Mam pytanie, które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Pracuję z afirmacjami już dość regularnie, ale ostatnio podzieliłam praktykę na dwie sesje dziennie - rano afirmacje związane z pieniędzmi i pracą, wieczorem te dotyczące zdrowia i relacji. I zaczynam się zastanawiać, czy w ten sposób nie rozbijam energii na zbyt wiele stron naraz. Czy ktoś miał podobnie? Czuję, że każda sesja jest mniej 'gęsta' niż wtedy, gdy robiłam jedną, skoncentrowaną. Może to tylko moje odczucie, ale może jest w tym coś więcej.
Ja też tak miałam. Przez chwilę rozdzielałam afirmacje na rano i wieczór, różne cele, i miałam wrażenie jakby coś było rozmyte. Ale nie wiem, czy to kwestia energii, czy po prostu kwestia skupienia, bo rano mam głowę gdzie indziej niż wieczorem. Może nie chodzi o rozproszenie samej energii, tylko o to, że my sami nie jesteśmy tak skupieni w tych różnych momentach?
Z moich obserwacji wynika, że każda intencja powinna mieć swoją osobną sesję, właśnie po to żeby energia nie 'mieszała' się ze sobą. To jak dwa rytuały naraz - jeden drugiego osłabia. Rano manifest finansowy, wieczorem manifest zdrowotny - to jest poprawna praktyka, rozdzielenie jest tu kluczowe. Nie ma co łączyć różnych intencji w jedną sesję, bo podświadomość się gubi.
Podejrzewam, że to kwestia zaangażowania emocjonalnego. Kiedy masz jedną sesję z jednym celem, łatwiej wejść w stan głębokiego skupienia. Przy dwóch sesjach z różnymi tematami, szczególnie jeśli jedna jest rano a druga wieczorem, masz inne warunki, inny poziom energii własnej, inny nastrój. Mózg inaczej przetwarza afirmacje w stanie spokojnego wieczornego wyciszenia i w porannym biegu. To może być po prostu to.
A czy ktoś próbował robić krótką medytację przed każdą sesją, żeby się właśnie 'nastroić'? Ja tak robię i mam wrażenie, że wtedy sesje poranna i wieczorna są bardziej równoważne pod względem skupienia. Tylko nie wiem, czy to cokolwiek zmienia w kontekście tego, o czym piszecie - czyli czy cel powinien być jeden czy wiele.
Mam trochę inne podejście do tego tematu. Z tego co obserwuję, problem nie leży w liczbie celów, tylko w tym, jak sformułowane są afirmacje. Jeśli afirmacja jest zbyt ogólna, to żadna liczba sesji nie pomoże. Jeśli jest konkretna i dobrze osadzona emocjonalnie, to nawet dwie-trzy sesje dziennie z różnymi celami mogą działać. Sama struktura 'ile sesji' to może być drugoplanowe.
Przepraszam, że się wtrącam - to jest moje pierwsze spotkanie z tym tematem. Czy możecie mi powiedzieć, co znaczy, że afirmacja jest 'dobrze osadzona emocjonalnie'? Jak to się robi w praktyce?
A jak długo trzeba tak robić, żeby zobaczyć jakieś efekty? Pytam bo zaczynam i nie wiem, czy to kwestia tygodnia, miesiąca...
Wracając do mojego pierwotnego pytania - bo skręciliśmy w stronę czasu trwania praktyki. Czy ktoś praktycznie testował różnicę między jedną sesją zbiorczą a dwiema sesjami z różnymi celami? Mówię o własnym doświadczeniu, nie o teorii. Mnie konkretnie chodzi o to poczucie rozproszenia, które opisałam.
Testowałam i o ile dobrze pamiętam moje zapiski, to przy dwóch osobnych sesjach z różnymi celami byłam bardziej konsekwentna - bo wieczorna sesja nie 'gryzła się' tematycznie z poranną i nie robiłam bałaganu w głowie. Jedna sesja z wieloma celami, przynajmniej u mnie, sprawiała że niektóre afirmacje traktowałam po macoszemu, bo skupiałam się bardziej na tych ważniejszych dla mnie w danym momencie. Więc paradoksalnie dwie sesje dawały mi więcej równowagi.
Dobrze, żeby to wybrzmia, bo chyba w tej dyskusji mamy kilka różnych wątków naraz. Jedno pytanie brzmi: czy dwie sesje są lepsze niż jedna zbiorcza pod względem skupienia? Drugie: czy w ogóle istnieje coś takiego jak rozpraszanie energii między celami? Gosiunia mówi, że to drugie to mit. Czy ktoś ma inne zdanie?
