To jest ważne rozróżnienie które zadałaś. Skupienie na dźwięku słów a skupienie na ich znaczeniu to dwa różne poziomy. Żeby afirmacja zaczęła przesuwać przekonanie, potrzebne jest to drugie. Możesz słyszeć zdanie setki razy i nic się nie zmieni jeśli umysł nie przetwarza sensu, tylko rejestruje dźwięk jak tło muzyczne.
Dobra ale wróćmy do liczb bo to był oryginalny temat. Eugenka powiedziała trzy do pięciu. Czy to znaczy że jak ktoś robi dziesięć afirmacji dziennie to już za dużo? Pytam bo mam na liście chyba z dwanaście i teraz nie wiem czy to problem.
Ja miałam przez pewien czas listę podobnej dlugosci i szczerze powiem, ze skończyło się tym ze robiłam je jak listę zakupów. Redukcja do czterech, pięciu naprawdę zmieniła jakość. Nie powiem że od razu poczułam efekty, ale sama sesja przestała być obowiązkiem.
Czytam tę dyskusję i mam jedno dodatkowe pytanie do całej grupy. Mówicie dużo o ilości i skupieniu, ale czy ktoś rozważał że problem może nie leżeć ani w liczbie ani w skupieniu, tylko w tym że te afirmacje nie są zakorzenione w żadnej szerszej praktyce? Sama afirmacja to trochę jak runa wyrwana z kontekstu. Niby znaczenie jest, ale siła przychodzi z całości.
A co jeśli ktoś nie umie medytować? Ja próbuję i ciągle mi uciekają myśli, nie wiem czy to przeszkadza w afirmacjach czy nie.
Chciałam dopytać o to zmęczenie bo to mnie dotyczy. Czy to znaczy że w niektóre dni powinnam robić mniej afirmacji niż w inne? Zawsze myślałam że regularność wymaga tej samej ilości codziennie.
Nie, regularność nie oznacza tej samej ilości. Regularność to stałość praktyki, nie stałość dawki. Sportowcy nie trenują z tą samą intensywnością każdego dnia - mają dni ciężkie i lekkie. To samo ma sens przy afirmacjach. Dwa powtórzenia z pełną obecnością w kiepski dzień są więcej warte niż dwadzieścia mechaniczne.
To co mówi Agatowa_R zgadza się z tym co słyszałam o stopniowaniu afirmacji. Że lepiej zaczynać od zdań z 'jestem gotowa na' albo 'pozwalam sobie' zamiast od 'jestem bogata' czy 'jestem pewna siebie'. Czy to jest powszechna zasada w tej praktyce czy raczej jedno z podejść?
A czy ten krytyczny głos z czasem cichnie? Praktykuję już kilka miesięcy i u mnie on nadal się pojawia. Zastanawiam się czy to normalne że tak długo.
Kilka miesięcy to absolutnie normalny horyzont. Przekonania budowały się latami, nie cofną się w kilka tygodni. U niektórych osób krytyczny głos nie znika całkowicie, ale zmienia charakter - z agresywnego staje się po prostu obecny w tle. Pytanie brzmi nie 'czy znika' ale 'czy przestaje rządzić'.
No ale kilka lat? Serio? To jest jakaś przepaść. Czy nie ma szybszej drogi do tego żeby afirmacje po prostu działały bez całej tej walki ze sobą?
Właśnie to mnie zastanawia - jak to jest z tym ciałem? Mam w ogóle nie myśleć o słowach i skupiać się na tym co czuję fizycznie? Bo to brzmi dla mnie bardziej jak medytacja ciała niż afirmacje.
