie krzywił bo wiedział że to nieprawda. A 'czytanie mi idzie coraz lepiej' był dla niego do przyjecia. Czyli może to bardziej kwestia wiarygodnosci niż długosci powtarzania.
Ja mogę powiedzieć tyle, że po kilku tygodniach tej luźniejszej wersji nie mam jakiegoś przełomu, ale jest jedna konkretna zmiana. Przestałem się budzić z poczuciem że powinienem coś zrobić a nie zrobiłem. Nie wiem czy to afirmacje czy coś innego, ale zbiegło się w czasie. Może dla mnie miernikiem nie powinno być jakieś wielkie 'czuję się pewny siebie', tylko takie małe rzeczy.
I to jest właśnie warte uwagi. Zmiana w tym codziennym szumie tła jest często pierwszym sygnałem, że coś się przesuwa. Nie wielki przełom, tylko że coś przestało ciążyć. Przy ADHD te małe przesunięcia są trudniejsze do zauważenia, bo uwaga leci gdzie indziej. Dobrze że to wyłapałeś.
Czy ktoś próbował robić afirmacje właśnie w ruchu? Chodzenie, bieganie, cokolwiek. Ciekawi mnie czy rytm fizyczny faktycznie pomaga czy to tylko teoria.
Moj syn robi to na rowerze. Stacjonarnym, w domu. Mówi że mu łatwiej bo nie musi myśleć o tym że mówi, po prostu mówi i jedzie. Nie wiem czy to działa tak jak powinno, ale przynajmniej w ogóle to robi, a wcześniej rzucał po kilku dniach.
Słucham tego wątku od jakiegoś czasu i mam wrażenie że im dłużej czytam, tym mniej wiem co afirmacja właściwie robi. Najpierw była mowa o przeprogramowaniu przekonań, potem o kierowaniu uwagi, teraz o wejściu w odpowiedni stan przez ruch. To są trzy różne mechanizmy czy jeden?
Zgadzam się z tym co napisała Serenity70. Wchodząc tu szukałem czegoś w stylu 'afirmacje dla ADHD krok po kroku' i wychodzę z poczuciem że takiego przepisu nie ma i być nie może. To jest trochę frustrujące, ale jednocześnie jakoś ulga, że nie robię tego źle tylko dlatego że nie trzymam się schematu.
I to jest chyba najważniejszy wniosek z całej tej dyskusji. Nie ma schematu, ale są kierunki. Mniejszy dysonans, bliżej prawdy, kotwica kontekstowa zamiast abstrakcji, dostęp przez ruch jeśli pomaga. To nie jest instrukcja, to zestaw pytań do sprawdzenia na sobie. Czy ktoś ma doświadczenie z prowadzeniem tego jakoś zapisywanego, żeby móc porównywać co działa?
Mój syn ma zeszyt. Zapisuje co mówił i jak sie czuł, ale nieregularnie. Raz na kilka dni, nie codziennie. Zastanawiam się czy ta nieregularność go dyskwalifikuje, bo czytałem że przy afirmacjach liczy się systematyczność.
Mam pytanie może trochę z boku, ale mnie to nurtuje od dłuższego czasu. Czy jest jakaś różnica między tym, że afirmacja przestaje budzić opór, a tym że po prostu się do niej przyzwyczajasz i przestaje w ogóle cokolwiek robić? Bo te dwa stany chyba wyglądają podobnie z zewnątrz.
A jak to sprawdzić u kogoś kto nie bardzo umie obserwować swoje stany wewnętrzne? Mój syn mówi że nic nie czuje kiedy mówi te zdania. Nie oporu, nie rozpoznania, nic. Czy to jest ten problem z ADHD o którym tu pisaliście wcześniej?
To co mówi Malwinia trochę mnie uderza. Ja też nie jestem pewien czy to co czuję to 'opór' czy po prostu nie lubię tego robić. Jak odróżnić że coś nie działa od tego że coś jest po prostu niewygodne w procesie?
Dyskomfort procesu i opór wobec treści mają różne podpisy. Dyskomfort procesu to 'nie chce mi się, nudne, za długo'. Opór wobec treści to 'to zdanie mnie irytuje, brzmi fałszywie, chce je skończyć szybciej niż inne'. Jeśli masz jedno zdanie które mówisz z większym napięciem niż pozostałe, to jest twój opór. On wskazuje na przekonanie które wymaga pracy.