Ja bym to postawił inaczej. Pytanie o 'energie' jest pytaniem o coś, czego nie da się zmierzyć i do niczego nie prowadzi. Pytanie o skupienie, regularność i zaangażowanie emocjonalne - to ma ręce i nogi. I z tego punktu widzenia dwie osobne sesje mogą mieć sens, ale nie z powodów energetycznych, tylko czysto praktycznych.
Przepraszam, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Gosiunia mówi, że 'mieszanie energii' to mit, ale że dwie sesje mogą i tak działać lepiej. Czyli mogę robić dwie sesje, ale po prostu z innych powodów niż myślałam?
Słucham tej dyskusji i mam trochę inne podejście. Ja pracuję też z czakrami i z medytacją i dla mnie te dwie sfery sie przenikają. Kiedy robię afirmacje, to jednocześnie czuje w którym miejscu ciała ta afirmacja 'siada'. Jeśli robię dwie sesje z różnymi celami, to zauważam, że angażuję inne obszary ciała, inne czakry. Może właśnie o to chodzi w tym 'rozpraszaniu' - nie o jakiś ogólny zasób energii, ale o to że uwaga idzie w różne strony ciała?
Powiem ci Sigilia, że jak zaczęłam dbać o to, żeby każda sesja miała wyraźny początek i koniec, jakiś mały rytuał zamknięcia, to ta 'gęstość' wróciła nawet przy dwóch osobnych sesjach. Wcześniej jedną kończyłam i prawie od razu zaczynałam myśleć o drugiej. To było jak bieganie bez zatrzymania.
Ja chcę wrócić do kwestii czasu, bo myślę że tu nie powiedziano wszystkiego. Nawet jeśli mamy dwie sesje, to ich łączny czas powinien być taki sam jak jedna dłuższa sesja, inaczej każda z nich jest zwyczajnie za krótka. Minimalna efektywna sesja to moim zdaniem co najmniej kwadrans.
Właściwie Anusia trafia w coś, co sama ostatnio testuję. Zaczęłam notować nie tylko treść afirmacji, ale też stan przed i po. I okazuje się, że moje dwie sesje różnią się od siebie pod tym względem znacznie bardziej niż myślałam. Rano wychodzę z sesji spokojniejsza, wieczorami bardziej pobudzona. Ciekawe czy to pora dnia, czy temat.
A jakie afirmacje robisz rano, a jakie wieczorem? Bo może to nie pora dnia, tylko to że tematy, które wybierasz na każdą sesję, mają inny ładunek emocjonalny?
Ja też to zauważyłam u siebie. Afirmacje zdrowotne mają ten ładunek bo za nimi często jest jakiś strach. I wtedy sesja jest gęstsza emocjonalnie, niezależnie od pory. Może to jest też odpowiedz na to pierwotne pytanie z wątku - 'gęstość' którą czujesz to nie kwestia rozproszenia, tylko różny ładunek w różnych celach.
Moim zdaniem jest jeszcze jeden aspekt który tu pominięto. Liczba celów to jedno, ale ważne jest też czy cele są ze sobą spójne energetycznie. Jeśli rano afirmuje obfitość finansową, a wieczorem zdrowie, to są to zgodne kierunki - obydwa budują. Ale jeśli ktoś rano afirmuje odwagę, a wieczorem spokój i wyciszenie, to może być pewien dysonans w przekazie który wysyła.
Wróćcie chwilę do tego co Kostroma mówiła o czakrach i miejscach w ciele. Skoro różne tematy 'siadają' w różnych miejscach, to czy to znaczy że przy dwóch sesjach powinno się też jakoś przygotowywać ciało osobno pod każdą z nich? Jak to wygląda w praktyce?
To co napisałaś na końcu wydaje mi się kluczowe dla całego wątku. Skupienie i domknięcie. Ale mam pytanie - jak to domknięcie wygląda u ciebie w praktyce rano? Bo wieczorne łatwiej sobie wyobrazić, idziesz spać, jest naturalna przerwa. A rano?
A czy takie domknięcie trzeba jakoś specjalnie wymyślić, czy naprawdę wystarczy zwykła czynność? Zastanawiam się bo próbuję wprowadzić coś podobnego i nie wiem czy moje 'sygnały' są wystarczająco wyraźne dla głowy.
Zostańmy chwilę przy tym pytaniu Honorka, bo to jest coś co dotyczy bezpośrednio tematu wątku. Jeśli domknięcie jest kluczem do tego żeby dwie sesje nie zaburzały się wzajemnie, to pytanie o rozpraszanie energii staje się pytaniem o jakość przejścia między sesjami, a nie o liczbę celów.
Przy trzech sesjach jest jeszcze jeden element - jeśli każda dotyczy innego obszaru życia, to w pewnym momencie te obszary zaczynają się ze sobą mieszać, przynajmniej tak to czułam. Rano praca, południe relacje, wieczór zdrowie - i głowa po tygodniu przestaje wiedzieć na czym stoi.
